Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego

25.02.2014
wtorek

Świat bez humanistyki (i sztuki)

25 lutego 2014, wtorek,

Proponuję, by od jutra wszystkie muzea, teatry i filharmonie zostały zamknięte, a spektakle, seanse i wystawy odwołane

1.
Sąd nad humanistyką trwa. A humaniści od dłuższego już czasu nie schodzą z ławy oskarżonych. Każdego dnia słyszą, że są nieprzydatni, niepraktyczni, a ich „dzieła”, „książki” i „analizy” są nieużyteczne.

Trudno za przydatnego społecznie uznać kogoś, kto siedzi zamknięty w czterech ścianach biblioteki i dzieli włos na czworo. Jaki użytek, na miłość boską, może przynieść ludzkości kolejna książka na temat „Boskiej Komedii” Dantego czy „Uczty” Platona?

Jaki jest sens, by zmagać się z dziełami Dostojewskiego, gdy żyjemy w świecie, który hołd składa jeno wydajności? Co innego, gdyby czytanie Tołstoja przekładało się na szybszy wzrost PKB…

2.
Takie zarzuty pod adresem humanistyki najczęściej formułują ci, którzy zaliczają się do grona przedstawicieli tzw. nauk przyrodniczych. Jest jasne, że gdy inżynier zbuduje most, to go i widać, i można po nim chodzić. Ba, i społeczeństwo jest zadowolone, gdyż ma wygodniejszy i szybszy dojazd do centrów handlowych.

Jeśli genetyk, zaszyty od świtu do nocy w laboratorium, odkryje skuteczną szczepionkę na groźny wirus, jest szansa, że ocali życie innych ludzi. Taki uczony od ręki również zdobywa szacunek, nie mówiąc już o kasie, jaką mu wypłaci firma farmaceutyczna. Jego szkiełko i oko potrafi czynić cuda.

3.
Cóż więc po humanistyce w czasie marnym? Jeśli jednak humanistyka, nie mówiąc już o sztuce, jest tak zbędna, tak niepraktyczna i tak bezużyteczna, jak nam co niektórzy starają się wmówić, proponuję przeprowadzić mały eksperyment.

Proponuję więc, by od dziś zakazać studiowania Platona, Hegla i Heideggera. Żaden tam filozof nie powinien mieszać ludziom w głowach!

Proponuję, by zakazać czytania pisarzy – żaden Dante, żaden Mann, żaden Kafka czy Żeromski nie będą zabierać nam cennego czasu. Nie wspominając już o poetach…

Proponuję, by od jutra wszystkie muzea, teatry i filharmonie zostały zamknięte, a spektakle, seanse i wystawy odwołane.

Proponuję, by na uniwersytetach zamknąć wszystkie wydziały humanistyczne, a studentów domagających się czytania Hegla czy Orhana Pamuka przymusowo przenieść na Politechniki, Akademie Górniczo-Hutnicze czy „Uniwersytety” Ekonomiczne.

I zobaczmy, co wtedy zostanie. Trochę kabli, trochę betonu, trochę stali… Takiego świata chcecie? Bo taki jest świat, w którym morduje się, zapewne z racji bez-myślności – humanistykę.

4.
Myli się jednak ten, kto sądzi, że humaniści są bez winny. Obelgi nie wytrącają ich z dobrego samopoczucia. Patrzą na przyziemnych zjadaczy chleba z nieskrywaną pogardą. Żyją w przekonaniu, że są wybrańcami, bożymi pomazańcami, którzy mają do wypełnienia dziejową misję. Dlatego budzą w nich obrzydzenie owe nieokrzesane hordy barbarzyńców, którzy kierowani dyletanctwem i pragmatyzmem ni w ząb nie pojmują tej subtelnej i delikatnej materii, jaką jest humanistyka.

Otóż jednym z głównych grzechów humanistyki jest to, że doskonale dopasowała się do świata, w którym rządzi wydajność i użyteczność. Żadne tam szukanie prawdy, praktykowanie dobra, kontemplowanie piękna – wśród humanistów trwa brutalna walka o stopnie naukowe, katedry, profesury, granty. Ci subtelni badacze sonetów Franciszka Petrarki czy powieści Marcela Prousta uczestniczą w takim samym wyścigu szczurów jak menadżerowie globalnych korporacji w boju o fotel prezesa spółki.

I to, jak się zdaje, największe źródło kryzysu rodzimej humanistyki!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 46

Dodaj komentarz »
  1. Stosunki spoleczne w Polsce zeszly do poziomu ponizej dzikiego bydla. Zawody spoleczno humanistyczne nie wykonuja swych elementarnych powinnosci. Bo zaprzedaly i razem ze zbrodniczym kartelem PoPis-media-kk otumaniaja polakow propaganda ficyjnego sukcesu ostanich 25 lat.

    Przdstawiciele nauk spoleczno-humanistycznych i kultury tzw ynteligencja, popierali pierwszego premiera po 89 ktory nawet podstawowki nie mial skonczonej i popierali rowniez pierwszego po 89 prezydenta ktory mial tylko podstawowke.
    Obydwaj; Mazowiecki i Walesa wprowadzili Polske na tory do trasformacji do wolnego rynku i cudow niewidzialnej reki.
    Przestawiciele nauk spoleczno-humanistycznych i kultury byli tak tepi ze nawet nie wiedzieli ze na wolnym rynku beda mogli tylko zmywac gary jezeli wogole z ich kwalifikacje do czego s pozytecznego sie nadaja.
    Dlatego teraz ustaliwli sie jako wychwalacze rezimu i transformacji i jednoczesnie przyspawali swe pyski do koryta na panstwowych posadkach.

    Co za hipokryzja, chawla wolny rynek z pyskiem przyspwanym do koryta na panstwowej posadce.

  2. Takie mam wrażenie, że w rozziewie między naukowcami o metodologię chodzi. O sposób rozumowania. Jest on zupełnie inny w naukach ścisłych, przyrodniczych i humanistycznych. Weźmy słowo „dowód”. W różnych naukachto, że coć zostało „udowodnione”, znaczy krańcowo co innego.

    W matematyce dowód to ciąg zdań prowadzących od przesłanek do konkluzji, tworzących rozumowanie analityczne, a więc takie, że całą pewność przesłanek można przelać na konkluzję. W naukach przyrodniczych wystarczy nam 95% pewności (p<0,05), przyjmuje się, że istotność statystyczna "dowodzi" korelacji. Z matematycznego punktu widzenia to żaden dowód nie jest.

