Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego

15.08.2013
czwartek

Modlitwa o sekularyzację

15 sierpnia 2013, czwartek,

Każdy, komu na sercu leży dobro rodzimego Kościoła, powinien gorliwie modlić się o to, aby w końcu rodzimy katolicyzm doświadczył sekularyzacji.1.
Słuchając homilii rodzimych hierarchów i księży, tracę wiarę, że dobry i miłosierny Bóg działa w Kościele katolickim. Nabywam za to pewności, że szatan rośnie w siłę, odbiera jasność widzenia, roztropność rozeznawania. I że ostro miesza.

Nie wierzycie? To posłuchajcie!

Abp Henryk Hoser w homilii z okazji rocznicy Bitwy Warszawskiej: „W nocy z 14 na 15 sierpnia miał także miejsce cud objawienia się Najświętszej Maryi Panny nad oddziałami Armii Czerwonej, wywołując popłoch w jej szeregach, co jest udokumentowane świadectwami wielu uczestników wydarzeń sprzed 93 lat”.

Abp Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, mówił w Kalwarii Pacławskiej koło Przemyśla w przeddzień święta Wniebowzięcia Matki Bożej: „Polsce nie zagrażają okupanci z zewnątrz, bo sami z siebie wyprodukowaliśmy cwaniaków i karierowiczów, którzy dostali się do elit. Próbują robić karierę na hańbie walki z tym, co najważniejsze w naszym narodzie: walki z wiarą, Chrystusem, z moralnością”.

I ostatnie świadectwo, że – gdy rozum śpi, budzą się demony – zawarte w kazaniu jezuity, ks. Aleksandra Jacyniaka, z okazji „miesięcznicy” smoleńskiej. Nie czuję się na siłach, nie ma bowiem odpowiednich narzędzi metodologicznych, by to kazanie choćby streścić. Na szczęście podjął się tego niełatwego zadania inny jezuita, o. Krzysztof Mądel, dlatego odsyłam do jego egzegezy.

Pisze Mądel: „Ojciec Jacyniak, na co dzień zajmujący się duchowością, tym razem podjął się roli prokuratora i ze szczegółami opisał tragiczne zgony dziewięciu osób, które interesowały się katastrofą smoleńską, sugerując przy tym, że okoliczności ich zgonów są niejasne, bo to, co oficjalnie uchodzi za samobójstwo lub wypadek, w rzeczywistości może być skrytobójczym mordem na czyjeś zlecenie (!)”.

Tak czy siak, gdy kazania głoszą polscy księża, szczególnie z okazji świąt maryjnych czy państwowych rocznic, wrogowie Kościoła i chrześcijaństwa mogą udać się na urlop.

2.
Polski katolicyzm, o czym świadczą przywołane homilie duchownych, przeżarty jest pogaństwem i bałwochwalstwem. Zamiast Boga Ewangelii głosi się „narodowego bożka”. Zamiast miłosierdzia i pojednania zachęca się do podejrzliwości i nienawiści. Zamiast przekonywać do logiki wiary, podsuwa się logikę magii. Czy jest jeszcze szansa, by ocalić ewangeliczność polskiego katolicyzmu?

Paradoksalnie jedynym lekarstwem, by oczyścić polski katolicyzm z pogaństwa i idolatrii (gr. eidolon – obraz lub posąg), jest dziś sekularyzacja. Wiemy już dobrze, że sekularyzacja i nowoczesność nie sprawiają, jak chcieli zagorzali przeciwnicy religii, widząc w niej źródło wszelkiego zła, że świat zostanie radykalnie odczarowany. „Wszystko, co stałe wyparuje, a wszystko, co święte, ulegnie profanacji”.

Ogień sekularyzacji jest jednak na tyle mocny i skuteczny, co pokazują doświadczenia zachodniego chrześcijaństwa, że wypala w religii to, co jest w niej fałszywe, a co tylko za święte i dobre się podszywa. Każdy więc, komu na sercu leży dziś dobro rodzimego katolicyzmu, powinien gorliwie modlić się o sekularyzację. Trzeba się modlić, by dobry Bóg zesłał na tę ziemię laicyzację, która może odnowić jej religijne oblicze.

3.
Jednak św. Tomasz z Akwinu pouczał, że łaska pracuje na naturze. A przecież nawet ci, którzy Kościół omijają szerokim łukiem, muszą przyznać, że autentyczne dziedzictwo chrześcijaństwa jest zbyt wartościowe, aby pozostawić je w rękach religijnych antychrześcijan, którzy w Polsce kolonizują i fałszują przesłanie Cieśli z Nazaretu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 79

Dodaj komentarz »
  1. Istotnie problem polskiego KK to niezła stajnia Augiasza i każdy kto mimo wszystko ma dobro polskiego katolicyzmu na uwadze zdaje sobie sprawę, że orzech jest naprawdę trudny do ugryzienia. Z której strony człowiek by nie zaszedł to zęby można stracić.
    Konserwatyzm, upolitycznienie , cynizm moralny, zupełny brak poczucia przyzwoitości jeżeli chodzi o stronę materialno – merkantylną posługi , marniutki intelektualnie rodzaj pracy kapłańskiej i rzecz która może nie jest najważniejsza, ale swoje – jeżeli chodzi o ogólne samopoczucie polskiej hierarchii czyni – duma z historii polskiego kościoła.
    A w tym miejscu bardzo dobre samopoczucie kościoła to naprawdę wyraz skrajnej obłudy, albo braku podstawowej wiedzy z historii polskiego ( i nie tylko) KK.
    Nie jestem może specjalistą w tej dziedzinie i gdzie mi do dyżurnych znawców tej tematyki, ale sięgając w głąb polskiej historii to niestety, ale kościół polski co nieco ma na sumieniu.
    Nie ma to jednak jak dobry PR i świetne samopoczucie ( szczególnie po mszalnym winie) ,ale kilka najgłośniejszych spraw z historii powinno sprowadzić nieco otrzeźwienia na nadobne biskupie lica.

