Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego

11.02.2018
niedziela

Marks, proboszcz i wiara

11 lutego 2018, niedziela,

Gdy ksiądz wyżej ceni swoje kapłaństwo niż człowieczeństwo, to zawsze przegrywa chrześcijaństwo. I, w ostateczności, Bóg.

1. Część z Was doskonale pamięta to słynne stwierdzenie ks. Józefa Tischnera. Słynne, bo ściągnęło na krakowskiego księdza gromy z jasnego nieba. Kapelan Solidarności powiedział: „Nie spotkałem w moim życiu nikogo, kto by stracił wiarę po przeczytaniu Marksa i Engelsa, natomiast spotkałem wielu, którzy ją stracili po spotkaniu ze swoim proboszczem”.

Oburzenia nie kryli głównie koledzy Tischnera – kapłani. Że jest niesprawiedliwe. Że krzywdzące. Tischnerowi jednak szło o to, że to księża są tymi, od których zależy jakość wiary. Że oni są na pierwszej linii Bożego – jeśli mogę tak powiedzieć – frontu, gdzie rozgrywa się to, czy człowiek przekroczy próg świątyni, czy też postanowi omijać ją szerokim łukiem.

2. To krótkie stwierdzenie Tischnera nawiedziło mnie, kiedy przeczytałem informację o pewnym proboszczu, który wobec ludzkiego dramatu zachował się jak pracownik korporacji, a nie kapłan głoszący Dobrą Nowinę. Otóż doszło do tragicznego wypadku w Radzyminie pod Warszawą. Kierowca, który miał 1,76 promila alkoholu we krwi, potrącił 15-latka, który mimo podjętej reanimacji zmarł. Dla rodziny, kolegów i całej wspólnoty mieszkańców to ogromna tragedia.

Ale to dopiero początek dramatu. Rodzina zmarłego doświadczyła kolejnego, gdy proboszcz rozpoczął mszę pogrzebową. Powiedział, co leżało mu na sercu. „To nie jest msza żałobna. Jak wiecie, stała się wielka tragedia. On nie chodził na religię, czym doprowadził do publicznego zgorszenia. Co gorsza, namawiał innych, by tak postępowali. Skoro wypisał się z wiary, to nie jest naszym parafianinem”.

Trzeba mieć serce z kamienia, by wobec takiej tragedii, publicznie, w Kościele, mówić, że kartoteki i chodzenie na lekcje religii są ważniejsze niż ból, cierpienie i dramat rodziny, która straciła ukochane dziecko.

Proboszcz – zamiast solidarności, współczucia, delikatności – pokazał przede wszystkim, jak bezduszna jest kościelna machina urzędnicza. To właśnie o takich proboszczach myślał ks. Tischner, gdy mówił, że – powtórzmy – „nie spotkałem w moim życiu nikogo, kto by stracił wiarę po przeczytaniu Marksa i Engelsa, natomiast spotkałem wielu, którzy ją stracili po spotkaniu ze swoim proboszczem”. Ilu z tych 800 ludzi, którzy byli w Kościele w czasie mszy, odeszło z przekonaniem, że do Kościoła już nie warto wracać?

3. Tischner mówi też, określając swoją tożsamość, w ten sposób: „Najpierw jestem człowiekiem, potem filozofem, a na końcu księdzem”. Kluczowe jest to: „Najpierw jestem człowiekiem”.

Gdybym zaś na podstawie zachowania proboszcza miał określić jego tożsamość i hierarchię wartości, to musiałbym powiedzieć: najpierw jest nauczycielem religii, potem proboszczem, a na końcu człowiekiem.

Może się mylę, ale wydaje mi się, że za każdym razem, gdy ksiądz wyżej ceni swoje kapłaństwo niż człowieczeństwo, to zawsze przegrywa chrześcijaństwo. I, w ostateczności, Bóg.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Panie Jarosławie, ma pan kłopot ze zrozumieniem istoty kościoła.Opiera się pan na wypowiedziach ks.Tischnera, który podobnie jak Życiński, Pieronek, Boniecki, Lemanski, jest wyjatkiem od reguły.Bo regułą są Rydzyk, Michalik, Wojtyła, aż po obecnego poczciwinę papież Franciszka, który konsekruje na biskupów pedofilow(Chile) , albo Jędraszewskiego naszego katolickiego troglodytę.
    Dla mnie tajemnicą jest że w tej organizacji czasami pojawiają sie jakieś przyzwoite osoby. Co one tam robią ?- to mnie zadziwia.
    A pan usiłuje przekonać księży, którzy stanowią samą esencję tej organizacji, aby byli najpierw ludźmi !
    No niech pan ich namawia !