    A czym jest dowód w naukach humanistycznych? Dla porzedstawiciela nauk przyrodniczych wywody humanisty nie są dowodami i żadnej niekiedy wartości naukowej nie przedstawiają, bo on przykłada do tego własną metodologię. Nie ma p<0,05, nie ma wyniku. W naukach przyrodniczych praca opisująca pojedynczą obserwację czy doświadczenie z n=1 (np. case report w medycynie) ma małą wartość w hierarchi publikacji, czerpie się zeń, jak się nie ma niczego lepszego pod ręką. A taki wymiar mają prace humanistyczne, zazwyczaj bez statystyki, o rozumowaniu analitycznym nie wspominając. Więc tak są przez przedstawicieli nauk przyrodniczych klasyfikowane jako prace o niewielkiej wartości.

  3. Matematycy i fizycy zgodnie twierdzą, że twierdzenia matematyczne charakteryzują się pięknem, wraz z dowodem matematycznym pojawia się przeżycie estetyczne. Może humanistyka przyszłości zaczęła się od odkrycia przestrzeni Calabiego-Yau? Urok tego rodzaju „humanistyki” polega na powszechnej zgodzie co do tego, że np. 11 jest liczbą pierwszą. W klasycznie pojętej humanistyce różnice w stylu potrafią prowadzić nawet do agresji.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Zdecydowanie popieram pomysł autora blogu. Likwidacja zbytecznych wydziałów humanistycznych wyższych uczelni pozwoli zaoszczędzić znaczne środki, które będzie można przeznaczyć na kształcenie większej liczby informatyków. A tych ostatnich – w odróżnieniu od humanistów – wciąż brakuje gospodarce.

    Całkowita likwidacja humanistyki rozwiązałaby też problem jednego podręcznika dla uczniów szkół podstawowych, nad którym usilnie pracuje rząd.

    Idąc dalej, przewiduję miliardowe oszczędności na dotacjach dla deficytowych muzeów, bibliotek, kin studyjnych i innych tego typu przybytków.

    Zaoszczędzone pieniądze można by przeznaczyć na znacznie ważniejsze społecznie cele, np. budowę elektrowni atomowej, zmniejszenie deficytu budżetowego, program budowy polskiej tarczy antyrakietowej lub badania kosmosu.

    A humanistów wyśle się na zmywak do Londynu albo przekwalifikuje na kasjerów w Tesco. Niech się wezmą do konkretnej roboty.

  6. Dostojewski i Matejko tworzyli w okresie kiedy ktoś płacił za ich dzieła czy to w formie opłaty za książki, bilety do teatru czy muzeum czy też w końcu świadomej decyzji prywatnego sponsora. Dlatego tez liczebność grupy „humanistów” była ograniczona do funduszy możliwych do zgromadzenia. Najczęściej była podejmowana na własne ryzyko, stąd przysłowiowa bieda artystów. Obecnie nie ma bariery ograniczającej liczebności grupy humanistów a wręcz przeciwnie, taniość wykształcenia „humanisty” powoduje że jest ich coraz więcej. Dewaluacja humanistyki dotknęła również tych najwybitniejszych. Jest to zjawisko powszechne, po prostu prawo podaży i popytu. Dotyczy również innych zawodów. Obecne zarobki finansistów czy informatyków są niższe niż 10 lat temu. Nie mówiąc o rozmaitych marketingach i zarządzaniu. Kiedyś Sienkiewicz otrzymywał dary od wdzięcznego narodu, teraz jest jakby trudniej bo rocznie mamy w księgarniach 40 tys tytułów. Zamiast więc pozostawić sprawę rynkowi proponuje nam się okrojenie szans innych zawodów poprzez finansowanie z ich podatków studiów filozoficznych czy innych podobnych. Dodatkowo o tym kto będzie dotowany z moich podatków będzie decydował zideologizowany minister z Opus Dei albo z PZPR. Dlatego się z tym nie zgadzam. A książki będę nadal czytał i do teatru chodził bo dobra rzadkie nabierają wartości.

  7. Matematycy, a także fizycy zgodnie uważają, że twierdzenia matematyczne również są piękne, wraz z dowodem matematycznym pojawia się przeżycie estetyczne. Może humanistyka przyszłości zaczęła się od odkrycia rozmaitości Calabiego-Yau? Urok tego rodzaju „humanistyki” polega na powszechnej zgodzie, że np. 11 jest liczbą pierwszą. W klasycznie pojętej humanistyce różnice w stylu potrafią prowadzić do antagonizmów graniczących z agresją.

  8. Ci badacze sonetów itd. zostali na początku zmieszani z błotem i wyśmiani. Wmówiono im, że są nie potrzebni, bo PKB nie podnoszą. A teraz pisze się, że nie są bez winy, bo się dopasowali. Praca w wielu np. muzeach polega na maksymalnym dopasowaniu się do klienta. Wszyscy myślą, jaką tu wystawę stworzyć, żeby publika waliła jak największa. Fetysz opłacalności i frekwencji opanował instytucje kultury do tego stopnia, że na jakieś fanaberie typu wartości humanistyczne, badania muzealne itd. po prostu nie ma czasu. I kto to tak nakręca? Rynek? Dziki kapitalizm? Nie, to szanowne Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wskaźniki, normy, tabelki, to jest narzucona odgórnie codzienność instytucji kultury. A tu jeszcze człowiecze słyszysz, że nie jesteś bez winy, bo… co powinieneś zrobić? Zwolnić się z pracy? Zastrajkować? Może jakaś sensowna podpowiedź zamiast metafizycznych zarzutów z których nic nie wynika?

  9. Do npn
    Tyle tylko, że skąd się wziął dowód, bo przecież nie istniał od założenia świata, Otóż dowód wymyślili greccy filozofowie, kiedy zainteresowali się retoryką. Znamy ten sposób budowania nauki z dzieła największego matematyka w historii,Euklidesa, a potem z dzieł uczonych greckich okresu hellenistycznego, zajmujących się różnymi dziedzinami przyrodoznawstwa. W różnych zmodyfikowanych formach sposób dowodzenia stworzony przez Greków stanowi podstawę nauki do dziś. Retoryka i filozofia to z dzisiejszego punktu widzenia dziedziny humanistyczne. Gdyby więc nie „prace o niewielkiej wartości”, jak mogliby skwitować podręczniki retoryki lub traktaty filozoficzne przedstawiciele nauk ścisłych, nie jest takie pewne, czy sami znaleźli by równie ścisłą drogę do ścisłości.