    Idiotyczne i przynoszące na przestrzeni wieków w konsekwencji setki tysiące ofiar, mało odpowiedzialne zaangażowanie (Unia Brzeska) w politykę Kościelnego Państwa na terenach prawosławia. Niestety Wołyń 1943 roku to w jakimś stopniu konsekwencje również tej polityki.
    Dyndające głowy na szubienicach warszawskich biskupów podczas Insurekcji Kościuszkowskiej owszem budzą współczucie, ale i nie tylko taką reakcje.
    Obojętność KK ( z samym rzymskim namiestnikiem na czele) jeżeli chodzi o powstanie listopadowe.
    Rola Kościoła w okresie międzywojennym w eskalacji różnic narodowościowych (Gazetki ścienne z Niepokalanowa, czy cerkiewne fajerwerki w 1938) jest trudna wprost do przecenienia.
    Mało kto o tym wspomina ,ale jak dotąd nikt z postronnych nie ma wglądu w przesiąknięte katolicką wrażliwością dokumenty z okresu II wojny swiatowej. Byłoby ciekawym przekonać się o współczuciu wobec losu czytelników Starego Testamentu . Niestety nikt w tej sprawie nic nie wie. Kiedy i gdzie ujrzą światło dzienne stenogramy posiedzeń różnego rodzaju kościelnych gremiów?

    Po II wojnie tez wbrew pozorom nie było tak różowo, ale na pierwszy plan wybija się oczywiście pontyfikat Jana Pawła i żadnej sensownej dyskusji na temat tego okresu przeprowadzić nie sposób. A byłoby również o czym podyskutować.

  2. Szanowny Autorze, Pańska diagnoza dla nieoszołomionych kolejnym świętem i samobójczą perspektywą kolejnego ogromnego łykendu jest oczywista, natomiast terapia – sekularyzacja jako sposób na odnowienie polskiego katolicyzmu – no cóż…gdybym miał taki grzecznościowy tik jak życzenia, życzyłbym Panu spełnienia. Ale nie sądzę, by w epoce elektronicznych środków masowego trucia (ale i racjonalizującego się widzenia świata) możliwe było powtórzenie drogi protestanckiego Zachodu. Kiedy mówi Pan o tym, że ogień sekularyzacji wypali w religii to, co w niej fałszywe, to proszę zauważyć, że dla zsekularyzowanych, zlaicyzowanych, zateizowanych wszystko jest w niej fałszywe (poza niektórymi wskazaniami ze sfery moralności), więc z czego by się religia miała odrodzić – z popiołu? Powiada Pan: „Trzeba się modlić, by dobry Bóg zesłał na tę ziemię laicyzację, która może odnowić jej religijne oblicze”. To bardzo powszechny przykład nie tyle fałszu, ile raczej braku wewnętrznej logiki w religii. Przepraszam, Szanowny Autorze, ale wierzący we wszechwiedzącego i wszechmocnego Boga śmie podpowiadać temu Bogu, co ma robić?! A do tego przecież sprowadza się stereotyp zwany „modlitwą”. Skoro jest tak nielogicznie, to nie prościej byłoby poprosić, by w ułamku sekundy odnowił oblicze ziemi bez laicyzacji? Słowem, modlenie się też jest fałszem. Domniemany komunizm funkcjonował raczej z dala od idei Marksa, jak katolicyzm funkcjonuje z dala od Jezusa. Czyżby więc ktoś wymodlił kapitalizm, by oczyścić komunizm z fałszu i na nowo wprowadzić? W każdym razie można było próbować się modlić, ale nie wiem, czy ktoś próbował.
    Zatem różnica między wierzącym a niewierzącym jest taka, że wierzący – nawet tak trzeźwo widzący wiele spraw jak Pan – tęskni za dobrym, opiekuńczym tatą, niewierzący daje sobie radę sam. Ale przecież intymną religię można mieć dla siebie bez przeszkód w każdych warunkach. Bez Kościoła, który do domniemanego zbawienia nie jest potrzebny.
    Taki byłby mój alternatywny wobec Pańskiego pomysł na wrzód na ciele państwa i narodu zwany Kościołem katolickim: prywatyzacja religii. Ale ona wymaga nie byle jakiego poziomu intelektualnego – bez śmiesznych rekwizytów, rytuałów i totemów. Więc pewnie się Pan zgodzi z ateistą, że – edukacja, edukacja, edukacja. I jeszcze raz edukacja. Iszczio mnogo, mnogo raz.

