Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego

14.02.2014
piątek

Miłość w czasach konsumpcji

14 lutego 2014, piątek,

Miłości już nie ma. Jest tylko towar zwany „miłością”. Dlatego kupujesz ją i zmieniasz tak szybko, jak szybko kupujesz i zmieniasz smartfona.

Dzisiejszy człowiek to „byt zniecierpliwiony”. Błyskawiczna kawa, szybki seks, brawurowa kariera. Sformułowania typu: „na dłuższą metę” czy „dłuższy dystans” tracą rację bytu. Stają się filozofią naiwnych i nieudaczników, bo z pewnością nie tych, którzy postanowili, że życie jest jak cytryna, którą trzeba maksymalnie wycisnąć.

Dzieje się tak dlatego, że cywilizacja konsumpcyjno-rynkowa na pierwszy plan wysuwa mobilność i zdolność do natychmiastowego użytku. Stawianie pytań o transcendencję, sens życia, nieuchronność śmierci czy płomienną miłość trąci ekstrawagancją. Ten, kto pyta w ten sposób, kto rzuca się w wir miłości szalonej, traci czas. A kto może sobie pozwolić na luksus utraty cennych sekund w dobie „płynnej nowoczesności”?

„Płynna nowoczesność”, termin ukuty przez Zygmunta Baumana, ma oddawać klimat naszych czasów. Jeszcze nie tak dawno, przekonuje filozof, żyliśmy w okresie stałej nowoczesności, której zadaniem było tworzenie trwałych i „twardych grządek”. Człowiek wiązał się z zakładem pracy, identyfikował się z jego dyrekcją i załogą, nie wyobrażał sobie, że może nie doczekać w nim emerytury. Przyjaciół można było policzyć na palcach jednej ręki, bo przyjaźń była na śmierć i życie. Dziś ma się ich tysiące na „fejsie”. Partnerów także – nie ilość związków była w cenie, ale ich ich głębia i trwałość.

Sekret powodzenia w „płynnej” nowoczesności tkwi w czym innym: nie można być zanadto konserwatywnym, nie wolno zagnieżdżać się w jednym miejscu pracy czy związku, ograniczać się do jednego partnera, o czym świadczy moda na poliamorię. Partnera, któremu poświęcałoby się zbyt dużo czasu. Grzeszy ten, kto nie posiada w zanadrzu dodatkowej furtki, przez którą – jeśli uzna za stosowne – mógłby się bezpiecznie wymknąć. Płynna nowoczesność wymaga mobilności, „znajdowania się pod ręką”. To wynik wszechogarniającej ekonomizacji naszego życie. Dlatego, „by udowodnić swą wartość rynkową – pisze Bauman – trzeba się wykazać elastycznością, gotowością reagowania na każde wezwanie i zaczynania wszystkiego od nowa”.

Jak nazwać taki rodzaj strategii? To logika działania Don Juana, strategia życia przeżywanego jako seria nowych początków. Cóż z tego, że Kierkegaard uważał ją za patologię. Dziś stała się normą, obowiązującą w niemal wszystkich dziedzinach ludzkiej aktywności. A co to oznacza dla relacji między ludźmi?

Podstawą życia „człowieka zniecierpliwionego” jest konsumpcja. Takie życie sprowadza się więc do liczenia zysków i strat, przychodów i rozchodów, zastępowania starych gadżetów nowymi. Dotyczy to zarówno relacji międzyludzkich, życia rodzinnego, jak i wyboru komputera czy zegarka. Pisze Bauman: „Żyjąc w społeczeństwie konsumentów, jesteśmy postrzegani, oceniani, chwaleni lub ganieni według standardów panujących w takim społeczeństwie”.

Kim jest konsument? To człowiek, który ceni w życiu lekkość oraz szybkość. Życiowego sukcesu nie mierzy wielkością zakupów, ale ich częstotliwością. Nie przywiązuje się do tego, co posiadł: przypomina mieszkańców Leonii, jednego z „Niewidzialnych miast” Italo Calvino, których szczęście i powodzenie mierzone jest ilością wyrzuconych na śmietnik niepotrzebnych odpadów.