  10. „Proponuję, by od jutra wszystkie muzea, teatry i filharmonie zostały zamknięte, a spektakle, seanse i wystawy odwołane”

    Obawiam się, że nikt (poza korespondentami zagranicznymi) by tego nie zauważył.

    Proszę sprawdzić porównawczo do świata wyniki tzw. „nauki polskiej”, społeczny poziom czytelnictwa, frekwencję per capita w teatrach…

    Humanistyka to także atrakcyjność wyniku mierzona liczbami penetracji targetu (dla wtajemniczonych) 😉

    Inaczej – obrona niesprzedawalnej, jak traktory Ursus, wieży z kości słoniowej.
    Cholera, najgorsze że nie ma czego bronić ani dla kogo. A względem atrakcyjności, to stetryczały etatowy król, a nie nadobna i zasobna księżniczka w tej wieży jest naga 😉

  11. Ho, ho! świetny tekst! Pochwaliłam Pana mimo, że zwykle nie przepadam za tym, co Pan pisze (bo nie lubię przeciągów w kościołach owtartych!) Ale dziś – z uznaniem. Pogratulować!

  12. Problemem nie jest istnienie wydziałów humanistycznym w ogóle. Problemem jest ich ich ilość, ilość miejsc, co powoduje, że studiuje na nich stanowczo zbyt duża grupa odpowiadająca definicji humanisty autorstwa mojego ś. p. matematyka: „to tacy, którzy o matematyce TEŻ nie mają pojęcia”.
    Stanowczo zbyt wielu młodych ludzi wybiera studia humanistyczne nie po to, by nabyć wiedzę i doskonalić umysł, a jedynie po to, by łatwo dostać dyplom. I go dostanie, bo uczelnie nie pozbywają się osób, których możliwości umysłowe, zainteresowania (a raczej ich brak) będą ich sytuować w gronie „wykształciołków”. Wszak dostają pieniądze od łebka. To trzeba kształcić po łebkach.
    Wspomina Pan o teatrach, wystawach- a ilu z tych „z humanistycznymi dyplomami” odczuwa potrzebę by do nich chodzić? Czy podbijają nędzne statystyki czytelnictwa swoją miłością do literatury? Czy bywaja w galeriach innych niż galerie handlowe? Nie mam oczywiście żadnych statystycznych danych, jedynie moje obserwacje dość licznych absolwentów kierunków humanistycznych. I odpowiedź brzmi- nie. Byli nieoczytani i nieobyci z kulturą zanim na te studia poszli i tak pozostało.
    Bo poszli po łatwy dyplom, studenckie życie imprezowe jedynie. Na ogół z tak nędznym wynikiem matury, że na „konkretne studia” nigdzie by się nie dostali.
    Nie jest dobrym pomysłem zamykanie wydziałów humanistycznych, jest bardzo dobrym pomysłem ograniczenie dostępu do nich poprzez drastyczne zmniejszenie ilości miejsc. Humaniści powinni być elitą intelektualną a nie osobami, które posiadają taki dyplom głównie dlatego, że … zlikwidowano zawodówki a po liceum ogólnokształcącym to „coś trzeba ze sobą zrobić”.

  13. W notce konsekwentnie (i moim zdaniem nieuczciwie) utożsamia się humanistykę, sztukę i nauki humanistyczne. Wbrew tytułowi tekst zajmuje się tak naprawdę tymi ostatnimi, przedstawiając tezę naukowcy nauk humanistycznych są niedoceniani/nielubiami. A już konkluzja to czystej wody manipulacja: Skoro nie podoba wam się praca profesorów na polonistyce czy historii sztuki, to zamknijmy miejsca, gdzie możemy mieć dostęp do książek po polsku czy obrazów i rzeźb. Co ma jedno do drugiego?

    Zarzut „akademickości” – czyli tzw. sztuki dla sztuki – dotyka nie tylko humanistów. Jest on tak samo kierowany w stronę ludzi nauk ścisłych. Po co dłubanie przy LHC, skoro ludzkości nie przyniesie to nic pożytecznego? Na co wydawać miliardy z podatków?

    Istotne zarzuty wobec potocznie rozumianej humanistyki pojawiają się, ale tyczą się wyboru studiów: Po co masz studiować coś, co nie da ci pracy? [b]Zauważmy, że to poważniejszy argument niż wszystkie inne – nie będzie studentów, nie będzie profesorów[/b].

    I jeszcze jedno na koniec. Przy wszystkich różnicach w metodach stosowanych w różnych dziedzinach, wejście metod nauk ścisłych na tereny innych jest raczej nieubłagane – psychologia już dziś nie za bardzo może się obejść bez statystyki.

  14. Cóż, problem tkwi także w tym, że dziś słowo humanista to synonim „debila z matematyki”. A sam fakt, że ktoś nie ogarnia logarytmów nie robi z niego humanisty.
    I jesteśmy na najlepszej drodze do świata bez humanistyki – wystarczy spojrzeć na statystyki dotyczące czytelnictwa, a już każdy myślący człowiek złapie się za głowę.
    Nawiasem mówiąc, mój kolega – ścisłowiec – odparł kiedyś na mój pół żartem rzucony komentarz, że jestem tylko głupią humanistką, cytuję: „Właściwie to humaniści wiedzą więcej od każdego z nas”. I miał bardzo dużo racji.

  15. A mnie tekst mniej się podoba, bo w punktach 1-3 to takie wyważanie otwartych drzwi, no chyba nikt aż tak dyscyplin humanistycznych nie neguje. Najciekawszy punkt 4. Z drugiej strony, co ci humaniści mają robić, jak z czegoś trzeba żyć?

  16. Ej, nie wiem jak wy, ale ja jestem „humanistą”, znam wielu humanistów i jakoś nie wygląda mi na to, żeby ich praca była niepotrzebna, albo żeby zarabiali mniej niż studenci nauk ścisłych. 4 lata po studiach zarabiam powyżej średniej krajowej. I nie jestem żadnym prawnikiem ani ekonomistą (bo to też nie są nauki ścisłe, tak dla przypomnienia), studiowałem filozofię. Jak ktoś jest ogarnięty i rzeczywiście dobrze wykształcony (nie mam na myśli uczelni, na którą się wybrał, tylko tego, co sam zrobił), to śmieje się z tej dziecinnej przepychanki między absolwentami wyższej szkoły tego i owego a wyższej szkoły wszystkiego najlepszego. Ma też w nosie co studiował bo i tak sobie radzi, nawet jeśli parę lat po studiach, tak jak ja, musi przemęczyć się w pseudopracach, żeby udowodnić, że coś umie.

