Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego

12.09.2013
czwartek

O czym wolno mówić w Kościele?

12 września 2013, czwartek,

Wspólnota wierzących, która ma złe pojęcie Boga, ma przede wszystkim zły Kościół, złą teologię i złe duszpasterstwo

1.
Na tak postawione przez „Gazetę Wyborczą” pytanie, odpowiedź może być tylko jedna: o wszystkim!

Jeśli sam Bóg nie nakłada na ludzki umysł i język kagańca, to tym bardziej nie może czynić tego Kościół. Krótko: nie ma, ba, nie może być w Kościele tematów tabu.

A że jest to w Kościele możliwe, pokazuje obecny papież Franciszek. Wtedy, gdy mówi, że „kim on jest, by osądzać gejów”. Wtedy, gdy zachęca młodych, by robili w Kościele raban. Gdy namawia do dyskusji o celibacie. I wtedy choćby, kiedy odpisując na list lewicowej gazety „La Repubblica” głosi, że „niewierzący powinien być wierny własnemu sumieniu”.

Zgoda: rodzimych stróżów ortodoksji swym zachowaniem i mową wprawia papież w drżenie. Ale zarazem jest w tym papieskim zachowaniu radykalizm, który przejawia się w wierności Ewangelii.

2.
Choć wolno w Kościele mówić o wszystkim, to zarazem nie wszystko wypada. I nie wszystko, szczególnie chrześcijaninowi, przystoi.

Ale w polskim Kościele szczególnie biskupi pokazali, że można powiedzieć wszystko – włącznie z naruszaniem godności ludzkiej. Bo przecież z czymś takim mamy do czynienia, gdy zwolenników in vitro określa się mianem spadkobierców Frankensteina. To dokładnie ma miejsce, gdy o feministkach mówi się, że to „beton, na który kwas solny nie pomoże”.

Sęk w tym, że takie wypowiedzi nic nie mówią o dzieciach poczętych dzięki in vitro i ich rodzicach, czy o feministkach. Wiele za to mówią o Kościele katolickim i o kościelnym języku, używanym do opisu świata.

3.
Jeśli Kościół kochasz, nie krytykujesz. To jedna ze złotych zasad, którą wciąż próbuje się szantażować krytycznie myślących katolików. Dlaczego? Logika jest taka: „Kościół jest matką. A matki się nie krytykuje”.

Jednak gdy widzisz zło, także w Kościele, i nie reagujesz, stajesz się tego zła współsprawcą. Dlatego „krytyka tego, co jest złe w Kościele, nie jest atakiem na Kościół. Jest służbą Kościołowi”. Chwila, w której zrozumie to polski Kościół, będzie chwilą, kiedy zbliży się zdecydowanie do ewangelicznego przesłania.

4.
Niemiecki filozof Hegel mówił: „naród, który ma złe pojęcie Boga, ma także złe prawa, złe państwo i złe rządy”.

Parafrazując Hegla można by rzec: „wspólnota wierzących, która ma złe pojęcie Boga, ma przede wszystkim zły Kościół, złą teologię i złe duszpasterstwo”. Co to znaczy?

Ano to, że dziś największym wrogiem Kościoła rzymskokatolickiego nie są liberalne media, zagorzali antyklerykałowie, ale sam Kościół. Kościół, który zamiast chronić całą wspólnotową orkiestrę wygrywającą rytmy Ewangelii, zdecydował, że jedynym i niekwestionowanym dyrygentem tej orkiestry będzie „miły i uśmiechnięty zakonnik z Torunia”.

Czy to mnie jakość specjalnie martwi? Paradoksalnie: im gorzej dzieje się w Kościele jako instytucji, tym lepiej dla wiary. Wiary, która przecież ma się opierać na sile, jaką daje zaufanie pokładane w Robotniku z Nazaretu. A nie na sile czerpanej z przynależności do instytucji kościelnej.

5.
I na koniec: dyskusja w „Gazecie” wciąż obracała się wokół pytania: ile jest w Kościele wolności do otwartej dyskusji. Otóż tyle jest wolności na zewnątrz nas, ile jest wolności w nas. Im więcej wolności we mnie, tym więcej wolności także wokół mnie.

Tymczasem brak w polskim Kościele otwartych dyskusji publicznych pokazuje jedno: że mało jest wolności w sercach i umysłach tych, którzy dziś Kościół katolicki w Polsce reprezentują. I mu przewodzą.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 53

Dodaj komentarz »
  1. Spokojnej i rzeczowej dyskusji wymaga na pewno w Kościele kwestia homoseksualizmu i duszpasterstwa osób homoseksualnych. Wstępem do ciekawej debaty może być wywiad opublikowany 17 lipca 2012 roku przez ONET RELIGIA: „Homo-lobby ma swoich ludzi na kluczowych stanowiskach w Kościele”.

    Jacek Gądek: Czym jest „ho­mo­he­re­zja”?

    Ks. dr hab. Da­riusz Oko: Jest od­rzu­ce­niem ofi­cjal­ne­go na­ucza­nia Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go nt. ho­mo­sek­su­ali­zmu. Zwo­len­ni­cy ho­mo­he­re­zji nie zga­dza­ją się z tym, że skłon­ność ho­mo­sek­su­al­na jest za­bu­rze­niem oso­bo­wo­ści. Kwe­stio­nu­ją prze­ko­na­nie, że czyny ho­mo­sek­su­al­ne są sprzecz­ne z pra­wem na­tu­ral­nym. Obroń­cy ho­mo­he­re­zji opo­wia­da­ją się też za udzie­la­niem gejom świę­ceń ka­płań­skich.

    Dla­cze­go ksiądz w ogóle zaj­mu­je się ho­mo­he­re­zją?

    Re­ali­zu­ję mój pod­sta­wo­wy obo­wią­zek czło­wie­ka, chrze­ści­ja­ni­na i księ­dza. Ho­mo­he­re­zja to ko­ściel­na wer­sja ho­mo­ide­olo­gii. Ide­olo­gia ho­mo­sek­su­al­na to po pro­stu ko­lej­na współ­cze­sna ide­olo­gia, która ma dać lu­dziom na­miast­kę sensu życia. Każdy czło­wiek nie­zbęd­nie po­trze­bu­je ta­kie­go sensu, a kiedy nie po­tra­fi od­kryć tego au­ten­tycz­ne­go, to wy­my­śla sobie jakiś er­satz (na­miast­kę).

    Przy­kład?

    W pew­nym mo­men­cie więk­szość Wło­chów uwie­rzy­ła w fa­szyzm, więk­szość Niem­ców w na­zizm, więk­szość Ro­sjan w bol­sze­wizm, a więk­szość Ja­poń­czy­ków w bo­skość ce­sa­rza. Teraz mają się czego wsty­dzić.

    Fi­lo­zof i teo­log ma chro­nić spo­łe­czeń­stwo przed ab­sur­dem, ma rze­tel­nie my­śleć i uczyć ta­kie­go my­śle­nia. Ma prze­ciw­sta­wiać się me­diom, kiedy te ogłu­pia­ją. Bo kiedy za­sy­pia­ją rozum i wiara, wtedy budzą się i sza­le­ją de­mo­ny ide­olo­gii.

    Ho­mo­sek­su­alizm jest wedle księ­dza groź­ny?

    Ja­ka­kol­wiek dys­ku­sja nt. ho­mo­ide­olo­gii po­win­na uwzględ­niać pod­sta­wo­we wy­ni­ki rze­tel­nych badań na­uko­wych….

    … co one po­ka­zu­ją?

    Sta­ty­stycz­nie geje kil­ka­dzie­siąt razy czę­ściej niż nor­mal­ni męż­czyź­ni do­pusz­cza­ją się aktów prze­mo­cy sek­su­al­nej wobec dzie­ci i mło­dzie­ży oraz kil­ka­dzie­siąt razy czę­ściej cho­ru­ją na AIDS, jak rów­nież na inne cięż­kie cho­ro­by we­ne­rycz­ne. O czym tu zatem jesz­cze dys­ku­to­wać? Jakże można pro­pa­go­wać taki styl życia – albo ra­czej umie­ra­nia?

    Za kil­ka­dzie­siąt lat lu­dzie uwie­dze­ni przez nową ide­olo­gię będą się okrop­nie wsty­dzić tego, że byli aż tak na­iw­ni i bez­kry­tycz­ni.

    Pa­mię­ta ksiądz aferę wokół ho­mo­sek­su­al­nych za­cho­wań abp. Ju­liu­sza Pa­et­za?

    Nie­ste­ty, tak… Po­dob­ne skan­da­le wy­bu­cha­ją w wielu kra­jach. Przy­kła­dy można mno­żyć. Dla mnie szcze­gól­nie wy­mow­na jest hi­sto­ria abp. Rem­ber­ta We­aklan­da, który w la­tach 1977-2002 rzą­dził die­ce­zją Mil­wau­kee w USA. On sam przy­znał, że jest gejem i współ­żył z wie­lo­ma part­ne­ra­mi – także jako ar­cy­bi­skup. Jest z tego tak dumny, że ostat­nio na­pi­sał nawet o tym książ­kę. Na­le­ży do grupy tych ludzi, któ­rzy ce­le­bru­ją swój ho­mo­sek­su­alizm.

