Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego

5.10.2015
poniedziałek

Kościół: między szpitalem a salą sądową

5 października 2015, poniedziałek,

Kościół Franciszka-lekarza i Kościół biskupów-sędziów muszą się ze sobą zderzyć.

1.

Wczoraj w Watykanie rozpoczęła się druga odsłona Synodu poświęcona rodzinie. To ważne spotkanie zainicjował papież Franciszek przejmującą homilią. W swoim kazaniu zarysował linię programową, według której chciałby prowadzić rozmowy i obrady poświęcone problemom, z jakim spotykają się dziś ludzie – w szczególności rodziny. I, jak to u Franciszka bywa, w jego homilii nie ma kościelnej nowomowy. Nie ma uciekania od ludzkich dramatów w moralizatorstwo, które u słuchających i zmagających się z życiem ludzi wywołuje tylko uśmiech na twarzy.

Franciszek jest realistą, dlatego z taką ostrością dotyka bolączek naszej kultury. I dramatu życia – życia każdego z nas: singli, rozwodników, rodzin, księży, świeckich. Przykładowo, mówi: „Dziś przeżywamy paradoks zglobalizowanego świata, w którym widzimy tak wiele luksusowych domów i wieżowców, ale coraz mniej ciepła domu i rodziny; wiele ambitnych projektów, ale mało czasu, aby żyć tym, co zostało osiągnięte; wiele wyrafinowanych środków rozrywki, ale coraz głębszą pustkę w sercu”. Jaką rolę do odegrania w takim świecie ma Kościół? Czym on ma być dla zmagających się z życiem ludzi?

Kościół, zdaniem papieża, czuje się zobowiązany do poszukiwania i leczenia zranionych par olejem akceptacji i miłosierdzia; do bycia „szpitalem polowym”, z drzwiami otwartymi na przyjęcie każdego, kto puka z prośbą o pomoc i wsparcie. Co więcej, do wyjścia ze swego ogrodzenia ku innym z prawdziwą miłością, aby iść ze zranioną ludzkością, aby ją włączyć i doprowadzić do źródła zbawienia.

Tyle papież Franciszek.

2.

Także wczoraj w sprawie kondycji rodziny głos zabrali, kierując do wiernych list czytany w Kościołach, nasi biskupi. I nie zaskoczyli: list jest pisany kościelną nowomową, niewolny od stereotypów na temat ludzkiego życia i, jak zwykle, przesycony tanim moralizatorstwem. Życie rodzin sprowadzone jest tu w zasadzie tylko do prokreacji. A więc do klasycznych problemów, które nie pozwalają spać spokojnie rodzimym duszpasterzom: in vitro czy antykoncepcja.

Oto próbka, jakim dobrym słowem karmili wczoraj wiernych biskupi: „Z wielkim niepokojem obserwujemy rosnące przyzwolenie społeczne na promocję i używanie środków antykoncepcyjnych oraz wczesnoporonnych, które wyrządzają ogromne szkody duchowe i zdrowotne. Kościół zdecydowanie przestrzega przed stosowaniem pigułki »dzień po« i wzywa do zaprzestania jej dystrybucji”.

Co ciekawe, biskupi w swoim liście odwołują się tylko dwa razy do papieża Franciszka. I to w kontekście in vitro. Nie ma natomiast nawet próby przejęcia przez hierarchów Franciszkowego języka – pełnego czułości i miłosierdzia wobec człowieka grzesznego. Jest za to kazuistyka, pozbawiona powagi i zrozumienia dla dramatów, jakie w zglobalizowanym świecie, świecie dzikiej konkurencji i sprowadzenia życia do liczenia strat i zysków, przeżywają rodziny.

3.

Gdybym więc miał opisać za pomoc metafor strategię duszpasterską Franciszka i polskiego episkopatu, to zrobiłbym to za pomocą dwóch figur. Z jednej strony mamy figurę lekarza, do której odwołuje się Franciszek. Papież chce być jak lekarz, który pomaga rannym, a więc ludziom poturbowanym przez życie, dojść do siebie, by mogli dalej stawiać czoła wyzwaniom. W tej optyce, w konsekwencji, Kościół jest, by odwołać się do słów papieża, szpitalem polowym, który nie pozostawi nikogo bez opieki i troski.