  2. I tak dobrze, że nie bredził o karze Pana Boga za odejście z kościoła.

    Osobiście, gdybym naprawę wierzył, czy też doznał łaski wiary to nie sądzę, że jakiś pierwszy lepszy matoł tylko dlatego, że jest księdzem mógłby wywołać zwątpienie jeśli chodzi o moją wiarę.

  3. Dzięki nieistniejącemu ,katacheta ,ksiądz uwolnił mnie od złudzeń i innych przywar związanych z religją.A jeżeli inieitniejący ,istnieje ,to będę pławił się w rozkoszach raju ,bo przestrzegam przykazań wymyślonych na ziemi.No i nie zdradzam tajemnic swego życia.W prawosławiu to dostrzegli i jest spowiedż powszechna ,nie do ucha.A nurtuje mnie jedno.Czy to sprawka szatana ,że księży na miarę księdza Tischnera jak na lekarstwo. a epidemia hodowców danieli?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Podobnie mój teść doświadczył takiego potraktowania przez proboszcz. Teść był kościelnym.Oprócz dbania o kościół, musiał dbać o porządek w obejściu plebanii i dbać by gospodyni w kuchni nie brakowało wody. W tym dniu przyniósł tylko 3 wiadra.Śpieszył się, bo żona była ciężko chora, a my z żoną w tym dniu dłużej pracowaliśmy. Następnego
    dnia przyszedł na plebanię, by przynieść brakujące wiadra wody. Gospodyni mu oświadczyła, że jest zwolniony i nie musi przynosić już wody.Pleban dobrze wiedział jaki stan jest chorej teściowej, kilka dni w naszym domu ją wyspowiadał i przyjęła komunię.
    Za kilka dni teściowa zmarła.Oto chrześcijańskie podejście plebana. Od tej pory straciłem wiarę i nie uczęszczałem na msze. Biorę tylko udział w ceremonii kościelnej z okazji ślubów,pogrzebów itp ceremoniach. Byłem zakałą w rodzinie ale się nie poddałem. Swego czasu ksiądz chodził po kolędzie, zadzwonił, otworzyłem drzwi, czy przyjmuję księdza. Odpowiedziałem, że nie bo jestem niewierzącym, a on mi oświadczył, że też jest niewierzącym ?????????????/

  6. Skoro takie i tym podobne przypadki zachowań kleru nie są w stanie zlaicyzować Polków to KrK może spać spokojnie.

  7. „„Najpierw jestem człowiekiem, potem filozofem, a na końcu księdzem”.
    Nie, ks. Tischner – słyszałem to wielokrotnie z jego ust – mówił: „najpierw jestem filozofem, potem człowiekiem, a na końcu księdzem”. Była to jedna z niefortunnych wypowiedzi ks. Tischnera. Prawdą jest, że filozofowanie było jego żywiołem, że cieszył się nim i cieszył swoich słuchaczy. Ale gdyby nie był księdzem, nie sprawował Mszy świętej, nie głosił kazań, nie spełniał szeregu posług duszpasterskich, dziś mało kto wiedziałby w Polsce, że był filozofem. Prawda jest taka, że bycie filozofem w naszym kraju nie przynosi zaszczytu, ani popularności ani szacunku, bycie księdzem, dobrym księdzem tak. Tischner swoją wielką popularność zyskał jako ksiądz. Dlatego szkoda, że niezbyt pochlebnie wyrażał się o swoim kapłaństwie, choć, wbrew jego słowom, na pierwszym miejscu był kapłanem i prawie wszędzie był zapraszany jako wybitny kapłan i duszpasterz.

  8. Ąby na świecie zapanował pokój i dobrotyt, należy złapać i odizolować od reszty 50-ciu najbogatszych Żydów – Henry Ford

  9. W Pana Boga wierzę, w jego urzędników niekoniecznie.

  10. Bóg nie może tracić, on powołał księdza do swych posług, więc chyba wiedział, co robi.

  11. Ja nie mam z tym problemu – gdy umrę niech mnie spalą. Z asystą guślarza czy bez. W końcu co za różnica – i tak będę martwy.