Zresztą spece od marketingu nie spoczną, póki nie wmówią nam, że potrzebujemy wciąż nowych gadżetów. Bo czyż najnowszy smartfon nie układa się w ręku lepiej niż ten, którym obecnie dysponujemy? Już Pascal notował, że zając ustrzelony nie bawi tak, jak polowanie na zająca. Szybko pozbywać się tego, co się znudziło, i poszukiwać nowego, to naczelna dewiza konsumenta.

Doskonale ten mechanizm opisał amerykański socjolog Richard Sennett. Porównał on strategie życiowe Rockefellera, bożyszcza „społeczeństwa wytwórców” sprzed ponad pół wieku, i Billa Gatesa, jego następcy w dzisiejszym „społeczeństwie spożywców”. Ten pierwszy, powiada Sennett, trzymał się kurczowo swych kopalń, szybów, fabryk – i gotów był ich bronić kłami i pazurami. Ten drugi pozbywa się bez zmrużenia oka tego, co wczoraj pieścił i czym się chełpił.
 Strategiom rynkowym podlegają nie tylko przedmioty, ale także osoby. Dlatego więzi łączące ludzi słabną, a związki między nimi podupadają.

Niepokoi to Kościoły i ich przywódców, jak również psychologów i wychowawców. Deficyt lojalności, przywiązania czy przyjaźni jest faktem. Za to „kontaktowość” ma dziś świetne notowania. Tej cechy poszukują na przykład pracodawcy u potencjalnych pracowników. Liczy się nie głębia kontaktów, relacji, lecz ich liczba; nie trwałość, lecz łatwość nawiązywania nowych (w domyśle – zrywania dawnych). Ilość zastępuje jakość.

Czy miłość oparła się tej rynkowej koniunkturze? Czy stawia opór nieodpartemu pożądaniu zaczynania i posiadania wszystkiego od nowa? Nic z tych rzeczy. I tu wkradły się handlowe reguły, zgodnie z którymi towar jest „do zwrotu”. Miłość sprowadzono do seksu, a seks został „oczyszczony” – stał się bytem samym w sobie, mocno autonomicznym i stawiającym własne żądania. To z kolei prowadzi nas do „czystego związku”, którym rządzi zasada: jeśli nie jesteś „w pełni zadowolony” z dotychczasowego pożycia, masz prawo z niego zrezygnować, opuścić bez wyrzutów sumienia partnerkę/partnera.

Szaleńcem byłby więc ten, kto chciałby się wiązać do grobowej deski, trwać w miłości i wierności. Dlatego osoby, które poszukują partnera w warszawskich klubokawiarniach czy choćby w bibliotece, mogą napotkać na nie lada kłopoty. Młodzi ludzie obawiają się, że nie zdobyli dość umiejętności, by nawiązywać osobiste, głębokie relacje. Że są wciąż nie dość przysposobieni, by podjąć długotrwałe zobowiązania.

Istnieje jednak sposób, by zaradzić temu – jak się zdaje – potwornemu nieszczęściu. Na ratunek przychodzi internet, gdzie „miłość” dziś kwitnie. Coraz więcej znajomości rodzi się właśnie w sieci. A to dlatego, że sieć eliminuje dwie, kluczowe dla miłości romantycznej, miłości na zabój, rzeczy: niepewność i ciepło.

