Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego

19.01.2015
poniedziałek

Miasta z wizją

19 stycznia 2015, poniedziałek,

Trzeba mieć odwagę tworzyć miasta nie poprzez imitację cudzych pomysłów, ale własną kreację.

W ostatnich miesiącach odwiedziłem kilkanaście polskich miast. Spotykałem się z mieszkańcami, politykami i działaczami miejskimi. Dyskutowaliśmy o budżecie obywatelskim – o tym, jak go dobrze wprowadzić, jakie korzyści daje mieszkańcom i jak może wpłynąć na rozwój miasta.

Te spotkania, bardzo twórcze i odświeżające, pokazały dwie rzeczy. Po pierwsze, w Polsce zapanowała swoista moda na budżet obywatelski, którego Instytut Obywatelski od kilku lat jest propagatorem. Ludzie widzą w tej formie partycypacji możliwość wpływania na rozwój swojego miasta. Po drugie, mieszkańcy intuicyjnie czują, że mają „prawo do miasta”, tak jak mają prawo do wolności słowa. Miasto jest ich, a nie takiej czy innej władzy, takiego czy innego prezydenta.

Ale, co ciekawe, rozmowy, zwłaszcza z młodymi mieszczanami, pokazały, jak szybko rosną znaczenie i rola miasta w życiu ludzi. Gdy pytałem młodych, gdzie chcieliby mieszkać, nie wymieniali Hiszpanii, Wielkiej Brytanii czy Włoch. Natychmiast odpowiadali: „W Barcelonie, Londynie, Bolonii”.

To świadczy o jednym: dziś to nie państwo przyciąga ludzi, elektryzuje ich wyobraźnię, ale miasto. Barcelona mogłaby leżeć w Wielkiej Brytanii, a Londyn w Hiszpanii, a mimo to miasta te nie straciłyby nic ze swojej atrakcyjności. Ten proces – wzrostu znaczenia miast jako ośrodków życia społecznego, politycznego, gospodarczego i kulturalnego – będzie postępował.

Miasto jest naszym przeznaczeniem. Jeśli miasta, co pokazują także migracje, stają się naszym, również Polek i Polaków, przeznaczeniem, to jest naturalne, że chcemy mieć wpływ na ich rozwój. W jaki sposób? Trzeba mieć na miasto pomysł. Mieć wizję rozwoju miasta.

Dlatego w Instytucie Obywatelskim przez kilka ostatnich miesięcy publikowaliśmy cykl tekstów „Miasta z wizją”. W jego ramach przyglądaliśmy się miejscom na całym świecie, w których ludzie szukają własnej, oryginalnej ścieżki rozwoju oraz pomysłu na swoje miasto, by spełniało ich potrzeby, aspiracje i gwarantowało odpowiedni komfort życia. Prezentowaliśmy miasta, które choć tradycyjnie nie były postrzegane jako ośrodki innowacyjności, mają dziś odwagę wymyślać własne rozwiązania dla współczesnych problemów. Z obserwowania tych nowych, wciąż potencjalnych liderów innowacyjności można wyciągnąć dwojaką korzyść.

Pierwszą jest gotowa wiedza, tak zwane know-how. Opisujemy ciekawe i pomysłowe rozwiązania, które dają do myślenia. Są inspirujące i pobudzają wyobraźnię w kierunku takiego przeobrażania miast, aby stawały się one bardziej przyjazne dla mieszkańców.

Druga lekcja jest znacznie ważniejsza: to nie są gotowe wizje, które można łatwo skopiować. Nasze teksty pokazują, że każdy przypadek jest specyficzny, a problemy najlepiej rozwiązuje się dzięki ściśle dopasowanym do okoliczności autorskim pomysłom.

Nie ma nic gorszego niż nieudane imitacje cudzych pomysłów na miasto. Zresztą każde miasto, jeśli chce być przyjazne, musi mieć na siebie pomysł uwzględniający potencjał gospodarczy, społeczny i kulturowy.

Dlatego nie można pozwolić sobie na to, by nie przeczytać analizy „Miasta z wizją”, która została wydana przez Instytut Obywatelski. To lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy mają odwagę tworzyć swoje miasta nie poprzez imitację, ale poprzez kreację.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Miasta usiłujące kopiować inne miasta to jedno zło, a miasta w ogóle niczego nie usiłujące, to drugie zło.
    To pierwsze jest w sumie znacznie trudniejsze. Łatwo zacząć, potem coraz trudniej, przez co prędzej można dojść do refleksji, że wybrana została fałszywa ścieżka.
    Drugie to przypadek częsty: trochę tego, trochę tamtego, nijakość i zwyklactwo. Osiedle za płotem jedno, drugie, dwudzieste. Biedronka-stonka jedna i trzydziesta. Odzież używana i ławeczka z człowieczkiem z plastikowego brązu. Różowa kostka z betonu na ryneczku. Pasteloza fasad i stare gzymsy zaklejone styropianem z dotacji gminy na termomodernizację. Pizzeria „Eldorado” przy podlaskiej bóżnicy. Ulica rządzi człowiekiem, krawężniki z betonu, mieszkańcy dojeżdżają do pracy 50 kilometrów do innego miasta. Rzeczka opakowana w beton i schowana pod ziemię.

  2. Bardzo interesującym byłoby porównanie współczynnika atrakcyjności miejskiej z profilem psychologicznym jego włodarzy. Jestem w ostatnich latach absolutnie zachwycony rozwojem Bydgoszczy. Tworzy się tam, dzięki niezwykle trafnej polityce inwestycyjnej, zupełnie niezwykła i urokliwa przestrzeń miejska z rzeką, mostami i mostkami, parkami i zieleńcami, bulwarami, nowym i starym. Nie ma takiej progresji, ale jest nieźle we Wrocławiu, polepszyło się w Białymstoku i Legnicy, a totalnie zepsuło w Poznaniu. Jest to nieszczęsny przykład miasta, którego poprzedni włodarze nie rozumieli czym jest miasto i wyprowadzili je z miasta do centrów handlowych. Totalny upadek centrum, ograniczenie go do prostokąta Starego Rynku i sprowincjonalizowanie. Okazuje się, że jak u Marksa – najtrudniej z „nadbudową”.