Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego

8.10.2015
czwartek

Niebezpieczeństwo klerykalizacji kobiet

8 października 2015, czwartek,

Bodaj jedynym miejscem, gdzie kapłan słucha kobiet z uwagą, jest… konfesjonał.

1.

Rzymski Synod poświęcony rodzinie przykuwa uwagę światowych mediów także dlatego, że pojawiają się na nim pomysły, które – szczególnie z punktu widzenia katolika znad Wisły – mogą przyprawić go o szybsze bicie serca. A może i stan przedzawałowy…

Przykładowo, wczoraj kanadyjski arcybiskup Paul-Andre Durocher powiedział, że Synod powinien zastanowić się nad możliwością dopuszczenia kobiet do święceń diakonatu: „Myślę, że powinniśmy zacząć poważnie patrzeć na możliwość wyświęcania kobiet diakonów. Diakonat w tradycji Kościoła bardziej wiąże się z posługą niż z kapłaństwem”.

Kanadyjski purpurat ma dobre intencje. Tym bardziej, że dodaje, iż Synod wyraźnie powinien stwierdzić: nie można usprawiedliwiać jakiejkolwiek dominacji mężczyzn nad kobietami. Zwłaszcza powołując się na Biblię, której teksty wykorzystuje się dziś niekiedy do podtrzymywania i utrwalania patriarchalnych struktur. Jak choćby słynny fragment ze św. Pawła: „Kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo nakazuje. A jeśli pragną się czego nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów! Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu”.

2.

A zatem zapytajmy: jaką rolę w Kościele Rzymskim odgrywa diakon? Otóż posługa diakonatu jest obecnie zarezerwowana wyłącznie dla mężczyzn. Mogą oni czytać Ewangelię w czasie mszy świętej, rozdawać komunię, udzielać chrztu, błogosławić małżeństwa, prowadzić pogrzeby. Nie mogą spowiadać i odprawiać mszy.

Krótko: jeśli Kościół zgodziłby się na diakonat kobiet, to oznaczałoby to dla nich dwie rzeczy. Po pierwsze, kobiety znalazłyby się w centrum hierarchicznej struktury, w której diakonat jest najniższym stopniem święceń, a więc weszłyby w strukturę kościelnego poddaństwa. Taka sytuacja utrwaliłaby tylko patriarchat, a nie go znosiła. Po drugie, jak widzimy, diakonat nie łączy się z władzą, ale z ciężką pracą, której księża mężczyźni nie chcą się już podejmować, bo nie daje ona prestiżu albo, po prostu, jak na Zachodzie, brakuje do takiej pracy księży.

Czy zatem propozycja kanadyjskiego purpurata to jest ta „dobra nowina”, na którą czekają wciąż pozbawione głosu i władzy w dzisiejszym Kościele kobiety? Sęk w tym, że sprawa, niestety, nie jest taka prosta. Już kilka lat temu zapytałem jedną z czołowych feministek katolickich, Elisabeth Schüssler Fiorenzę, czy kobiety winny domagać się od Kościoła możliwości świeceń diakonatu i kapłaństwa?

Oto jej odpowiedź: „Ten kij ma dwa końce. Kobiety muszą dwa razy pomyśleć, nim zdecydują się ślubować posłuszeństwo wobec autorytetów kościelnych, jako warunek dopuszczenia ich do posługi diakonatu – najniższego stopnia w hierarchii kościelnej. Dlatego należy pytać, czy ordynacja jest w ogóle dla nich dobra? Czy nie podwaja wykorzystywania i przemocy wobec tych kobiet, które zdecydują się na taki krok?”.

Istnieje więc realne niebezpieczeństwo – mimo że pozornie prawo kobiet decydowania o wyborze swej drogi zostanie poszerzone – hierarchicznej zależności. Dlatego, dodaje teolożka z Harvarda: „Mój punkt widzenia jest inny. Jestem bardziej za radykalną demokratyzacją Kościoła, niż za cząstkową klerykalizacją kobiet”.

3

Trudno tej argumentacji nie przyznać racji. Tym bardziej, jeśli dodamy, że mężczyźni w Kościele są gotowi oddać kobietą okupowane do tej pory przez nich urzędy czy funkcję tylko w jednym wypadku: kiedy ten urząd czy funkcja nie daje już władzy i prestiżu, a polega na wykonywaniu ciężkiej pracy. Bo, jak mówi wielu księży, kobiety dobrze sprawdzają się w kościelnych zakrystiach, gdy sprzątają, a nie daj Boże na zgromadzeniach, gdzie zapadają decyzje. A jedynym miejscem, jak sami duchowni czasami żartują, gdzie kapłan słucha kobiet z uwagą, jest… konfesjonał.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. Wypisy, czyli fundamentalny dylemat kościoła a la blog: kobietą mieć czy być?