Współcześni więc nie ustają w wysiłku, by pokazać, że myliła się Wisława Szymborska, gdy notowała, że pewność jest piękna, ale niepewność piękniejsza. Dlaczego internet ogranicza niepewność? Bo sprawia, że potencjalny kandydat staje się dla nas niemal przezroczysty, bez tajemnic i zbędnych niespodzianek, jakie towarzyszyły wczorajszej sztuce poznawania i budowania relacji. Potencjalny kandydat bowiem na „wallu” pisze nie tylko, ile ma lat, jakiej muzyki słucha, ale także gdzie, z kim, i co robi. Sieć sprawiła, że każdy stał się po części narcyzem, który nieustanie przegląda się w swoim „wallu” niczym w lustrze, jednocześnie skrupulatnie notując, czy jest dość podziwiany, odpowiednio często „lajkowany” i przez nowych, „fejsbukowych przyjaciół” komplementowany. Im bardziej ktoś taki jest „lajkowany”, tym bardziej się otwiera, zdradzając swoje przyzwyczajenia, upodobania, preferencje… To nie przypadek, że wiele z portali randkowych reklamuje się hasłem: „Miłość bez ryzyka”. Oto sugestia, że można się zakochać i nie cierpieć. Miłość oderwana od cierpienia to jak stek pozbawiony tłuszczu.

Ale dzięki internetowi coś jest na rzeczy. Sieć, za sprawą techniki, nie pozwala się relacji zbytnio rozwinąć, co znaczy, ocieplić. Powiedzieć, że płonę z tęsknoty w dobie Facebooka, to narazić się na śmieszność, gdyż partnera ma się absolutnie pod ręką w każdej chwili. Wystarczy smartfon. Dlatego większość relacji zawieranych w internecie jest właśnie zimna i sprowadza się do „miłości na odległość” – i ten chłód, i ta odległość są skrupulatnie przez „internetowych kochanków” podtrzymywane.

Dlaczego? „Młodzi ludzie, chcąc wyrazić swoją aprobatę, mówią, coś jest cool a więc dosłownie: «chłodne» – pisze Bauman. – Bez względu na wszystkie inne swoje cechy, wzajemne ludzkie relacje nie powinny ulegać zbytniemu ociepleniu, a już na pewno nie powinny zostawać ciepłe. Są OK, dopóki są cool, bo to, co jest cool, jest OK”. Dlatego, jak błyskotliwie wyznaje pewien dwudziestolatek w ankiecie, będącej częścią badań prowadzonych w Bath University: „zawsze można wcisnąć «delete». To banalnie proste nie odpowiadać na e-maile”.

Czy to znaczy, że nie ma już takiej miłości, jak choćby ta, która pochłonęła Romea i Julię?
Dzisiejszy człowiek przystaje na twierdzenie, że jest jakby „upośledzony moralnie”: pragnie wielkiej miłości, ale zarazem boi się jakiegokolwiek zaangażowania. Chciałby związku „na dłuższą metę”, ale lęka się wszelkich zobowiązań. Czy więc w kulturze konsumpcji i kulturze Facebooka nie ma już ognia i szaleństwa, jakie rozpalały miłość Romea i Julii?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 19

Dodaj komentarz »
  1. W końcu ktoś podjął ten trudny temat. Człowiek jako produkt kształtowany przez rynek. Kropka. Dalej pozostaje donkiszoteria w oderwaniu od rzeczywistości. Miłość? Owszem i najważniejsza, jeśli właściwą odpowiedzią w pułapie potrzeb konsumenta. Mój ukochany kupuje mi wszystko, czego zapragnę. Moja ukochana daje mi wszystko, na co mam apetyt. Żremy. Żryjmy. Żyjmy.

  2. Przerażające, w jakim świecie Pan żyje, Panie Redaktorze.
    Albo, co Pan widzi w otaczającym świecie przez dobór i interpretację lektur.
    Czy nie mógłby Pan choć trochę świata, jaki i Pan tworzy – pokochać?
    Niekonsumpcyjnie, bez wystawiania się na blogu, medialnego pozycjonowania i kontaktowania w życiu społecznym?
    🙂 🙂 🙂

