Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego

17.06.2015
środa

Inne miasta są możliwe

17 czerwca 2015, środa,

Czy politycy-aktywiści odmienią oblicza naszych miast?

1.

Czasy, kiedy mówiono ludziom, co jest dla nich dobre i jak mają myśleć, minęły bezpowrotnie. Płaszczyzną, na której świetnie widać tę zmianę społecznego paradygmatu, są miasta. Także polskie.

Mieszkańcy już nawet nie tyle, że nie chcą pokornie słuchać, co „oświecone elity” rządzące i panujące mają im do zaproponowania, ale chcą po prostu większego współmyślenia i współdziałania. Zwłaszcza gdy decydują się losy ich osiedla, dzielnicy czy miasta. Zgodnie z zasadą: „Nic o nas bez nas”.

2.

Zapisem zmagań, jak ludzie zmieniają miasta, ale także jak miasta zmieniają ludzi, jest książka Justina McGuirka „Radykalne miasta. Przez Amerykę Łacińską w poszukiwaniu nowej architektury”. Książka ta jest reportażem, w którym opisywane są pomysły, zjawiska, architekci czy burmistrzowie, którzy zmieniali oblicze Sao Paulo i Bogoty, Caracas i Limy…

Zgoda, że książka jest przede wszystkim ucztą dla architektów i urbanistów. Ale swoje inspiracje odnajdzie tu i miejski aktywista, i polityk. I, co ważne, używający rozumu, a nie tylko spoglądający na zysk deweloper. Czego więc możemy nauczyć się od Latynosów, czytając „Radykalne miasta”?

3.

Po pierwsze, co także jest przekleństwem polskich miast, trzeba skończyć z „gospodarką spektaklu”. A więc z tym sposobem zarządzania miastem, gdzie miasto budowano nie na ludzką skalę, ale przede wszystkim ku czci architekta czy prezydenta.

Gospodarka spektaklu to dziś owe zdobiące miasta, także polskie, aqua parki, lotniska, centra kongresowe czy filharmonie. Gospodarka spektaklu jest dobra dla architektów tworzących dla samej architektury i developerów budujących dla zysku. Jest zła dla mieszkańców i wspólnoty, którzy muszą to wszystko utrzymywać. Przede wszystkim dlatego, że w logikę gospodarki spektaklu wpisana jest antyspołeczna zasada: prywatyzować miasto, uspołeczniać inwestycje.

Po drugie, Latynosi pokazują, że miasto to przestrzeń, gdzie należy eksperymentować – czy to włączając fawele do miasta i uznając je za jego integralną część, czy to wprowadzając społeczne innowacje, jak choćby mimów na ulice Bogoty, by w ten spektakularny sposób ograniczyć śmiertelne wypadki samochodowe, a sztukę uczynić narzędziem administracji publicznej. Czy to w końcu proponując budownictwo socjalne, w ramach którego drugą część domu musi zbudować nabywca.

I trzecia sprawa: w ramach miejskiej rewolucji, która dzieje się na naszych oczach, zrodził się nowy typ liderów: architektów-aktywistów i polityków-aktywistów. W oby przypadkach idzie o taki sposób projektowania czy działania miasta i w mieście, by nie tracić z oczu człowieka. Dobrym przykładem polityka-aktywisty był słynny burmistrz Bogoty, filozof, Antanas Mockus, który poprzez swoje działania, jak pisze McGuirk, stwarzał nową kulturę obywatelską, „przywracając Bogocie poczucie dumy i kolektywnej własności”.

Kiedy Mockus przejmował władzę w Bogocie, kipiało w niej od problemów: od kwestii zadłużenia poczynając, a na bezpieczeństwie kończąc. Jak więc stał się jednym z najsłynniejszych polityków-aktywistów, odmieniając zarazem oblicze miasta? Dobrze jego sposób działania oddaje myśl, którą rzucił do studenckich liderów z Harvardu: „Bogota była brzydka, ale wszyscy znamy brzydkich ludzi, którym świetnie się wiedzie. Jeżeli nie potrafisz zmienić hardware’u, postaraj się zmienić software”.