    Tak jeszcze dodatkowo – ci ludzie, którym się wydaje, że humanistyka to taka właśnie bezpieczna przystań, która nie zmusza do liczenia i pisania wzorów, odpadają na każdej sensownej uczelni gdzieś około 3 roku, jak już wykorzystają wszystkie warunki na „podstawy logiki” lub podobny mu przedmiot z pierwszego semestru. Dla przykładu ja więcej się dowiedziałem o fizyce na filozofii, niż w ogólniaku. I to zdecydowanie więcej.

  17. @Makowski,
    wyborach
    nie ma co się dąsać i histeryzować, tylko nadal trzeba prowadzić tę orkę na ugorze i tyle. Jeżeli przymiera Pan głodem to proszę sobie znaleźć dodatkowe, bardziej przyziemne zajęcie.

  18. Bo kolej rzeczy jest taka: z biologów śmieją się chemicy, bo biolodzy wiedzą jak jest świat zbudowany, ale nie znają już pierwiastków ani związków chemicznych, z chemików śmieją się fizycy, bo chemicy znają związki i pierwiastki, ale nie potrafią wytłumaczyć dokładnie jak to ze sobą oddziałuje, z fizyków śmieją się matematycy, bo fizycy wiedzą jak wszystko ze sobą oddziałuje, ale nie zawsze potrafią to policzyć, z matematyków śmieją się logicy, bo matematyk zawsze policzy, ale nie wytłumaczy rozumowania. Z logików śmieją się filozofowie, bo logik wytłumaczy rozumowanie, ale nie pojmie ideologii. A z filozofów to już się cały świat śmieje…

  19. Jarosław Makowski Wydaje mi się że przemawia przez pana rozgoryczenie co może być zrozumiałe. Nie wiem kto twierdzi że nauki humanistyczne są niepotrzebne ale jeśli takowi ludzie istnieją to albo nie rozpoznali tematu albo są ograniczeni. Jak dla mnie kwestia leży raczej w problemie finansowania nauki (zaznaczam nie edukacji tylko badań) i tego jakie kwoty przeznacza się na dane dziedziny. Weźmy na przykład jeden z ostatnich pomysłów ani minister żeby na uczelniach technicznych tworzyć katedry czy też wydziały filozofii. Podstawowym pytaniem jest z jakiej puli będą te jednostki finansowane i czy nieuszczupli to i tak już pustawej sakiewki z której muszą czerpać uczelnie techniczne. Drugą kwestią jest to w jaki sposób państwo rozdziela fundusze na badania i ile z nich idzie na dziedziny humanistyczne a ile na badania w naukach ścisłych które są znacznie kosztowniejsze ze względu na ceny aparatury, odczynników itp. (dla przykłądu cena jednej z popularniejszych zasad organicznych: http://www.sigmaaldrich.com/catalog/product/aldrich/359505?lang=pl&region=PL). Ponadto trzeba również brać pod uwagę przyszłe korzyści. Humanistyka oczywiście takie apewnia w sferze kulturowej ale to nauki ścisłe polepszają warunki życia ludzi i przynoszą zyski. Dla przykładu szeroko pojęta chemia jest dziedziną gospodarki która na świecie przynosi zajwiększe zyski a w Polsce jest zatrważająco niedofinansowana jak zresztą wiele innych dziedzin. No i oczywiście ostatni problem to to że nasze władze jak również społeczeństwo mają w głębokim poważaniu naukę i jej finansowanie. Polski rząd potrafi przekazać więcej pieniędzy do IPNu niż do PAN. Co roku dokłada się do różnego rodzaju instytucji (ZUS, KRUS) i wielu firm państwowych duże kwoty za przyzwoleniem społeczeństwa a na naukę zostają grosze. Kuleje również promowanie wynalazków czym państwo się nie interesuje podobnie jak tak zwanymi naukami stosowanymi. Kolejne rządy po macoszemu traktują instytuty badawcze którym zwykle co roku ograniczają fundusze na działalność statutową. Powszechnym jest przekonanie że finansowanie nauki a w szczególności nauk ścisłych przez państwo będzie ograniczane i jedyne co może wyżej wymienione placówki uratować (chwilowo) to środki z UE które kiedyś też się zapewne skończą. Reasumując nauki humanistyczne nie są jedyną dziedziną traktowaną „per noga” w Polsce.

  20. Jeśli polską humanistykę nie stać na nic więcej niż znalezienie wroga w naukach przyrodniczych i sprowadzanie sprawy do absurdu (zakażmy czytania, zamknijmy muzea) to poziom tej naszej humanistyki jest … niski. Delikatnie mówiąc. To już wszystko było albo w Erystyce albo w sporze romantyków z pozytywistami. Te gniewne pomrukiwania i napuszony ton można sprowadza się do jednego, o czym pan pisze w punkcie czwartym, my mamy misję wy macie płacić. Tak jak z TVP, rzekomo publiczną i misyjną.
    Jakie są osiągnięcia polskiej humanistyki od 1989? Wskaźnik cytowań? Ile publikujemy poza „przeglądami akademickimi”? Jak uniwersytety reagują na zmieniający się świat? Choćby nowe sposoby przekazywania informacji (np. sms, email,), nowe formy twórczości (np. gra komputerowa)? Na kilku poważnych uniwersytetach na świecie można znaleźć np. „filozofię gier komputerowych”, mam wrażenie że dla polskiego filozofa to poniżej godności zajmować się mniej niż Platonem.
    Osobny rozdział to jakość kształcenia. Kto jeśli nie sami profesorowie „wykształcili” ogromną liczbę socjologów, filologów polskich, itd. Obniżając poziom absolwentów i co gorsza bez oglądania się na potrzeby rynku.

  21. Problem w tym, że większość ludzi nie wie czym się humaniści zajmują

    Stąd badacze sonetów Petrarki – ale i takie badania są ciekawe i ważne, choćby dlatego, że

    Badania nad językiem stają się powoli elementem neuronauk.

