Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego

25.11.2014
wtorek

Polityka troski vs polityka odrzucenia

25 listopada 2014, wtorek,

Gdzie byliście, politycy, gdy setki imigrantów, kobiet i dzieci tonęły u wybrzeża Lampedusy? Gdzie jesteście, gdy tysiącom młodych ludzi w Europie odbiera się nadzieję na lepsze jutro, mówiąc im w twarz, że są „straconym pokoleniem”?

1.
Gmach Parlamentu Europejskiego w Strasburgu jest estetyczny, czysty i komfortowy. To symbol europejskiej siły, zmysłu architektonicznego i technologii. Symbol dobrobytu i pokoju, którym Stary Kontynent cieszy się od 50 lat – od zakończenia II wojny światowej. Jest znakiem możliwości tzw. „Pierwszego Świata” i jego wartości.

W takiej scenerii pojawił się papież Franciszek. Przywódca duchowy ponad miliarda katolików na świecie, który nie jest Europejczykiem (podobna sytuacja miała miejsce w… VIII wieku n.e.). I ten przedstawiciel tzw. „Trzeciego Świata”, świata nie „szklanych pałaców”, ale „tekturowych slumsów” – przywiózł do Strasburga „orędzie nadziei i zachęty”.

Co to za orędzie nadziei? To orędzie wartości, które – jak zauważył papież – budowały potęgę Europy. Musi dawać do myślenia, że ten gmach dziś drżał w posadach. Bo też jego mury dawno już nie słyszały mowy, w której tak dużo padłoby słów o wartościach – wartości godności ludzkiej, odpowiedzialności, nadziei, troski, ekologii. I duchowości – transcendentnym wymiarze osoby ludzkiej czy Bogu, który rodzi nie przemoc, ale tolerancję.

To prawda: Europa i jej przywódcy potrafią godzinami rozprawiać o procedurach, przepisach, komisarzach, radach. „Europa straciła siłę przyciągania na rzecz biurokratycznych mechanizmów technicznych swoich instytucji” – mówił Franciszek. Straciła, dodajmy, bo zapomniała, że nie samym chlebem żyje człowiek. Pierwsza więc zachęta papieża Franciszka, którą kieruje do europejskiej klasy politycznej, sprowadza się do następującego zawołania: „Europo, nie bój się wartości, na których zbudowałaś swoją potęgę. Nie bój się mówić, że wciąż wierzysz w lepszą przyszłość, że nie lękasz się odpowiedzialności, że bronisz tolerancji”.

2.
Jednak oglądając przemówienie papieża Franciszka, zachodziłem w głowę, czy ta mowa jest zrozumiała dla naszych europejskich polityków. Przecież politycy ci są reprezentantami klasy średniej, klasy biurokratycznej i menadżerskiej, a więc „sytej klasy”, która jest pewna siebie. I która dobrze czuje się w gmachu Parlamentu Europejskiego, zbudowanego ze stali i szkła. Czy nasi europejscy przywódcy na pewno rozumieli, co znaczyły słowa: „Nie można się godzić z tym, by Morze Śródziemne było wielkim cmentarzem!”?

Zgoda: politycy europejscy rozumieli, co głosił im papież Franciszek, nawet wtedy, gdy przywołał nędzę prekariatu, wykluczenie imigrantów, samotność ludzi starszych i odrzuconych. Ba, Franciszek nawet za swoją mowę otrzymał brawa od polityczek i polityków. Mam jednak przypuszczenie graniczące z pewnością, że zrozumienie papieskiego wystąpienia nie pociągnie za sobą zmiany praktyki – zmiany polityki, zmiany przyzwyczajeń „nowej klasy próżniaczej”.

Mało tego: brawa polityków, które towarzyszyły mowie Franciszka, pokazują, że są oni gotowi estetyzować biedę, ubóstwo i wykluczenie. Bo pytanie zasadnicze brzmi: gdzie byliście, wy, politycy, gdy setki imigrantów, kobiet i dzieci tonęły u wybrzeża Lampedusy? Gdzie jesteście, gdy tysiącom młodych ludzi w Europie odbiera się nadzieję na lepsze jutro, mówiąc im w twarz, że są „straconym pokoleniem”?

Papież nie mówił do polityków, by słuchać oklasków. To był wielki akt oskarżenia wobec europejskich liderów za ich obojętność i cynizm, który pogłębia cierpienie i ból ludzi.

3.
Papież Franciszek wygłosił swoje polityczne exposé w Strasburgu. Po oczach bije jedno słowo, które się w nim przewija. TROSKA.

Papież mówił: „Jako parlamentarzyści jesteście powołani także do wielkiej misji, choć może się ona wydawać nieużyteczna: do troski o kruchość narodów i osób”. A zatem to człowiek jest drogą polityki, a nie polityka czy ekonomia drogą człowieka.

I drugi element troski: Ziemia. „Nasza ziemia wymaga rzeczywiście stałej opieki i uwagi, a każdy jest osobiście odpowiedzialny za strzeżenie stworzenia, cennego daru, który Bóg umieścił w rękach ludzi. Oznacza to z jednej strony, że natura jest do naszej dyspozycji, możemy się z niej cieszyć i dobrze ją wykorzystywać; z drugiej jednak strony oznacza, że nie jesteśmy jej panami. Stróżami, ale nie panami”.

Czyż zatem „polityka troski” nie jest jedyną sensowną polityką na czas kryzysu finansowego, gospodarczego i społecznego? Czy dziś wolni tak naprawdę nie są ci, którzy zamiast mówić „więcej, więcej, więcej” – „więcej zakupów”, „więcej życia na kredyt”, „więcej dewastacji Matki Ziemi” – mają w sobie tyle siły i wiary, by powiedzieć „dość, dość, dość” – „dość kupowania”, „dość życia na kredyt”, „dość bezmyślnego niszczenia Matki Ziemi”? Ziemia nie jest nam dana, ale jest nam zadana!

