Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego

14.04.2015
wtorek

Lewica nie umie mówić

14 kwietnia 2015, wtorek,

Czas, by lewica pożegnała się ze słowem… lewica.

1.

Psychologii nie oszukasz. A ta podpowiada: lewica jest trupem. Dlatego pytanie dziś nie brzmi, czy polska lewica ma szansę się odrodzić, ale sprowadza się do dużo dramatyczniejszego: kiedy spotkamy się na jej pogrzebie?

Ten stan agonii, który przeciąga się dzięki Leszkowi Millerowi, Januszowi Palikotowi, a teraz kandydatce SLD na prezydenta Magdalenie Ogórek, można skwitować krótkim: „Aż żal patrzeć”.

I Miller, i Palikot, i Ogórek to grabarze polskiej lewicy. Miller jako socjaldemokrata chciał wprowadzić podatek liniowy. Palikot nie wiadomo czego chce ani kim jest: raz bowiem jest konserwatystą (gdy wydaje tygodnik „Ozon” i promuje pokolenie JP2), drugi raz socjalistą (gdy chce budować fabryki); spójności tu tyle, co kot napłakał. O Magdalenie Ogórek wiemy tylko, że chce rozmów telefonicznych z Putinem.

Najlepsze więc, co ci liderzy mogliby zrobić jeszcze dla lewicy, to ostatecznie zamknąć swoje projekty polityczne i zająć się czymś, na czym się naprawdę znają: Miller udać się na polityczną emeryturę i zostać komentatorem politycznym w – dajmy na to – TVN. Bo co jak co, ale zdolność do bon motów posiadł. Palikot wrócić do robienia wódki i jej sprzedawania. Ogórek zaś do pracy w telewizji śniadaniowej.

Krótko: im dłużej Miller, Palikot i Ogórek będą twarzami lewicy, tym gorzej dla lewicy. Gorzej, bo gruntuje się społeczne przekonanie: Polska to kraj, w którym lewica jest zbędna. A choćby dla równowagi politycznej partia lewicowa by się Polsce przydała.

2.

Ale wiarygodność polityczna liderów lewicy to dziś niejedyny i nie najważniejszy problem. Drugi, zdecydowanie poważniejszy, to kompromitacja socjaldemokratycznego języka – dyskursu, którego nie rozumieją Polki i Polacy. Paradoksalnie jeśli któryś z obecnych liderów lewicy się nie pomyli, mówi językiem neoliberalnej ideologii: konkurencyjności, wolnego rynku, prywatyzacji, podatku liniowego, outsourcingu zamówień publicznych…

Jeśli jednak się pomyli, to mówi z kolei językiem kolektywu partyjnego (aparat państwa, kadry…), albo, jak sekretarz Generalny Sojuszu, próbuje mówić językiem katolewicowym, przekonując, że Jezus z Nazaretu, gdyby dziś żył, to byłby członkiem SLD, co musi budzić tylko uśmiech.

Wiemy, że język to więcej niż krew. Że to, jak ludzie myślą, zależy od tego, jakiego języka używają, co w konsekwencji przekłada się na to, jak postępują i jak głosują. Krotko: zmiana myślenia wymaga zmiany sposobu mówienia.

Kryzys gospodarczy i ekonomiczny, kryzys na rynku pracy, bezrobotni absolwenci lub pracujący na umowach śmieciowych młodzi ludzie to przecież „wymarzona” sytuacja dla lewicy, która powinna wykorzystać ją nie tylko do zdiagnozowania na nowych warunkach sytuacji gospodarczo-społecznej, ale przede wszystkim zdefiniować w nowym języku spór polityczny i przedstawić swój system wartości.

Ludzie decydują, na kogo zagłosują, przekonuje George Lakoff, amerykański językoznawca, opierając się na swoim systemie wartości. A język, jakim się mówi o problemach, osadza je w tym systemie. Tyle że – jak mówi Slavoj Zizek – Bóg po to zesłał na ziemię kryzys, by ostatecznie lewicę pogrążyć. By, dodajmy, pokazać, że lewica jest niemową.