    Badania nad językiem, jego zmianami , rozwojem to również badania nad ewolucją inteligencji

    Analiza poezji pod kątem językowym może być nieocenioną skarbnicą wiedzy na temat przeżyć emocjonalnych

    I oddziaływaniem dźwięków lub ich znaczeń na nasze zachowanie

    Te badania np. na potęge wykorzystuje się w marketingu

    Wiedza starożytnych to ciągle kipiące źródło pomysłów i „nowych” idei

    Sztuka w świecie, w którym nie radzimy sobie z ogarnianiem przyjmowanych danych na granicy sztuki i nauki

    Rodzi się infodesign, który łączy estetykę z funkcjonalnością i dostrzega zależność pomiędzy estetyką a możliwośćią

    Absorbowania nowych informacji… bez tego już teraz większość analityków nie potrafi komunikować swoich obserwacji

    Nie analitykom a nawet sobie nawzajem

    Metoda naukowa to dobre życzenie oświecenia

    Metodologia fizyki i chemii styka się minimalnie

    Język tych nauk jest całkowicie niezgodny

    Biologia to przy nich – język chińczyków z marsa

    Kwestie etyki w świecie, w laicyzującym się świecie również nie ruszone , pozostaną wyjaśnione przez takich czy innych fundamentalistów

    Humaniści są niezbędni – tyle, że nie jako miejsce upychania ludzi bez idei

    A pasjonatów

  22. „Żadne tam szukanie prawdy, praktykowanie dobra, kontemplowanie piękna – wśród humanistów trwa brutalna walka o stopnie naukowe, katedry, profesury, granty.”

    A pzrede wszystkim o znikajace etaty

  23. @Piotr: „Zaoszczędzone pieniądze można by przeznaczyć na znacznie ważniejsze społecznie cele, np. budowę elektrowni atomowej, zmniejszenie deficytu budżetowego, program budowy polskiej tarczy antyrakietowej lub badania kosmosu.”

    Na Swiatynie Opatrznosci Bozej przede wszystkim. No I na dofinansowanei TV Trwam

  24. @axiom1: ” popierali pierwszego premiera po 89 ktory nawet podstawowki nie mial skonczonej ”

    Jezeli ma Pan na mysli Premiera Mazowieckiego, to moze najpierw by Pan sprawdzil jakies zrodla.

  25. @Gospodarz: ” a studentów domagających się czytania Hegla czy Orhana Pamuka ”

    Widzial Pan gdzies takich stydentow?…

  26. Zdaniem większości wypowiadających się tu humaniści nie są potrzebni. Kilku wypowiadających się „popiera autora tekstu” co do tego właśnie, że humaniści nie są potrzebni. A autor tekstu przecież ironizuje… Tak trudno dostrzec wszystkim logikom, matematykom, inżynierom i innym nie-humanistom ironię? Dlaczego? 🙂

  27. „Proponuję, by na uniwersytetach zamknąć wszystkie wydziały humanistyczne, a studentów domagających się czytania Hegla czy Orhana Pamuka przymusowo przenieść na Politechniki, Akademie Górniczo-Hutnicze czy „Uniwersytety” Ekonomiczne.”

    Ponieważ blog cienko cieknie, to dodam coś niehumani…tarnego.
    Apropo powyższego cytatu – czyż nie dowodzi kwitnącego rozwoju naszej ahumanistyki oczekiwanie, że czytanie Hegla czy Pamuka wymaga zamknięcia w jakimś Wydziale takiem czy innem?
    Jak Wydział A zamknąć, to już czytanie zakazane? Albo, jeśli zamknąć w niewłaściwym, to dureń jeden z drugiem czytać nie bendzie?
    Oj, dana dana, humanistyka tylko Wydzielana? 🙂 🙂 🙂
    Pozdrawiam okrutnie.

  28. Panie Gospodarzu – eksperyment trwa od dawna, co najmniej od 25 lat, ale po prawdzie, od zawsze, etapowo. Kto teraz jeszcze czyta wspomnianych przez Pana autorów? Kto czyta ze zrozumieniem, kto z wmyśleniem się?
    Nie trzeba niczego zakazywać, ani niczego zamykać.
    Co prawda, zakazywanie i zamykanie ogłosił Kaczyński Jarosław – jak tylko Opaczność wyniesie go do władzy, ale realnie niewiele to zmieni.

    Humaniści są jednak bardzo pożyteczni: świetnie do zawsze nadawali się na wroga publicznego, najbardziej przydali się Kościołowi kat., ale też innym Jedynym. Takiemu Hitlerowi przydały się ich książki do ocieplania wizerunku Tysiącletniej, a szczere ręce do kopania dołów pod własną rozwałkę, takiemu Stalinowi przydali się do wykopania Biełomor kanału, takiemu Mao okazali się bardzo pożyteczni do zasiewania pustyń, a takiemu Pol-Potowi przydali się do użyźniania pól. Sobą.
    Inną praktyczną stroną funkcjonowania humanistów jest produkowanie przez nich „Tele-tygodnia” – najczęściej czytanego wydawnictwa w Polsce. Tworzą go filozofowie, historycy, poloniści, poeci, teologowie, artyści – a więc komplet humanistów.
    Jest to bardzo pożyteczne. dzięki temu, 50% czytelnictwa w Polsce jest zagwarantowane.
    Dla porównania: Nowy Testament w całości (poza osobami zawodowo do tego zobowiązanymi, a więc głównie księżmi i po części teologami) przeczytało w ub. roku 266 osób, z tego ze zrozumieniem – 8. Spośród zawodowców (księży) przeczytało go w ub. roku 512, z tego ze zrozumieniem – 21.

  29. @ Tanaka, 26 lutego o godz. 18:46

    Cytat tygodnia:
    „Takiemu Hitlerowi przydały się ich książki do ocieplania wizerunku Tysiącletniej…”
    Tak, ocieplanie wizerunku , to jak przełamywanie ciepłych lodów opłatkiem, wiernym humanistom idzie jak z płatka… 🙂

    Przy okazji czytelnictwa NT i jego Wiernej Rzeszy, czy możesz podać jakieś nazwiska (choćby ze trzy z tych ośmiu?)… Był taki program rozrywkowy: poznajmy się 😉

    Cenne byłoby też źródło Twej wiedzy o czytelnictwie Testamentu (oby nie IPN).

    Pozdrawiam.