  3. Życzę powodzenia . Sekularyzacja pod czujnym okiem Aarona Sprężynera to miła perspektywa. Sekularyzacja w kraju zawłaszczonym przez obce banki i media będące własnością obcych funduszy inwestycyjnych to jeszcze milsza perspektywa.
    Najpierw trzeba odzyskać wolność i suwerenność polityczną i finansową , a potem robić „sekularyzację” we własnym kraju.
    Wyłapywanie wyrwanych z kontekstu zdań jest objawem obsesji lub idiosynkrazji.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Nie ma na świecie bardziej obrzydliwej mendy niż Polak-katolik.

  6. Jak ktoś chce ozdrowienia KK w Polsce, to powinien się modlić, ale o to, by było jeszcze więcej cudnych widowisk urządzanych przez kler. Więcej fruwającej Matki Boskiej ! Więcej cudnych interwencji! Więcej ożywień na Stadionie! Więcej wizerunków Matki Boskiej w pniach starych gruszy, sosen, jodeł! Więcej włókien mięśni sercowych jak w Sokółce na opłatku!

    To są bardzo pożyteczne wydarzenia, i powinny być wliczone do PKB. Od razu się poprawi stan gospodarki i stan nastrojów, a Polska się wysforuje na Potęgę przed którą klękajcie narody!

    Cuda to przecież w KK chleb codzienny, a lewitacja to obowiązek. Swięci Kościoła to już w ogóle mają w CV z definicji. Np. taki św. Józef z Kupertyn to normalnie i regularnie fruwał pod sklepieniem katedry, a jego bracia w wierze tłumnie to oglądali. Potrafił tak nawet przez godzinę. I są niepodważalne, mnogie świadectwa sprawdzone starannie przez Święte Oficjum pod wiadomą karą – stosu – za zmyślanie. Wszystko się zgadza.

    Mógł zwykły święty to tym bardziej mogła Matka Boska fruwać nad Armią Czerwoną w 1920 i ją skutecznie straszyć. Prawdę mówiąc, jeszcze bardziej przydało by się, gdyby Matka Boska pofruwała nad Wehrmachtem we wrześniu 1939. Może abepe Hoser wyjaśni, czemu nie fruwała? Przecież warunki pogodowe były tego września znakomite, pogoda wybitnie lotna. Przez to niefruwanie zginęło ponad 6 milionów Polaków. A przecież gdyby Hitler nie rozbił wtedy Polski, nie było by w ogóle wojny z ZSRR, więc ocalałoby co najmniej dalsze 15 milionów ludzi. Czy taki zysk nie był warty pofruwania przez Matkę Boską?

    Należy się stanowczo domagać odpowiedzi przez Hosera. On jest w tym dobrze zorientowany.

  7. Jest inne wyjście z tej sytuacji. Dlaczego ograniczać się do bycia katolikiem? Jeżeli ktoś rzeczywiście jest osobą wierzącą to lepiej poszukać wśród innych kościołów. Wiara – jej łaska – to nie jest coś, co nabywamy z urodzenia. Wszystkie nasze działania mają być czynami świadomie podjętymi. Poza tym w Biblii nie ma ani jednego słowa o katolikach ;), jest za to o ludziach świadomie idących za Chrystusem. I jeszcze coś: „oddajcie Bogu co boskie, a Cesarzowi co cesarskie”.

  8. Ciekawe kiedy ateiści zaczną dbać o swoje dobro, zamiast o dobro KK?

  9. polski katolicyzm to współczesna wersja faryzeizmu. Polski katolicki faryzeizm – bo tak trzeba to zjawisko nazwać – polscy katoliccy uczeni w piśmie i prawie, polski katolicyzm starotestamentowy (oparty na idei odpłaty i kary) etc.

  10. Pan Redaktor pisze:
    „Słuchając homilii rodzimych hierarchów i księży, tracę wiarę, że dobry i miłosierny Bóg działa w Kościele katolickim”

    Szanowny panie Redaktorze,
    proponuje wiec zaczac postulowana sekularyzacje od siebie i przestac sluchac,
    co mowia biskupi. Zaosczedzi to Panu nerwow i frustracji.
    Sluchanie biskupow lepiej zostawic tym, ktorzy ktorzy nie sa na nich uczuleni.
    W ten sposob i laicki wilk bedzie syty i katolicka owca pozostanie cala.

  11. Levar
    Rada, żeby nie słuchać, skoro nie pasuje, jest tak mądra, że aż się prosi, żeby rozszerzyć: nie chcesz robić aborcji – nie rób, a robienie zostaw tym, którzy nie są uczuleni. Zaoszczędzisz sobie nerwów i frustracji. Nie pasują komuś obłapiający się publicznie hetero i homosie – niech się odwróci w drugą stronę. Usłużne państwo okrada biednych i daje bogatym, na przykład Kościołowi? Nie moja rzecz, nie wtrącam się itp., itd. Jeśli pisanie pana Makowskiego nie pasuje, też nie ma przymusu czytania. W ogóle nie ma przymusu mówienia o czymkolwiek. Dzięki temu złodziejski Kościół był przez wieki syty, a owce – zawsze głodne.