  3. Dziwne, że temat nie chwycił.
    Zaledwie 2 posty się do tej pory ukazały.
    Konsumpcjonizm a miłość to przecież samograj, tak samo jak cokolwiek w zestawieniu z konsumpcjonizmem XXI wieku.
    A może potencjalni dyskutanci czują jakiś opór wewnętrzny, bo dotykamy bardzo wrażliwych sfer prywatności, które tak łatwo dziś zwulgaryzować, wykpić albo zracjonalizować wbrew temu, co każdemu, zwłaszcza młodemu, w duszy i sercu może zagrać.
    Nakręcamy poziom lęku przed miłością serio, w czym Gospodarz ma swój udział choćby swoim wpisem, bo boimy się odpowiedzialności za związek, prawdopodobieństwo zranienia partnera albo odrzucenia w świecie, w którym nie liczą się sentymenty np. gdy trzeba robić karierę zawodową , a partnera dobierać pod kątem praktyczności i przewidywanego zysku (inwestycja w przyszłość), gdy ewentualnie para założy formalną rodzinę, najlepiej pobłogosławioną w kościele jako sakrament małżeństwa.
    Wierzę jednak, że tzw. pierwsze porywy przeżywa każdy, intuicyjnie szukając miłości – miłości, a nie tylko jakichś jej podróbek.
    Pod tym względem świat znany nam z autopsji, ale i z historii Romea i Julii nigdy się nie zmieni na tyle, by pozbyć się nieznośnego i pożądanego zarazem uczucia zapierającego dech, które albo nas uszczęśliwi albo jakoś tam wykolei i wyrzuci za burtę.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. A kiedy było tak dobrze, że należy teraz płakać nad tym, że już nie jest? Przez tekst przebija teza, że tradycyjne, całożyciowe związki są jakąś wartością, która zaginęła za sprawą …konsumpcjonizmu. Znam ci ja te biadania, tylko że nie ma w nich krzty sensu. Rzeczywistość im przeczy. Większość tych całożyciowych związków była głęboka jak kałuża taniego sikacza: dwoje ludzi skazanych na siebie przez tradycyjny sposób życia, ale obcych sobie, żyjących obok siebie w „związku” pozbawionym zrozumienia, bliskości, za to dotkniętym często przemocą – oto statystycznie istotny obraz tradycyjnego małżeństwa. Bez głębi intelektualnej czy uczuciowej.

    Są i owszem związki głębokie, silne za sprawą uczuć i bliskości, pełne wzajemnej opieki, szacunku … etc. Tylko, że im nic nie grozi i nie groziło! Ludzie do nich zdolni (zawsze nieliczni) nadal je tworzą i żaden smartfon ich od tego nie odciągnie.

    Nie rozumiem tezy w jaki sposób ów straszny „konsumpcjonizm” miałby ludzi od takich związków odciągać? Czy polega to na tym, że z braku laku i nowego smartfona, ludzie angażowali się głęboko? Dojrzewali uczuciowo pod nieobecność centrum handlowego na obrzeżach miasteczka? Nuda i powolne tempo życia XIX-wiecznej wsi sprzyjały intelektualnym poszukiwaniom?

    I ta „miłość bez cierpienia jak stek pozbawiony tłuszczu” – to się nadaje do wyhaftowania na makatce! 🙂 W Polsce np. mamy jeszcze wielu lekarzy, którzy „wiedzą”, że jak ktoś jest chory to musi boleć i odmawiają środków przeciwbólowych umierającym w strasznych cierpieniach na raka. Takie kieszonkowe matki Teresy, psia ich natura! Piszę o tym, bo uważam, że obydwa mniemania o tym, jak powinno być, wyrastają ze wspólnego korzenia. Buuuueeeeee!

  6. Hmm. Mam nadzieję, że chociaż Panu się udało. Nie, żeby od razu Romeo i Julia, bo ci akurat źle skończyli. Zwykle, do bólu nudne codzienne szczęście 🙂

  7. Dlaczego temat „nie chwyta”?
    Bo implikuje nadrzędność „non consumatum” nad amorami.
    Miłość niekonsumpcyjną trudno konsumować na blogu.
    Niebo w płomieniach to jednak nie to samo co płomienie miłości sięgające nieba.