  30. Czasem sobie myślę, że z czytelnictwem w Polsce jest fatalnie, bo nie ma snobizmu na czytanie i kupowanie książek spod lady, jak bywało w czasach słusznie minionych, bo są one dostępne bez problemu, a nawet jeśli stosunkowo drogie (nigdzie w Europie ani w USA tanie nie są w stosunku do innych dóbr), to można taniej kupić przez internet, bez fatygowania się do księgarni.
    Poza tym nadrabiamy lata bez „konsumpcjonizmu”, odreagowując wcześniejszy brak powszechności rozmaitych dóbr materialnych.
    Pokolenia młodsze, które słabo pamiętają PRL albo urodziły się już w III RP, tworzą kulturę i sztukę na miarę swoich zdolności i potrafią mieć niezłe osiągi. Wystarczy przyjrzeć się laureatom „Paszportów Polityki”.
    A tam w ogóle to humanistyka jest wiecznotrwała, niezależnie od przemijających trendów w kształceniu, poczynając od starożytności, bo co było wcześniej, nie za bardzo wiemy.
    Tak na marginesie, jestem gorącą zwolenniczką obowiązkowej filozofii w szkole z elementami etyki jako jej działu zamiast religii, której miejsce jest w przykościelnych salach katechetycznych oraz nauczania historii bez polityki historycznej

  31. Gekko
    26 lutego o godz. 20:37
    ciekawe pytanie zadajesz. Metoda ustalania ilości tych co przeczytali nie jest prosta. Jej składniki są następujące:
    1. ankieta wśród tych co mają kontakt z klechą i znają jego wypowiedzi nt NT. następnie szacowanie ilości wypowiedzi zgodnych z NT i niezgodnych i ustalenie wielkości liczbowych i procentowych. Ci co źle cytują nie znają NT.
    2. analiza wypowiedzi publicznych klechów. Dalsze czynności patrz p. 1.
    3. wskazane jest, by analiza sięgnęła wartości krytycznej, pozwalającej uzyskać wskaźniki „reprezentatywne” dla ogółu.
    4. podobnie należy uczynić zarówno wobec osób klerykalnych jak i nieklerykalnych.
    5. można kontrolnie zapytać wprost: czy w ostatnim roku przeczytał/a pan/pani/ksiądz Nowy Testament. Ale to metoda najmniej pewna – część osób nie przyzna, że przeczytała, część wyzna, że tak, a naprawdę nie czytali, co można łatwo zweryfikować.
    6. Ci co dobrze cytują NT nie dają jeszcze dowodu, że przeczytali. To też łatwo zweryfikować. Ponieważ NT jest pełen stwierdzeń rozbieżnych i sprzecznych. Cytowanie jednego twierdzenia, bez przywołania sprzecznego z nim dowodzi albo nieprzeczytania, albo oszukiwania odbiorcy w celu wytworzenia w nim przekonania sprzecznego z NT, co z kolei dowodzi nieprzeczytania ze zrozumieniem oraz/lub sprzecznego z NT jego stosowania. Co w sumie na jedno wychodzi w skutkach.
    7. Najtrudniej jest ustalić czy ktoś w ogóle przeczytał ze zrozumieniem. Tu wynik byłby bliski zera. Jednak dokonałem ekstrapolacji w górę, dla uczynienia ostatecznego obrazu mniej przygnębiającym. Przyznaję się do pewnego oszustwa, ale jego cel wyjaśniłem.

  32. @ Tanaka

    Ciekawe rzeczy piszesz (nazwałbym je nie tyle oszustwem, co innowacyjną kreatywnością submodalną), rzeczy znacznie ciekawsze niż pytanie.
    Mnie się jednak (i dzięki odpowiedziom) nasuwają pytania kolejne, bo przecież zgłębianie humanistyki nie oznacza odrzucenia matematyki, a nawet wykształcenia lub kultury. Co zdaje się pośrednio sugerują „obrońcy” „humanistyki”.
    A zatem:
    1/ Czy czytanie musi być ze zrozumieniem, jeśli tak, to co w humanistyce oznacza czytanie bez zrozumienia?
    2/ Czy w takich badaniach nie należałoby przeprowadzić próby (podwójnie) ślepej? To jest sprawdzić również, co o NT mówią analfabeci? (reprezentatywna kohorta nie będzie trudna do skwantyfikowania).
    3/ Czy warunkiem koniecznym zrozumienia NT jest jego czytanie? A inne drogi poznania?
    3/ Wreszcie i przede wszystkim, jakie są i jak są kalibrowane kryteria zrozumienia NT – pod wpływem czytania, oraz, np. pod wpływem objawienia sennego treści? Czy wyrażenie przesłania NT własnymi słowy wyklucza jego uprzednie zrozumienie, i/albo przeczytanie?
    . . .
    To są tylko niektóre pytania, ostrzegam 😉
    Humanizm bowiem, nie mówiąc o tzw. duchowości, to dla laika terra incognita infinita.
    Może dlatego, humanizmu muszą oni bronić jak etatu.
    Pozdrowienia 😉

  33. Gekko
    27 lutego o godz. 18:02
    Nie, nie ma obowiązku, ani nawet możliwości, by wszystko czytać ze zrozumieniem. Czytanie bez zrozumienia, polegające na czytaniu dla samej przyjemności czytania, z wywołaniem przyjemności zmysłowej z tego płynącej jest jak najbardziej prawidłowe i powiedziałbym – zdrowe.
    Bywa też, częściej – czytanie bez powyższej przyjemności, znojne,dręczące i ogłupiające; oraz często – przymusowe. To już nie jest żadną miarą zdrowe.
    Wszystko byłoby ładne, gdyby nie to, że jeśli mowa o NT, cała fura tych co czytali i nie pojęli, tych co nie czytali w ogóle, tych co czytali po łebkach uważa, że z tego wynikają poważne skutki. Czasem takie, że oni, a niemal zawsze, że inni – muszą się do NT stosować.
    Analfabeci w sensie ścisłym dziś są już raczej rzadkim zjawiskiem w naszej strefie klimatycznej, natomiast powszechnym zjawiskiem są analfabeci mentalni i emocjonalni. Ci są bardzo chętni do wypowiadania twierdzeń co do NT i rozliczania innych z jego zastosowania.
    Czytanie w zasadzie nie jest potrzebne do poznania NT, jak widać z powyższego. Poznać NT można też łatwo na drodze Objawienia, osmozy komórkowej, wcierania przez skórę lub bezpośrednio z kieliszka.
    Kryteria poznania treści NT są dwojakie: zewnętrzne i wewnętrzne. Zewnętrzne są takie, że Gajowy siedzi i trzyma otwartą księgę NT, a Marucha wygłasza twierdzenia co do jej treści, po czym Gajowy sprawdza, czy się zgadza. Wewnętrzne poznanie jest prostsze. Polega na wydaniu oświadczenia, że zna się NT, na dowód czego w oczach pojawiają się Błyski Poznania. Po czym następuje Odjazd z Peronu Trzeciego.
    Humanizm a duchowość to są rzeczy wzajemnie zbliżone, ale nie mające stosunku wzajemnego zawierania.
    Pozdrowienia z Dworca Poznania.
    😆

  34. Ludzie, czy wy rozumiecie własne teksty? Wywiązała się dyskusja dokładnie o niczym. Byle sobie pogadać. Teraz rozumię co miał na myśli autor pisząc o braku potrzeby sztuki i humanistyki w życiu. Po prostu będzie mniej bezproduktywnego ględzenia.