Z drugiej strony mamy figurę sędziego, do której z lubością odwołują się polscy biskupi. I według tej logiki piszą swoją duszpasterską strategię. Tu dominuje logika nakazów, potępiania za grzechy, piętnowania nieprawości i oczywiście… karania. Kościół w tej optyce jest jak sala sądowa, do której przychodzisz, koniecznie skruszony, by wyznać przewiny i otrzymać stosowną karę.

Kościół Franciszka-lekarza i Kościół biskupów-sędziów pasują do siebie jak pięść do oka. Te dwa modele Kościoła zderzą się ze sobą w czasie synodalnych obrad na temat rodziny. Od tego, który z tych modeli przeważy, zależeć będzie przyszłość katolicyzmu w Polsce.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 29

Dodaj komentarz »
  1. Bardzo odważny tekst o lex Halicki (Halicki – minister z PO) i możliwości utraty 500 mln zł. Brawo, a przecież Autor mógłby mniej odważnie, np. napisać o pogawędkach kleru.

  2. To ja już wolę papieża Franciszka.

  3. Panie Redaktorze, przecież w homilii papież podkreslil, ze jedyny związek może być związkiem kobiety i mężczyzny. I podtrzymał doktrynę koscielna w sprawie małżeństw homoseksualnych. Oto link do sprawozdania z otwarcia Synodu w brytyjskim „Telegraphie”:

    http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/europe/vaticancityandholysee/11910352/Vatican-sacks-gay-priest-after-highly-public-coming-out.html

    Wczesniej wylał ks. Charamse z roboty. Po co łudzic ludzi, ze Franciszek jest reformatorem, skoro nim nie jest?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. A tu fragment homilii w tłumaczeniu angielskim:

    This is God’s dream for his beloved creation: to see it fulfilled in the loving union between a man and a woman, rejoicing in their shared journey, fruitful in their mutual gift of self. It is the same plan which Jesus presents in today’s Gospel: “From the beginning of creation, ‘God made them male and female’. For this reason a man shall leave his father and mother and be joined to his wife, and the two shall become one flesh. So they are no longer two but one flesh” (Mk 10:6-8; cf. Gen 1:27; 2:24).

  6. „Dziś przeżywamy paradoks zglobalizowanego świata, w którym widzimy tak wiele luksusowych domów i wieżowców, ale coraz mniej ciepła domu i rodziny; wiele ambitnych projektów, ale mało czasu, aby żyć tym, co zostało osiągnięte; wiele wyrafinowanych środków rozrywki, ale coraz głębszą pustkę w sercu”
    A ja tak się zastanawiam, kiedy to były te szczęśliwe czasy ciepła rodzinnego i życia tym, co osiągnięto, czy wśród pańszczyźnianych chłopów, wyzyskiwanych robotników, czy zblazowanych arystokratów lub kapitalistów? A może w epoce kamienia łupanego?
    Każdy czas miał i ma swoje problemy. Może teraz lepiej pewne sprawy widzimy i rozumiemy, ale problemy są równoważne i dobrze by było, gdyby to zgromadzenie zajęło się rzeczywistością , a nie wzdychaniem do mitycznych czasów.

  7. „Kościół, zdaniem papieża, czuje się zobowiązany do poszukiwania i leczenia zranionych par olejem akceptacji i miłosierdzia.”

    Kościół sam z siebie nic nie może. Same czułe słowa Franciszka nic nie znaczą, jeśli nie będzie w nich Boga. Tylko Bóg daje prawdziwe pocieszenie, zaś ludzie, z papieżem włącznie, tylko wtedy, gdy słuchają Boga. Bez Boga nie ma miłosierdzia. Jeśli Bóg dał nam przykazania, które są wyrazem Jego miłości, to trzeba je przestrzegać. Wszelkie próby ich obejścia są iluzja i kłamstwem.