Nie da się przeskoczyć geografii miasta, szybko zmienić kapitału ludzkiego czy stworzyć nowy przemysł. To jednak, co można zrobić w ramach miękkich inicjatyw rozwoju miasta, to stworzyć takie warunki, by ludzie chcieli ze sobą współpracować, by mogli się od siebie nawzajem uczyć. Sztuczka, jaką zastosował w Bogocie polityk-aktywista, jakim był Mockus, polegała na tym, że zamiast budować miasto pełne szkół, stworzył szkołę, która była miastem.

4.

To nie jest zły pomysł, by zobaczyć i tworzyć miasto jako szkołę, w której wszyscy chcemy się od sobie uczyć: burmistrz od obywateli, obywatele od urzędników i mieszkańcy od mieszkańców. Dzień, w którym miasto zobaczymy jako szkołę, będzie dniem, w którym będziemy mogli powiedzieć: „Inne miasto jest możliwe”. Szczególnie tu, w kraju nad Wisłą, na taki dzień czekamy!

PS

Tolle et lege:

Justina McGuirka, „Radykalne miasta. Przez Amerykę Łacińską w poszukiwaniu nowej architektury”, Warszawa 2015.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. Znaczy się, likwidować aquaparki, filharmonie. lotniska, centra kongresowe. Zamiast tego włączać slumsy w obręb miasta i budować, a raczej szkolić, bo to będzie szkoła, w ten sposób wspólnotę obywatelską. Jakoś nie mam ochoty na mieszkanie w takim mieście.

  2. Są możliwe, tylko czy na zasadzie „jak się nie ma, co się lubi”, czy też jako emanacja potrzeb i aspiracji społeczności?
    Przykładów, jak ludzie* „zasiedlają”, oswajają, nobilitują jako „cool” najnowsze polskie spektakle architektoniczno-urbanistyczne jest tak wiele, że szkoda nawet zdzierać klawiatury… ok, niech będzie jeden, śląska Strefa Kultury, jeszcze przed oficjalnym otwarciem niektórych jej komponentów https://picasaweb.google.com/basia.acappella/SlaskiWeekend#6137217210657236114

    Półtorej-dwie dekady temu w Londynie miałam wielomiesięczny kontakt z kilkoma brazylijskimi aktywistkami ngo (zwłaszcza jedną, bardzo żarliwą z Porto Allegre) – boszsz, jakże one zazdrościły UK i Europie tych powstających „spektakli” (wówczas np Millenium Dome, przebudowa Wembley), tych przestrzeni, możliwości wejść skaterów i podobnych grup do „betonowni” (jak dla mnie 😉 ) Barbicanu, tworzonych wówczas w każdej bibliotece sal komputerowych, etc., etc. <= to były ich punkty odniesienia, to byłyby ich aspiracje, gdyby… … …
    ________
    *w tym młodzi i nawet subkultury – oni najmocniej interesują mnie w danym kontekście (z oczywistych względów)

  3. Miasta Ameryki Łacińskiej, oraz miasta im podobne, miały bardzo konkretne powody by się zmienić.
    Miasta w Polsce nie mają konkretnych powodów. Jakoś jest. Żyć się da. Było szaro – jest kolorowo. Był niedosyt informacji – jest dosyt – reklamy i plansze rzucają się każdemu na twarz – nie może powiedzieć, że jest niedoinformowany. Były dziurawe ulice – to zostały zalane betonem i asfaltem. Wszędzie beton i asfalt. Domy mieszkalne robi się z betonu. tak szybciej i taniej.
    Nie podobało się to pewnej piosenkarce. Śpiewała w proteście: „w domach z betonu nie ma wolnej miłości…”
    Ale to był beton peerelu. Teraz do starego betonu polskie miasta dodają nowy: demokratycznie wylewany, na wszystko po równo. Najlepiej lać na zabytki, one się bardzo dobrze wypełniają.

    Problemem nie jest to, że tu czy tam stoi, może niepotrzebna, filharmonia.To tyko jeden budynek. Niech będzie, że dwa budynki, nawet dziesięć. Problem jest w fundamencie miasta: jakiego miasta chcą ludzie. Jakie miasto jest dobrym miastem, lepszym i fajniejszym niż inne. Tego ludzie nie wiedzą. Chcą, żeby ogólnie dobrze było. Wiedzą, że ładne jest to, co kolorowe. Bo kolorowe są jarmarki. Więc mają tynki. I aquaparki; tam też kolorowo jest.
    A przede wszystkim dostają beton: betonowe drogi, betonowe mosty, betonowe estakady, betonowe mury oporowe, skarpy, ekrany separujące, filary, słupy, przepusty.
    To jest bardzo ładne: szczęśliwy mieszkaniec polskiego miasta nie ma nieszczęśliwych problemów mieszkańca miasta Ameryki Południowej. swoim autem po tym pięknym betonie wszędzie dojedzie.