Nieporadność językową lewicy pokazały strajki i protesty, które przetaczały się ostatnio przez Polskę – od górników poczynając, po przez filharmoników, a na rolnikach kończąc. Żaden z liderów lewicy nawet nie podjął rękawicy, by zaproponować nowy język politycznego sporu, a tym samym dokonać przeramowania debaty politycznej. Lewica nie była w stanie zaproponować takiego języka, w ramach którego mogliby się odnaleźć niezadowoleni i protestujący. Nie wykorzystać takiej okazji to nawet nie zbrodnia, to po prostu błąd.

Bo, co ciekawe, dużo lepiej odnajdywała się w tym konflikcie rządząca PO, odwołująca się do logiki solidarności, która to logika, jeśli chcemy pokonać kryzysy, musi brać pod rozwagę i potrzeby górnika, i absolwenta. Wedle zasad: jedne z drugim, a nie jeden przeciw drugiemu. Albo PiS, które chciało na protestach zbijać kapitał polityczny, radykalizując dyskurs i sprowadzając go do znanej skądinąd narracji narodowo-katastroficznej, powtarzając: „państwo się zwija”, „państwo nie działa”, „nieudolny rząd”…

Lewica z tej debaty abdykowała. Co znaczy, że lewica jest zbędna.

3.

Kryzys lewicy to kryzys lewicowego dyskursu. Tymczasem jeśli chcesz odzyskać społeczeństwo, musisz odzyskać język, którym to społeczeństwo się posługuje, i zaproponować język, w którym ludzie byliby gotowi rozprawiać o swoim losie i w którym zechcieliby zamieszkać tak, jak chcą zamieszkać we własnych czterech kątach.

Abstrahując teraz od oceny programowej partii, bo nie jest to przedmiot tego tekstu, ale nowy język do opisu „starych” sporów udało się znaleźć greckiej Syrizie, która winnych greckiego losu odnalazła w eurokratach i bankierach. Dobrze radzi sobie hiszpańska Podemos, która wyrosła na gruncie buntu „Oburzonych”, sprzeciwiając się niesprawiedliwości i niemoralności współczesnego kapitalizmu.

I w Grecji – ale przede wszystkim w Hiszpanii – narodziny nowej lewicy wiążą się z narodzinami nowego dyskursu: języka, który odżegnał się od starego, już lekko przykurzonego dyskursu starej socjaldemokracji. I sporów kulturowych. „Podemos” znaczy: „Tak, możemy” i jest nawiązaniem do Obamowskiego „Yes, we can”. Hasło: „Tak, możemy” to przykład, jak język buduje elektorat szerszy niż tylko elektorat czysto ideologiczny. To język, który tworzy nowe ramy debaty, niewidoczne i niesłyszalne, ale doprowadzające do społecznej zmiany.

A zatem: kluczowe jest nie tylko to, kto mówi (wiarygodność polityczna), co mówi (nośny społecznie przedmiot sporu), ale – co arcyważne – jak mówi (język, którym definiujesz konflikt). Tematy, które są ważne dla ludzi z punktu widzenia politycznych możliwości lewicy, leżą dziś na ulicy – nierówności społeczne, brak pracy, rola państwa w rynkowej gospodarce… Ale lewica ma problem z wiarygodnością polityczną, czyli liderami. I z narzuceniem swojego języka, który pozwoliłby jej na nowo sformatować oś debaty publicznej, opisać tak rzeczywistość, by ludzie się w tym obrazie odnaleźli, uznali za swój i chcieli go poprzeć. Czyli: z mówieniem o wartościach, jakie lewica głosi.