  8. Papież jest jak lekarz operujący umierającego. Po otwarciu pacjenta zobaczył, że wewnątrz jest tylko rakowata tkanka. Chciałby to wyciąć, ale wówczas zostałaby tylko zewnętrzna skorupa, czyli on i może jeszcze kilku Lemańskich. Sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Budowla, która była klajstrowana przez 2000 lat po prostu zmurszała i się najzwyczajniej w świecie wali. Nie ma takich czarów aby można było ten proces zatrzymać. Może na gruzach tego wykiełkuje coś bardziej atrakcyjnego ?. Jakiś np. Świecki Kośćiół Nowoczesnego III Tysiąclecia.

  9. Niestety link dotyczący polskich biskupów prowadzi donikąd. Swoją drogą, że też chce się Panu to czytać…

  10. Słusznie pisze jarsons70.
    Typowe ględzenie tych, co to chcieliby zmienić naturę ludzką, która kształtowała się przez setki tysięcy lat, a nie jakieś tam 2000.
    Ale naprawiacze święcie wierzą, że uda im się zawrócić historię.
    Seks, odurzanie się, aborcja, czy inne potępiane przez KK ludzkie zachowania, są z nami od początku – początku ludzkości, a nie powstania, jednej z wielu religii; chrześcijaństwa.
    Kupa nawiedzonych, a raczej cynicznych mentorów. Kto potrafi myśleć, ten wie o co w tym wszystkim chodzi.
    Kiedyś chociaż ludzie wiedzieli jak wyglądał bóg w którego wierzyli – chrześcijanie wierzą w fantom – chyba że, waldi poda dokładny rysopis.

  11. @sugadaddy
    5 października o godz. 12:49
    ,,Naprawiacze świata” – Drogi Sugadaddy trochę optymizmu. Począwszy od Prometeusza zawsze byli jacyś naprawiacze. Nie zawsze IM wychodziło ale zasiewali częstokroć nasiona dzięki któremu świat stawał się choć trochę lepszym.
    Wystąpienie polskiego epidiaskopu należy ocenić w kategoriach obsesji. A w zasadzie żerowania na pewnej obsesji.
    Nie mogą wystąpić zgodnie z ,,duchem Franciszka” bo wtedy by byli zmuszeni zakwestionować swoje ,,nauczanie” z ostatnich 25 lat. Lepiej gadać o kondomach niż o kapitalistycznej drapieżnej chciwości (bo przeca polski kler może być tu wzorem takiego zachowania), o pokorze (czego najlepszym dowodem są pomniki faraona Wojtyły za życia czy postawa samego epidiaskopu), sprawiedliwości (sprawiedliwym jest unikanie podatków przez kler?), o szacunku ( ,,Nie może być pełnią człowieczeństwa ten kto nie należy do Kościoła*” więc czymże są nie-katolicy?). Lepiej o aborcji czy in vitro niż o warunkach ekonomicznych/społecznych, które uniemożliwiają wręcz posiadanie potomstwa (elastyczny czas pracy, elastyczne formy wyzysku).
    Zresztą koń jaki jest każdy widzi…

  12. * zasłyszane własnousznie

  13. Papież przemawiał do bogatych.Biedni nie mają dużych domów.I tu problem.Bo niemoc Frańciszka poraża i wywołuje rozpacz ,zrozumienie i beznadzieję.Bo jest tak- ,przez 2000 lat stali się bogaczami ,mieszkają w pałacach ,obsypani złotem ,służącymi i rogacizną na zakąskę.I w tej rajowej na ziemi sytuacji, namawiają ludzi do ubóstwa i wstrzymania rządz biologicznych nadanych przez Boga.Ubiór Frańciszka i Jego ubóstwo sposób życia jest cierniem na głowach purpuratów ,podobnym do Jezusowaego.I na tym polega paranoja w KK.