  12. Z tego wszystkiego mozna wyciagnac jeden wniosek: jesli Bog chce kogos ukarac – pozbawia go rozumu. Polski KK chyba nie podoba sie Bogu, dlatego pozbawia jego hierarchow rozumu. czyli zdrowego rozsadku, zeby go ukarac. Pycha i samouwielbienie tych ludzi siega zenitu i dalej moze juz byc tylko ostry zjazd w dol. Przeciez nawet normalnym wiernym ale biernym musi to juz isc na jaja. Podoba sie tylko politykom, wykorzystujacym KK do swoich niecnych czynow i zamiarow, ale i oni odetna sie od wszystkiego, jesli zwietrza, ze wiatr zycznie wiac w druga strone. Wtedy stana sie nawet gorliwymi sekularystami, liberalami lub lewicowcami, jak to juz sie wiele razy wielu z nich przemienialo.
    Na Zachodzie w kosciele podczas mszy sw. mozna uslyszec tylko Ewangelie i o Bogu, bo od polityki sa politycy i wybrani przedstawiciele narodu. W Polsce KK to druga wladza, walczaca o prymat z rzadami nad rzedem dusz, czyli realna wladze w kraju. Tak dzieje sie tylko w Iranie, bo nawet taki islamski Egipt nie chce rzadow teokratow, lecz laicki.

  13. Przedstawia pan diagnozę odwrotnie proporcjonalną do rzeczywistej. Otóż realną chorobą ludzi wierzących naszych czasów(w tym krytykowanych przez Pana hierarchów, czy o. Rydzyka) jest sekularyzacja i odrzucanie jako „magiczne” wszystkiego, co jest konieczną dla zakorzeniania wiary w codzienności rytualnością.
    Wynika to z natury religii(terminem tym obejmuję i to, co się dziś nazywa indywidualną „wiarą” i wyraźnie odróżnia od rzekomo tylko zewnętrznej i wspólnotowej religii. Taki rozdział jest bowiem sztuczny). Otóż tak rozumiana religia to z definicji wzór nadrzędny i wszechobejmujący dla całej rzeczywistości ludzkiej, zarówno indywidualnej, jak i wspólnotowej. Stąd konflikt między światopoglądami totalnymi, którym jest religia, nie jest czymś, co uczepiło się jak rzep psiego ogona do różnych światopoglądów, kultur i religii i nie stanowi ich istoty. Konflikt ten jest nieunikniony, bo istnienie różnych wyznań i światopoglądów wynika z tego konfliktu.
    Z istotą religii sprzecznych jest kilka mechanizmów, któremu już nawet sami katolicy bezwiednie się podporządkowują:
    1.) Sekularyzacja – element większego procesu – autonomizacji – próby przedstawiania jako niezależne z istoty powiązanych elementów systemu rzeczywistości.
    2.) Przejęzykowienie i etykietyzowanie. Umożliwia ono uznanie czegoś za katolickie tylko poprzez nadanie temu katolickiej nazwy.
    3.) Awersja do formalnego, zewnętrznego wymiaru religijności ludowej.
    4.) Zagubienie perspektywy wieczności na rzecz kreatywności, zmiany.
    5.) Krytyka rytualnego, tradycyjnego wymiaru religijności oparta na mylnym wrzuceniu go do jednego worka z magią, synkretyzmem, czy pogaństwem.

    Opisuję je w poniższym artykule. tam też, dużo wcześniej przedstawiłem propozycje odwrotnie proporcjonalne do przedstawionych przez Pana. Pozdrawiam i liczę na wzajemną życzliwość i refleksję zwrotną:
    http://misjakultura.blogspot.com/2013/06/zarosnieta-sciezka-ku-niebu-ludowa.html

  14. Jerzy Pieczul

    „Rada, żeby nie słuchać, skoro nie pasuje, jest tak mądra, że aż się prosi, żeby rozszerzyć: nie chcesz robić aborcji – nie rób, a robienie zostaw tym, którzy nie są uczuleni.”
    Nie chcesz zabijać Żydów nie zabijaj. Czy chwyta szanowny Pan logikę swojego wywodu?
    Czy możemy naukowo ustalić kryteria człowieczeństwa? Skąd wiemy, żeśmy się nie kopsnęli w badawczej procedurze? Przecie często to, co dziś jest pewnikiem „udowodnionym”, jak pokazuje historia jutro może zostać ogłoszone błędem.
    już byli tacy, co się zastanawiali:
    „czy ci z innej wioski to ludzie, czy nie?”
    „Czy ci żółci i corni, to ludzie, czy nie?”
    „Czy Żydzi, to ludzie, czy podludzie”?
    Czy żołądź to dąb, czy nie dąb?

    Czy kryteria nie są tu kwestią założeń?

    Są Tajemnicą, która może być
    odkrywana
    ale nie odkryta

    Jeśli nie możemy ustalić trwale nawet kryteriów początku człowieczeństwa, jeżeli jednocześnie uznajemy życie wszystkich ludzi za wartość, to musimy przyjąć granicę krańcową- moment poczęcia. To jest jedynie logiczne.

  15. Jakiś tam kler może sobie pleść banialuki, jakie tylko mu się żywnie podoba: wolny kraj, panie blogerze.

    Natomiast Pan Premier Tusk Donald nie ma prawa pleść, że usunie kogoś ze stanowiska za to, że jest „zupełnie obcy”, nie ma prawa semantycznie naigrawać się z czyjegoś nazwiska. To, co robi premier, jest naprawdę straszne, groźne. Jednak pan bloger – zapewne ze strachu – nie tknie Pana Premiera Tuska Donalda.

  16. @Wojciech K.Borkowski
    16 sierpnia o godz. 0:56

    ”Najpierw trzeba odzyskać wolność i suwerenność polityczną i finansową …”

    Czy Polska jest mniej wolna, niż inne demokratyczne kraje? Jest pan otumaniony przez PiS. PiS puściłby z torbami, gdyby tam rządził, nawet Luksemburg, w którym na 182 banki tylko cztery są luksemburskie. Chroń Boże Polskę od zaczadzonych ”patriotów”.