  35. Drogi Tanako,
    miast rozdmuchiwać akademickie popioły po spalonej ziemi humanizmu, chwilowo pozwól, że Ci zadedykuję wiadomość z kategorii „o co walczymy, dokąd zmierzamy”.

    Humanistyka broni się w Kielcach, z mocą scyzoryka:

    „Lokalna gazeta „Echo Dnia” prowadziła, jak co roku, wybory Miss i Mistera Studniówek 2014.
    Jednymi z głównych nagród były indeksy ufundowane przez lokalny uniwersytet.”

    http://tinyurl.com/pcm5vkp

    Jest komu i co bronić, i to jest właśnie sztuka świata z humanizmem, a la polo.
    Pozdrawiam.

  36. Gekko
    Na szczęście rektor uczelni techniczno-humanistycznej wycofał się z tego pomysłu na skutek protestów radomskich maturzystów.
    Ale być może ten kierunek myślenia, gdy chodzi o przyznawanie indeksów, ma przyszłość, z wyłączeniem „dyscypliny” urody.
    Tu podsuwam pomysł dr ojcu dyrektorowi z Torunia. Czemu np. potencjalni studenci toruńskiej uczelni nie mogliby być wyłaniani w drodze rzutu beretem?

  37. Nie chodzi o żadnych humanistów, tylko pracowników dydaktycznych udających humanistów i produkujących tysiące niepotrzebnych magistrów, którzy też nigdy humanistami nie zostaną. Badania podstawowe, w tym humanistyczne, zawsze były i będą elitarne i inaczej być nie może.

  38. ‚Proponuję więc, by od dziś zakazać studiowania Platona, Hegla i Heideggera. Żaden tam filozof nie powinien mieszać ludziom w głowach!’

    Platon był wielbicielem i propagatorem dyktatury tzw. 30 tyranów w Atenach, z którymi był spokrewniony (co jest okolicznością łagodzącą). Jego teoria polityczna jest promocją dyktatury nacjonalistyczno-militarystyczno-komunistycznej.

    Hegel z kolei propagował militarystyczną dyktaturę Pruską. Heidegger został na ochotnika członkiem NSDAP i propagandystą nazistowskim, a po wojnie w 1949 roku zrównał nowoczesne rolnictwo z bombą wodorową (za W.Sady ‚Wielcy filozofowie współczesności’), co jest przejawem skrajnej ksenofobii wobec współczesnej cywilizacji. Nigdy też się z nazizmu nie wytłumaczył, bo jak widać nie zmienił poglądów.

    Współczesna filozofia prawie w całości składa się z relatywistycznych i nihilistycznych dywagacji o grach językowych, narracjach i dyskursach z całkowitym pominięciem badania natury ludzkiej i natury społeczeństwa, czym zajmowała się filozofia do XVIII wieku. Może to jest przyczyna upadku znaczenia filozofii, a nie złośliwe uwagi przedstawicieli innych nauk?

    Czy powinniśmy zapomnieć o Platonie, Heglu i Heideggerze? Nie, powinniśmy zachować ich w pamięci jako ostrzeżenie przed głupotą intelektualistów.

  39. @ mag, 27 lutego o godz. 21:58

    „Gekko
    Na szczęście rektor uczelni techniczno-humanistycznej wycofał się z tego pomysłu na skutek protestów radomskich maturzystów…”

    A ja w tym samym widzę samo nieszczęście.
    1/ Jeśli rektor brał w tym udział, to jego się powinno „wycofać” w trybie samooczyszczenia „nauki polskiej”.
    2/ Jeśli dziś uniwersytet to ten sam status co „uczelnia techniczno-humanistyczna”, to może rzeczywiście indeksy powinno się wygrywac w Biedronce za zakup wartości 32 zł.
    3/ Jeśli „uczelnia techniczno-humanistyczna” (czemu nie ezoteryczno-andragogiczna, sens podobny) ma władze o poziomie deontologicznym weryfikowanym przez maturzystów, to pytanie, kto weryfikuje status uniwersytecki takiego ustrojstwa? I dlaczego ten ktoś nie reaguje na wspomniane procedery rekrutacyjne?
    4/ Jeśli zaś chodzi o Rydzyka, to na tle pozostałych uczelni, prezentuje on niedościgły standard rekrutacyjny. Od kandydatów twardo wymaga nie tylko adekwatnej do zadania postawy kompetencyjnej (wyrzeczenie rozumu i kręgosłupa) ale także sprawdzonych umiejętności poznawczych w naukach ekonomicznych (lokalizacja i dostarczenie czesnego).
    5/ Naturalnej urody naszego życia akademickiego nie przykryje nawet najbardziej mokra podkoszulka; tu akurat jesteśmy bezkonkurencyjni. Pozostaje zliczać cytaty na fejkzbuku i czekać na sukces w rankingach.

    Jedno zdanie – a tak różne danie, zupełnie Jan Kalkowski, Przekrój 😉
    Serdeczne pozdrowienia, mag 🙂