  14. Między ustami a brzegiem pucharu, czyli nowa ramolówka pomiędzy telenowelą i horrorem.

    Przyznaję że ten felieton Pana Redaktora przełamuje swym egzaltowanym komizmem moją niechęć do komentarzy na tematy jałowe.
    A takim tematem jest uprawiana przez Redaktora
    Sztuka Przysłaniania Nagości Królewskiej Szatkami Przewiewnych Metafor.
    Wiarygodności temu kabaretowemu wyczynowi na dodać z cała powagą afirmowana i skądinąd zupełnie mylna i fałszywa implikacja, jakoby pomiędzy Biskupami a Papieżem istniała kontrowersja. Jakby Kościół i jego postawa nie były wynikiem kanonicznie instytucjonalnej hierarchiczności i spójnej na wszystkich szczeblach bezwględnie totalitarnej posłuszności…
    Jakby trwał wewnętrzny jakiś dyskurs kościelny pomiędzy Kościołem Błędnickim i Wypaczennym oraz Władcą Jego, Wujaszkiem Litościwym.
    Policjantem dobrym i złym…
    Kto tę bzdurę kupuje, zapominając że Kościół to ten, co po czynach Go poznacie, jego sprawa, ale towar to z jakże niskiej półki manipulacji (tyle, że populistycznie atrakcyjny na mocy efektu skali).
    Pomijając nawet ten fałsz implikacyjny, jeszcze weselej robi się w następującej na jego gruncie analizie… retoryki Pana i Jego Ludu, świadczącej jakoby o głębi konfliktu lekarsko-sędziowskiego.
    Otóż, biorąc pod uwagę właśnie cytowaną retorykę rzekomych frakcji (o ile można poważnie traktować ukrytą sugestię Pana Makowskiego, że Papież jest dysydentem we własnej Organizacji), bo cóż innego, jak retorykę Autor analizuje, nasuwa się zgoła inna niż lekarsko-sędziowska metafora i jej podmiot.
    Nie „Kościół”, Panie Redaktorze, stawiany jest sam przez się, tj w osobie papy i jego biskupów „pomiędzy szpitalem a salą sądową”, ale Parafianie aka Owieczki.
    One to są sytuacji podmiotem, w przedmiocie: kto kogo gdzie stawia.
    Ich to wybór ma być w posłuszeństwie sędziom w bliskich owczarniom, jak koszula ciału kościelnemu, diecezjach i parafiach ORAZ (a nie: albo) leczeniu ogolonych do zera tym narzędziem dusz, słodkimi umizgami Naczelnego Goliducha (w skórze retorycznej jagniątka).
    Taka jest racjonalna konkluzja analizy porównawczej obu retoryk, w kontekście praktyk, jakie opisują.
    Bo przecież narracja „A”, ta Franciszkowa, to nic innego jak tania, na użytek populum retoryka „dawnych dobrych czasów” skonfrontowana dla wzbudzenia fałszywego dysonansu poznawczego i poczucia krzywdy wobec „szklannych wieżowców pożerających dzieci”, duchowo jedynie możliwej do zaspokojenia (oczywiście na zakrystii).
    A narracja „B”, Biskupia, to już i owszem wyrok, jakże doczesny i „bliski ludziom”, za narracji Naczalstwa Biskupiego ewentualne przez parafian niełykanie.
    Można by oczywiście na poważnie nasadzić tu dalszy i fachowy rozbiór psycho-logiczny i erystyczny zadanych cytatów, ale skoro sam Cytujący, wykwalifikowany wszakże Filozof i Teolog kpi sobie z czytelnika, ignorując swą wiedzę i kompetencje, nie ma powodu kabaretu wznosić na poziom farsy.
    Jest i tak śmiesznie, że aż metaforycznie.
    Na metaforę Teologa porównująca Papę z Lekarzem, pozwolę sobie odpowiedzieć więc z równą i symetryczną wyobraźnią i humorem.
    Nie Kościół więc, w tej sytuacji Kościoła Walczącego ze Światem i Cywilizacją, a Wierni, istotnie rozdarci są pomiędzy …izbą wytrzeźwień (od Miłości głoszonej z Rzymu) a salą tortur /b>(wyrokowaną im zaocznie lecz namacalnie, w parafii).
    Komiczne w swej desperacji próby zakrycia oczywistej dla trzeźwych nagości króla i królestwa jego – metaforami, to co najwyżej
    wodzenie się ślepców na zatracenie.