    Kochajmy się! Intymnie!
    🙂

  8. Gekko
    Zaraz, zaraz, jak to leciało? „Miłość w czasach zarazy”.
    Przecież ten arcyromans Marqueza opowiada o miłości silniejszej niż samotność i śmierć.
    Nie śmiem nawet wątpić, że taka, albo ciut słabsza, zdarza się zawsze i wszędzie niezależnie od „konsumpcyjnej”, która też zdarza się zawsze i wszędzie.
    I o co to całe larum?

  9. Faktycznie jak wspomina @mag temat nie chwycil, za to ja jestem pelna niezgody na niemal kazda jego teze co wyluszcze ponizej.
    1. Wiadomo, trawa kiedys byla bardziej zielona, a slonce jasniej swiecilo. Nie mowiac o starozytnych medrcach, ktorzy twierdzili, ze mlodzez juz nie taka jak kiedys.
    2. Uzywanie slowa „cool” jest rozpowszechnione, przynajmniej w Ameryce od chyba 30 lat, czyli przed internetem i FS i nie oznacza jak sugeruje Autor, chlodu emocji, a wlasnie tlumaczy sie go na wspaniale, nadzwyczajnie, takze zamiast OK, kiedy chcemy wyrazic na cos entuzjastyczna zgode. „Dostalem prace!” odp. „cool” to cos wiecej niz polskie „O tak!?”
    3. Fraza W. Szymborskiej, ktora zycie spedzila przy boku wspanialego i wielce jej odpowiadajacego partnera, ze niepewnosc (w milosci) jest piekniejsza od pewnosci dobrze brzmi w wierszu, a nie w realnym zyciu. Wiem, cale zycie to niepewnosc, ale nie zycze jej nikomu – ani w milosci, ani w innych sytuacjach.
    4. Dlaczego obawa przed cierpieniem jest „be”? Czyzby cierpienie uszlachetnialo? Nie po drodze mi z romantykami, ale czy nasz pozytywistyczny bohater, ktory tak cierpial przez nieodwzajemniona milosc, stal sie przez to bardziej wartosciowym? Czy nie byloby lepiej dla spoleczenstwa, zeby u boku kochajacej partnerki rozwijal polski kapitalizm? No nie, bo to prosta droga to konsumpcjonizmu. Spiesze doniesc, ze w dalszym ciagu w tych okropnych czasach omal w kazdy zyciorys wpisane jest takie doswiadczenie.
    Wspomne o „wspanialosci” fizycznego cierpienia, ktore propagowala matka Teresa,, a wspolczesnie polscy poloznicy i inni.
    5. Internet nie powoduje, ze poznany „obiekt” jest mniej tajemniczy. Wszak wlasnie przez ta anonimowosc mozna wpisac co sie chce i jest to dosyc powszechne, a czasami nawet niebezpieczne.
    6. Wyliczanka, o wspolczesnym pospiesznym seksie, zmianach pracy, zwiazkow, tysiecy znajomych na FS i checi uzycia a braku odpowiedzialnosci ma niewiele wspolnego z rzeczywistoscia. Moze nalezy mniej ogladac seriali w rodzaju „Seks w wielkim miescie” itp. Jak znam zycie, mieszkajac w miescie tego seksu najwazniejszym problemem jest zdobyc prace i utrzymac sie w niej, azeby miec z czego zaplacic czynsz, a potem czynsz i raty, a nie zaliczac jej zmiany, stale zwiazki sa w dalszym ciagu najmodniejsze, wszak zawierajacy w koncu malzenstwo to pary z wieloletnim stazem.
    Czyzby w Polsce dominowali ci od pospiesznego…?
    8. Akurat zgodze sie, ze konsumpcjonizm jest nadmierny, w Ameryce wynika to m.in. z taniosci takich rzeczy jak gadzety elektoroniczne, szmaty i zywnosc. Tez kupujac sobie cos nowego zastanawiam sie czy powinnam? Ekonomisci mowia, ze powinnam, bo to napedza gospodarke. Jesli to jest to triumf rynkowy nowych technologii to moze warto pogodzic sie z nim. Zwlaszcza, kiedy komorka telefoniczna pchnela spolecznie swiat do przodu w sposob niewyobrazalny, a najwiekszy wynalazek przelomu wiekow smartfony posiada juz w takiej Ameryce 70% spoleczenstwa. Prof. Bauman zapewne obywa sie bez niego i jest wielce madrym czlowiekiem. Moze inni, mniej madrzy moga jednak go posiadac?
    10. Zwiazki rozpadaja sie teraz znacznie latwiej „niz kiedys”, bo na litosc boska, kobiety w cywilizowanym, wspolczesnym swiecie staly sie bardziej niezalezne ekonomicznie, a pietno singielki nieco zbladlo, dlatego nie musza juz tkwic w niedobrym zwiazku. W krajach o wysokim wskazniku rozwodow to czesciej kobiety wychodza ze zwiazku, panom wygodniej jest ze sprawdzona gospodynia w domu.
    11. Przyklad z Gatesem zupelnie niefortunny, co mozna sprawdzic na tysiacach stron w…. internecie.

  10. 1. Bauman i Makowski porównują zmyśloną teraźniejszość ze zmyśloną przeszłością. ‘Romeo i Julia’ to była fikcja literacka. Rzeczywistość to były małżeństwa aranżowane przez rodziców lub inne osoby. Obecnie sami sobie aranżujemy życie i to jest krok naprzód. Nie ma żadnych podstaw do uznania, że kiedyś uczucia były bardziej trwałe niż obecnie. To po prostu jest fikcja.
    2. Strategia biznesowa Rockefellera była niewątpliwie mniej stabilna od Gatesa. Gates całe życie zawodowe zajmował się jednym biznesem i jedną firmą. Młody Rockefeller zachowywał się zupełnie inaczej.
    3. Konsumpcyjny styl życia nie jest niczym złym dopóki wynika z wyborów ludzi, a nie polityki państwa, a tak się składa, że Makowski jest wielbicielem Keynesowskiej polityki ‘pobudzania popytu’, która właśnie prowadzi do nadmiernej konsumpcji i kryzysu finansowego. Keynesowska polityka monetarna (wspierana przez Makowskiego) jest przyczyną kryzysu, na który Makowski tak intensywnie narzeka.
    4. Przeciwnikiem ‘burżuazyjnej moralności’ był idol Makowskiego Keynes, który uważał, że ‘w dłuższym okresie będziemy martwi’ i nawoływał do nieliczenia się z przyszłością. Makowski w praktyce za każdym razem domaga się tego samego, więc swoje moralizatorskie narzekania powinien skierować do samego siebie. Polecam http://www.fijor.com/jak-zrujnowac-gospodarke-czyli-keynes-wiecznie-zywy/
    5. Upośledzeni moralnie są intelektualiści ksenofobicznie atakujący cywilizację od czasu jej powstania 40 tyś lat temu. Rozwój cywilizacji pozbawia władzy nad społeczeństwem przez intelektualistów (zwanych kiedyś szamanami), a oni chcą je zatrzymać w zniewoleniu.

  11. To już Boy sto lat temu ”
    …Łączą się parki lube/
    ze sobą – niby na póbę,
    nim nie znajdzie się czegoś
    przyzwoitszego…..
    To raz; po drugie nie znoszę słowa „związek” w odniesieniu do relacji damsko – męskich. Związek to był Radziecki albo może być Bokserski, czy innej dyscypliny sportowej.
    Odpowiednie dać rzeczy słowo -narzeczeństwo, partnerstwo, małżeństwo, rodzina. Rzecz nie nazwana, istnieje tylko w połowie, w niedopowiedzeniach Żeby cieszyć się seksem, nie trzeba stałych odniesień i ślubnej fotografii nad tapczanem. I żeby wybrać się razem z jednym namiotem i jednym samochodem w podróż wakacyjną wokół świata, też licencja małżeńska „ni pri cziom”, ale żeby zdecydować się na dziecko (albo dzieci) – a, to już wymaga odpowiedzialności z obydwu stron, lojalności, stabilnej i unormowanej sytuacji rodzinnej, także sytuacji prawnej Ludziom się, oczywiście, różne sprawy przydarzają, . Osobiście wolę, żeby nie mylono chęci z możliwościami i nie kazano za własne kaprysy płacić własnym dzieciom.

  12. Płynna ponowoczesność, w jakiej żyjemy charakteryzuje się tym, że jedyną pewnością jest niepewność. Umiejętność błyskawicznej adaptacji do nowego jest zaletą. Nie ma strategii długofalowych, nie ma taktyk, ani planów, bo są one nieprzydatne. Liczy się szybka rekcja. Umiejętność błyskawicznego podejmowania decyzji, przystosowywania się do zmiennych kolei losu.

    Kiedyś było wg Baumana stabilniej – chociażby ze względu na inny sposób rozpowszechniania informacji. Dziś informacje dezaktualizują się moment po ich opublikowaniu. Jak w tej sytuacji określać cele? Człowiek jest zostawiony sam sobie w świecie, w którym jest przedmiotem, a nie podmiotem. W świecie, którego nie rozumie, bo nie on w gospodarce globalnej ma wpływ na bieg zdarzeń, ponosi pełną odpowiedzialność za wszystko, co dzieje się wokół niego.
    Jeszcze nie tak dawno regułą był jeden partner, jedna praca w tej samej miejscowości i w miarę spokojna świadomość tego, co, nie licząc kataklizmów, może się wydarzyć.

    Nieustanna zmienność rzutuje na codzienność. Rywalizacja wypiera współdziałanie, wybory są chwilowe i często koniunkturalne. To wszystko okraszone konsumeryzmem musi przekładać się na dokonywane wybory, czy może nawet modyfikować sposób postrzegania świata. Prof. Bauman pisał o rynku, który próbuje nam wmówić, że „szczęście jest jak kawa rozpuszczalna”. Może więc i miłość zaczyna być tak traktowana? Szybko, doraźnie, bez zbędnych wzruszeń, a już broń Boże wysiłków. W końcu wszystko szybciutko można zmienić i to w zasadzie bez konsekwencji.

    Prof Bauman pisze, że miłość staje się wręcz „uczuciem tyleż pożądanym, co odstraszającym”, a przecież „miłość, a także poświęcenie i bezgraniczne oddanie Innemu, składające się na uczucie miłości, tworzą jedyną przestrzeń, w której możemy zmierzyć się naprawdę ze skomplikowaną dialektyką losu i przemijania”.
    Czego pięknym dowodem jest czułość, z jaką pisze o swojej żonie, Janinie, zaczynając swój „To nie jest dziennik”.

  13. mag
    15 lutego o godz. 13:49

    „Miłość w czasach zarazy” – hipnotyzująca opowieść w cudownym tłumaczeniu Casasa.
    Końcowe wyznanie Florentino, gdy już wreszcie jest z Ferminą: „Dla ciebie zachowałem czystość”… , jest całkowicie szczery, mimo że miał wcześniej jakieś 580+ kochanek 🙂 zawsze mnie to wzrusza, roztkliwia i bawi jednocześnie.

  14. Alla
    Nasz Gospodarz wyraźnie nie trafił w temat, wychodząc – co by być oryginalnym – z fałszywego założenia, że w dzisiejszych czasach coś takiego jak miłość pozakomercyjna nie istnieje. Umarła.
    Mocno mu się dziwię. I tyle.
    Pozdrawiam

  15. mag
    16 lutego o godz. 23:44

    Ja odczytałam wpis Gospodarza nie aż tak definitywnie, że miłość umarła.
    Raczej jako zastanawianie się nad tym, jak relacje miedzy ludźmi zmieniają się pod wpływem tego, że żyjemy w trochę innej rzeczywistości.
    Świat czego innego od nas wymaga niż 100 lub 50 lat temu, więc może ma to wpływ na sposób nawiązywania i trwałość relacji.

  16. Alla
    Niezależnie od bieżącego tematu dziwi minie, że ten akurat blog cieszy się bardzo umiarkowanym powodzeniem/frekwencją, choć wpisy Gospodarza wydają mi się ciekawe i inspirujące.
    Co ty o tym myślisz?

  17. mag
    17 lutego o godz. 16:56

    Te wpisy dość bezwzględnie zmuszają do myślenia. Nie dają gotowych rozwiązań.
    Mam wrażenie, że we wszystkich wcześniejszych, tak jak w tym wpisie, żadna prosta odpowiedź nie jest możliwa. Dlatego łatwość, z jaką się je czyta jest zwodnicza.

    Człowiek tak sobie siedzi i czyta – raz, drugi i nie jest do końca pewien, co mu z tego wyjdzie. Nic nie jest oczywiste i nic nie daje się zamknąć w paru schematycznych zdaniach.
    Tak jak o tej miłości.
    – czy miłość zmienia się wraz z czasami, czy ludzie są w uczuciach tacy jak wieki temu,
    – jaki wpływ na relacje między ludźmi mają zmiany społeczne i bycie w biegu,
    – czy to, że związki łatwiej się nawiązuje znaczy, że rozwiązuje się je łatwiej,
    – ale czy naprawdę nawiązuje się łatwiej, jeśli jest obecnie tylu ludzi samotnych i cierpiących przez tą samotność,
    – skąd taka popularność portali randkowych – chodzi o nieumiejętność klasycznego komunikowania się, brak czasu, czy o rozszerzenie „terenu łowów”,
    – jakie ma znaczenie w relacjach seks, który bywa, że traktowany jest coraz bardziej instrumentalnie i bezpośrednio – i czy to dobrze, czy źle,
    – czy wyemancypowani i niezależni ludzie są nadal za siebie współodpowiedzialni, czy każdy odpowiada już tylko za siebie, bo wolność przed wszystkim,
    – jaki wpływ na zachowanie ludzi maja media (np. w ostatniej Polityce recenzja jednego z młodzieżowych programów MTV – bohaterowie to jakieś ciała lekceważące rozum – a może to tylko konsekwencje braku rozumu? – motto: „seks i wóda” – ponoć program eksportowy…)

    Każdy ma jakiś swój obraz miłości idealnej, zbiór oczekiwań, który utrudnia obiektywną ocenę tego, co się dzieje globalnie, bo nie chodzi o to jak powinno być, czy jak może być, ale jak jest. Dopiero jakaś szeroka analiza socjologiczna mogłaby pokazać tendencje i ewentualne zmiany. Bauman już swoją przedstawił i obawiam się, że jest ona dość trafna.

  18. „Stawianie pytań o transcendencję, sens życia, nieuchronność śmierci czy płomienną miłość trąci ekstrawagancją.”
    Wszystko na raz ?
    Zorientowałam się ,po dalszej lekturze,że tylko o miłośc jedyną i dozgonną chodzi.
    Wbrew naturze zresztą.

    Przecież zostalismy powołani do rozsiewania genów.W dobrobycie (konsumpcjonizmie) geny już rozsiane są bezpieczne i czas by się zając kolejnym rozsianiem.
    Z naturalną przyjemnoscią dopingujaca do tego zboznego dzieła.Póki sił starcza.

    A jak juz nie starcza to możemy wdac się w rozważania .pisemne czasami,nt upadku wiecznej miłości ..byle by nie wpaśc w tembr tego z Bialegostoku …”niczego nie bedzie..”
    Zapomniałam jak się nazywał…Jak sobie przypomnę to machnę coś na blogu.

  19. Człowiek się aż tak bardzo nie zmienił. Nie idealizujmy przeszłości. Owszem czasy są inne, szybciej się żyje, więcej zabawek ale poza tym bez większych zmian.

  20. miłości nie ma