  40. Nauka i humanizm.
    Zanim sięgniemy do gigantów myśli humanistycznej jak tu ktoś wyżej
    cytował – to powinniśmy wcześniej zastanowić się ;
    – czego uczyć
    – kogo uczyć
    -po co uczyć
    Bo patrząc z boku wydaje mi się że uczenie Platona czy Hegla niewiele da przyszłemu docentowi mogącemu tylko siedzieć w Biedronce przy kasie.
    TYMI RENCAMI – zniszczyliśmy szkolnictwo zawodowe w każdej chyba dostępnej branży.
    O stworzyliśmy politologów , finansistów , doradców w pisaniu życiorysów – tylko PO CO .??
    Os przedszkola a w zasadzie żłobka – wciskamy biednej dzieciarni
    znajomość 10 – przykazań wraz ze zbiorem legend.
    Ile czasu stracono zamiast uczyć czegoś użytecznego , choćby cerowania skarpetek lub czytania rozkładu jazdy pociągiem albo
    sadzenia kwiatów , malowania płotów.
    Teza o potędze NAUKI POLSKIEJ oraz ogólnym wysokim poziomem wiedzy okazuje się mizerna i śmieszna w spotkaniu
    z pierwszym gadżetem którego nie umiemy używać lub konieczności zapytania o produkt lub usługę w obcym języku.
    Przykład – PROTASIEWICZ NASZ RODZONY EUROPOSEŁ.
    Powiedziano mu ODEJDŻ a jemu się przypomniał facet z wąsikiem.
    Dobrze że nie zaczął trzeciej światowej jak to się zdarzyło jednemu
    naszemu w filmie.
    A przecież ten czlowieczek jest szefem PO z Dolnego Śląska co przez Nysę graniczy z Niemcami.
    Licho wie co się stanie jeśli mu się pomyli GUTEN MORGEN z butem w mordę – niekoniecznie po jednej czy dwu butelkach czy buteleczkach – na spotkaniu z sąsiadami zza Nysy .
    Więc jak uważacie ? Czego to MY POLACY uczyć się powinniśmy.
    uklony

  41. Gekko
    27 lutego o godz. 20:33

    Dedykacja – w dechę!
    Znaczy się – im mniej majtek – tym więcej indeksów?
    Teraz ja Ci zadedykuję, tekst młodzieży socjalistycznej:
    ” I to jest ważne co można sprawdzić
    Myślą i czynem, DOTYKIEM DŁONI”.
    Pupa studniówkowej cheerleaderki zasługuje na indeks.

    Nie wiedziałem, że w Kielcach jest uniwersytet. Ale to jasne, na każdym rogu ulic jest jakiś. A jak uniwersytet, to obowiązkowo Wydział Teologiczny. Będę głosował na indeksy takiegoż wydziału dla najładniejszej damskiej pupy bezmajtecznej.
    Zarówno poziom, pion, oraz fikołki i salto-mortale nadwiślańskie się tego domagają.
    Pozdrowienia z dziekanatu.

  42. Tanaka
    Co by zadość uczynić sprawiedliwości w ramach dżendera, indeksy radomskiej uczelni (nie kieleckiej, gekko się pomylił chyba) mieli otrzymać w ramach kategorii urodowej zarówno dziewczyny, jak i chłopacy.

  43. @ zezowty
    „…czego uczyć, kogo uczyć, po co uczyć…?
    Bo patrząc z boku wydaje mi się że uczenie Platona czy Hegla niewiele da…”

    Ja też bym na to stawiał.
    Obu gościom niewiele już pomoże nauka.
    Warto zacząć odpowiedzi od przetestowania na sobie.
    To studiowanie Platona i Hegla powinno uczyć nas, (a nie my ich) – i nie zapoznania z treściami uczyć, ale refleksji nad nimi.

  44. @ Tanaka

    Cytat przedni (wprost na befsztyk) 😉
    Czyżby zredagowany na Wydziale Teologii za czasów gdy jeszcze się WUMLem zwał?
    Pachnie jeszcze teraz stachanowskim potem…
    A stąd już blisko w te majtki, wszystkie ręce na podkład, w służbie umagistrowienia!
    I to się nazywa wskaźnik indeksacji, mamy szanse na cytat w „Bildzie”.
    PS Chyba z dziekanii? 😉
    – – –
    @ mag

    Dałbym głowę, że pisali o Kielcach, tylko się poprawili (pewnie pierwotną wersję wycięli scyzorykiem) 😉

    Fascynuje mnie Twoja koncepcja imperatywu genderowej poprawności parytetalnej w głupstwie i degrengoladzie.
    Mam nawet tytuł odnośnego Wydziału dla Wyższych Szkół Humanitarnych (czyli certyfikujących analfabetów, z litości, w uniesieniu chciwością): Propedeutyka Epistemologii Obciachu.

    Słuszny postulat, jak ongi prawili w pogadankach lektorzy: ‚na czasie’ 🙂
    Pozdro.

  45. Zgadzam się z częścią przytoczonych tu argumentów, jednak jako humanistka-naukowiec oraz poetka muszę dodać, że sama startuję w konkursach (zarówno poetyckich, jak i tych o stypendia czy granty) i nie uważam, że fakt ten przyczynia się do kryzysu humanistyki. Udział w owym „wyścigu” spowodowany jest faktem, że chcę dalej zajmować się tym co kocham i co jest dla mnie ważne. Żeby realizować te pasje i móc pisać, muszę przecież z czegoś żyć. Nie mogę żywić się wyłącznie światłem i powietrzem. Rozśmiesza mnie, że społeczeństwo oczekuje od poety, by był biedny, a najlepiej żeby zmarł na gruźlicę, bo byłby to dowód na to, że to, czym się zajmował było prawdziwe. Oczywiście i tu należy postawić linie demarkacyjne, bo są poeci/naukowcy, którzy posuną się do wszystkiego, by jak najwięcej konkursów/stypendiów obskoczyć i staje się to naprawdę niesmaczne, bo przestaje mieć cokolwiek wspólnego ze sztuką. Jednak niektórzy postępują uczciwie i nie zatracają się w owym pędzie szybkobieżnych szczeniaków, więc proszę nie uogólniać.

  46. Kilka lat temu Tusk pieklił się na Zytę Gilowską, gdy ta chciała podnieść twórcom podatki, likwidując jeszcze przedwojenne reguły, które respektowano w PRL. Teraz Tusk, nie pierwszy już raz, okazał się wiarołomny.

  47. Jestem dziekanem małego wydziału jednej z polskich uczelni medycznych. Tak się złożyło, że u mnie jest zogniskowana dydaktyka nauk humanistycznych: filozofii, socjologii, psychologii, historii medycyny etc. i mam trochę do czynienia absolwentami polskiej humanistyki w roli nauczycieli akademickich i to jest regularny dramat. Poza wyjątkami policzalnymi na palcach jednej ręki, dwie persony są ponad średnią. To towarzystwo cechuje wyjątkowe lenistwo, brak publikacji poza wątłym rynkiem polskim, za to roszczenia, że ho! ho! Oni mają w głowie królikarnię. Humanistyka polska wydała onegdaj kilka wybitnych postaci klasy międzynarodowej typu Alfreda Tarskiego, najwybitniejszego logika XX w. Dziś…..
    Dlatego – skończmy ten lament i skupmy się na Quality Co0ntrol.

    Piotr Lass