    Dzięki Bogu jednak, i na szczęście, całe te tragikomiczne okoliczności przyrody (i wpisowe wywody) wkrótce piekło pochłoniei od 26 października nastanie królestwo prawdziwe, w swej małości nie do przykrycia żadną metaforą.
    Ot co. 😉

  15. Czas zmienia rozumienie pojęcia rodzina. Nie bardzo rozumiem , dlaczego podjęcie tak fundamentalnego tematu dla przyszłości ludzkości odbywa się bez udziału samych zainteresowanych , którzy uważają, że stanowią rodzinę
    dającą i przekazującą uczucia miłości , bezpieczeństwo ekonomiczne i gwarancję praw związanych z wolnością sumienia.

  16. @ sugadaddy

    „Kiedyś chociaż ludzie wiedzieli jak wyglądał bóg w którego wierzyli – chrześcijanie wierzą w fantom – chyba że, waldi poda dokładny rysopis.”

    Poznasz „rysopis” a raczej samego Boga zaraz po śmierci, na sądzie szczegółowym. Dla Ciebie byłoby jednak lepiej, gdybyś go poznał wcześniej. Szczerze Ci tego życzę.

  17. waldi,
    Proponuję Ci garden party z udziałem krasnoludków żyjących u mnie w ogrodzie.
    Jeden – zwie się Podziomek – wyżera mi w nocy zapasy.

  18. Tak na marginesie rozważań Redaktora, czy wiernym się powinno być leczeniu, czy wyrokom (jaki piękny dylemat!), pozwolę sobie zilustrować ten praktyczny problem zagadką diagnostyczną.
    Czyli taką, która rozpoznaje u zagadkowiczów konieczność leczenia lub sądzenia 😉

    Jakiż to pasterz tak komentuje rzekomy konflikt postaw i wartości w łonie Kościoła (co jak się zdaje sugeruje Gospodarz):

    „…Wiele razy, gdy miałem konflikt z jakimś duchownym, byłem przez niego krytykowany czy atakowany, po paru miesiącach wychodziło na moje. Wszyscy porzucili kapłaństwo albo zostali ukarani…
    a/ ksiądz Oko
    b/ Papież Franciszek
    c/ ksiądz Lemański
    d/ ksiądz Hans Kueng

    Dla ciekawskich, odpowiedź, kto tak trafnie postrzega prawdziwe i niezmienne przesłanie KK wyrażone czynem, można usłyszeć na każdej mszy.
    (albo tu: „Szkoda księdza Charamsy…” na wyborcza.pl)
    Dla wygodnie niewidzących trafnej odpowiedzi (także teologów i filozofów), co odwodzą owieczki na zatracenie, od izby wytrzeźwień do sali tortur – żaden szpital nie uchroni przed wyrokiem sądu KK. 😉
    Miłej zabawy.

  19. sugadaddy
    5 października o godz. 17:47 27391
    Cha, cha, znakomite, ależ się uśmiałem.

  20. Pan Jarosław daje sprawom kościelnym dobry tytuł: „Między szpitalem a salą sądową”.
    Jak poucza kino gangsterskie, między szpitalem a salą sądową następuje mordowanie świadka koronnego. Następnie sąd może sobie coś sądzić, ale już o niczym.

    „Franciszek jest realistą, dlatego z taką ostrością dotyka bolączek naszej kultury”
    Tu znowu potrzebna jest korekta: papież Franciszek nie jest żadnym realistą.
    Realistami są ci, co wzięli swoje rzeczy i zostawili za sobą tą instytucję oszustwa, żyjącą z kłamstwa założycielskiego, w stanie niezmiennego i nieusuwalnego zakłamania i działalności przeciwludzkiej.