  17. Szkoda, że Matka Boska nie ukazała się w Auschwitz, aby uratować także swój naród.

  18. Powód szaleństwa purpuratów -jeden.A ntychryst w Watykanie.Dopóki będzie głosił swoje niecne teorie ubliżające hodowcom jeleniowatych,dopóty będą oni zbaczać w strone absurdu na miarę opisu zmarłego wielkiego Polaka.

  19. Witold
    16 sierpnia o godz. 13:08

    No nie, spodziewać się, żeby Matka Boska ukazała się w tak nieestetycznym miejscu, to już lekka przesada.

  20. Brawo Makówa ! Słusznie prawisz! I dobrze Ci wyszło dawne rozstanie z ekipą Augustyna 😉 ! Trzymam kciuki 🙂

  21. A po wtóre:

    Katolicy do dziś nie mogą uwierzyć, że własnymi, ludzkimi (nie zaś nadprzyrodzonymi) siłami pokonali tak mężnych ateistów napadających na własny kraj (co się chyb nazywa zdradą), jak Dzierżyński czy Marchlewski.

    Tak subtelny ironista pisujący w ateistycznej „Polityce” do niedawna czczącej Dzierżyńskiego chyba powinien to jakoś ogarnąć…

  22. Inne komentarze dlaleko późniejsze od mojego siępojawiają, a mój nie? dziwne.

  23. A wystarczy przestać chodzić do kościoła i rzucać na tacę. Polecam zamiast sekularyzacji Jose Saramago „Ewangelia według Jezusa Chrystusa”. I nie zawracać sobie głowy.

  24. Bardzo interesujacy artykul http://biznes.newsweek.pl/jasna-gora-spolka-z-o-o-,107378,1,1.html. Zwracam uwage, ze w dziale „biznes”. Z tego artykulu wynika, ze w Czestochowie klasztor zachowuje sie jak panstwo w panstwie. W pelni odizolowany od lokalnej spolecznosci i ekonomii. To jest ciekawe, bo powinno byc odwrotnie. Po to, zeby zdobywac poparcie i akceptacje, lokalny wielki przedsiebiorca powinien te lokalna spolecznosc wspierac.
    .
    Inne porownanie, ktore mi przychodzi na mysl po lekturze, to ze klasztor zachowuje sie jak kolonizator. W tym tekscie opisano bute i arogancje kolonizatora wobec tubylcow. Tubylcy nic kolonizatora nie obchodza. Ani ich pomyslnosc, ani wchodzenie z nimi w partnerskie uklady.
    .
    I tu sie pojawia pytanie „jak dlugo jeszcze”. Kolonizatorom na ogol sie wydawalo, ze jutro bedzie podobne do dzisiaj.

  25. Abpa Hozera i tych blogowiczow, ktorzy mu basują, pytam: gdzie była Matka Boska we wrześniu 1939, w sierpniu 1944 r i – jak ktoś przytomnie tu zapytał – w Auschwitz w latach 1940 – 1945 ?. Dodam, że wczoraj w podobnym, co Hozer, stylu prawił w pewnym wiejskim kościele księżyna ledwo co wyświecony, bo w maju tego roku. Nie zapomniał i o szatnie, którego tylko egzorcyści mogą wypędzić. Jak widać formacja intelektualna nowych kapłanów idealnie odpowiada tej Hozerowej, bo mieści się w niej i „cud nad Wisłą”, i ojciec Bashobora na Stadionie Narodowym.

  26. Miałem się najpierw przyłączyć do @Jerzego Pieczula: „wierzący we wszechwiedzącego i wszechmocnego Boga śmie podpowiadać temu Bogu, co ma robić?! A do tego przecież sprowadza się stereotyp zwany modlitwą. Skoro jest tak nielogicznie, to nie prościej byłoby poprosić, by w ułamku sekundy odnowił oblicze ziemi bez laicyzacji? „
    Miałem go uprościć tylko poprzez postulat, by Ów Wszechmocny po prostu obwieścił czy istnieje alibo tyż nie; ale w sposób zrozumiały również dla tępych naukowców.
    Ale jak @Tanaka zgrabnie poszedł w grotechę (módlmy się o więcej cudów!), to poczułem się podwójnie ubiegnięty i w tej rozpaczy postanowiłem dopisać się do postulatu – za przeproszeniem – @Levara: („proponuje wiec zaczac postulowana sekularyzacje od siebie i przestac sluchac, co mowia biskupi.(…) Sluchanie biskupow lepiej zostawic tym, ktorzy nie sa na nich uczuleni.”)
    Nie opatentowawszy tej idei – nie będzie się chyba @Levar skarżył, że uzupełnię go nieco.
    Kiedyś nasłuch SB dobrze wiedział, co który klecha z ambony wygłosił. Ale publikowano te donosy tylko w biuletynach specjalnych, niedostępnych szaraczkom. Dziś mamy demokrację i publikować już może kto co chce. Pytanie brzmi: czy publikujący dziś te donosy rozmnażają dobro czy głupotę; i co jest czym?
    Chciałbym żeby rozpowszechnianie tej biskupiej (kleszej) głupoty opacznie służyło ateizacji – jak chce @Tanaka; ale obawiam się, że tak jak nauki moralne KK nie robią wrażenia na kryminalistach i innych niegodziwcach – tak ośmieszanie Michalików, może owocować u ateistów znudzeniem i mdłościami; u „nieuczulonych” zaś raczej opacznym (nie mylić z opatrznym) zrozumieniem.
    Sam na to pytanie nie znam odpowiedzi, ale mdłości i tak mam nieustanne.