    W ciągu ca­łe­go swego urzę­do­wa­nia – przez 25 lat – nie­ustan­nie sprze­ci­wiał się Sto­li­cy Apo­stol­skiej i chro­nił księ­ży gejów, po­ma­ga­jąc im unik­nąć od­po­wie­dzial­no­ści za prze­stęp­stwa sek­su­al­ne, któ­rych się se­ryj­nie do­pusz­cza­li. A urzę­do­wa­nie za­koń­czył gi­gan­tycz­ną de­frau­da­cją, krad­nąc z kasy die­ce­zji ok. pół mi­lio­na do­la­rów na utrzy­ma­nie jed­ne­go ze swo­ich ko­chan­ków.

    Z kolei jeden z naj­bar­dziej wpły­wo­wych swego czasu ludzi Ko­ścio­ła, Mar­cial Ma­ciel De­gol­la­do, za­ło­ży­ciel Le­gio­ni­stów Chry­stu­sa, oka­zał się bi­sek­su­ali­stą, który do­pusz­czał się cięż­kich prze­stępstw sek­su­al­nych na wielu człon­kach i ma­ło­let­nich uczniach wła­sne­go za­ko­nu. A nawet na wła­snym synu.

    Jakim cudem przez tak długi czas nad tak wpły­wo­wy­mi oso­ba­mi w Ko­ście­le był roz­po­star­ty pa­ra­sol ochron­ny?

    Róż­ne­go ro­dza­ju lob­bies ist­nie­ją w wielu śro­do­wi­skach. To nie jest spe­cy­fi­ka Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go.

    A to ho­mo-lob­by w Ko­ście­le na ile jest silne?

    O jego sile na pewno świad­czy fakt tu­szo­wa­nia wielu cięż­kich prze­stępstw sek­su­al­nych osób du­chow­nych, ale także sto­pień za­bu­rze­nia pro­ce­su do­bo­ru kan­dy­da­tów na bi­sku­pów, moż­li­wość ro­bie­nia „ka­rie­ry” po­mi­mo pro­wa­dze­nia po­dwój­ne­go życia, po­mi­mo po­sia­da­nia skłon­no­ści, która dziś wy­klu­cza stu­den­tów teo­lo­gii z ka­płań­stwa.

    Zatem jak silne jest to lobby?

    Trud­no po­wie­dzieć. Sam ksiądz kard. pry­mas Józef Glemp, wspo­mi­na­jąc w ostat­nich la­tach po­czą­tek swo­jej po­słu­gi bi­sku­piej w War­sza­wie, po­wie­dział: – Kiedy obej­mo­wa­łem tę die­ce­zję, nie spo­dzie­wa­łem się, jak silne jest lobby ho­mo­sek­su­al­ne w Ko­ście­le.

    Na pewno wielu księ­ży boi się tej po­tęż­nej grupy wpły­wu. Skąd się biorą ner­wi­ce i cho­ro­by serca u księ­ży, któ­rzy sta­ra­ją się tej gru­pie prze­ciw­sta­wić i mówią gło­śno o po­trze­bie oczysz­cze­nia Ko­ścio­ła?

    No wła­śnie – skąd?

    Wi­docz­nie lę­ka­ją się oni dzia­ła­nia ja­kie­goś wpły­wo­we­go lobby, które spra­wu­je wła­dzę i któ­re­mu mogą się na­ra­zić. Żeby takie ukry­wa­nie i to­le­ro­wa­nie zła było moż­li­we, trze­ba prze­cież mieć swo­ich ludzi na wielu klu­czo­wych sta­no­wi­skach, trze­ba two­rzyć już nie tylko ho­mo-lob­by, ale nawet ho­mo-ma­fię.

    Dzi­siej­szy mi­ni­ster spra­wie­dli­wo­ści Ja­ro­sław Gowin (PO) in­ter­we­nio­wał nie tylko w spra­wie przy­pad­ku przy­wo­ła­ne­go abpa Ju­liu­sza Pa­et­za. On też na­tknął się na to lobby?

    Tak. Jesz­cze jako se­na­tor, mówił o tej gru­pie, gdy cho­dzi­ło o skan­dal ho­mo­sek­su­al­nych nad­użyć księ­ży w die­ce­zji płoc­kiej, prze­stępstw mo­le­sto­wa­nia mło­dzie­ży i kle­ry­ków oraz tu­szo­wa­nia tych fak­tów. Stwier­dził, że kiedy in­ter­we­nio­wał w Ko­ście­le jesz­cze ws. abpa Pa­et­za, od­no­sił wra­że­nie, że ma do czy­nie­nia z jakąś mafią, która w swoim in­te­re­sie bru­tal­nie ne­gu­je nawet naj­bar­dziej oczy­wi­ste fakty.

    Skąd się biorą księ­ża-pe­do­fi­le?

    Skąd się biorą księ­ża-pe­do­fi­le?

    To głów­nie pro­blem wy­cho­wa­nia w ro­dzi­nie, szko­le, se­mi­na­rium du­chow­nym. Ale przede wszyst­kim chciał­bym zde­ma­sko­wać jedno po­wszech­ne kłam­stwo me­dial­ne…

    Jakie?

    Otóż media mówią o pe­do­fi­lii du­chow­nych, tym­cza­sem naj­czę­ściej cho­dzi tu o efe­bo­fi­lię, czyli o wy­na­tu­rze­nie po­le­ga­ją­ce na po­cią­gu doj­rza­łych, ho­mo­sek­su­al­nych męż­czyzn nie do dzie­ci, ale do po­kwi­ta­ją­cych i do­ra­sta­ją­cych chłop­ców w wieku 11-17 lat.

    Po co ksiądz czyni takie roz­róż­nie­nie?

    Bo efe­bo­fi­lia to ty­po­we za­bu­rze­nie oso­bo­wo­ści łą­czą­ce się z ho­mo­sek­su­ali­zmem. Ponad 80 proc. ujaw­nio­nych w USA przy­pad­ków prze­mo­cy sek­su­al­nej du­chow­nych to efe­bo­fi­lia, a nie pe­do­fi­lia. Skan­da­le prze­mo­cy sek­su­al­nej, które wstrzą­snę­ły Ko­ścio­łem, w przy­tła­cza­ją­cej więk­szo­ści były dzie­łem du­chow­nych ho­mo­sek­su­al­nych.

    A widzi ksiądz zwią­zek po­mię­dzy ce­li­ba­tem a skan­da­la­mi sek­su­al­ny­mi?

    Wielu psy­cho­lo­gów i psy­chia­trów udo­wod­ni­ło, że nie ma związ­ku mię­dzy ce­li­ba­tem i pe­do­fi­lią. Na­to­miast inni wy­ka­za­li, że ist­nie­je zwią­zek po­mię­dzy ho­mo­sek­su­ali­zmem i pe­do­fi­lią. Wielu wska­zu­je też na fakt, że ok. 80 proc. pe­do­fi­lów ska­za­nych w USA to ho­mo­sek­su­ali­ści.

    Wśród księ­ży ska­za­nych za pe­do­fi­lię geje sta­no­wią ok. 90 proc. Dane te świad­czą o tym, że Ko­ściół ma pro­blem ra­czej z ho­mo­sek­su­ali­sta­mi niż z pe­do­fi­la­mi.

    Co zro­bić z ho­mo­sek­su­al­ny­mi księż­mi? Prze­cież nie spo­sób ukryć, że oni ist­nie­ją.

    Je­że­li po­zwo­li­my na swo­bod­ną dzia­łal­ność księ­ży-ge­jów, to w kil­ka­na­ście lat mogą oni znisz­czyć całe klasz­to­ry i die­ce­zje – jak w USA, gdzie po­wo­ła­nie księ­dza coraz czę­ściej bywa na­zy­wa­ne gay pro­fes­sion (czyli „zawód ge­jow­ski”) albo jak w Ir­lan­dii, gdzie do opu­sto­sza­łych se­mi­na­riów męż­czyź­ni boją się pójść z obawy, że zo­sta­ną po­są­dze­ni o za­bu­rze­nia.

    Pe­do­fi­lia i efe­bo­fi­lia do­ty­czą jakoś szcze­gól­nie Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go?

    Ab­so­lut­nie nie! Ba­da­nia w wielu kra­jach po­ka­zu­ją, że pro­blem ten do­ty­czy o wiele bar­dziej in­nych śro­do­wisk i grup za­wo­do­wych.

    Śle­dząc do­nie­sie­nia pra­so­we można od­nieść zu­peł­nie inne wra­że­nie.

    We­dług badań na ty­siąc przy­pad­ków pe­do­fi­lii albo efe­bo­fi­lii tylko jeden do­ty­czy sfery Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go. W USA na 10 tys. osób w to uwi­kła­nych przy­pa­da je­dy­nie 3-5 księ­ży ka­to­lic­kich. Sta­ty­stycz­nie o wiele bar­dziej ob­cią­że­ni są tutaj np. żo­na­ci du­chow­ni pro­te­stanc­cy i na­uczy­cie­le – zwłasz­cza spor­tu.

    Czy osoba ho­mo­sek­su­al­na może zo­stać księ­dzem ka­to­lic­kim?

    Nie. Zde­cy­do­wa­nie nie. Mówią o tym wy­raź­nie ofi­cjal­ne do­ku­men­ty Wa­ty­ka­nu.

    Co pa­pież Be­ne­dykt XVI zro­bił w walce z ho­mo­sek­su­ali­zmem w Ko­ście­le?

    Obec­ny pa­pież wpro­wa­dził w ofi­cjal­nych do­ku­men­tach – za­miast po­dzia­łu na ho­mo­sek­su­alizm czyn­ny i bier­ny – roz­róż­nie­nie na skłon­no­ści ho­mo­sek­su­al­ne przej­ścio­we (zda­rza­ją­ce się w okre­sie doj­rze­wa­nia) oraz skłon­no­ści ho­mo­sek­su­al­ne głę­bo­ko za­ko­rze­nio­ne. Obie te formy są prze­szko­dą wy­klu­cza­ją­cą od świę­ceń ka­płań­skich.

    Pa­pież Be­ne­dykt XVI uczy­nił walkę z he­re­zją ho­mo­sek­su­ali­zmu w Ko­ście­le jed­nym z prio­ry­te­tów swo­je­go pon­ty­fi­ka­tu. Już w pierw­szych mie­sią­cach po wy­bo­rze, latem 2005 r., na­ka­zał wydać in­struk­cję su­ro­wo za­ka­zu­ją­cą świę­ce­nia osób ho­mo­sek­su­al­nych na ka­pła­nów.

    Po­prze­dził ją list ro­ze­sła­ny przez Sto­li­cę Apo­stol­ską do bi­sku­pów na całym świe­cie, na­ka­zu­ją­cy na­tych­mia­sto­we usu­nię­cie z funk­cji wy­cho­waw­czych w se­mi­na­riach ka­pła­nów o skłon­no­ściach ho­mo­sek­su­al­nych.

    W sumie to wręcz re­wo­lu­cja.

    Ale osoby ho­mo­sek­su­al­ne, także wśród du­chow­nych, nie na­ro­dzi­ły się wraz z na­sta­niem pon­ty­fi­ka­tu obec­ne­go pa­pie­ża.

    Od lat 80. ubie­głe­go wieku mówi się o ist­nie­ją­cym w Ko­ście­le ka­to­lic­kim lobby ho­mo­sek­su­al­nym czy też o la­wen­do­wej mafii. Nie­ste­ty, zbyt długo wśród ka­to­li­ków pa­no­wa­ło ogrom­ne za­mie­sza­nie po­ję­cio­we i dok­try­nal­ne. Zmie­nił to do­pie­ro obec­ny pon­ty­fi­kat.

    W prak­ty­ce de­cy­zje pa­pie­ża ozna­cza­ją, że…

    … nie tylko akty ho­mo­sek­su­al­ne, ale sama skłon­ność wy­klu­cza kan­dy­da­ta do ka­płań­stwa w Ko­ście­le ka­to­lic­kim. Ho­mo­sek­su­alizm jest nie do po­go­dze­nia z po­wo­ła­niem ka­płań­skim. Przej­ścio­we skłon­no­ści ho­mo­sek­su­al­ne muszą zo­stać wy­le­czo­ne jesz­cze przed przy­ję­ciem na pierw­szy rok stu­diów albo do no­wi­cja­tu.

    A jeśli lata temu taki ksiądz-gej zo­stał już wy­świę­co­ny?

    Męż­czyź­ni o skłon­no­ściach ho­mo­sek­su­al­nych już bę­dą­cy księż­mi za­cho­wu­ją waż­ność świę­ceń, ale są su­ro­wo we­zwa­ni do za­cho­wa­nia wszyst­kich przy­ka­zań Bo­żych oraz do pod­ję­cia te­ra­pii.

    Czego bra­ko­wa­ło pon­ty­fi­ka­to­wi Jana Pawła II ws. walki z ho­mo­he­re­zją?

    Także w Ko­ście­le nikt nie może wie­dzieć i zro­bić wszyst­kie­go, także w Ko­ście­le pod­le­ga­my pra­wom roz­wo­ju. Bł. Jan Paweł II roz­po­czął walkę z ho­mo­he­re­zją, którą kon­ty­nu­uje i roz­wi­ja jego zna­ko­mi­ty na­stęp­ca. Podam tylko dwa kon­kret­ne przy­kła­dy. Pierw­szy to roz­po­czę­cie prac w Wa­ty­ka­nie już pod ko­niec lat 90. nad do­ku­men­tem za­ka­zu­ją­cym świę­ce­nia osób ho­mo­sek­su­al­nych na księ­ży.

    Drugi przy­kład to wy­da­nie w 2001 r. nie­zwy­kle waż­ne­go do­ku­men­tu, zgod­nie z któ­rym wszyst­kie przy­pad­ki wy­ko­rzy­sta­nia sek­su­al­ne­go osób nie­let­nich przez du­chow­nych muszą być na­tych­miast zgła­sza­ne do Wa­ty­ka­nu. Dzię­ki tej de­cy­zji Jana Pawła II od kil­ku­na­stu lat o wiele trud­niej jest tu­szo­wać tego ro­dza­ju skan­da­le na po­zio­mie lo­kal­nym.

    Czy chrze­ści­jań­stwo jest od­por­ne na to, co ksiądz na­zy­wa pro­pa­gan­dę ho­mo­sek­su­al­ną?

    Nie do końca. Moją pracę za­czy­na­łem jako zma­ga­nie się ze śmier­tel­nym za­gro­że­niem ze­wnętrz­nym chrze­ści­jań­stwa, ale stop­nio­wo od­kry­wa­łem, że po­dział nie jest taki pro­sty. Prze­ciw­nik jest nie tylko na ze­wnątrz Ko­ścio­łów i związ­ków wy­zna­nio­wych, on jest także w środ­ku, nie­raz do­brze za­ma­sko­wa­ny, jak koń tro­jań­ski.

    Ist­nie­je nie tylko pro­blem ho­mo­ide­olo­gii i ho­mo-lob­by na ze­wnątrz chrze­ści­jań­stwa, ist­nie­je ana­lo­gicz­ny pro­blem także we­wnątrz niego, gdzie ho­mo­ide­olo­gia przyj­mu­je po­stać ho­mo­he­re­zji.

    Czym w oce­nie księ­dza za­gra­ża ka­to­li­kom he­re­zja ho­mo­sek­su­ali­zmu?

    Staw­ką w tym spo­rze jest m.​in. za­cho­wa­nie jed­no­ści Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go w naj­bliż­szych dzie­się­cio­le­ciach. Nie­ste­ty, z tego wła­śnie po­wo­du w ostat­nich la­tach po­dzie­lił się na dwie nowe wspól­no­ty świa­to­wy Ko­ściół Epi­sko­pal­ny. Na­to­miast w USA do­szło do roz­ła­mu w Ko­ście­le Ewan­ge­lic­ko-Au­gs­bur­skim.

    Z czego wy­ni­ka­ją te po­dzia­ły?

    Cho­dzi­ło głów­nie o udzie­la­nie ho­mo­sek­su­ali­stom świę­ceń ka­płań­skich i bi­sku­pich. Chrze­ści­ja­nie od­po­wie­dzial­ni, bę­dą­cy prze­ciw temu, nie chcie­li po­zo­sta­wać w jed­nej wspól­no­cie z chrze­ści­ja­na­mi lek­ko­myśl­ny­mi i zdez­o­rien­to­wa­ny­mi, któ­rzy są za taką prak­ty­ką.

    Także w Ko­ście­le ka­to­lic­kim są du­chow­ni, któ­rzy prze­ciw­sta­wia­ją się w tym wzglę­dzie Ojcu Świę­te­mu. Wła­śnie w ostat­nich dniach z tego po­wo­du zo­sta­li nie­odwo­łal­nie usu­nię­ci ze swo­ich sta­no­wisk ko­lej­ni dwaj mło­dzi bi­sku­pi: Ró­bert Bezák (52 lata) z Trna­wy na Sło­wa­cji oraz do­mi­ni­ka­nin, Vil­helm La­pe­lis (51 lat) z Li­pa­wy na Ło­twie.

    W jaki spo­sób re­ago­wać na ho­mo­sek­su­alizm wśród du­chow­nych?

    Nie­zwy­kle ważna jest dla mnie opi­nia ks. prof. Jó­ze­fa Au­gu­sty­na, który mówi wy­raź­nie o lobby ho­mo­sek­su­al­nym w Ko­ście­le. Jego zda­niem pro­blem jest nie tylko „w nich”, ale i w na­szej re­ak­cji „na nich”.

    Cho­dzi o to jak my, księ­ża i lu­dzie świec­cy, re­agu­je­my na ich za­cho­wa­nia. Da­je­my się za­stra­szyć, wy­co­fu­je­my się, na­wo­łu­je­my do mil­cze­nia, uda­je­my, że pro­ble­mu nie ma? Czy też od­wrot­nie: sta­wia­my czoło, mó­wi­my o nim jasno, od­bie­ra­my wpły­wy, usu­wa­my ze sta­no­wisk?

    Nie po­win­ni oni pra­co­wać w se­mi­na­riach du­chow­nych ani na żad­nym waż­nym sta­no­wi­sku. Taka jest wola Ojca Świę­te­go. Je­że­li lobby ho­mo­sek­su­al­ne ist­nie­je i ma coś do po­wie­dze­nia w ja­kich­kol­wiek struk­tu­rach ko­ściel­nych, to dla­te­go, że mu ustę­pu­je­my i scho­dzi­my z drogi. Je­że­li a prio­ri za­kła­da­my, że nigdy nie było, nie ma i nie bę­dzie lob­bo­wa­nia ho­mo­sek­su­al­nych księ­ży, to wtedy wła­śnie wspie­ra­my to zja­wi­sko.

    Lobby ho­mo­sek­su­al­ne du­chow­nych staje się wów­czas bez­kar­ne i jest za­gro­że­niem. Tak mówi ks. Au­gu­styn – jeden z naj­więk­szych au­to­ry­te­tów Ko­ścio­ła, autor mnó­stwa zna­ko­mi­tych pu­bli­ka­cji z za­kre­su du­cho­wo­ści.

    A jak ksiądz re­agu­je?

    Pi­sząc ar­ty­ku­ły (np. „Z Pa­pie­żem prze­ciw ho­mo­he­re­zji” – red.), które, jak widać, spo­ty­ka­ją się z wiel­kim uzna­niem i od­ze­wem. W ten spo­sób zna­czą­co wpły­wa­ją one na świa­do­mość ludzi, a tym samym na sy­tu­ację w Ko­ście­le.

    Czy w łonie Ko­ścio­ła trwa walka o stoł­ki dla ho­mo­sek­su­al­nych du­chow­nych?

    W łonie Ko­ścio­ła trwa walka o stoł­ki dla ho­mo­sek­su­al­nych du­chow­nych?

    Spraw­nie dzia­ła­ją­cy, bez­względ­nie wspie­ra­ją­cy się ho­mo­sek­su­ali­ści mogą szyb­ko osią­gnąć do­mi­na­cję w wielu re­jo­nach hie­rar­chii ko­ściel­nej, stać się tam „gru­pa­mi trzy­ma­ją­cy­mi wła­dzę”, które mają prze­moż­ny wpływ na no­mi­na­cje i życie Ko­ścio­ła.

    I co wtedy?

    Jak na­pi­sa­łem w tek­ście „Z Pa­pie­żem prze­ciw ho­mo­he­re­zji”, wtedy np. do se­mi­na­rium mogą za­cząć przy­cho­dzić kle­ry­cy, któ­rzy są już młod­szy­mi part­ne­ra­mi ho­mo-księ­ży. A kiedy rek­tor lub inny prze­ło­żo­ny usi­łu­ją ich usu­nąć, bywa, że w re­zul­ta­cie to oni sami zo­sta­ją usu­nię­ci, a nie ho­mo-kle­ry­cy. Innym razem, kiedy wi­ka­ry pró­bu­je bro­nić mło­dzież przed mo­le­stu­ją­cym ją pro­bosz­czem, to dys­cy­pli­no­wa­ny, szy­ka­no­wa­ny i prze­no­szo­ny jest on, a nie pro­boszcz.

    W ten spo­sób uczci­wy czło­wiek za od­waż­ne wy­peł­nie­nie swo­je­go pod­sta­wo­we­go obo­wiąz­ku prze­ży­wa ge­hen­nę. Zda­rza się, że szan­ta­żu­je się go, po­ni­ża i oczer­nia. Kiedy z kolei ksiądz lub za­kon­nik sam jest mo­le­sto­wa­ny przez ko­le­gę albo prze­ło­żo­ne­go i idzie do wyż­sze­go prze­ło­żo­ne­go z proś­bą o pomoc i obro­nę, nie­raz tra­fia na geja jesz­cze więk­sze­go.

    Be­ne­dykt XVI spo­ty­ka się z ofia­ra­mi wy­ko­rzy­sty­wa­nia sek­su­al­ne­go ze stro­ny du­chow­nych. Co ozna­cza­ją takie gesty?

    Że dzie­ci są na­szym naj­więk­szym skar­bem. Że dzie­ci i mło­dzież trze­ba chro­nić nade wszyst­ko. Ich dobro trze­ba sta­wiać ponad „image” ja­kiej­kol­wiek in­sty­tu­cji. W każ­dym śro­do­wi­sku trze­ba zwal­czać pa­to­lo­gie, które mo­gły­by im za­gra­żać. Ko­ściół ka­to­lic­ki jako pierw­szy po­ka­zał wszyst­kim, jak czy­nić to sku­tecz­nie.

    Wzo­rem może tu być nie­miec­ki je­zu­ita, dy­rek­tor gim­na­zjum w Ber­li­nie, ks. Klaus Mer­tes, który wy­ka­zał się bez­kom­pro­mi­so­wo­ścią w za­po­bie­ga­niu pedo- i efe­bo­fi­lii w Ko­ście­le oraz w sta­ra­niach o wy­pła­ca­nie moż­li­wie naj­wyż­szych od­szko­do­wań ofia­rom. Za tę dzia­łal­ność zy­skał sobie uzna­nie w ca­łych Niem­czech i nie­daw­no zo­stał uho­no­ro­wa­ny pre­sti­żo­wą Na­gro­dą Gu­sta­wa He­ine­man­na.

    Teraz czas na oczysz­cze­nie w in­nych in­sty­tu­cjach, śro­do­wi­skach i gru­pach za­wo­do­wych, oby wszę­dzie na­śla­do­wa­no przy­kład Ko­ścio­ła.

    Pi­sząc o ho­mo­he­re­zji na­ra­ził się ksiądz ko­ściel­ne­mu ho­mo-lob­by?

    Im bar­dziej bym się bał, tym bar­dziej po­wi­nie­nem pisać. Ina­czej ozna­cza­ło­by to, że nor­mal­na więk­szość daje się ster­ro­ry­zo­wać za­bu­rzo­nej mniej­szo­ści, że Ko­ścio­ło­wi na­rzu­ca swoje zda­nie jakaś grupa, która ab­so­lut­nie nie ma do tego prawa. Tym­cza­sem Ko­ściół ma bez­względ­nie słu­chać swo­jej Głowy, czyli Je­zu­sa Chry­stu­sa i tym samym Jego pierw­sze­go przed­sta­wi­cie­la na Ziemi – pa­pie­ża, a nie ja­kich­kol­wiek grup in­te­re­sów.

    Ja mam wielu zna­czą­cych wro­gów, ale też o wiele wię­cej o wiele po­tęż­niej­szych przy­ja­ciół i so­jusz­ni­ków. Ludzi przy­zwo­itych jest na szczę­ście więk­szość – oni prze­wa­ża­ją.

    Z ja­ki­mi re­ak­cja­mi spo­tkał się ksiądz po pu­bli­ka­cji tek­stu o ho­mo­sek­su­al­nym lobby w Ko­ście­le („Z Pa­pie­żem prze­ciw ho­mo­he­re­zji”)?

    W 95 proc. są to re­ak­cje bar­dzo po­zy­tyw­ne. Lu­dzie cie­szą się z oczysz­cze­nia Ko­ścio­ła, po­dob­nie jak cie­szy­my się z po­sprzą­ta­nia domu.

    Stwier­dzał ksiądz, że o pro­ble­mie z ho­mo­sek­su­ali­zmem pisze za na­mo­wą pew­nych osób? Kogo?

    Od­po­wia­dam tak na we­zwa­nie jed­ne­go z trzech naj­więk­szych mi­strzów du­cho­wych współ­cze­snej Pol­ski – ks. prof. dra hab. Jó­ze­fa Au­gu­sty­na z „Igna­tia­num” w Kra­ko­wie – aby zde­cy­do­wa­nie prze­ciw­sta­wiać się śro­do­wi­sku ho­mo­sek­su­al­ne­mu w Ko­ście­le. Dwóch po­zo­sta­łych mi­strzów du­cho­wo­ści, do­sko­na­le zna­ją­cych Ko­ściół i jego cho­ro­by, to ks. prof. dr hab. Edward Sta­niek z Uni­wer­sy­te­tu Pa­pie­skie­go Jana Pawła II oraz ks. dr Marek Dzie­wiec­ki z Uni­wer­sy­te­tu Kar­dy­na­ła Ste­fa­na Wy­szyń­skie­go w War­sza­wie. Oni także bar­dzo po­zy­tyw­nie wy­ra­ża­ją się o moim opra­co­wa­niu.

    Co na to Wa­ty­kan?

    Ostat­nio przy­szło też nie­ja­ko po­twier­dze­nie i bło­go­sła­wień­stwo dla mo­je­go tek­stu z naj­wyż­sze­go po­zio­mu, bez­po­śred­nio z Wa­ty­ka­nu. Otóż od po­cząt­ku lipca Radio Wa­ty­kań­skie na swo­ich fa­lach pre­zen­tu­je w każdą środę, w od­cin­kach, mój ar­ty­kuł „Z Pa­pie­żem prze­ciw ho­mo­he­re­zji”.

    Czyni to w wol­nym miej­scu po spra­woz­da­niach z ka­te­chez Ojca Świę­te­go ze śro­do­wych Au­dien­cji Ge­ne­ral­nych dla piel­grzy­mów z ca­łe­go świa­ta, które są w tym mie­sią­cu za­wie­szo­ne. Tłu­ma­cze­nie mo­je­go tek­stu na język cze­ski zo­sta­je na­stęp­nie umiesz­czo­ne na ofi­cjal­nej stro­nie Radia Wa­ty­kań­skie­go, które jest gło­sem pa­pie­ża i Sto­li­cy Apo­stol­skiej. Wi­docz­nie uważa się tam, że jest szcze­gól­nie traf­nym ko­men­ta­rzem do na­ucza­nia Ko­ścio­ła.

    Na pewno są jed­nak i ne­ga­tyw­ne ko­men­ta­rze.

    Z pu­blicz­nie mi zna­nych jest jak dotąd tylko jedna ne­ga­tyw­na opi­nia. To tekst pani Ka­ta­rzy­ny Wi­śniew­skiej z „Ga­ze­ty Wy­bor­czej”, która usi­łu­je cał­ko­wi­cie za­prze­czyć moim tezom. Ale ja nawet nie po­trze­bu­ję jej od­po­wia­dać, bo robią to za mnie dzien­ni­ka­rze obu­rze­ni jej za­cho­wa­niem.

    Ogól­nie tekst pani Wi­śniew­skiej oce­nia­ny jest jako kom­pro­mi­tu­ją­cy, jako że­nu­ją­co nie­kom­pe­tent­ny i nie­uczci­wy. Roman Gra­czyk okre­śla go jako „an­ty­ho­mo­fo­bicz­ny beł­kot”.

    A co o księ­dza pu­bli­ka­cjach nt. ho­mo­he­re­zji sądzi Wiel­ki Kanc­lerz Uni­wer­sy­te­tu Pa­pie­skie­go kard. Sta­ni­sław Dzi­wisz?

    Gło­sze­nie zdro­wej nauki i sprze­ci­wia­nie się wszel­kie­go ro­dza­ju he­re­zjom jest pod­sta­wo­wym obo­wiąz­kiem wszyst­kich człon­ków Ko­ścio­ła: pa­pie­ża, kar­dy­na­łów, bi­sku­pów, księ­ży, ludzi świec­kich. Dla­te­go na­le­ży przy­jąć, że mój bi­skup cie­szy się ze wszyst­kie­go, co au­ten­tycz­nie oczysz­cza i umac­nia Ko­ściół, co po­ma­ga wpro­wa­dzić w życie na­ucza­nie Ojca Świę­te­go.

  2. W kościele, mówić o kościele można jak o trupie – albo dobrze, albo wcale.

  3. Sposób wypowiadania się przez przedstawicieli KK w Polsce wydaje się być powszechny (poza nielicznymi wyjątkami) również w wymiarze lokalnym.

    Jestem nauczycielem w 25-tysięcznym mieście, szkoła jest duża, religii uczy dwóch księży i jedna katechetka. Jakież było moje zdumienie, gdy od uczniów dowiedziałem się, że:
    – mój styl życia świadczy o tym, że jestem zagubiony,
    – prawdopodobnie jestem gejem.
    To mówił na forum całej klasy ksiądz!!! Dlaczego? Nie mam pojęcia, ponieważ ten pan nie zamienił ze mną nigdy ani jednego słowa! Nie zna mnie osobiście, obserwuje jedynie mnie niejako z zewnątrz.

    O całej sprawie poinformowałem dyrektora, czekam na to, co będzie działo się dalej – w przypadku braku reakcji, będę działał dalej, ponieważ nie pozostawię tej sytuacji w takim stanie, jak obecnie – bo kto wie, o kim i co mówią jeszcze uczniom panowie od religii?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Tu jest caly zapis debaty, ktora byla bardzo ciekawa:
    http://youtu.be/Bjsjurrd71s

  6. No właśnie, można mówić wszystko: to ja ci mówię kołku, że wypisując tu te swoje bzdury i robiąc za celebrytę w telewizorze, jesteś jedynie leninowskim pożytecznym idiotą, i nikim ponad to.

  7. Dzięki Kot, zastanawiałem się właśnie, czy to gdzieś będzie, bo oglądałem jedynie fragmenty. No ale to troszkę partyzancka wersja, mam nadzieję, że nie zdejmą od razu…

  8. Działalność polskiego Kościoła jest nie jest niczym zaskakującym. Miliardy złotych płynących każdego roku od podatników do Kościoła wymusza takie, jak szanowny autor opisał, postępowanie. Przecież Kościół musi jakoś zmobilizować wyborców i dać pretekst do głosowania na degeneratów stawiających interes biskupów ponad interes podatników. Musi być konflikt, muszą być wrogowie, muszą być „moralne” nakazy wymagające stanowczej „obrony”, muszą być „prawdziwi” katolicy i patrioci broniący wiary i „niepodważalnych” praw moralnych. Tylko konflikt daje właściwą skuteczność a podłość kościelnych „nauk” gwarantuje skuteczną selekcję sługusów. Przy okazji, ale o tym już się nie mówi głośno, dopilnują te sługusy aby miliardy nadal płynęły.

  9. Sam fakt stawiania takiego pytania i dyskusji na serio na jego temat świadczy, że kościół ex definitione nie jest miejscem do rozmowy.
    Z czego zdają sobie świetnie sprawę zarówno pytający jak i „szukający” odpowiedzi, w istocie potwierdzając absurd zagadnienia.
    A pytanie treścią i formą (pytanie kogoś o pozwolenie skorzystania z praw ludzkich) wskazuje jedynego logicznego adresata – dyrektora zakładu penitencjarnego.
    Tylko – po co?

  10. Podstawowym przykazaniem każdej religii jest „Nie bedziesz zadawał pytań”.

  11. A można mówić w kościele o tym, ze w Watykanie do niedawna można było mieć sex z dwunastolatkami?
    Tutaj: http://wyborcza.pl/1,75968,14596107,Kreta_mysl_prezesa__Kaczynski__seks_i_papieze.htm
    Kaczyński dał plamę jak zwykle zresztą!
    Śmiechu warte!

  12. Kościół jest w Polsce równie zbędny, co państwo socjalne.

    Jakby Jezus wiedział, że Królestwo Boże nie nadejdzie przez 2000 lat, byłby mocno zdziwionyi mógłby zostać ateistą.

    PS. Polecam J.D.Crossan ‚Kto zabiłó Jezusa’ oraz B.Ehrman ‚Przeinaczanie Jezusa’.

  13. Te, miglanc – to jednak nie można wszystkiego pisać, skoro wpis usunąłeś? No to jak to jest z tobą? Coś tu kręcisz.

  14. Panu, Panie Blogerze, to się nie dziwię, ale Michnikowi-kombatantowi boju o wolność – to tak.

    Panie Blogerze, jest dzięki Michnikowi-kombatantowi wolność. Gadaj sobie więc Pan, co tylko chcesz i innym pozwól se gadać.

  15. W polskim Kościele wolno mówić o porządnie umytych przez parafianki kościelnych podłogach.

    Można też bardzo miło porozmawiać o ofercie przykościelnego sklepiku z dewocjonaliami i o książeczkach pt. „Żydzi zabili Pana Jezusa”, oraz „Kto jest masonem w Sejmie RP”.

  16. Polecam redakcji Polityki i p.Markowskiemu przyjrzenie sie temu co rozgrywa sie aktualnie wokol osoby arcybiskupa Tebarz van Elst diecezji Limburg w Niemczech.
    Sprawa zaczela sie ponad rok temu od listu 21 ks.proboszczow diecezji w ktorym sprzeciwiali sie rozrzutnosci biskupa szczegolnie przy budowie nowej rezydencji, zamilowaniu do zycia w luksusie , wystawnosc i przepych w oprawie uroczystosci religijnych, nieliczenie sie z roznymi glosami kierowanymi z parafi i organizacji parfialnych oraz instytucji i stroktur koscielnych. Szczegolnie budowa rezydencji i zwiazana z nia eksplozja kosztow wywoluje sprzeciw nie tylko wiernych diecezji ale rowniez urzedow koscielnych jak np. Kapituly katedry w Limburgu czy Dekanatu diecezji . Pierwotnie planowano wydatek ok 3,7 mln. € a obecnie wydano ok 10 a nalezy liczyc sie jeszcze z wydaniem dodatkowo ok 1,5 Uruchomiony przez biskupa mobing wobec wielu osob deklaracje podjecia dialogu z ktorego nic nie wynikalo poderwalo zaufanie do biskupa owocujace listem otwartym podpisanym przez ok 4,5 tys. wiernych. List ten wzywa biskupa do podjecia krokow zmierzajacych do podjecia rzeczywistego dialogu majacego na celu uspokojenie sytuacji w diecezji i odbudowanie zaufania do urzedu biskupiego.
    Reakcja byla krotka wizyta biskupa w Rzymie po ktorej oglosil ze Stolica Apostolska darzy go pelnym zaufaniem. Jednak kilka dni pozniej jak grom z jasnego nieba spadla wiadomosc o wizytacji , przepraszam „braterskiej wizycie” z Rzymu kard. Lojoli.
    Znamienne ze nikt z biskupow niemieckich nie staje w obronie skonfliktowanego biskupa. Ponadto nikt nie probuje sprawy przedtawiac jako atak na kosciol.
    Biskup Tebarz van Eltz ma pecha poniewaz jego poprzednikiem byl bisk.Kamphaus , czlowiek bardzo skromny o bardzo duzym autorytecie wsrod wiernych ale rowniez i w Kosciele. Dal sie minn. poznac jako jedyny ktory sprzeciwil sie decyzji JP II o wystapieniu przedstawicieli Kosciola z komisji ktore rozpatrywaly sprawy kobiet znajdujacych sie w sytuacji konfliktowej czyli byly gotowe z roznych powodow przerwac ciaze . Aby tego dokonac legalnie musily otrzymac zaswiadczenie komisji ze pomimo rozmow z komisja trwaja przy swojej decyzji i otrzymane zaswiadczenie otwieralo droge do zabiegu w klinice. Duzy odsetek kobiet odstepowalo od wczesniej podjetego zamiaru ponadto komisja dysponowala srodkami do udzielenia pomocy zwlaszcza jezeli powodem byla sytuacja materialna. Powodem odmowy papiezowi byl argument ze kazde uratowane zycie jest warte tego aby przedstawiciel kosciola byl w takiej komisji . Otrzymal z Rzymu jako jedyny zgode na to aby jeszcze przez rok brac udzial w komisji i po roku bisk. Kamphaus zostal zobowiazany do przedstawienia raportu. Raport ten nie zostal nigdy upubliczniony.
    Ponadto b.Kamphaus zdobyl sobie serca wiernych diecezji odstepujac swoje mieszkanie wielodzietnej nie katolickiej rodzinie uchodzcow. Sam zadowolil sie kuchna, sypialna i gabinetem do pracy. Po skonczeniu poslugi biskupiej przeniosl sie do domu opieki . Mieszka tam i na ile pozwala zaawansowana choroba Parkinsona pracuje .
    Sposob rozwiazania konfliktu moze byc wzorcem wg ktorego beda rozwiazywane przez Papierza Franciszka podobne sprawy. Nalezy podkreslic ze wizytujacy diecezje kardynal ma prawie tydzien czasu na doglebne zbadanie sprawy.

  17. Tanaka
    13 września o godz. 17:56 😆 🙁

  18. Mównienie o kościele „otwartym tekstem”, zwłaszcza przez świeckich i kościelnych „renegatów” w rodzaju ks. Lemańskiego, jest w Polsce gadaniem dziada do obrazu (a obraz do niego ani razu).
    Dlatego podzielam wątpliwość Gekko, czy w ogóle zasadne jest pytanie zawarte w tytule niniejszego wpisu Gospodarza.
    Mówienie dozwolone i aprobowane dotyczy co najwyżej tego, co przyładowo wymienia Tanaka.

  19. @ mag

    Też podzielam satyryczną opinię Tanaki, oraz Twoją wypowiedź.
    Gadanie dziada do obrazu nie jest jednak bezcelowe, na pewno nie z punktu widzenia interesów kk.

    Dyskusje, panele, rozważania i egzegezy „przyzwoitych ludzi pomimo kk” (jak słusznie napisał Tanaka u p. Szostkiewicza) nad pustymi dogmatami i gestami kk – to bezpłodny rytuał, jaki każdy system opresji totalitarnej montuje w roli wentyla bezpieczeństwa i listka figowego swych bezwstydnych a standardowych praktyk.
    Pożytek z tego ma jedynie sprytna instytucja manipulancka, legitymizując tym pozory, zawarte na spowijających zniewolone umysły sztandarach.
    W istocie rzeczy, jedyna otwartość kościoła reprezentowana jest przez postawę wobec tych, którzy z „otwartości” chcieliby skorzystać opuszczając tę instytucję.
    I to prawdziwy wymiar kościelnego „otworu”, przez który łatwo wepchnąć na siłę dziecko, ale dorosły i dojrzały umysłowo osobnik prędzej wyjdzie stamtąd przez ucho igielne.
    A nawet, jak dyskusja o pochówku Mrożka wskazuje, nie „nogami do przodu”.
    Oby nam się to nie zdarzyło… póki można wybierać 🙂
    Pozdrawiam.

  20. mag, kot, gekko

    Właśnie miałem zacząć odpisywać słuchając w tle muzyki. Przed paroma minutali leciał Nino Rota z „Amarcord”, więc miałem nastrój poetyczno-nieziemski, i chciałem szukać jakiegoś światełka w kościelnym tunelu.
    A Rota się skończył i poleciał kawałek z ‚Band of Brothers’, coś tak tęsknie traconego, że już światełka nie będę szukał. Nie teraz.

    Dobrze jest sobie przypomnieć te setki, tysiące grup ludzi w KK i te tysiące pojedyńczych postaci, które stulecia temu a i dziś jeszcze, próbowały, próbują ze swoim szlachetnym duchem, mądrą głową, swoim rzutem największej i najautentyczniejszej ludzkiej wrażliwości i empatii coś w Kościele zmienić na lepsze. Ci wszyscy waldensi, albigensi, arianie, katarzy… Almanachy jak najkonieczniejszej herezji są pełne tych nazwisk i pełne skróconych opisów ich, zwykle krwawej niedoli. Ich nadzieje uciszono w lochach, proch ze stosów rozwiał wiatr.
    Dobrze jest sobie przypomnieć, że gdyby nie Arabowie, świat właściwie nie poznałby świata antycznej Grecji i Rzymu, bo wszelkie dzieła uznane za heretyckie Kościół zawzięcie ścigał, palił, zwykle razem z ich posiadaczami. Co świetnie przypomniał Umberto Eco.
    Straciliśmy na zawsze większość tego, co w antyku powstało, dzięki Kościołowi, przez Kościół, w Kościele.

    Są ciągle ci, co uważają że mimo wszystko należy próbować Kościół naprawiać. Chyba można ich zrozumieć, patrząc z perspektywy ojca, matki na własne dzieci, lub odwrotnie. Ale Kościół to nie dziecko i nie kochana matka.
    Taka uparta chęć, potrzeba poprawiania, rozmawiania, mimo wszystko często staje się kompulsją, wchodzi w rejony niezdrowe, medyczne. To napięcie woli i nadziei rodzi skutki somatyczne i psychiczne.
    A może zdrowiej zastosować się do powiedzianej żartobliwie recepty na życie serio: „nie możesz wytrzymać? To puść !”
    Puść, odpuść, daj sobie spokój z Kościołem, z nieustannymi próbami mówienia, przekonywania, naprawiania, troskania się o niego za niego, troskania się o Bozię za Bozię. Niech to sobie zniknie, tak samo jak tyle setek religii, kultów, denominacji, które dawno wymarły razem ze swoimi zawziętymi wyznawcami.

    Episkopat ostatnio coś nawijał na temat planu „debat” z niewierzącymi.
    Co ma pokazać, jaki Kościół jest aktywny, jaki otwarty, szczery i prawdziwy. Może sobie planować debaty. Żeby debatować, musi być droga strona, wiele innych stron. Wystarczy, że one nie będą miały ochoty na „debaty” z Kościołem.

    Zdaje mi się, że jest tak, że wystarczą proste i tanie środki. Nie dawać na tacę, nie przymuszać dzieci, by chodziły na katechezę, nie brać kościelnych ślubów, zaprosić na pogrzeb świeckiego celebransa, który powie coś ludzkim językiem. Wystarczy nie usiłować samemu się dobijać do Kościoła, by być wysłuchanym. Nie to nie.
    Niech się chowa wsobnie, niech debatuje z lustrem, niech głosi swoje żądania wobec siebie samego i samego z nich rozlicza.
    Wszystko się szybko skończy. Zostaną wyłącznie Sp. z o.o., konsorcja pośrednictwa nieruchomości, hurtownie wyprzedaży krzeseł, ławek, stuł i kielichów. Normalna gospodarka, żadna Objawiona religia. Normalna księgowość, żadne cuda.

    Teraz leci John Williams, ‚Dry your tears, Africa’. Melodia fałszywie optymistyczna. Skrojona dla wzruszenia bladej gęby sytego mieszczucha.

  21. „naród, który ma złe pojęcie Boga, ma także złe prawa, złe państwo i złe rządy”.
    ——————————————————-
    Kto poznał domniemanego Boga na tyle, by orzekać, które jego pojęcie jest złe, które dobre?
    Antyklerykalne „Fakty i Mity” wymyśliły swoje credo: „Bóg – tak, Kościół – nie”. „Socjalizm – tak, wypaczenia – nie”. „Krasnoludki – tak, Kościół krasnoludków – nie”. Nikt zdrowy na głowę, kto miał cierpliwość, by przeczytać Stary Testament, nie może traktować poważnie krwiożerczego furiata Jahwe, który cierpliwym będąc, dał przykazanie „Nie zabijaj”, ale że równocześnie nie pozwoli grzesznikom ujść bezkarnie, własnoręcznie mordował egipskich pierworodnych nie wiadomo za co, a był tak wszechwiedzący, że musiał mieć drzwi pomazane krwią, by wiedzieć, gdzie są swoi, gdzie – obcy. W dodatku Doskonałość uwielbia smród palonych zwierząt ofiarnych. Innego Boga ani judaizm, ani chrześcijaństwo nie znają, zaś Doskonałość nie podlega ewolucji.

  22. Jerzy Pieczul
    15 września o godz. 5:48

    Każdy klecha zna Boga, jego myśli, jego słowa, jego zamiary i plany. Wie co lubi i czego nie. Na co ma smak, a co jest dla niego za słone.
    Każdy klecha wie, że Bóg ma swój Plan wobec każdego człowieka. I każdy klecha na żywo komentuje te plany.

    Wszystko jest całkowicie jasne i oczywiste. Kościół wie to od 2000 lat; inne kościoły i religie tak samo to wiedzą.
    Gdyby Kościół nie wiedział dokładnie o co Bogu chodzi, pewnie by nie miał śmiałości prześladować ludzi i puszczać z dymem ich nędznych trucheł. Byłby tak jakoś poniekąd zawstydzony, znając przykazanie „nie zabijaj”. Ale każdy klecha wie, o co Bogu chodzi z tym „nie zabijaj”.

    Człowiek bardzo lubi odczuwać w swojej duszy, że wszystko jest na swoim miejscu. Wtedy i kawior lepiej smakuje i kartofle ze słoniną mają bogatszy aromat.

  23. Tanaka
    Dodałbym do tych wspomnianych przez Ciebie podniebnych…tfu!…podniebiennych rozkoszy przesuwanie językiem samotnego plasterka kiełbasy na kromce chleba, żeby się dłużej rozkoszować jej widokiem, oraz ogryzanie po kolei ząbków herbatników otrzymanych w prezencie może raz w roku. Potężnie to angażuje wyobraźnię. Można w tej sytuacji wierzyć w dobrego Pana Boga. Pod warunkiem, oczywiście, że się jest dzieckiem.

  24. @ Jerzy Pieczul, @ Tanaka

    Na marginesie – władzę nad tłumem zdobywa się emocjami, nie rozumem.
    Nie lekceważmy masowej potrzeby przynależności – to nie jest kwestia dziecinna, ale ontologiczna.
    Na szczęście, w dobie globalizacji przyjemności masowych i aspiracji do magdalenek, potrzeba przynależności zwraca masy ku produktom Jobsa silniej, niż ku Jahwe.
    Na nieszczęście, na globalnym rynku przynależności, aspiracja do kościoła Ajfona, poszerza niszę wyznaniowych dżihadów, skierowanych przeciw kwaśnym winogronom cywilizacji.
    Pewnie, i na szczęście, już Z Góry zobaczymy, kto wygra ten bój o rynek afiliacji. Moim zdaniem bowiem, jeńców nie będzie.

  25. gekko
    A propos „magdalenek” i innych podniebiennych rozkoszy, o jakich piszą Tanaka i J. Pieczul, dodam własną (z dzieciństwa) – kromka chleba z masłem, a może to była margaryna? potartą wyciśniętym czosnkiem.
    Smakowało to jak chleb z kiełbasą swojską, o która w mieście bywało trudno.
    Tak czy owak, dla mojej duszy i ciała nie znajduję już pokarmu w kościele. Od dawna.

  26. @ mag,
    magDALENKA za MAGdalenkę…
    bogim – bo przecież duchem, nie ciałem.
    http://tinyurl.com/paxwye6
    Nie zgrywam się, zakładam że o tym też można mówić w Nowym Kościele Ubóstwionym – bo przecież nienowe jego ubóstwo duchem, a broń Boże ciałem.
    Więc – ubóstwiam!

    PS niestety, moja magdalenka do napotkania tylko na Rozdrożu dróg wiodących do Rzymu, a nie na Plac. Szkoda. 🙁
    Pozdrawiam.

  27. @ mag
    jakoś mi się niepotrzebny fragment wkleił w 2-gim wierszu, embarras de richesse, przepraszam.
    I jak tu trwać w ubóstwie?

  28. Gekko
    Przepraszam, ale nie rozumiem i nawet się nie staram jako pilny, choć zaoczny uczeń prof. Doroszewskiego, który był mocno za tym, by mówić prosto. Zacytuję: „Jasność i prostota – największe estetyczne zalety stylu – są także najważniejszymi warunkami jego społecznego oddziaływania”.

  29. Jerzy Pieczul
    Też jestem za prostotą i klarownością przekazu. Co nie znaczy, oczywiście, prostactwem językowym – by jak pisał C.K. Norwid – „odpowiednie dać rzeczy słowo”.
    Z drugiej jednak strony lubię i cenię sobie, gdy ktoś potrafi „bawić się” językiem, bo to wszak żywa i zmieniejąca się materia.
    Gdyby było inaczej, do dziś posługiwalibyśmy się staropolszczyzną i nie potrafili przełożyć na język wspólszesności skojarzeń, ekspresji, emocji, jakie niesie film, literatura, doświadczenia obyczajowe i w ogóle zmieniający się świat.
    Przykładaj się więc, jednak przykładaj do zrozumienia.
    Pozdro
    (mam nadzieję, że ten skrót Cię nie razi).

  30. mag
    Jasne, Szanowna mag. Trudno, bym jako szkolony w specjalności językoznawczej o tym nie wiedział. Jednak pierwszorzędną rolą języka jest komunikacja, nie zabawa. Czy to jest komunikacja, czy to jest zabawa: Gekko: „Na nieszczęście, na globalnym rynku przynależności, aspiracja do kościoła Ajfona, poszerza niszę wyznaniowych dżihadów, skierowanych przeciw kwaśnym winogronom cywilizacji”. A może bredzenie?

  31. Panie Jerzy!
    Ja akurat przekaz od słów: „na nieszczęscie, na globalnym rynku przynależności”… zrozumiałam. Przyznaję jednak, że musiałam się mocno skupić, by się połapać w „gęstości” skrótów myślowych /metafor autora, które zatrąciły kiepską poezją (np. „kwaśne winogrona cywilizacji”).
    Na obronę gekko mogę tylko powiedzieć, że zazwyczaj w dbałości o oryginalną formę wyrazu zazwyczaj nie przesadza, a z treściami przekazu przeważnie się zgadzam.
    Mam nadzieję, że naszymi uwagami nie poczuje się dotknięty i weźmie je sobie do serca.
    Obu panów pozdrawiam.

  32. mag
    15 września o godz. 11:20

    A jakby tak Ci proboszcz posmarował opłatek masłem czosnkowym – to co byś powiedziała, chciałabyś, chciała?

  33. Tanaka
    „Chciałabym, chciała, chciałabym”…
    O ile proboszcz nie byłby „młotkowym”.
    P.S. Czekam na pocztę od Ciebie, leniu!

  34. O czym jeszcze nie wolno mowic w Kopsciele? O tym potwornym upiornym Genderze. Bobik napisal o nim ballade taka:

    uż na gór szczytach przycichły jodły,
    kura już poszła na grzędę,
    czuwa wyłącznie – w zamiarach podłych –
    potwór, co zowie się gender.

    Śpi sprzedawczyni i żona szejka,
    śpią słodko ciotka i wujek,
    nawet lewacy chrapią w jaczejkach,
    a gender siedzi i knuje.

    Wciąż kombinuje nowe sposoby
    w swych kulturowych okopach,
    żeby na babę chłopa przerobić,
    a babę znowuż na chłopa.

    Z tradycji świętej, że chłop ma ptaka,
    potwór upiornie się śmieje
    i furt uprawiać leci po krzakach
    straszny, zdziczały seks z gejem.

    Truciznę wpuści do pomyślunku
    uczciwej nawet kobiety,
    za grosz złamany nie ma szacunku
    dla słusznych słów katechety.

    A jak rodzinę zwykłą to bydlę
    przypadkiem dorwie w swe szpony,
    to poniewiera nią tak obrzydle,
    że jęczą kościelne dzwony.

    Los tak już ciężko doświadczał naród,
    tak wygarbował mu skórę,
    a teraz jeszcze, w ramach domiaru,
    zesłał mu tę kreaturę!

    Bo niczym długi, rozbite Porsche,
    głód, ogień, wojna, cholera,
    wobec zarazy z wszystkich najgorszej:
    tego potwora gendera.

  35. mag

    Łojezusienazarejski !
    Lece !
    Zawołało coś
    i na podłoge spadło pół djabła.

    Kot
    Do tego wiersza jak nic ilustracje powinien zrobić marian Walentynowicz.
    Ten od Makuszyńskiego Koziołka Matołka.
    Szkoda, że nie zrobi.
    Ale może spuści z nieba
    jak będzie potrzeba.

  36. Kocie M.
    Jeśli to wierszyk spod Twojego pazura, to kon gratulejszyn. A jeśli Twojego port – parole, Bobika, to też gratulacje!
    W ramach złowieszczego gendera podejrzliwie popatruję na mojego kota, bo on niby facet, ale zdecydowanie preferuje w przypadku swoich „państwa” płeć meską.
    Gej ci on jest z natury, czy gender?
    Proszę Cie uprzejmie o konsultację.

  37. N

    Nie, mag. Autorem wiersza jest moj serdeczny Kumpel, Pies Bobik, ktoey jest Poeta. Chcialbym tak pisac jak B., niestety Pan Bozia nie dala.
    A Twoj Kot jest najwyrazniej wytworem cywilizacji smierci albo oppetany przez Hello Kitty, albo- co najprawdopodobniejsze – jedno i drugie.

  38. Kocie M.
    O matko!
    To co ja mam zrobić z moim czarnym jak Czeluść Piekieł kotem Otellem, skoro sugerujesz że jest on wytworem cywilizacji śmierci?

  39. @ Jerzy Pieczul
    15 września o godz. 11:36
    „Gekko
    Przepraszam, ale nie rozumiem…”

    Proszę bardzo.
    To dość powszechny wynik edukacyjny w kraju, ale tylko stara gwardia od prof. Doroszewskiego potrafi się jeszcze przyznać! Klasa! 🙂
    – – –
    @ mag
    W podziękowaniu za obronę słusznych treści wystających znienacka, spod zamotanego płaszczyka, przed osłupiałym Jerzym Pe, dla sympatycznej Panny M z blogu trzeciego, zasyła Gekko Gekko.

    O skutecznym rad sposobie, jak rozumu brak w rozmowie…
    …Magdalenka się nie lęka
    gdy winogron kwas ją nęka;
    zbyt ambitnych chuci zgagę
    gasi, kładąc na lekturze lagę.
    Zwięzły przykład to zaiste,
    by ambicje mieć z namysłem.
    Tak czytanie z rozumieniem
    nie wydaje się brzemieniem.

    Z ukłonami 😉

  40. Post scriptum ad rem.

    O czym wolno mówić w kościele?
    W kościele wolno mówić należy o młynach.

  41. @ Kot Mordechaj
    15 września o godz. 18:55

    Ja mam wizję przezacnej Ballady O Genderze , sączonej przez Dziadów Kalwaryjskich, u stóp domów modlitewnych i stacji metra.
    Bobik może na tę okoliczność zbierać rekompensatę za utracone dobra do miseczki im. ś.p. Komisji Wspólnej.
    Z tą wizją (dziękuję!) udaję się w dream!
    🙂 🙂 🙂

  42. Gekko
    Wielkie dzięki za piękne piosenki (choćby tylko jedną), bo ten wierszyk wypadałoby śpiewać.
    Coś mi chodzi w głowie, ten rytm. Nie, nie mam na myśli Andrusa (z „Trójki”). Kogoś starszego raczej.
    P.S.
    NIestety, Kot M., jak dotąd, nie poinstruował mnie, co mam zrobić z moim szatańskim kotem.

  43. Szanowny Panie Jarosławie Makowski, napisałem coś do pana Gekko (raczej „pana”, jako że panie są o wiele piękniej prostomówne), za długo to pisanie trwało, więc kliknąłem „opublikuj” program powiedział: „błąd”. Kiedy kliknąłem strzałkę cofania, powróciła strona komentarzy, ale już bez mojego wpisu. Zaczynać od nowa – ponad moje siły i cierpliwość. Z techniką wiele można, czemu więc wybrany jest tak głupi wariant, że przez małe przeoczenie komentator wszystko traci? W ogóle irytują mnie i śmieszą logowania i zabezpieczenia nie wiadomo przed czym, skoro chamstwo i tak pokonuje je z łatwością.

  44. Poprawka: „za długo to pisanie trwało, więc KIEDY kliknąłem „opublikuj”…

  45. Gekko
    Toż ja pisałam o tych młynach na którymś z blogów, że wolno mielą.
    I o tym wolno mówić w kościele, bo to od stuleci bardzo wygodna wymówka dla krk.
    Zanim się kościół przyzwyczaił, że jednak to Ziemia kręci się wokół Słońca a nie odwrotnie, dużo czasu musiało upłynąć. Palenie czarownic ustało stosunkowo niedawno. Gdzieś wyczytałam, że ostatni taki stos w Polsce miał miejsce w 1938 (!)
    Na transplantacje w końcu łaskawie Rzym przystał, bo jednak ratuje życie również klechom.
    Nie inaczej okaże się z in vitro. Gdy już księża będą mogli się żenić, a zawiedzie zgodna „prawem bożym” metoda prokreacji.

  46. Gekko
    Gdzie Ty mieszkasz, jeśli wolno spytać?
    A pytam dlatego, że może zechciałbyś pojawić się przy placu Na Rozdrożu w Warszawie, gdzie od czasu do czasu spotyka się pewna grupka spiskowców blogowych. Jeden to pojawia nawet mimo tego, że żyje w Lyonie!
    Fajnie, tak myślę, byłoby Cię poznać w realu.

  47. @@ mag, Gekko
    …wolno mówić o młynach…
    Dlatego młynarze KK mówią wolno, z namaszczeniem, uroczyście, dobitnie, akcentując rytmicznie. Twarze mają rumiane, oczy nalane, a brzuchy ciężkie i zaokrąglone. Fartuchy zaś rozbielone. Wszystkie atrybuty młyna,pochodne od koła, żaren, chroboczących przekładni, sit i lejów zasypowych.
    Który z młynarczyków nie przestrzega niepisanej instrukcji BHP, ten szybki znajdzie swe palce w żarnach, utarte na krupczatkę.

  48. Kot Mordechaj
    15 września o godz. 18:55

    O czym jeszcze nie wolno mowic w Kopsciele? O tym potwornym upiornym Genderze. Bobik napisal o nim ballade …

    Wiersz Bobika znakomity.
    Niestety Ty kompletnie nie masz racji. W Kościele nie tylko można, ale nawet trzeba mówić o Genderze. I mówi się o nim na wiejskich odpustach, na „uczonych” wykładach. Radiu i telewizji. W gazecie ogólnokrajowej i w parafialnych gazetkach.
    O Gender mówi się na okrągło. Problem w tym, jak się mówi.

  49. mag,
    daj Kotu spokój 👿 😉

  50. No dobra. Skoro tamten wiersz o Genderze tak sie Wam spodobal, to podsune nastepny. Natchnieniem byla trwajaca konferencja prasowa Macierewicza i jego „zespolu” specjalistow od sklejania modeli samolotow i obserwacji skrzydla z kabiny pasazerskiej:

    Przychodzi baba raz do lekarza,
    dolegliwości swoje wylicza,
    a lekarz na to: oj, kurka z twarzą,
    pani ma zespół Macierewicza.

    Panie doktorze! – baba z lamentem –
    czy taki zespół da się wyleczyć?
    Toć przez choróbsko toto przeklęte
    łażę i ciągle gadam od rzeczy.

    Ludzie mi kręcą na czole kółka,
    wyśmiewa ze mnie się pół narodu,
    daj mi pan, błagam, jakieś pigułki,
    żebym ze zdrowiem była do przodu.

    Bardzo mi przykro – doktor odpowie,
    i z oka otrze łezkę goryczy –
    jak już ktoś taki zespół ma w głowie,
    to medycyna leży i kwiczy.

    Żadne tabletki czy lewatywa,
    żadne zabiegi tu nie pomogą,
    bo nic na taki zespół nie wpływa,
    nawet śmiech próżny, wzgarda i wrogość.

    Choćby odtrutkę ktoś lał do dzioba,
    choćby psychiatra siedział do rana,
    nic nie da skutku, bo to choroba
    na rzeczywistość impregnowana.

    Zakrzyknie baba: laboga, rety!
    Tom wpadła w kompot jak jaki Pyrrus!
    Skąd do porządnej polskiej kobiety
    taki się wredny przyplątał wirus?

    Jak tu żyć dalej z takim zespołem,
    jak normalności pozór zachować?
    Ja się pochlastam lub wpadnę w dołek,
    jeśli nie będę już nigdy zdrowa!

    I z gabinetu poszła na sumę,
    chlipiąc w chusteczkę “Jezus, Maryja!”,
    a doktor do się szepnął w zadumie:
    tego wirusa lepiej omijać.

  51. Kocie M.
    Cudo na kiju! Ten wierszyk. Niech żyje poeta Bobik!

  52. @ mag
    piękne dzięki za zaszczytne zaproszenie 🙂
    Zobaczyć tak mag_iczną duchowość w Jej Cielesności, to jednak, faktycznie, byłoby dla mnie stanąć na rozdrożu… 😉
    Niestety… nie bywam tam, gdzie mieszkam, nie ten już wiek 🙁
    PS Jak chodzi o rytmy mej plugawej przyśpiewki, to szukałbym w okolicach Księdza Baki?

    @ Tanaka
    O wolności mówienia , której doskonalenie opisujesz – to, zaprawdę, jej motto:
    „…aby jęzor giętki pokręcił wszystko, czym słabuje głowa, a wiernym był – jak haczyk wędki, ubogi pustką – jako mysz stepowa…”
    Klasyka 😉

  53. Z humoru zeszytów życzeń i zażaleń:

    Jerzy P.
    „…napisałem coś do pana Gekko (raczej „pana”)…kliknąłem „opublikuj” program powiedział: „błąd”…przez małe przeoczenie komentator wszystko traci (…) skoro chamstwo tak pokonuje…”

    Ale za to czytelnik zyskuje wszystko, a „chamstwo” pewnie – programowe.

    PS – Czy można prosić o kod źródłowy tego programu, najlepiej chodzący pod windowsami? Program to bowiem na zawołanie: chwilo – trwaj!

  54. Szczerze Państwu powiem, że jestem już dosyć mocno zmęczona bezustanną dyskusją i nagonką na kościół katolicki. Rozumiem, że media w Polsce są lewackie i że reprezentują środowiska którym z kościołem nie po drodze, ale skala zjawiska zaczyna przybierać niebezpieczne rozmiary. Trochę w tej debacie zaczyna być widoczna dysproporcja i brak miejsca na poglądy inne niż „antyklerykalne” i „antykościelne”. Tylko taka mała dygresja…