    Franciszek może jest fantastą: snuje miraże o jakimś ludzkim Kościele, o jakiejś uczciwości i „miłości”, które z mocy zasady istnienia Kościoła, nie przynależą i nie będą przynależeć do rzeczywistości.
    Te miraże i nadzieje mogą go napędzać, ale to wszystko. Nic w tym realistycznego.
    Realne jest natomiast to, że Franciszek-fantasta, konfrontuje się z przemysłową ubojnią ludzi, która na końcu wypuszcza ludzką mielonkę w kolorowych woreczkach.

    Przez 2 tysiące lat Kościoł kat ciągle wyznaje „miłość bliźniego” i ciągle nie ma pojęcia, co to takiego. Od 2 tysięcy lat na „Objawienie” , które jest w dodatku „niezmienne”, „pełne” i „jedyne”. I ciągle nie ma pojęcia, o co chodzi w tym „objawieniu”.

    Nikt nie ma pojęcia o co w tym „objawieniu” chodzi. Samych chrześcijan jest 41 tysięcy rodzajów, a każdy rodzaj uparcie twierdzi, że on jeden rozumie „objawienie”, a inni – nie.

    Skutek, niezmienny jest zawsze taki sam: świat niechrześcijański musi najpierw błagać, potem prosić, następnie krzyczeć domagając się do Kościoła kat szacunku, uznania dla rzeczywistości i normalności, równości, podmiotowości, a na końcu – bo prośby nie działają nigdy – walić Kościół kat gazrurką w łeb.
    Ta metoda działa, aczkolwiek walony rurą w czachę Kościół kat strasznie wrzeszczy, że boli i że niesprawiedliwie, i że to zbrodnia, cywilizacja śmierci i tepe.

    Franciszek mówi całkiem sporo, ale mówi fantazyjnie:
    „Dziś przeżywamy paradoks zglobalizowanego świata, w którym widzimy tak wiele luksusowych domów i wieżowców, ale coraz mniej ciepła domu i rodziny; …wiele wyrafinowanych środków rozrywki, ale coraz głębszą pustkę w sercu”.

    Jak ktoś mówi fantazyjnie, ale chce uchodzić za realistę, należy go zapytać, kiedy to mianowicie było lepiej w sprawach „pustki w sercu”? Kiedy był lepiej w sprawie „ciepła domu i rodziny”?
    Za czasów niewolnictwa panowały miłe i ciepłe, pełne miłości i szacunku wzajemnego stosunki rodzinne i społeczne?
    Może za czasów feudalnych? Może za kapitalizmu Dickensowskiego, może za globalizacji kolonialnej, ekspansji imperialnej na przełomie XIX/XX wieku?
    A może w czasie dwóch wielkich wojen światowych, w których mordowali się wzajemnie niemal sami chrześcijanie, specjaliści od „Objawienia” i „miłości bliźniego”?

    Pan, panie Jarosławie powinien to pamiętać, bo Franciszek o tym w swoich fantazjach widać zapomniał: miłość i ożenek z miłości, to są wynalazki bardzo świeże.
    Wcześniej wiele było powodów życia w kupie, ale „miłość” była najsłabszym z nich, lub żadnym.

    Ową miłość głoszą ci, co nie mają o niej żadnego pojęcia. Pouczają, żądają i rozliczają, będąc ofiarą niemiłosiernych stosunków, których skutkiem znaleźli się pośród członków kleru i którzy swoje niemiłosierne życie ćwiczą do mistrzostwa w brzuchu tej życiożerczej bestii, zwanej Kościołem kat.

    Szczytowym osiągnięciem Franciszka i jego potencjalnych sojuszników, może być tylko bardziej kolorowy nadruk na puszce mielonki z człowieka, którą robi Kościoł kat.
    W niczym nie będzie to lepsze niż jest: więcej kolorów nie zmienia treści, a ją lepiej maskuje, co jest tylko wyższym stopniem oszustwa.