    Dzisiaj takie czasy, że wszystko prawda, co napisane – bo opublikowane.
    Także o kościele i jego synodach.
    To jasne, że „radykalna demokratyzacja kościoła” musi zwyciężyć „cząstkową klerykalizację kobiet”.
    Tym bardziej, że mężczyźni już doszczętnie zklerykalizowani, „są gotowi oddać kobietą(!)” co najwyżej uciążliwości klerykalizacji którymi są „sprzątanie zakrystii”, ale już nie udział w „zgromadzeniach, gdzie zapadają decyzje”.
    Niewątpliwie to główne i fundamentalne deliberaty synodu.
    Na tej kanwie, nietrudno o wniosek, że oczywistym zadaniem synodu jest penalizacja podsłuchiwania kobiet w konfesjonałach, połączona z nakazem aby przesłuchiwać kobiety mogły tylko same kobiety (jak w każdym cywilizowanym aparacie wykonawczym władzy).
    Naturalnie, kobiety, które swą płeć świadomie zinternalizowały i przyjęły, nie tylko te jedynie z urodzenia (przecież: radykalna demokratyzacja).
    Tak, synod te rewolucje omówi i zatwierdzi w końcu nową jedność kościoła w swej dwoistości: eklezji damskiej i męskiej (a w następnych latach może i damsko-męskiej, męsko-męskiej a także w konsekwencji damsko-damskiej).
    Jest nawet odpowiednia i ugruntowana w tradycji symbolika przyszłych konfesjonałów męskich i damskich… (ew. skojarzenia czytających – na własną odpowiedzialność, pod groźbą Lex Doda).
    Pozostanie problem narastającego wykluczenia rodzaju nijakiego, co widoczne jest we wpisie inicjalnym, proponującym narrację o kościele jako startupie fejsbukowym.
    I nic to, że rewolucje synodalne, jak doświadczenie i zdolność wnioskowania uczy podatnych na nauki i inteligencję intelektualną, kończą tam, gdzie ich początek – w dokumentacji fałszu i obłudy, reformowaniu kończącym się na noszonych pod sutanną reformach.
    Chociaż koń jaki jest, każdy widzi, nie brak chętnych na obnoszenie się na blogach z końskimi okularami.
    Twarzowe, ale pozaumysłowe, trzeba „te narracje” brać co najwyżej na wiarę.

    Uff 😉

  2. Kościół kat. jako organizacja stricte męska od 2000 lat, zasługuje, poprzez swoje zasługujące na nadzwyczajne traktowanie zasługi na to, by trwać w męskości na straży Objawienia, jak trwa dotąd.
    Jak powiedział inż. biskup Pieronek: Kościół kat istnienie od 2000 lat – je-je-je, i chwała Bogu, mimo wrogów, mimo trwogów je-je-je, dzieje sie, cieszy sie i wciąż chce mu sie je-je-je.
    Co się intonuje prawdopodobnie na melodię utworu harcerskiego:
    „płonie ognisko w lesie, wiatr smród czarownic niesie…”

    Jak przez 2 tysiące lat kobieta nie miała czego innego szukać w Kościele, to i dalej nie powinna.
    2000 lat Prawdy, która jest Prawdą, Jedyną Prawdą, Pełną Prawdą, która jest W Pełni w Biblii Objawiona oznajmia jasno: rządzi mężczyzna a kobieta to worek nieczystości.
    Z Objawieniem się nie spieramy. Jest to Prawda: kobieta na kolanach, zmywająca kościelne posadzki, jest workiem nieczystości.
    Roztropnie jest się do uświnionej kobiety mężowi błogosławionemu nie zbliżać, bo się zakazi. roztropność dowodzi Prawdziwości Słowa. Słowo to mówi Żydom, żeby w Szabat nie robili więcej niż 150 kroków, bo się spocą, co jest bluźniercze oraz smrodliwe, a Bóg uwielbia tylko smrody określone co do gatunku:
    – smrody zwierząt całopalnych,
    – smrody trupów zarżniętych na jego cześć przez Bogu wierny Lud Boży,
    – smrody trupów własnoręcznie przez Boga w ofierze dla siebie samego zarżnięte,
    – smrody kadzidlane,
    – smrody bagienne, oborne, wrzodne, zadżumione, zacholerzone, skrofuliczne, suchotnicze i wszelkie podobne zaraźliwe. W celu wywołania smrodów gnilnych Bóg stworzył zarazki i uratował je z Potopu.

    Kobiety najlepiej zrobią robiąc co dotąd, z małym minusem: nie pukać do biskupich drzwi i nie pukać do konfesjonałów.
    Ich prestiż, wolność, podmiotowość, poczucie szczęścia i sensu życia zaraz się powiększą.
    Prześcigną w ten sposób biskupów, którym z powodu tych 2000 lat się coraz bardziej pomniejsza.

  3. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że decyzje obecnego synodu będą na tyle konserwatywne, na ile „się da”, i tylko na tyle „postępowe”, na ile być muszą.
    Kościół posiadł bez wątpienia umiejętność trwania, samopodtrzymywania, co skądinąd było o wiele łatwiejsze, niż udowodnienie prawdziwości starożytnych legend, które głosi ze zmieniającą się, stosownie do czasów, interpretacją.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Kościół trwa i będzie trwał… Dlatego niejaki tow. Dżugaszwili zorganizował w swoim czasie partię dokładnie na wzór Kościoła licząc przynajmniej na te skromne 2000 lat… Niestety nie wyszło…
    I dobrze !