    I proszę, mamy śliczne, polskie miasto.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Tanaka,
    piszesz tak, jakby londyńczycy jeździli może po drewnie… monachijczycy po pluszu, berlińczycy po jedwabiu… — Miasto to miasto, wypadkowa wielu uwarunkowań. A szczęście człowieka, gdy już ma pewną przestrzeń prywatną i pełny żołądek zależy od bardzo indywidualnych czynników. I żebyś wiedział, jak nieswojo a w porywach klaustrofobicznie czuje się niejeden mieszczuch (wychowany od dziecka w domach z betonu/cegły/muru pruskiego/lepiszcza londyńskiego/dykty) gdy go zabrać na wycieczkę górską!…
    — Bo mu nikt tego nie „dał” na tyle wcześnie, by to miało znaczenie, uformowało jego potrzeby, nawyki (pewnie powiesz)
    — Bo sobie nie wziął (odpowiem ja, gdyż w domach z betonu ten z dziupli obok robi coś zupełnie inaczej fascynującego, niż ten z dziupli obok jego dziupli… tylko się wychylić, umówić (nawet na fejsie 🙂 )).

    Jest coraz większy wybór, gdzie, jak, z kim mieszkać/funkcjonować, wybór powiększony ostatnio o naprawdę imponujące przestrzenie wspólne do zasiedlenia, wypełniania życiem i twórczością (zadanie!!!)
    A polskie aspiracje w tej mierze lokują się gdzieś na przecięciu tęsknot starożytnych Rzymian za podmiejską Arkadią (przesyconego Europą i Wawelem Jana – za Czarnolasem) i „urbanizacyjnego” ostrego wdruku* dokonanego przez komunistów w połowie XX wieku. Broń nas PB i zachowaj mieszać w to fawele!
    ➡ Poza wszystkim Polak to osobnik ambitny (i niecierpliwy 😉 ) – jeśli się mu zbyt długo nie podoba – zmienia śliczne polskie miasto na śliczne niemieckie, brytyjskie, amerykańskie… Pozostali po prostu cieszą się, że po dwóch dekadach płacenia podatków (w paliwach i gdzie indziej) za niespodzianki podwoziowo-wahaczowo-amortyzatorowe – śmigają wreszcie po równiejszych asfaltach i betonach (także do swoich liściastych arkadii śmigają, nie tylko do betonowych** miejsc pracy, zakupów i przeżuwu kurtury 😉 ).
    Oczywiście kolejne pokolenia będą gładkość dróg uważać za rzecz naturalną i należną, ale wielu obecnych 40-50 latków – w ramach prawa do szczęścia i satysfakcji – może się spokojnie jakiś czas cieszyć równym betonem, dalekimi od równomiernej czerni-szarości fasadami starych kamienic oraz nowymi obiektami cieszącymi oko i wygrywającymi rankingi nasze i cudze… Zabronisz? 😀

    _____
    *nie na wszystkich ów wdruk podziałał, ale wciąż żyje wielu obywateli, zwł. starszego pokolenia, utożsamiających miasto z awansem – nie tylko edukacyjnym, materialnym, cywilizacyjnym, ale i lajfstajlowym
    **swoją drogą co oni mieli wówczas z tym betonem?! — w czasach, gdy bloki z wielkiej płyty (na które czekało tak wielu) rosły o centymetr rocznie a o przydział worka cementu portlandzkiego trzeba było pisać papierki do gminy i nawet może i FJN wrzucić do (tfu!) urny! 😈 …przypomniało mi się też „nad ogromną betonową wsią z wolna gaśnie słoneczna żarówka…” – jaka podejrzana uniformizacja tekściarskich wyobraźni?… podejrzewam, że wszystkim wszystko dyktował Urban, by tym bardziej przygnieść i pognębić morale udręczonego społeczeństwa a zwłaszcza jego młodzieży! 😈 😈 😈