    Papież Franciszek zna marzenia Boga:
    „Marzeniem Boga jest związek miłości między mężczyzną a kobietą”

    Muszę w związku z tym coś papieżowi wyjaśnić. Pan, panie Jarosławie, może zechce Franciszkowi wiadomość przekazać, jako fachowy teolog i posiadacz odpowiednich kontaktów: to Bóg tworzy homoseksualistów, w dodatku na swój obraz i podobieństwo. Nic nie dzieje się bez woli Boga.
    Jeden homoseksualista- ksiądz właśnie krzyczy: przestańcie, biskupi, prześladować, poniżać, gardzić homoseksualistami !
    Franciszek gardzi. Bowiem gardzi Bóg, a on zna marzenia Boga. Godna szacunku jest tylko jedna relacja: kobieta hetero – mężczyzna hetero. Reszta to nędza, obrzydliwość i cel nienawiści.
    Franciszek co prawda rzekł niedawno: kimże jestem, by osądzać homoseksualistę?
    Rzekł. I nic to nie znaczy. Bo naprawdę musi znaczyć, co zawsze.

    Ja Franciszkowi odpowiem: jesteś wyznawcą Biblii. Biblia mówi, co się należy homoseksualiście: ukatrupić.
    I Kościół kat katrupi.

  21. @ Tanako:
    w kwestii poruszanego przez Ciebie, w ramach (jakże soczystej) filipiki „ad papam et mobilam eo”, realizmu:
    Realnie, to …słowo przeciw słowu.
    A któż i czym że stawić jest słowo godne godzien przeciw Słowu Bożemu?
    I tak kółko dramatyczne o wizerunku kabaretowym się zamyka, jak dyskusje o czarnym kocie, którego w pokoju ociemniałych jak nie ma, tak nie ma…
    Ależ ile za to radości w tych dysputach dla realiów ducha i umysłu…

    Z uszanowaniami z niebiesiech /-/

  22. Gekko
    5 października o godz. 21:11 27395

    Realne jest przeciwfantazyjne: fantaście przybywa nieznośnej miłości bliźniego, realnie ubywa katolika w katoliku.

    Pozdrawiam, w pomarańczach.

  23. @ Tanaka

    Tanaka to ktoś bardzo zakochany w sobie i w swojej mądrości. Ta mądrość to gruby pancerz, którego nie przebije żadna wraża strzała. Nic dziwnego, że czuje się w niej bardzo bezpieczny. Bezpieczeństwo to duża wartość, o którą warto zabiegać, ale Tanaka osiąga ją za cenę zaawansowanej ślepoty. Nie widzi tego, co widzi wielu innych. On wie o tym, że widzi mało i niewyraźnie, ale pociesza się, że to, co widzą inni, to niezdrowy sen, to nocne koszmary, to wizje chorych ludzi. On jest przecież zdrowy, nie ulega złudzeniom, wszystko rozpoznaje prawidłowo. Dopóki tak sądzi, czuje się bezpieczny i zadowolony z życia. Ale co będzie wtedy, gdy kiedyś spadną mu łuski z oczu? Gdy pozna, że prawda jest jednak inna? Że dotąd się mylił? Czy przeżyje ten wstrząs? Czy będzie w stanie zorganizować sobie życie na nowo?

  24. Gorbaczow też chciał reformować niereformowalne. Mam nadzieję że to się podobnie zakończy i na gruzach wyrośnie coś bardziej przyjaznego ludziom, oczywiście tym którzy muszą wierzyć w bajki.

  25. Waldi – Tanaka ma powody do miłości własnej….Ty niekoniecznie.

  26. Dziekuję panu Makowskiemu za streszczenie niedzielnego kazania.
    Uczciwie przyznaję się, że się zdrzemnąłem w trakcie czytania tamtego listu.

  27. @ sugadaddy

    „Jeden – zwie się Podziomek – wyżera mi w nocy zapasy”

    Zostaw kota na noc, zagryzie dziada i będziesz miał spokój.