  27. Chciałem zauważyć, że abp Hoser sprawuje nadzór merytoryczny nad lekcjami religii w swojej diecezji. Można podejrzewać, że preferuje on nauczycieli, którzy święcie wierzą w boską interwencję NMP i hufców husarskich Chodkiewicza nie tylko pod Radzyminem, ale i w obronie Częstochowy „przed Szwedem”. Ci samie ludzie są fundamentem religii smoleńskiej, z jej bombami barycznymi i strzałami z przyłożenia. Oni też stoją za bruzdą na czole dzieci poczętych in vitro. Za tzw. naprotechnologią i wskrzeszaniem umarłych na stadionie narodowym za 40 zeta od łebka. Za dzieleniem Polaków na „swoich” i zdrajców.

    Jak długo jeszcze?

  28. „Trzeba
    się modlić, by dobry Bóg zesłał na tę ziemię
    laicyzację, która może odnowić jej religijne
    oblicze.” Pan nie umie się modlić, jeżeli podaje pan taki przedmiot intencji modlitwy. Polecam porazmawiać o tym z księdzem, lub posłuchać audycji na ten temat prowadzonej przez księdza.

  29. Zyj i daj zyc innym.

  30. Szanowny Panie Jarosławie, obecny Pana tekst wziął się z marzenia o wypaleniu w religii tego, co jest w niej fałszywe. Sympatyzuję z takim kierunkiem myślenia, ponieważ umożliwia on zgodne współżycie ludzi o różnych światopoglądach. W prywatnym życiu bywa to oczywistością, w publicznym – niekoniecznie lub nawet całkiem na odwrót. Dawno temu zmarł francuski biolog, ateista. Nad jego grobem przemawiał jego przyjaciel ksiądz. Jestem za takim, z przeproszeniem, ekumenizmem. Sam będąc nieodwracalnym ateistą, mam przyjaciela, mocnego katolika, który dobrze żyje ze Świadkami Jehowy, zielonoświątkowcami, prawosławnymi, buddystami, a nawet muzułmanina do przyjaźnienia się wypatrzył .
    Cały dzień mnie dziś korciło, żeby podzielić się z Panem tym, czym żyję jako ateista. Otóż podobnie jak Pan próbuję oczyszczać chrześcijaństwo z fałszu. Trochę z innej strony niż Pan, ale z całą pewnością nie mam na celu wywołania antyreligijnej wojny – po prostu czytam Biblię i myślę.

    „Święta Rodzina”