  6. Problemem naszych miast jest brak mieszczan, co powoduje brak ducha wspólnoty, tej interakcji, która sprawia, że miasto to miasto a nie tylko duże skupisko ludzi i firm. Brak dbałości o dobro wspólne. Oczywiście prawie każde z nich ma jakieś mieszczańskie jądro ale w większości ich mieszkańcy odwzorowują wieśniackość Polaków – ,,ja” i tylko ,,ja”. ,,Ja” kupiłem se mieszkanie, budujcie mnie drogę i zapewnijcie miejsce do parkowania w centrum. Dojazd ma być szybki – bezkolizyjny, bez korków. ,,Ja” oczywiście ogrodziłem się (brak mnie tylko pasa pola minowego) by było mnie bezpiecznie, ,,ja” siem wqurwiam jak cieć przycina trawkę nierówno. A za płotem? jak pisałem droga i miejsce do parkowania. No i mój piesek tam sra. I żeby policja pilnowała by nieodpowiedni ,,obcy” za blisko płota nie podchodzili. Drogi rowerowe? WTF? Rowerami jeżdżą lewackie pedały alias ekoterroryści/oszołomy, a komunikacją miejską biedna mierzwa.
    Inni ,,ja” (czasem przymuszeni cenami) ewakuowali się z tego do powiatu. Im też trzeba koniecznie wybudować drogę by wszędzie gdzie im potrzeba wygodnie sobie dojechali, koniecznie samochodem.
    Ograniczanie prędkości w centrach miast to lewacko-pedalski faszyzm. nie po to kupiłem se ekstra furkę bym siem niom toczył 30 km/h. Frajerstwo na pasach niech czeka normalnie oczywiście bym siem zaczyamł ale tą razom nie bo siem śpiesze. Przeciskać też po chodnikach powinno bo nie miałem czasu szukać parkingu.
    Poza tym podziemny za daleko i płatny a ,,ja” mam kredyty do płacenia.
    ,,Ja” wieszam brudną płachtę z reklamom – zarobie se. Co tam jakiś mi plastik miejski. Nim sprawa w sądzie się zakończy kaska mi poleci. Mandat? Grzywna – przez te dwa lata zarobiłem tyle, że …A że szpeci? Gdzie tam szpeci, zresztą oglądanie jest dobre dla turystów i nierobów. Co tu oglądać? ogląda się telewizję! Zresztą Paryż tam jezd ładnie – u nas jakoś tak niezbyt
    ,,Ja” kupiłem (,,okazyjnie” kolega dał mi cynia) kawał placu w mieście. Zrobie parking. Co prawda na dziko ale przecież miejsca parkingowe som konieczne*.
    No i tu władze miast: te wszystkie inwestycje ,,faraońskie” – funfle zarobią sobie od ekspertyz i projektu do finalnego wyposażenia. A kto będzie to utrzymywał? Mieszkańcy. Nie jest problemem aquapark – problemem są mieszkańcy zbyt biedni by z niego korzystać. Wyjście z rodziną na basen to ponad stówa. A licznik bije nie za pluskanie w wodzie ale i przebieranie i suszenie włosów.
    Te filharmonie w miastach powiatowych. Aż głupio nie mieć. A skąd filharmonicy? i kto ma ich twórczość ,,konsumować” skoro w okolicy większość zarabia ca. 2000zł a bilet po stówce? Na szczęście w urzędzie miejskim jest fundusz socjalny? Jest.
    Tu się sprzeda kawał terenu developerowi. Co prawda od 50 lat planują park tutaj ale po co? By menele mieli gdzie pić piwo/ A tak sobie tyle osób zarobi.
    To może edukacja – w mieście powiatowym X budujemy piękny campus ,,Uniwersytetu Humanistyczno-Rolniczo-Pedagogicznego”. Gdzie księgozbiory? Gdzie ,,suma wiedzy” czasem budowana przez wieki. ,,Załatwi się profesóra UJ na weekend a jak nie będzie miał terminu to podeśle asystenta”, a ,,księgozbiór” – jest Wikipedia?”. Ktoś zarobił przy budowie? ,,To jest miś na miarę naszych możliwości”.
    PANIE REDAKTORZE JAK TO PRZEŁAMAĆ. To jest polski ,,kapitaliz” i ,,społeczeństwo”. Za to zbiórkę z Owsiaka zrobimy jak co roku super. I jesteśmy git.
    *W Poznaniu z dwoma dzikimi parkingami władze miasta nie umieją sobie poradzić od jakichś 15 lat.