  28. 5 października o godz. 20:21

    „Biblia mówi, co się należy homoseksualiście: ukatrupić”.

    Co Biblia rzeczywiście mówi o homoseksualizmie?

    Pismo nie propaguje uprzedzeń do ludzi. Przedstawia jednak jasny pogląd na czyny homoseksualne: „Nie wolno ci położyć się z mężczyzną tak, jak się kładziesz z kobietą. Jest to obrzydliwość” .

    Zakaz ten, podobnie jak wiele innych przykazań moralnych, wchodził w skład Prawa nadanego Izraelitom. Biblijny pogląd na tę sprawę nie uległ zmianie w erze chrześcijańskiej. Zachowania homoseksualne określono w Biblii mianem nienaturalnych i obrzydliwych, ponieważ obejmują one współżycie płciowe nieprzewidziane w zamierzeniu naszego Stwórcy.

    Czy jednak uleganie pragnieniom homoseksualnym nie da się usprawiedliwić uwarunkowaniami genetycznymi, wpływem otoczenia lub wstrząsającymi przeżyciami, takimi jak wykorzystywanie seksualne? Z biblijnego punku widzenia, czynników tych nie można uważać za usprawiedliwienie. Dlaczego ? Zilustrujmy to przykładem.

    Jakiś człowiek może wykazywać coś, co specjaliści nazywają dziedziczną skłonnością do nadużywania alkoholu, albo też mógł się wychować w rodzinie z problemem alkoholowym. Niejeden współczułby takiej osobie. Nie znaczy to jednak, że zachęcałby ją do dalszego picia alkoholu lub do poddania się w walce z nałogiem po prostu dlatego, iż urodziła się z tą skłonnością bądź wychowała w nieodpowiednim otoczeniu.

    Podobnie Biblia nie potępia nikogo, kto zmaga się ze skłonnościami homoseksualnymi, ale też w żaden sposób nie przyzwala na uleganie im — niezależnie od tego, czy wynikają z uwarunkowań genetycznych, czy innych przyczyn. Księga ta udziela natomiast praktycznego wsparcia i zachęt, pomocnych w zerwaniu z praktykami homoseksualnymi.

    Według Biblii wolą Boga jest, by „ludzie wszelkiego pokroju zostali wybawieni i doszli do dokładnego poznania prawdy”. Choć Pismo potępia czyny homoseksualne, to nie krzewi nienawiści do homoseksualistów.

    Pogląd Boga na homoseksualizm jest jasny. W Piśmie o „mężczyznach kładących się z mężczyznami” jednoznacznie powiedziano, że „nie odziedziczą królestwa Bożego”. Jednak kolejny werset zawiera pokrzepiającą myśl: „A przecież takimi byli niektórzy z was. Ale zostaliście umyci, ale zostaliście uświęceni, ale zostaliście uznani za prawych”.

    Tak więc w zborze wczesnochrześcijańskim mile widziani byli wszyscy, którzy szczerze pragnęli czcić Boga na Jego warunkach. Podobnie dzisiaj Bóg serdecznie przyjmuje każdego, kto z serca zabiega o Jego uznanie — przez dostosowywanie do wymagań biblijnych swego życia.

  29. Źle sie zaczyna dziać w Watykanie. Pretorianin, zdradził.

  30. @ Tanako,
    istotnie, świat fantazji to raj dla akolitów.
    Szerzy się więc wszem i wobec słowo boże,
    bo przecież dziś każdy
    bogiem z wyboru – być może…
    A co dopiero po 25 października!
    Słowo więc ciałem wołu się nie stanie, do wrót nie zapuka.
    Liczy się nie słowo, a wiara.
    A wiara nie o(d)puszcza; Panu Makowskiemu pewnie też nie odpuści, po wyborach (pisany los ‚dezertera’?) 😉
    Świat realny zwycięża swą fantazją nadwiślańską nad poznawalnością cywilizacyjną.
    Amen.