       – Drugi dzień gość siedzi na łóżku, ani drgnie – mówi psychiatra. – Nie je, nie pije, gapi się w obrazek Świętej Rodziny. Z braku życiowej materii nie da się o tej rodzinie sklecić pełnego zdania, a się bez końca plecie niestworzone rzeczy, z których kapie miód. No to są z tego psychiatryczne skutki
      – Trochę się da sklecić – mówię. – Syn powiedział parę razy do matki: „niewiasto” czy „kobieto” i potraktował jak natręta.
      – Właśnie. Mówił kto z was do swojej matki „niewiasto” albo jakoś tak?
        – U mnie inaczej nie mogło być niż „tatuś”, „mamusia”. Raz powiedziałem: “Niech tatuś nie krzyczy na mamusię” i ze strachu uciekłem.
    – To samo u mnie. Greckie “gyne” to jednak nie “mamusia”, nawet nie “matka”.
    – Zapominasz, że nie był zwykłym człowiekiem – mówi Święty.
       – Czyli nie musiał znać zasady “Nauczasz innych – świeć przykładem”? Spotykam, powiedzmy, na ulicy matkę. Chce mówić ze mną, a ja odwracam głowę, mijam bez słowa, bo mam w przedszkolu wykład?
    – Na jaki temat? – mówię.
    – „Czcij ojca i matkę”.
       – Na początku pięćdziesiątych lat widziałem, jak córka wita rodziców, co przyjechali za dziećmi z Wileńszczyzny: padła na kolana w pył drogi i całowała nogi.
    – W Kazaniu na Górze nie ma ani słowa o rodzinie. W NT jest za to kwiatek: „Przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę – z matką. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien”. A ktoś ty taki, żeby cię zaraz kochać, w dodatku – bardziej niż matkę?
    – Żartujesz? – mówi Święty. – Bóg.
       – Patrz okiem tamtych słuchaczy. Mieli znienawidzić bliskich i kochać nieznanego gadacza? Głosi: „Błogosławieni, którzy przynoszą pokój”, a przychodzi poróżnić. Po co?
    – Żeby byli poróżnieni – mówię. – Niejeden zapomina w środku, co mówił na początku.
        – Dlatego od pytania „Po co?” ciekawsze jest „Z jakiego powodu?”. Skąd w młodym człowieku destrukcyjna postawa skierowana przeciw najbliższym?
    – Zwyczajna alegoria – mówi Święty. – Nie przyszedł dosłownie poróżnić, ale przypomnieć: Bóg jest na pierwszym miejscu.
       – Tylko że mówił o sobie, nie o Bogu, a dla słuchaczy był zwykłym kaznodzieją. Nie ustawisz miłości w kolejce: ta będzie na pierwszym, ta – na drugim miejscu. Więc czemu mówił przeciw życiu złym słowem “poróżnić”, sprzecznym z jego własnym “miłować”?
    – No czemu?
    – W najbłahszym zachowaniu jest cały człowiek z całą swoją przeszłością. Wyniosłe traktowanie matki przez nauczyciela moralności to skutek, a przyczyna…
    – Ta, że jesteś kleszcz.
       – To przypomnijmy, co Żydzi do niego rzekli: “Myśmy się nie urodzili z nierządu”.
      – Od dziecka mi wisiała nad głową Święta Rodzina – mówię. – Tak śliczna, że chciałem tam być. Aż zrozumiałem, że Józef patrzący z miłością na nie swoje dziecko – to oszustwo.
       – Oczywiście. Lew zabija nie swoje dzieci swojej żony, a gen człowieka jest tak samo samolubny, choć niekoniecznie zabija. Eufemizm “Święta Rodzina” maskuje cudzołóstwo.
      – Na jakiej podstawie wierzycie jednemu słowu wrogów? – mówi Święty.
        – Na tej samej, na jakiej nie wierzymy wielu słowom sprzymierzeńców: chodzimy po ziemi. Autorowi podniebnej ewangelii wymknęło się niechcąco parę zwykłych rzeczy.
    – Cudzołóstwo – mówię – to nie była taka zwykła rzecz.
       – Dlatego było publiczną tajemnicą, że Jezus jest bękartem. Żydzi w rozmowie z nim rzucili ciężkie słowo, a on nie stanął w obronie matki. Bo co miał mówić?     – Z Ducha Świętego był poczęty – mówi Święty .
       – Jego rozmówcy mówili o nierządzie, nie o duchu. Mnie mniej interesują duchy i nierządy, więcej – sytuacja dzieciaka w najświętszej z rodzin, w której miał źle.
    – Skąd wiesz, że źle?
      – Z życia. Moja odwieczna narzeczona miała w domu tak dobrze, że sto razy na dzień wspomina ukochanych rodziców. Jestem jedynym jej nieszczęściem.
    – To samo ze mną – mówię.
        – Słyszałeś? Co się dzieje w chłopaczku, kiedy go ojciec odrzuca, wie ten, kto coś takiego przeżył. W życiu Jezusa było coś gorszego niż zły ojciec lub brak ojca: zły ojczym.
    – Skąd wiesz, że zły, jak nie ma o tym ani słowa? – mówi Święty.
    – Stąd właśnie, że nie ma.
    – W sądzie z takim wnioskowaniem byś się ośmieszył – mówię.
    – Nie w sądzie rozumu. Człowiek wypiera ze świadomości to, co w przeszłości było złe. Owszem, sam brak informacji o rodzinnym życiu nie uprawnia do wniosku, że Józef był Jezusa katem, ale z innymi sygnałami układa się w logiczną całość. Popatrzmy.
    Rodzina jako przedmiot moralnych nauk u Jezusa nie istnieje. Przegapił, czy unikał tematu?
      Skąd wielkie współczucie dla skrzywdzonych i poniżonych – z psychicznego luksusu?
       Ojczym, poza wzmianką, że istniał, w ewangelijnych dziejach Jezusa jest nieobecny. Krzywdzone dziecko milczy o krzywdzie i ucieka w fantazje. Ja uciekłem od ojca w książki; źle widziany pasierb uciekł w Pisma i znalazł innego ojca: niebieskiego.
    Matka to matka, ale była przyczyną odrzucenia go przez ojczyma i wyszydzania przez otoczenie, stąd jego gorycz i żal, w efekcie – nonszalanckie jej traktowanie.
      Powiedział z krzyża do Jana, który stał obok jego matki: „Oto mat-ka twoja”. Odtąd „uczeń wziął ją do siebie”. Czemu “do siebie” – święta rodzina się rozpadła?
      Wojenne słowo przynoszącego pokój: „Przyszedłem poróżnić syna z ojcem…”. Z czego to miał, jak nie z urazu? Pod złym okiem ojczyma wyrósł zakompleksiony cyklotymik.
      „Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca” prosił uczeń. Usłyszał: „Pójdź za mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych”. Miewał humory pocieszyciel strapionych. Ale nad sobą się rozczulał:   
      „Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzieby głowę mógł oprzeć”. Mówił to o rzut beretem od rodzinnego Nazaretu. Znalazłby w sobie takie gorzkie słowa ktoś kochający, kochany, oczekiwany przez bliskich?
      – „Tylko w swoich rodzinnych stronach, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok lekceważony” – mówi Święty. – Cały świat zna te słowa.
      – Lekceważenie przez najbliższych oznacza, że nikt z nich – również matka – nie słyszał o zwiastowaniu, niepokalanym poczęciu, radości ludu z powodu narodzin, betlejemskiej gwieździe, pasterzach, mędrcach oddających oseskowi hołd i zastępach radujących się aniołów. Bo któż śmiałby lekceważyć poczętego z Ducha Świętego? Najbliżsi znali Jezusa trzydzieści lat, uczeń, który te cudowności po jego śmierci wymyślił – parę tygodni. Kto w niezawisłym sądzie byłby bardziej wiarygodny?
    – Gdzie – mówię – jest jakiś niezawisły sąd?!
    – W głowie. Rodzina Jezusa i on sam byli zwykłymi ludźmi i daleko im było do świętości. Poniżany chłopaczek powiedział w skrytości: ”Ja wam jeszcze pokażę!”. I pokazał. Sam tego na swoje szczęście nie zobaczył.