  7. @Tanaka
    Dorzucę jeszczę apropos betonu, że scena polityczna też jest zabetonowana.
    Miasto powstało w Europie z tęsknoty za wolnością i po roku mieszkania w nim w wiekach średnich dawało uciekinierom (np. chłopom pańszczyźnianym) wolność i bezpieczeństwo. Niech tak zostanie. Twarde nie ideologom, którzy chcieliby miasto zamienić w jedną wielką szkołę.
    Niech żyje jak największa bezpieczna różnorodność. To czyni miasta interesującymi.

  8. a cappella
    18 czerwca o godz. 11:00 26887

    No dobrze, miasto to miasto, jest wypadkową wielu uwarunkowań, Polak jest ambitny, jak mu się miasto nie podoba – wyjeżdża, za ścianą można znaleźć ciekawych ludzi….
    Każdy się z tym zgodzi. Oprócz Zenka.
    Czy coś z tego w sprawie miasta wynika?

  9. Slawczan
    18 czerwca o godz. 11:50 26888

    Co do pewnej zasady – zgoda: brak mieszczan w mieście.
    Jednak czy mieliby to być mieszczanie w dawnym pojęciu? Może jacyś nowi – jacy?
    Wziąwszy pod uwagę wzrost dynamiki zmian społecznych i cywilizacyjnych, powrót do klasyki będzie trudny, może niemożliwy.

    Ja bym to nazwał nieco inaczej: potrzebni są tacy mieszkańcy miast, którzy są jego gospodarzami, a miast traktują jak własny dom, zgodnie z zasadą: gość w dom, Bóg w dom.
    Mieści się w tym i to, że nie śmiecą, sprzątają, prostują krzywe płoty, nie rozjeżdżają autami każdego tzw.trawnika, robiąc z niego błotną breję, powiedzą sąsiadowi „dzień dobry” i razem z nim przypilnują, żeby nikt nie łamał świeżo posadzonych przy ulicy drzew.

    A poza tym, będą się zastanawiać: po cholerę żyję w taki mieście? Muszę-nie-muszę, ale skoro mieszkam, to może moje miasto powinno być najładniejsze, najwygodniejsze, najsłoneczniejsze, najsprawniejsze, najprzyjaźniejsze ze wszystkich miast świata.
    I jak już sobie tak pomyśli, to coś zrobi, by tak się stało. Zacznie od porządnego zaparkowania auta i sprzątnięcia kupy po psie.

  10. Witold
    18 czerwca o godz. 16:39 26889

    To podstawa – miasto powinno być różnorodne. Ale nie pełne bezhołowia. Co nagminnie jest mylone.

  11. Jeśli chodzi o miasto jako takie i architekturę, to polecam przednią publikację Waltera Gropiusa „Pełnia architektury”.

  12. Ma Pan rację, ale czy by tego nie zacząć od siebie. Chociażby:
    1. W okolicach Cytadeli i Alei Wojska Polskiego nie wolno występować owym przysłowiowym Mimom bo to narusza honor, cześć i chwałę tych miejsc. Jak uważa przyszły rządzący PiS. W tych miejscach wolno chodzić tylko z opuszczoną głową i flagą narodową. Najlepiej na kolanach i śpiewając „Nie będzie Niemiec…”.
    Właśnie w Warszawie zlikwidowano dzielnicę Michałowice bo trzeba było zrobić koślawe i potwornie skomplikowane skrzyżowanie wielopasmowych autostrad. Tak skomplikowane, że jeśli się pojedzie lewym pasem zamiast prawym to się wyjedzie 20 km za miastem. kto tego nie spróbował, nie zna miasta. Ostatnio na Okęciu przejechanie niewidocznego, bo tuż za zakrętem zjazdu, kosztowało nas 15 km jazdy. Bo czasu na reakcję jest 2 sekundy a jeżeli akurat po prawej cię ktoś wyprzedza bo mu się należy. Mimo, że znam miasto.
    Tak tu jest pięknie i tak się pędzi jak pijane konie po betonie w szarej mgle. I jak widać wielu to sprawia przyjemność. Trudno wyjść z obory na świeże powietrze.