Lewica, jeśli chce odroczyć swój zgon, musi pożegnać się ze słowem… lewica. Bo słowo to uruchamia w głowie skojarzenia, które dla lewicy są zabójcze: postkomunizm, podatek liniowy, niewiarygodność, kawior i szampan, partia starszych panów… Poszukać nowego języka i stworzyć na nowo ramy myślenia oraz wyartykułowanie w nowym języku katalogu ważnych dla siebie wartości. Tyle że dziś to chyba zadanie ponad siły.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 20

Dodaj komentarz »
  1. Bardzo sensowny i potrzebny wpis
    Lewica jest trupem bo najpierw dała sobie obciąć język – nawet nie wie jak nazwać swojego przeciwnika. Kiedyś to był ,,burżuj”, ,,kapitalista”, ,,imperialista”. A dziś? Powiesz kapitalista – to od razu cię wyśmieje jakiś wolnorynkowiec ,,czy amerykańskiego emeryta nazwiesz kapitalistą?” (a mowa o funduszu emerytalnym z USA). Potem lewica straciła zęby.
    Takie kwestie jak podatek od obrotu kapitałowego? Likwidacja rajów podatkowych? Opodatkowanie zysków w kraju ich powstania? To nie lewica. Bo tu wkracza:
    a. mechanizm korupcji – czy A. Kwaśniewski ,,lewicowiec” dostałby posadę u Kulczyka gdyby bronił praw pracowniczych? Czy raczej został nagrodzony, że nie przeszkadzał w ich wyzyskiwaniu? (pomijam inne zasługi). Albo ,,lewicowiec” Belka – w zasadzie różnic między nim a Balcerowiczem brak. Polityka to dziś nie misja, to robota, sposób ustawienia się. Także dla lewicowców.
    b. wpędzenie gospodarek w spiralę zadłużenia – obniżamy podatki najbogatszym ,,bo to da rozwój no i finalnie skapnie w dół” (dziś wiemy,że nie kapie) ale wydatków w warunkach demokracji nie da się obniżyć bez konsekwencji bo wtedy gniew wyborców. Dylemat ten udało sie Pinochetowi rozwiązać – za pomocą ,,zniknięć”, wyrywania paznokci,topienia w ekskrementach. Wobec niewydolności systemu ,,tniemy” znów. I jeszcze większy deficyt…Ratujemy się POŻYCZKAMI. I spirala zadłużenia gotowa. Efekt: rząd, jakikolwiek by nie był NIE MA POLA MANEWRU. Klasycznym przykładem jest Grecja: Syriza miała ,,rozwalić stary świat” na razie wężykiem pełza w ramach klatki długów, oczekiwań społeczeństwa. Przypominam: gdy oni zawiodą czeka jeszcze ZŁOTY ŚWIT. Najpierw zajmą się Żydami, pardon (to jednak 2015 a nie 1933) imigrantami a gdy to nie pomoże? Może ,,odzyskają” Cypr co na pewno zadziała inspirująco na patriotów w Turcji?
    Przeciwnik – kapitał(?), oligarchia(?) działa globalnie. A lewica? Walczy o prawa imigrantów, homoseksualistów (co jest groteską bo przeca i homoseksualista może być wrogiem ,,pasożytów na socjalu”), z globalnym ociepleniem ale o prawa pracownicze? Tylko gdy dotyczy jej bezpośredniej klienteli (no bo nie jako o zasadę). Jednym słowem lewica działa na poziomie poszczególnych krajów walcząc o prawa ludzi którzy w tych krajach są MNIEJSZOŚCIĄ lub nie mają prawa głosu) albo o kwestie abstrakcyjne (globalna ekologia) .Oznacza to, że nie ma szans na WIĘKSZOŚĆ bo nie walczy z realnymi problemami realnych ludzi tu i teraz. No i walczy lokalnie. Zwycięstwo lewicy w jednym kraju nic nie znaczy – banksterka taki zadłużony kraj w miesiąc może zwyczajnie zruinować. A kontrolowane przez korporacje media dostarczą odpowiedniej propagandy.

  2. Chętnie używa Pan pojęcia „lewicy” szafując nim dowolnie choć z powagą, ale chyba w obu przypadkach (pomijam Ogórek, bo chodzi mi o „formacje polityczne”) trzeba sobie powiedzieć, że ich dystynkcja była i jest czysto nominalna.
    W Polsce nie ma większych partii lewicowych, i być może tezę trzeba byłoby odwrócić i powiedzieć sobie: dopóki formacje jak SLD czy TR używają pojęcia „lewicy” nie ma szans aby ktoś zaufał nowemu podobnie określającemu się lewicą, dopóki samo pojęcie kojarzy mu się z formułą polityki, jaką proponują wspomniane partie.

    http://marekmroz.blox.pl/html

  3. Wydaje się, ze Nowacka i umie mówić i jest na nią, że tak to ujmę, rynek.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ale Nowackiej to lewica chyba się boi. 😉

  6. Pojecia lewica-prawica sa absurdem.

    Czas najwyzszy dostosowac sie do realiow obecnego swiata.
    Pojecia lewica-prawica zrodzily sie w drugiej polowie 19 wieku i odnosza sie do wlasnosci zrodel produkcji. (wlasnosc miejsc pracy)
    Kapitalisci (prawica) zawladali miejscami pracy a proletariat (lewica) byli tam w miejscach pracy tylko ‘wykorzystywani’.
    Istnialy wiec partie polityczne reprezentujace jednych i drugich.
    Takie stanowisko jest obecnie absurdem a nawet debilizmem. Niestety nieustannie powielanym przez pseudo intelektualistow i wszelkiej masci zadymiaczy.
    Rozwazmy struktury kapitalowe duzych korporacji. Np General Elekctric (GE).
    GE ma setki milionow akcjonariuszy, bezposrednich i posrednich. Posrednich po przez fundusze inwestycyjne, firmy ubezpieczeniowe, emerytalne, medyczne i banki,…
    Czasy inwywidualnych kapitalistow wlascicieli duzych firm juz dawno sie skonczyly czas to rozpoznac.

    Poza wkladem akcjonariuszy korporacje maja rowniez dlugi w swej strukturze kapitalowej i tu znowu inwestuja instytucje czyli fundusze inwestycyjne, firmy ubezpieczeniowe, emerytalne, medyczne i banki,…
    A kapital funduszy inwestycyjnych, firm ubezpieczeniowych, emerytalnych, medycznych i bankow,.. pochodzi od wszystkich ludzi pracy !!! Ktorzy po przez umowy o prace regularnie wplacaja skladki do funduszy inwestycyjnych, firm ubezpieczeniowych, emerytalnych, medycznych i bankow.
    (Tu widac ze likwidacja przywilejow pracowniczych jest zamachem na funkcjonowanie ekononomi kraju)
    Czyli ludzie pracy sa posrednimi wlascicielami swoich miejsc pracy !!! Jak w socjalizmie.
    Czyli pracownik np General Electric jest jednoczesnie prawicowcem i lewicowcem. Jest rowniez kapialista i proletariatem.

    Widac to rowniez na przykadzie malutkich jednoosbowych biznesow. Np, jednoosobowa firma hydrauliczna zawladana przez Kowalskiego zatrudnia Kowalskiego.
    Czyli Kowalski jest jednoczesnie prawicowcem i lewicowcem. Jest rowniez kapialista i proletariuszem.
    Podobnie to wyglada w kazdej firmie.
    Na polskiej scenie politycznej nie ma wiec ani lewicy ani prawicy. Dziennikarstwo i komentatorzy pieprza w kolo brednie, produkty swych wlasnych halucynacji.

    A sprawa jest prosta. Partie polityczne powinny miec za cel poprawe zycia ludnosci i zdrowia gospodarki kraju. Partie polityczne powinny miec realistyczne plany aby te cele osiagnac. Partie polityczne powinny sie ubiegac o poparcie spoleczne i tylko po to aby dostaly mandat na realizacje tych reaalistycznych planow.
    Media i komentatorzy powinni tylko i wylacznie oceniac realizacje zobowiazan parti politycznych wobec mandatu ktory dstaly od obywateli. Tego zadania media wogole nie wykonuja.
    Jest natomiast burdel, stan anarchi, kompletna niekompetencja na scenie politycznej i medialnej. I zatruwanie umyslow pojeciami jak lewica czy prawica.
    I to trzeba zmienic.

  7. Dziś pojawił się fajny news z kolejnym aspirującym/ex-/in spe (jestem nie chyba na bieżąco) liderem polskiej tzw. „lewicy” (tej kawiorowej) Kaliszem Ryszardem:

    http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,17754170,Rewolucyjne_orzeczenie_Trybunalu_ws__bankowego_tytulu.html

    W imieniu sejmu bronił jednego z najobrzydliwszych narzędzi w rękach banksterów, przy pomocy którego zniszczono materialnie już całkiem sporo osób, którym np. skradziono dowód a ktoś wziął na niego kredyt.

    Taką „lewicę” to spuścić w sedesie i zapomnieć… :/

  8. Wszystko ok, ale co Pan ma Gospodarzu do podatku liniowego – najbardziej sensownej, sprawiedliwej i niepokretnej regulacji jaka zaistniała w systemie podatkowym Nowej Polski?

  9. Jacyś ludzie pewnie i by chcieli zamieszkać „w kontach”, gdyby tylko mogli… Zwłaszcza gdyby takowe były pokaźne, na przykład po wygranej w totka. Niemniej jednak zwykle chcą mieszkać we własnych czterech „kątach”… 😉

    Pozdrawiam,
    Zuzankownia

  10. „O Magdalenie Ogórek wiemy tylko, że chce rozmów telefonicznych z Putinem”.

    Na początku kampanii piarowcy „jedynie słusznych” postanowili, że lud ma postrzegać panią Ogórek wyłącznie jako infantylną blondynkę, która chce się umawiać z Putinem przez telefon, i, jak widać, osiągnęli ten cel.

    Być może też bym tak sądził, gdybym kilka tygodni temu przypadkiem nie obejrzał w TVP wywiadu z panią O. Przypadkiem, bo choć był to pierwszy jej wywiad (przez długi czas unikała mediów), nikt go specjalnie nie zapowiadał. No i opadła mi szczęka, i to wcale nie z powodu fizycznych walorów kandydatki. Otóż pani O. wykazała się dużą wiedzą, znakomitą orientacją w prawie i ustawach, niespotykaną wśród polskich polityków kulturą języka i wypowiedzi oraz talentami dyplomatycznymi i inteligencją (co było widać zwłaszcza w przypadku podchwytliwych lub niewygodnych pytań). W bezpośredniej debacie prezydent Komorowski nie miałby z nią szans. A trzeba pamiętać, że na stanowisku polskiego prezydenta talenty dyplomatyczne są znacznie ważniejsze niż przywódcze. Wywiad ten oczywiście nie był później nigdzie szerzej komentowany. Gdyby zaliczyła jakąś wpadkę, jak z tym Putinem na początku kampanii, to „jedynie słuszni” trąbiliby o tym przez miesiąc. Ale wpadki nie było.

    Pani Ogórek ma z pewnością jedną wadę – jest za mało cwana jak na kamieni kupę. Dziś w Faktach TVN zobaczyłem migawkę z kampanii. Dzielny reporter „jedynie słusznych” uchwycił blond kandydatkę w chwili, gdy częstowała się różową watą cukrową. Różowa wata cukrowa. To jest to. Różowa jak ubranka Barbie, nijaka jak wata i słodka do zarzygania – tak lud ma oceniać kandydatkę, która ośmiela się odbierać „jedynie słusznemu” cztery punkty procentowe. Gdyby pani O. była bardziej cwana, to by się nie chwyciła tej waty, bo wiedziałaby, że to ustawka.

  11. Nadal czekamy na polską partię lewicową, bo po 1989 takiej nie było. Nie wiadomo czy się doczekamy, ale generalnie im gorzej tym lepiej.

  12. tow.Miller zaczyna mówić ludzkim głosem . Ciekawe czy to jest łabędzi śpiew na pożegnanie z polityką, czy to są osobiste refleksje po iluminacji, w czasie której grzesznicy widzą świat taki jakim on jest.

  13. Lewica? Jeszcze jedna, psu na budę potrzebna partia lewicowa?
    Nie wystarczy kompletnie Platformy (Obywatelskiej – jak niegdysiejsza milicja)?
    Szefowa tej partii to stara komusza wyjadaczka z zeseelu, wśród towarzyszy pełno nieuków, ciemniaków i chamstwa z awansu – wypisz wymaluj socjalistyczna jaczejka.
    To szemrane bractwo radośnie i bezmyślnie tworzy gnioty legislacyjne na poziomie ludowej republiki z dzikiej Afryki. Przykład – ta idiotyczna „konwencja”, której nikt z PO nie czytał, bo czytać nie umie.
    Korupcja urzędników, kłamliwe media i niewolnicze posłuszeństwo obcym interesom – czym się to niby różni od śmierdzącego bagna peerelu?

  14. TZW lewicę millerowsko -kwaśniewska ,zniszczyli towarzysze w terenie.Dorwali się jako karierowicze i nieudaczniki do żłoba i bez słowa sprzeciwu pozwalali na podatki liniowe ,ukłony dla szpiega tysiąclecia itd.No i takie np. bujacze ,które nie potrafiły prowadzić do boju Unii Pracy a teraz pouczają innych w telewizorze i wychwalają prezia tysiąclecia.Nie ma lewicy i prawicy nowego geniusza politycznego ,który by zdefiniował szaleństwo początku 21 wieku.Jest nędza i bogactwo ,zachłanność ludzka i bożek -pieniądz najbardziej uwielbiany przez funkcjunariuszy Boga.

  15. Ten cały dychotomiczny podział lewica- prawica, który tak mocno antagonizuje rzeczywistość, to faktycznie XIX wieczna kalka, która dzisiaj ma się dobrze, ponieważ proste konstrukcje są pożądane z racji tego, że ludzie poruszają się po uproszczonych mapach rzeczywistości, stąd jej do końca nie rozumieją. Bo niby jak oni się zdefiniują, jeśli będą musieli określić swoje poglądy w czterowymiarowym diagramie Nolana. To zbyt skomplikowane jest dla tłuszczy. Poza tym dychotomia w prosty sposób określa przeciwnika, a to przecia istotny motyw tożsamościowy.
    Z uporem maniaka będę powtarzał, że zagrożeniem dla polskiej demokracji są prawdziwki. I póki kato- prawacka mentalność będzie się panoszyć w przestrzeni publicznej, będziemy mieli to co mamy. Demokratyzacja to trudny proces, a tym bardziej w katolickich warunkach brzegowych.

  16. Chętnie się dowiem, co lewica miałaby robić. Jeśli ujmować się za najsłabszymi, to musiałaby przede wszystkim polubić się z Kościołem. To zrobił juz PiS.

    Sprawy, które Pan wymienia we wpisie nie budzą zainteresowania ludzi: podatek liniowy praktycznie w Polsce mamy – 98% obywateli płaci najniższą stawkę. Wprowadzenie progresu oznacza podwyższenie podatków ludziom zarabiającym mniej niż 6 500 PLN – życzę powodzenia:) Umowy śmieciowe, które nb. stanowią niecałe 5% umów o pracę, wkurzają głównie urzędników z ZUS. Kryzys to humbug – mieliśmy w Polsce co najwyżej spowolnienie gospodarcze, bezrobocie to sprawa małych miasteczek i wsi, a więc znowu wracamy do KK i PiS.

    Mieszczaństwo z kolei to PO – ich struktury rosną a SLD/RP kurczą się w bardzo szybkim tempie. Nie ma zbyt dużo miejsca na politycznym rynku.

  17. „O Magdalenie Ogórek wiemy tylko, że chce rozmów telefonicznych z Putinem.”

    …a ukochana SYRIZA już żebrała u Putina. To jest ten nowy język lewicy?

  18. W zasadzie na partie lewicowa nie ma u juz nas miejsca gdyz PiS zawlaszczyl wszystkie hasla lewicowe (ba, sa one wrecz komunistyczne czasami) wiec partiom lewicowym pozostaje jezyk liberalow aby sie czyms roznic od innych partii.

  19. On teraz juz wie, po 25 latach pasozytnictwa na podatniku, on teraz juz wie ze nie da sie budowac gospodarki na taniej sile roboczej. On juz wie ze innowacyjnosc jest niezbedna. Po 25 latach niszczenia i niechlujstwa w zabetonowanym systemie politycznym on sie nauczyl co powinien wiedziec. Ile to kosztowalo kraj, przez 25 lat ?
    http://tvn24bis.pl/z-kraju,74/komorowski-na-ekg-panstwo-i-przedsiebiorcy-lojalni-wobec-siebie,534960.html

    Kiedy lekarz pediatra sie nauczy ? Ile to bedzie kosztowac ?

  20. Tak.
    Lewicę pogrzebał podatek linowy.
    I wtedy zabrakło tej liny, której kapitaliści nie wyprodukowali lewicy, aby miała ich na czym powiesić.
    Bo przecież, nie może być po równo, skoro wiadomo, że po lewej stronie są równiejsi.
    Tak, podatek linowy sprawił, że kapitał w lewej nogawce się skurczył, a w prawej to może najwyżej zwisać.
    Lewica, intelektu lwica.
    Bynajmniej, nie zapomina języka dialektyki klasowej, miele nim nawet w zwisie nielinowym.

    Panie Makowski, na szczęście Lenin wiecznie żywy i nawoskowany – nic tylko zaprosić, by się zabrał do nas z nocnym jakim wilkiem i ożywił watahę.
    Jest przecież o czym mówić, mówców nie brak – tylko głupi wyborcy, nie chcą tych bzdur słuchać ani na nie głosować.
    Cholerne obywatelskie, nielinowe głupki, co języka który ich w peerelu wykarmił zapomnieli.

  21. Gospodarka przeznie sie rozwija, rezim informuje. PKB rosnie !
    Ale PKB to nie sa pieniadze. Wzrost PKB o 3.75 % w scali roku wskazuje ze wplywy do budzetu moga sie zwiekszyc co najwyzej o 9 mld zl. W tym samym czasie pedofilski rezim lekarza pediatry obciazyl polskie dzieci dodatkowymi 47 mld zl dlugu publicznego. Dlug publiczny wzrosl o 5% i to sa rzeczywiste pieniadze. Polski PKB musialby wzrastac co roku o prawie 20% aby zbalansowac budzet. Pozatym darowizny z Uni i emigranci napedzaja okolo 25-30% polskiej gospodarki.
    Nie ma sie z czego cieszyc.
    Gdyby lakarz pediatra miala realistyczny plan, realistyczna strategie naprawy polskiej gospodarki i ja realizowala co powinno byc podstawa pracy rzadu, mozna by choc marzyc o lepszej przyszlosci. Ale niestety lekarz pediatra na studiach pediatrycznych nic o ekonomi, zarzadzaniu i planowaniu strategicznym nie miala. Ani na lekcjach religii. Ani nie ma doswiadczenia duzego binesu. Polska i polskie dzieci sa wiec skazane an kontynuacje aktow bestialskiego wyzysku, aktow ekonomicznej pedofili czym jest ekonomiczne niszczenie dzieci polskich zaciaganym na ich konto dlugiem publicznym.