  6. O ile mnie pamięć nie myli, w Niemczech i Austrii kobiety też rozdają komunię, kielich krąży z rąk do rąk. A dziewczynki w komżach służące do mszy to w Europie Zachodniej powszechny widok.

  7. To ta wasza („Polityki”) obrończyni demokracji: „Z powodów czysto politycznych PO sztuczkami formalnymi zablokowała możliwość przegłosowania tej ustawy” http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,18994918,ostatnia-szansa-ustawy-o-uzgodnieniu-plci-ogladaj-transmisje.html#Czolka3Img

    A, Autorowi serdecznie gratuluję gigantycznej odwagi w ponownym krytycznym podejściu do lex Halicki minister z PO.

  8. > Po pierwsze, kobiety znalazłyby się w centrum hierarchicznej struktury, w której diakonat jest najniższym stopniem święceń, a więc weszłyby w strukturę kościelnego poddaństwa.
    Już w niej są, choćby w zakonach żeńskich.
    Jak dla mnie, to byłby ruch w dobrym kierunku. Kościół nie zniósłby rewolucji, a pełny dostęp kobiet do kapłaństwa czymś takim by był. To mógłby być pierwszy krok, wystarczający… ech, biorąc pod uwagę czas mielenia watykańskich młynów na nie mniej niż ćwierćwiecze. Ale dałby miejsce dla następnego kroku.

    @azur:
    Widywałem i w Polsce komunię dawaną na rękę.
    Widywałem i w Polsce ministrantki, choć fakt, że w bardzo nielicznych parafiach (i widziałem tylko na Górnym Śląsku).
    Słyszałem, że w jednej z parafii (w Polsce, w Polsce!) nie tylko są ministrantki, ale i dba się o to, by w służbie ołtarzowej był parytet, ba! by wchodziły mieszane pary, tak aby nie sugerować pierwszeństwa chłopców przed dziewczynkami, ani dziewczynek przed chłopcami.
    To więc jest możliwe, także w Polsce.

    @Tanaka:
    We wczesnym kościele były diankonki. I zapewne biskupki. To nie jest więc pełne 2000 lat. Raczej coś koło 1800…

  9. PAK4
    9 października o godz. 13:29
    „We wczesnym kościele były diankonki. I zapewne biskupki”.

    A gdzie można o tym przeczytać ?

  10. Sprawił mi Pan Redaktor tym tekstem wielka satysfakcje, zwłaszcza ze nieczesto się zgadzamy:)) Zawsze zachodziłam w glowe, skąd takie „ambicje” kobiet, żeby się garnąć do kapłaństwa, które oznacza tylko cięzka robotę i stresy, a satysfakcję – sporadycznie. Czy nie lepiej zostać premierem lub prezydentem?

  11. PAK4
    9 października o godz. 13:29 27411

    Podobno, może. Może diakonki, lub coś w rodzaju. Może być może zdarzyła się jakaś postać kobieca podobna do biskupki.
    Być może jest jakiś fakcik na ten temat.
    Jest to dla Kościoła kat. bez znaczenia. Oraz w zakresie skutków dla wyznawców i reszty otoczenia.
    Instytucja jest ściśle „męska”. „Męska” w tym sensie, że osobnicy będący członkami kleru posiadają męskie drugorzędne cechy płciowe. Natomiast tożsamość płciowa, konstytucja psychiczna oraz skłonność organiczna bywa bardzo różna.
    Od zawsze.
    Kościół kat. niech ma jak chce. Na okrągło gada o swojej „dwutysiącletniej historii”, więc się z tym zgódźmy.

    Diakonki i biskupki kłócą się z niebieską książeczką, co się czasem nazywa Biblia, albo Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu.
    Kobieta jest w tej książeczce istotą z męskiego inwentarza domowego. Jak koza, łowieczka, stół albo zydel.
    Książeczka mówi wyraźnie:niech baby siedzą cicho.
    Nasz ulubieniec, św. Paweł, mówi o babach jeszcze dosadniej.

    Po 2000 lat Kościół kat ma ciągle podobnie jak miał. Baba w Kościele nadaje się głównie do trzech rzeczy:
    a. szorowania podłóg w kościele i przyległościach.
    b. robienia za torbę na dzieci ogólne i dzieci księżowskie.
    c. w związku z p. a i b, baba ma być filarem demograficznym i finansowym Kościoła. kat. To głównie baby zaludniają pomieszczenia uprzednio prze siebie wyszorowane, oraz baby dają swój ostatni grosz na „dzieła miłości”.

  12. Jesli szanowny Autor tak bardzo boi sie klerykalizacji kobiet, to proponuje
    zwrocic sie z prosba o azyl do Arabii Saudyjskiej. Tam szanownemu Autorowi
    uda sie uniknac takiego problemu z cala pewnoscia.