Tak oto Franciszek zarysował nową „politykę troski”, którą już uczynił leitmotivem swojego pontyfikatu.

4.
Papież, jeśli dobrze go rozumiem, chce powiedzieć, że ostatecznie jako chrześcijanie i jako ludzie rozliczani będziemy z troski o tych słabych, których biblijnymi symbolami są wdowa, sierota i obcokrajowiec. Z troski o ofiary „polityki odrzucenia”, która w optyce Franciszka niszczy dziś Europę.

Co jest konsekwencją „polityki troski”? Oczywiście solidarność. To fakt: po swoistym „poście od solidarności”, jaki charakteryzował okres od chwili upadku Muru Berlińskiego do upadku amerykańskiego banku Lehman Brothers, obserwujemy dziś osobliwy „głód solidarności”. Cóż w praktyce znaczy solidarność? To sytuacja, jak mówi św. Paweł, gdy „jeden drugiego brzemiona niesie” (por. Ga 6, 2). Cóż to jednak znaczy?

Imperatyw jest prosty: „Trzeba nieść ciężar drugiego”. Jakkolwiek ciężki by on był, nie mogę umyć rąk. Nikt przecież z nas nie jest samotną wyspą. Nikt nie żyje wyłącznie dla siebie. To byłoby bez sensu. Żyjemy z innymi i dla innych.

Jako ludzie jesteśmy więc ze sobą powiązani. Łączy nas praca i mowa, cierpienie i poniżenie. Czasami także, choć rzadziej, radość i szczęście. Nieczęsto jednak zdajemy sobie sprawę z tych powiązań.

Kiedy jednak rodzi się solidarność, nagle wszystkie one wychodzą na jaw – nagle, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, widzimy, że nasz los jest zależny od drugiego, ale i los drugiego – sąsiada, kolegi z pracy, przypadkowego przechodnia – zależny jest od naszych słów, decyzji i czynów. Czyż więc nie jest jasne, że – jak mówi papież – albo będziemy razem, w naszych bólach, troskach i ofiarach, albo nie będzie nas wcale?

Czy nie ma racji Franciszek, że jeśli Europa nie chce skończyć jako „dekadenckie mocarstwo”, musi na nowo odkryć solidarność? Musi raz jeszcze odwołać się do swych wartości? I musi „politykę odrzucenia”, wbrew przyzwyczajeniom i lenistwu, zastąpić „polityką troski”?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. @sugadaddy

    Zdaję sobie sprawę, że nie zadowalasz się byle czym i masz prawo czuć pewien niedosyt po ostatnich wypowiedziach Ojca Świętego, ale wyczuwalny między wierszami zawód ,że przed ostatnimi wyborami papież nie odniósł się pozytywnie do linii programowej partii biłgorajskiego barona – Posła Palikota jest moim zdaniem grubą przesadą.

  2. Dużo sloganów, mało treści.

    Jeśli red. chce wyławiać imigrantów, niech kupuje łódź i ich wyciąga. A nie ogląda się na innych.

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. Panie Mazur, a pan nie chce wyławiać imigrantów?

  5. Panie Redaktorze – bardzo to piękne i szlachetne ale…nasze rządy dbają o interesy korporacji, kapitału. Bo to oni zafundują im synekury gdy kaprys wyborców pozbawi ich dostępu do luksusów na koszt podatnika (europejskiego). Nie dbają o nasze dzieci – oczywiście oburzą si: A kto zabronił narkotyków? A kto zlikwidował (umożliwił) edukację seksualną?
    Wszytko to w zamian za skomercjalizowaną służbę zdrowia i edukację.
    A Pan tu idzie za pretensją, że nie jesteśmy szlachetni i nie chcemy Afryki z Europie. Francuzi (oczywiście nie z altruizmu) sprowadzili sobie niezły kawał koloni do siebie i teraz mają coś co powoli przekształca się w ,,Dystrykty 9″. Przypominam, że europejskie systemy socjalne zostały zaprojektowane z myślą o pomocy dla obywateli, którym CHWILOWO powinęła się noga + dla tego minimalnego marginesu, któremu bardziej opłaci się zapłacić za to, że nie pójdą do pracy niż gdyby mieli pracować. Tymczasem pojawia się ogromna grupa ludzi, która ów system doi systemowo. Pamiętam, że gdy szukałem pracy w Holandii to około południa w coffeeshopach siedzieli przeważnie śniadolicy młodzieńcy, na oko zdrowi, obywatele Holandii. Ja gdyby nie (ówcześnie) kwestia pozwolenia na pracę znalazłbym ją w ciągu pierwszego dnia. TO może chyba denerwować a potem ,,intelektualiści” robią wielkie Oooo bo owa ,,tolerancyjna, otwarta Holandia” głosuje na ksenofoba Wildersa.
    To jest właśnie przyczyna zguby lewicy – martwi się o różne MNIEJSZOŚCI, martwi się o sytuację w Afryce, o imigrantów (to jest szczególnie zabawne gdyż emigranci są formą ,,Chin” dla tych prac, których nie da się wywieźć do tych prawdziwych), o globalne ocieplenie (choć to tylko teoria). Problem w tym, że lewica myśli nazbyt globalnie przez co straciła kontakt z powierzchnią ziemi, ziemi na której odbywa sie głosowanie.
    Przypomnę: Imperium Rzymskie upadło gdy, kierując się zasadą użyteczności, zaczęło przyjmować barbarzyńców u siebie a ci rozsadzili je. Świat się nie skończył ale wygrzebanie się z wieków ,,ciemnych” zajęło mu ok 600 lat

  6. Mądre słowa