Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego

31.03.2018
sobota

Abp Jędraszewski, siewca pisowskiej propagandy

31 marca 2018, sobota,

Krakowski metropolita mówi, że należy tworzyć w sobie i wokół siebie cywilizację prawdy i miłości. Szkoda, że słów, które kieruje do wiernych, sam nie traktuje poważnie.

1. Nie od dziś wiemy, że abp Marek Jędraszewski nieoficjalnie pełni funkcję kapelana „dobrej zmiany”. Że z dużo większą gorliwością przykłada się do obrony poczynań pisowskiego rządu niż do upowszechniania nauczania papieża Franciszka. Można było żywić nadzieję, że przynajmniej w czasie Triduum Paschalnego porzuci polityczne ciągoty i sympatie. I że zachowa się jak duszpasterz.

Moja nadzieja okazała się płonna. Przemawiając do wiernych w Wielki Piątek w Kalwarii Zebrzydowskiej, metropolita krakowski postanowił wykorzystać tekst biblijny mówiący o sądzie Jezusa, aby zaatakować opozycję. Co takiego powiedział hierarcha? Otóż nawiązując do wydarzeń sprzed ponad dwóch tysięcy lat, porównał zachowanie dzisiejszych polityków opozycji do zachowania Piłata. Zastanawiacie się oczywiście, jakie to rozumowanie kryje się za tą analogią. A więc takie, że dzisiejsza opozycja, podobnie jak kiedyś Piłat, ulega presji „ulicy i zagranicy”.

2. Argument „ulicy i zagranicy”, jaki władza wytacza wobec opozycji, starając się ją zdyskredytować, nie jest nowy. Od jakiegoś czasu słyszymy go z ust pisowskich polityków, którzy niszcząc w Polsce praworządność, znajdują się na cenzurowanym Unii Europejskiej, która domaga się od pisowskiego rządu przestrzegania standardów demokratycznego państwa prawa. Każdy w Polsce, kto ma podobne zdanie, jest w optyce pisowskiej zdrajcą.

Sęk w tym, że argumentu „nie będzie nam ulica (marsze) i zagranica (UE) dyktować, co my tu robimy w Polsce” nie stworzyli pisowscy spece od propagandy. Jarosław Kaczyński, który użył tej frazy w roku 2017, zapożyczył ją od Zenona Kliszkego – zaufanego współpracownika Władysława Gomułki, człowieka „numer 2” we władzach PRL w latach 1956-1970. To zapożyczenie rozpoznał już dawno mój kolega – jeszcze z czasów, gdy pracowałem w „Tygodniku Powszechnym”, wybitny redaktor Tomasz Fiałkowski.

Krótko: w 1968 roku frazę tworzy duet Kliszko&Gomułka, obecnie do dyskursu politycznego przywrócił prezes Kaczyński, a do narracji religijnej wprowadza abp Marek Jędraszewski. Nie sądziłem, że kiedyś będę świadkiem sytuacji, w której autorytetem dla krakowskiego metropolity godnym cytowania będą towarzysze Kliszko&Gomułka, bo cytatów obecnego papieża w kazaniach hierarchy jest jak na lekarstwo. Innymi słowy to, że dla arcybiskupa ważniejsi są Gomułka i Kaczyński niż Franciszek, wiele mówi o duchowej i intelektualnej kondycji lidera krakowskiego Kościoła.

3. W tym samym kazaniu abp Jędraszewski mówił: „Musimy tworzyć w sobie i wokół siebie cywilizację prawdy i miłości. To wielkie zadanie, jakie stoi przed nami, przed Kościołem w Polsce, przed Polską”. Mam poczucie graniczące z pewnością, że arcybiskup Jędraszewski, biorąc sobie za intelektualnych patronów pezetpeerowskiego aparatczyka i prezesa Kaczyńskiego, tworzy nie cywilizację miłości, ale pogardy i podziału.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop