Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego

30.01.2015
piątek

Strajk w erze smartfona

30 stycznia 2015, piątek,

To nie frankowicze są niemoralni. Niemoralny jest ten typ kapitalizmu, który czyni z nich zaciekle konkurujących ze sobą zawodników.

1.
Nie ma dziś bodaj dnia, w którym jakaś grupa społeczna czy zawodowa nie zapowiadałaby, że przygotowuje się do protestu lub strajku. W blokach startowych wciąż stoją górnicy. O strajku mówią rolnicy i pocztowcy. Zaczęli protestować tzw. frankowicze – czyli głównie klasa średnia, która nabrała kredytów we frankach, suflowanych im przez banki. Jeden z moich znajomych dziś przyznaje z goryczą: „szedłem do banku po kredyt w złotówkach, a wyszedłem z kredytem we frankach”.

Strajk czy protest niezadowolonych grup to oczywiście wyzwanie dla każdego rządu. Jest też jasne, że nie każdy strajk to obrona rzeczywistych miejsc pracy, a tylko walka o utrzymanie przywilejów. Zgoda też, że nie każdy protest to walka o sprawiedliwość, a jedynie obrona posiadanej władzy. Każdy rząd musi ważyć racje, liczyć pieniądze i nie tracić z oczu konsekwencji społecznych, nim podejmie decyzje, z którą grupą nacisku iść na kompromis, której ustąpić, a komu powiedzieć non possumus.

Ten rodzaj analizy, rachunku kosztów i zysków, rozgrywa się zazwyczaj w zaciszu gabinetów albo przy stołach negocjacyjnych. I dobrze, gdyż tak być powinno. Do tego stylu rozwiązywania problemów społecznych jesteśmy/byliśmy przyzwyczajeni.

2.
Sęk w tym, że dziś strajk czy protest, a dokładniej – społeczna akceptacja dla strajku czy protestu – nie rozgrywa się tylko w sferze „rozumu kalkulującego zyski i straty”. Odbywa się także na zupełnie innym polu i w całkowicie innej rzeczywistości. Jest to sfera internetu, który – jeśli dobrze oko i ucho przyłożyć – staje się równie realnym polem konfliktu jak pokój negocjacyjny czy ulice z płonącymi oponami. Bo staje się miejscem wyrażania emocji, które albo podzielimy, albo odrzucimy.

Dobrym przykładem na to, jak mocno sieć stała się przestrzenią realnej bitwy, która może zdecydować o jej przebiegu, zwycięstwie bądź przegranej, jest strajk górników i protest frankowiczów. Od lat w Polsce mówiono – szczególnie głosili to zaciekli liberałowie – że w społeczeństwie nie ma przyzwolenia na dotowanie nierentownych kopalń i jest przyzwolenie na ukrócenie górniczych przywilejów. Owo przekonanie tak często było powtarzane w mediach głównego nurtu, że przerodziło się niemal w dogmat.

Kiedy rząd zabrał się do naprawy branży górniczej, okazało się, że ten dogmat nie pokrywa się z rzeczywistością, z odczuciami większości społeczeństwa. Z sondażu przeprowadzonego przez TVN24 i „Fakty” TVN w szycie strajkowym aż 68,5 % badanych Polaków poparło protestujących przeciw zamykaniu przez rząd kopalń na Śląsku. Jak Państwo myślą, dlaczego? Przecież zdawać by się mogło, że w społeczeństwie przeważa inny pogląd. I że większość Polek i Polaków stanie po stronie rządu, który chciał – jak głoszą ekonomiści – ukrócić związkowe rozpasanie. Nic z tych rzeczy.

Po pierwsze, strajkiem górników – choć odbywał się na Śląsku – żył cały kraj. I to w czasie niemal rzeczywistym. Działo się tak nie tylko za pośrednictwem tradycyjnych mediów, ale przede wszystkim mediów społecznościowych. Facebook i Twitter okazały się dużo skuteczniejszym argumentem pokazującym ciężką pracę i los górników nie do pozazdroszczenia niż ich kilofy i palone w obronie przywilejów opony.

Po drugie, za pomocą mediów społecznościowych na bieżąco mogliśmy oglądać obrazki, w których pokazywano utrudzonych górników, rodziny pozbawione środków do życia, małych zrozpaczonych przedsiębiorców, którzy straciliby pracę, gdyby zamknięto kopalnie. I dzieci oraz malowane przez nie kartki: „Tato (to à propos strajkujących pod ziemią), wróć do domu”. O tym wszystkim mogliśmy się dowiedzieć za pomocą mediów społecznościowych. W ten sposób okazało się, że kopalnia to nie tylko nadmiar produkowanego węgla, ale los konkretnych ludzi i ich rodzin, styl życia i związana z nią tradycja i kultura. Zobaczyliśmy więc ludzi, wobec których odruchowo budzi się solidarność.

Po trzecie, niemały udział w dodawaniu dramaturgii należy przypisać dziennikarzom, którzy – szczególnie regionalni – za pomocą mediów społecznościowych stali się internetowymi wojownikami górniczej sprawy. Dlatego, przykładowo, mogliśmy czytać takie oto wpisy na Twitterze: „Czwarte powstanie śląskie? Jeszcze nie. Ale dużo już nie brakuje. W trzech chcieliśmy do Polski. A teraz?”. Czy: „Dość kłamstw” i zdjęcie paska górniczego z kwotą zaledwie 2 tys. złotych z kawałkiem. Tego typu krótkie informacje były masowo powielane.

Po czwarte wreszcie, akcja zorganizowana przez internautów pt. „wygaszone”, pokazująca dziesiątki zdjęć dawnych fabryk, zatrudniających tysiące ludzi, a dziś zamkniętych w wyniku tzw. restrukturyzacji czy prywatyzacji. Przesłanie: restrukturyzacja znaczy likwidacja i degradacja.

Tak czy inaczej górnicy przeprowadzając swój strajk, pokazali, że doskonale rozumieją siłę mediów społecznościowych. I że bój o rację nie toczy się tylko przy stole negocjacyjnym, między nimi a rządem – jak to miało miejsce, gdy Thatcher zamykała kopalnie w Wielkiej Brytanii. Ponadto bój ten toczy się o serca całej opinii publicznej!

3.
A jak protestują frankowicze? To klasa społeczna o dużo wyższym kapitale kulturowym. Zazwyczaj są to ludzie dobrze zarabiający, z wyższym wykształceniem, a więc zdecydowanie lepiej przygotowani chociażby do wykorzystania mediów społecznościowych w celu prezentowania swoich racji. Okazuje się, że nic bardziej mylnego. Frankowicze, którzy mają swoich przedstawicieli w mediach, liderów opinii, nie potrafią się zorganizować, nie potrafią skutecznie opowiedzieć swojej historii, pokazać swojego dramatu. Nie są w stanie, używając mediów społecznościowych, stworzyć prężnej grupy nacisku – w tym przypadku nacisku na banki. Nie budzą uczucia solidarności – przeciwnie, zaczynają budzić uczucie radości. Podług logiki: „Mają, na co zasłużyli. Koniec z jedzeniem sushi”.

Kiedy porówna się strajk górników i frankowiczów doskonale widać tę przepaść: górnicy potrafili zorganizować manifestacje w głównych miastach Śląska, angażując w nie dużą część mieszkańców. Frankowicze zorganizowali zaledwie kilka protestów, w których uczestniczyło kilkadziesiąt osób.

Dalej: nie znalazłem akcji na Facebooku, gdzie frankowicze mogliby się policzyć, podzielić swoimi doświadczeniami i tragedią. Nie widzimy w necie twarzy frankowiczów, ich mieszkań czy domów, które mogą stracić, bo nie stać ich na spłatę kredytu. Nie widzimy rozpaczy rodzin, którym grunt usuwa się spod nóg.

I wreszcie ludzie, którzy zaciągnęli kredyt we frankach, nie są w stanie – za pomocą mediów społecznościowych – zbudować wspólnoty losu. Stara zasada mówi, że jeśli jesteś winien bankowi 100 tys., to jest to twój problem. Jeśli jesteś winien 10 milionów, to wciąż jest to twój problem. Ale jeżeli jesteś dłużny bankowi 100 milionów, to jest to także problem banku. A zatem: gdy frankowicze działają osobno, każdy z nich ma problem. Gdyby zaczęli działać razem, to banki zaczęłyby mieć problem. Dlaczego tego nie robią?

Krótko: frankowicze, choć mają dużo wyższy kapitał kulturowy, choć są obeznani i świadomi siły mediów społecznościowych, nie potrafią ich wykorzystać, by bronić własnych interesów. Górnicy, choć nie mają takiego kapitału kulturowego, choć bardziej widzimy ich trzymających w ręku kilof niż smartfona, potrafią skutecznie skorzystać z siły nowych mediów w obronie swoich interesów.

4.
Mało tego: gdy patrzy się na strajk górników i protest frankowiczów, po oczach bije coś jeszcze.

Górnicy, co dokładnie widzieliśmy także w mediach społecznościowych, potrafią zbudować wspólnotę doświadczenia, mają etos, rozumieją, że tylko działając razem, są w stanie bronić swoich racji. Mają swoje rytuały, język i święta. Być może górnicy to dziś ostatni bastion, w którym tli się płomień wspólnoty; przekonania, że jeden drugiego ciężary dźwiga.

Inaczej frankowicze: to dzieci neoliberalnej doktryny, którą do głowy pakował im Leszek Balcerowicz. To ludzie, którzy nie wierzą we wspólnotę, ludzie, którzy gardzą solidarnością, gdyż wierzą w indywidualizm i „niewidzialną rękę rynku”. To ludzie, którym wspólne działanie kojarzy się z piekłem, a wyścig szczurów – z naturalnym stanem bycia. Kiedy więc „neoliberalne dzieci” zasugerowały, że może państwo winno im pomóc, a banki zechciałyby współuczestniczyć w kosztach obsługi kredytów, ich ekonomiczny guru, Leszek Balcerowicz, miał im do powiedzenia jedno: „jesteście niemoralni”.

Czy doświadczenie frankowiczów sprawi, że nowe mieszczaństwo zrozumie, iż w starciu z globalnymi korporacjami jest – w pojedynkę – absolutnie bezbronne? Że to nie oni są niemoralni, ale niemoralny jest kapitalizm, który czyni z nich konkurujących ze sobą zawodników?

Strajk górników i protest frankowiczów pokazują, że choć media społecznościowe to dziś naturalne narzędzie poszerzające pole walki, to wygrywają w niej ci, którzy wcześniej potrafią stworzyć autentyczną wspólnotę losu i zbudować spójną narrację o swojej trudnej sytuacji. Ci, którzy wierzą, że solidarność nie jest drewnianym żelazem. A więc: drodzy mieszczanie, solidarność nie jest złem, jest dobrem, które czyni nasze życie lepszym i godniejszym.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 16

Dodaj komentarz »
  1. No tak. Niech frankowicze utrzymują jeszcze solidarnych górników.

  2. Porownanie frankowiczow do gornikow jest jak klotnia o to czy slonce jest zolte czy okragle.
    Pomijajac rozproszenie geograficzne na korzysc gornikow dzialaja takie rzeczy jak kilkadziesiat lat wspolnych doswiadczen czy wspolnota zawodowa i regionalna. Setki pracownikow kopaln powie o sobie ‚jestem gornikiem’ Malo ktory urzednik, bankowiec czy pracownik korporacji identyfikuje sie poprzez walute kredytu.

  3. My po prostu nie mamy związków zawodowych…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Wyjaśnienie jest całkiem proste:
    Górnicy to klasa robotnicza, która solidaryzuje się naturalnie, sama z siebie.
    Frankowicze to ludzie, dla których najważniejsze jest spełnienie WŁASNYCH POTRZEB. Poza tym świata nie widzą. Solidaryzowanie się z innymi to spełnienie również CUDZYCH POTZEB. A to już może mi zaszkodzić.
    (Generalizuję, więc pewnie kogoś krzywdzę).

  6. moment moment…artykuł zapowiadał się bardzo dobrze, ale w mojej opinii jest jeszcze jeden aspekt dość istotny, który różni te dwie grupy i który ma wpływ na trudności, bądź ich brak, w budowaniu silnej grupy. Górnicy pochodzą z jednego regionu, reprezentują jedną grupę zawodową i to ich zbliża. Znają swoje problemy.
    Frankowicze, to mieszanka społeczna, która w dużej części znajduje się w województwie mazowieckim, w którym nawiązywanie relacji nie należy do najłatwiejszych (mieszkam w tym województwie od 8 lat, a pochodzę z Dolnego Śląska i obserwuję to zjawisko od dłuższego czasu). Grupa, która reprezentuje bardzo różne zawody i pensje, a co za tym idzie i historie. Niektórzy może i faktycznie zarabiają więcej, ale jest też bardzo duża grupa ludzi, która zarabia przeciętnie i wzięła kredyt we CHF tylko dlatego właśnie, że nie było ich stać na ten w złotówkach.
    To wszystko niestety ma wpływ na tempo „integracji”, ale myślę, że to kwestia czasu. Chciałam tylko podkreślić, że troszkę spłycił Pan temat.

  7. Jarosław Makowski. Co to za gość??? Od lat pracuje dla Platformy Obywatelskiej, czyli najbardziej ordynarnej partii politycznej Unii Europejskiej!!! Dyrektor Instytutu Obywatelskiego, instytucji, która chwali się, że od lat przygotowuje program PO przed wyborami. Panie Dyrektorze, czy Pan ma rozdwojenie jaźni, czyli schizofrenię? Pan inkasuje na rękę co miesiąc 8 tysięcy złotych za to, że korumpuje Pan przeróżnych ludzi, żeby za te partyjne pieniądze (czyli pieniądze polskich podatników) chodzili na pasku PO i w nadziei na jakieś benefity z pańskiego stołu krytykują wszystkich, tylko nie mocodawców Pana Makowskiego.

    Panie Makowski, jak Panu nie wstyd???

    The time is nigh!!!

  8. Górnicy a smartfony, czyli w którym kościele dzwoni Mesjasz.

    Zdaniem moralisty Makowskiego, frankowicze (włącznie ze mną) niemoralni nie są, a jedynie głupi. Gdyby byli mądrzy, to by się zgłosili po państwowe dotacje, jak górnicy, rolnicy, mundurowi i związkowcy. Ale nie chcą. Czyż to nie głupota i naiwność? Każdy mądry człowiek, na czele z moralistą Makowskim, wie, że państwo polskie i jego budżet się nie liczy i trzeba je okradać, aby się wzbogacić i sobie pożyć, a potem się zobaczy. Podatnicy zapłacą. Zresztą, kto to są ci podatnicy? Nędzni to są i nieistotni wyzyskiwacze kapitalistyczni: sprzątaczki, ekspedientki, kasjerki, pracownicy stacji benzynowych, robotnicy budowlani, kierowcy autobusów i ciężarówek. Tych ostatnich warto jeszcze pozbawić pracy za pomocą płacy minimalnej nałożonej na firmy przewozowe w Niemczech z poparciem polskich związków zawodowych. Związkowcy wiedzą, co jest mądre i Makowski ich popiera. Gdy kierowcy, zamiast bez sensu pałętać się po europejskich drogach, zgłoszą się po zasiłek dla bezrobotnych, pan Makowski pouczy ich, że wszystkiemu winny jest kapitalizm, globalizm, neoliberalizm oraz, last but not east, Balcerowicz.

    Straszni są ci frankowicze. Okradać budżetu nie chcą. Protestować też nie. Pokażmy im gdzie raki zimują! Niech ich rodziny codziennie dowiadują się ze wszystkich mediów, jaki to armagedon spotkał ich dzieci albo mężów, to już koniec, wszystkie media tak powiedziały. A media zawsze mają rację, zwłaszcza, jak wystąpi w nich moralista Makowski. On wie najlepiej, ile wynoszą raty, czym jest Wibor oraz Libor i jakie kredyty się spłacają, a jakie nie. Skoro frankowicze głupi są, wiadomo, ich kredyty spłacać się nie mogą i na pewno pójdą z torbami, dziwne, że jeszcze nie poszli. Tak więc koniec świata nastąpił i jako zbawca pojawił się surowy, ale sprawiedliwy Mesjasz Makowski. To nasza ostatnia szansa. Pójść za Mesjaszem i zacząć protest, najlepiej na smartfonach, bo Makowski prawi, iż teraz jest ‘epoka smartfonów’.

    Smartfony nas zbawią. Nokia 3310 jest passe. Teraz króluje iPhone i każdy alterglobalistyczny, lewicowy, antykapitalistyczny przeciwnik korporacji o tym wie. Jak poznać wroga korporacji? Po najnowszym IPhonie. Mesjasz-akwizytor Makowski sprzeda wszystkim iPhona. Jak już będziemy mieli smart fony jedynie słusznej korporacji, będziemy mogli się policzyć i kliknąć ‘lubię to’, dzięki czemu znajdziemy się w większości popierającej dotowanie górników kosztem reszty społeczeństwa, niepokazywanej w telewizorze. Jest to dokładnie ta sama większość, która była przeciw podniesieniu wieku emerytalnego. Ciekawe, co o tym sądzi Makowski? Czy przypadkiem nie powinien zmienić zdanie w tej sprawie i domagać się powrotu do poprzednich przepisów? Przecież większość to popiera, a większość ma rację. I co na to powie smartfon? Nasze życie będzie bardziej godne i solidarne, kiedy to górnicy dostaną swoje deputaty, kierowcy stracą pracę, wiek emerytalny zostanie cofnięty. Następnie państwo zbankrutuje (wg prognoz ZUSu w latach 2020-28), emerytur nie będzie i wtedy dopiero poparcie w społeczeństwie dla dotacji do górników wzrośnie. Bo górnicy mają smartfony. Wtedy będzie solidarnie i nieneoliberalnie.

  9. Jedną z różnic między górnikami a frankowiczami jest to, że górnicy mają swojego wroga, rząd czyli onych. My górnicy i oni władza. I w tę władzę walą. Frankowicze to zarówno górnicy jak i ministrowie. Wróg jest nieokreślony.

  10. Jestem Ślązakiem od pokoleń, pochodzę z górniczej rodziny, ale jak czytam kolejny raz o cężkiej pracy górnika, o ich wspólnocie, to niedobrze mi sie robi.
    W moich czasach do szkoły górniczej szedł ten autochton, którego żadna szkoła ponadpodstawowa nie przyjęła, z polski przywieziono setki tysiecy równie wyksztalconych, ledwo po siedmiu klasach , a dzisiaj strajkuja tak samo inteligentni potomkowie tamtych górników, jako, że jest to zawód dziedziczny.
    Górnicy potrafa tylko jedno, ślepo słuchać swoich przywódców związkowych, którzy obiecuja im gruszki na wierzbie, oraz nadal tkwią mentalnie w głębokim PRL-u, kiedy byli oczkiem w głowie władz.

  11. Heh, wreszcie zaczynają się pojawiać teksty nie zaklinające rzeczywistości, ale nawet odkłamujące wizje tworzone przez te poprzednie powszechnie nam serwowane.
    Z jednej strony zawsze mnie dziwiło, jak z pozoru inteligentni ludzie z jednej strony mogli tak kłamać (o rzeczywistości), a kolejni z drugiej łykać ich kłamstwa jako własne. Sądząc po braku polemik z tymi pierwszymi, to nie było żadnych trzecich (nie liczę jednostek takich jak ja).
    Od czasu do czasu ostatnio nawet niektórzy z tych głosicieli zaczynają przeżywać objawienia. Jakiś profesor UW zgłosił się ostatnio do tej kolejki, poprzednio jakiś dziennikarz „liberalny” (szkoda może, że nie zapamietałem który).
    Trochę światła na ten proces rzuca oczywiście na przykład te kilka wpisów poprzednich przed moim – wyraźnie ich autorzy nawet nie usiłowali zrozumieć tekstu p. Makowskiego i polemizują z samymi sobą, a nie z nim.
    Zapewne to zadziwienie ma więc dość proste wytłumaczenie, nawet ten profesor się przyznał, że mu zwyczajnie czegoś zabrakło.

    @Jarosław Makowski
    Zgadam się z panem, oczywiście.
    Przez całą historię rozwoju ludzkości solidarność i współpraca tworzyły i rozwijały cywilizacje, jak ktoś tego nie rozumie to jest zwyczajnie głupi lub/i zły. Jest oczywistym, że ideologia kapitalizmu jest skażona grzechem pierworodnym u swojej podstawy. Ale to tak samo oczywiste, jak to, że kreska na tablicy to nie linia prosta, a konia z rzędem temu, kto na pytanie o tę kreskę odpowie, że to kreska, a nie że to prosta.

  12. @Krzysztof Mazur
    Szanowny Panie! Dziękuję za oświecenie.
    Pokazał Pan bardzo wyraźnie dlaczego, kiedy Pan wyląduje pod mostem, nie będzie Pan mógł liczyć liczyć na to, że kiwnę palcem w Pańskiej obronie. Na pewno nie. Żadnej solidarności. Nic Pan z artykułu nie zrozumiał. Niech Panu Balcerowicz da szczęście.

  13. 1. Co do 68,5% poparcia Polaków dla górników, to wynika ono głównie z ignorancji ekonomicznej narodu, który ma w szkołach 2 godziny tygodniowo nauki o cudach, coraz mniej nauk ścisłych i zero ekonomii. Pytanie w tym sondażu powinno brzmieć: „Czy godzisz się na obniżenie swoich dochodów o 100 złotych miesięcznie w celu utrzymania nierentownych kopalń?”

    Pamiętajmy też, że górnicy wyszli na ulice, ponieważ groziła im utrata pracy, co dla większości z nich oznaczałoby nędzę do końca życia. Choć górnicze przywileje uważam za skandal, to górników rozumiem i im współczuję.

    2. Nie mam natomiast ani trochę współczucia wobec protestujących (na szczęście nielicznie) kredytobiorców. Niedawno Gazeta Wyborcza opublikowała list zrozpaczonej frankowiczki, która tłumaczyła, że 110 metrów na 3 osoby to niedużo, bo mieszkanie jest dwupoziomowe i część powierzchni zajmują schody, a państwo powinno jej pomóc, bo jeśli ona nie pojedzie na wakacje, to firmy turystyczne nie zarobią i spadnie PKB. Myślałem, że ten list to prowokacja, ale internauci odkryli, iż autorka istnieje naprawdę, jest dziennikarką, a na swoim FB zawsze prezentowała podobne podejście do życia.

    O ile banki należy karać za niedozwolone klauzule, np. dotyczące spreadu, to tylko idiota mógł wierzyć, że przez 30 lat kurs franka nie ulegnie większym wahaniom. Pamiętam lata „frankowego szaleństwa”, gdy ekonomiści ciągle ostrzegali o ryzyku i powtarzali hasło „bierz kredyt w walucie, w której zarabiasz”. A przecież frankowicze to nie staruszki, którym cwaniacy sprzedali garnki za 10 tysięcy, tylko „młodzi wykształceni z wielkich miast”. Jeśli nie organizują masowych protestów, to dobrze o nich świadczy – przez lata płacili wyjątkowo niskie raty, więc widocznie zrobili sobie rezerwę na cięższe czasy. I tak wychodzą na swoim kredycie lepiej niż „złotówkowicze”.

  14. @remm
    Poparcie dla górników wynika z ignorancji ekonomicznej narodu a protest „frankowiczów” z egoistycznegej wiary frankowiczów w ignorancję ekonomiczną banków.
    Jak się nie obrócic to zawsze dupa z tyłu.
    Ignorancja.
    Przenajswiętsza Ignorancja.
    Patronka poczynań powszednich,odświętnych ,taktycznych i strategicznych.

    Ale jakże może byc inaczej skoro średniaków-frankowiczów pozbawiono matury z matematyki z jednoczesnym zapewnieniem,że wzrost jest monotoniczny,partia czuwa i wkrótce dołaczymy…tylko Bogu dziekowac,ze w Finroyal ,WFI czy Amber nie wylądowali.
    Brak matematyki pozbawia myslenia logicznego..udało się.
    A dzieci średniaków -frankowiczów tylko dwie godzinki na „rachunki i inne ścisłe” w tygodniu mają ale rekompensuje to im 4 godziny religii.
    Oni kupią kazdy finansowy produkt toksyczny.Sa wychowywani „ku przyszłosci”.
    Panienka nad nimi i przenajświętsza Ignorancja.

  15. @remm.
    tez tak myśle.

  16. Konflikt między polskim rządem a górnikami ze Śląska i Zagłębia różni się w zasadniczy sposób od konfliktu „frankowiczów” a bankami, które w 70% są filiami banków europejskich i amerykańskich. Ci pierwsi to ostatni bastion klasy robotniczej, która jest świadoma swojej siły i ma poparcie prawie 70% mieszkańców naszego kraju. Za nimi stoją ze swym poparciem mieszkańcy śląskich miast, aktywiści samorządowi i prekariusze różnych przedsiębiorstw. Ci drudzy to przedstawiciele rodzącej się od 25 lat klasy średniej, którzy dali się w latach 2006 – 2014 bankierom o wyższości kredytu w tanich wówczas frankach szwajcarskich na kredytami z złotówkach. Oni nie są, w ujęciu marksowskim, klasą dla siebie. Przed nimi rysuje się wizja utraty mieszkań i domów z powodu skoku ceny frankowego kredytu z hipotecznym długiem na 20-30 lat. Gdy dali się nabrać neoliberałom na tak tanie kredyty (w 2006 roku cena 1 franka wynosiła ok. 2 zł) i teraz mają ekonomiczny nóż na gardle. Ponieważ nie potrafią zorganizować się w grupę nacisku na kredytodawców, z płaczem opowiadają w różnych stacjach telewizyjnych i gazetach o swoim nieszczęściu, licząc na pomoc rządu.

  17. Dobry artykuł, ale nie jest źle. Organizują się.