  31. a w kwietniu też miała ferie?

  32. Ryba 25
    16 sierpnia o godz. 16:42

    Z oporem, ale mogę przyznać, że jest to „formacja intelektualna”.
    Natomiast równoległa formacja klechów jest formacją amoralną.
    Dziękczynne modły do Boga za stos trupów „poległych na ołtarzu Ojczyzny”, czy pitolenie Hosera o Matce Boskiej która fruwała nad Armią Czerwoną w celu jej pobicia – to są rzeczy amoralne, dowodzące degeneracji tych drabów, mówiących zresztą to co ich kumple-draby.
    W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat niewątpliwie konieczna była bezpośrednia, osobista interwencja Boga w Trójcy Jedynego, osobiście, albo przy pomocy Jezusa, Ducha Świętego, Maryji, lub adekwatnych świętych co najmniej w następujących przypadkach:
    – użycia gazów bojowych w I Wojnie Światowej (setki tysięcy zginęło w męczarniach, dalsze setki tysięcy – żyło jakiś czas w potwornym okaleczeniu),
    – bitew na totalne wyniszczenie w okopach I wojny, jak choćby Verdun, Somma i inne. Miliony ofiar nie mających w ogóle szans na jakie-takie równe szanse w walce.
    – rzeź Ormian (wyrżnięto 2/3 Ormian w Turcji w 1915, ok. 1,5 mln)
    – rzezie w krajach kolonialnych, choćby w Kongo belgijskim,
    – terrorystyczny głód na Ukrainie w latach 1930-tych,
    – Holocaust II Wojny światowej, z Auschwitz na czele,
    – wymordowanie cywilnej Warszawy w ’44 (200 tysięcy ofiar),
    – wymordowanie ludzi z ponad 1800 wsi na Białorusi w ’41-42,
    – wymordowanie ponad 100 tysięcy Polaków na Wołyniu w ’43,
    – kilkaset tysięcy całkowicie bezbronnych ofiar 2 bomb atomowych w Japonii, śmierć w okrutnych męczarniach i męczarnie życia tych, co jakiś czas jeszcze żyli.
    – zbrodnicze mordowanie Wietnamczyków przy pomocy napalmu, terrorystycznych nalotów bombowych na cywilną ludność Wietnamu Północnego oraz morderczego oddziaływania „agent orange”, deformującego ludzi fizycznie i psychicznie setkami tysięcy do dziś,
    – masowe zbrodnie Czerwonych Khmerów, liczone w milionach.

    To tylko pierwsze z brzegu zdarzenia koniecznie domagające się Boskiej interwencji, wzorem fruwającej Matki Boskiej z 1920-go. Niestety, żadna taka interwencja nie nastąpiła.

    Natomiast w milionach liczy się skuteczne interwencje Boskie w sprawach drobnych, partykularnych, codziennych i banalnych. Komuś wujek wyzdrowiał dzięki modlitwie, tysiącami w Lourdes, Medjugorie, Fatimie i na Stadionie Narodowym następują uzdrowienia, a nawet wskrzeszenia, zestresowani uczniowie zaliczają klasówki dzięki odmówieniu różańca, tysiącom Kowalskich wychodzą interesy dzięki nabyciu laurki z papieskim błogosławieństwem, papież Wojtyła dokonuje cudów dzięki potarciu fotką z jego wizerunkiem czyjegoś brzucha albo skroni, masowe cuda dzieją się dzięki adoracji wszelakich świętych obrazków, zwłaszcza z udziałem Polki Tysiąclecia – Maryji itp itd.
    Niezliczone cuda dzieją się codziennie, nieustannie, pod każdą szerokością geograficzną.
    Ale w sytuacjach krańcowych, gigantycznie, horrendalnie nieludzkich – nic, nul, zero. Poza lotem bezodrzutowym Maryji w celu sprokurowania zwycięstwa Polski w 1920-tym.

    Kościelne draby mają na to proste wytłumaczenie : niezbadane są wyroki Boskie. Bozia robi co uważa i nic nikomu do tego.

    Draby mające takie najgłębsze przekonanie, i mające czelność głosić i wbijać to w głowy i sumienia innym, stawiając to za wzór moralny, są głęboko niemoralne.
    Niewątpliwie, by być tak głęboko niemoralnym, trzeba być odpowiednio uformowanym intelektualnie. Ludzka inteligencja jest, zgodnie z definicją, sztuką manipulacji rzeczywistością . Bardzo przydatną w celu osiągnięcia korzyści.

  33. @ Tanaka 16 sierpnia o godz. 20:32
    Zapomniałes o Rwandzie. Pan Henryk Hoser (widzacy Matke Boska) był tam posłany przez Watykan. Patrzył na przygotowania i nic nie zauwazył. Tuz przed rzezia wyjechał, bo miał pilne rzeczy do załatwienia. W czasie wyjazdu nie słuchał radia i nie wiedział, co sie w Rwandzie dzieje. Wrocił, gdy było po wszystkim. Potem nie znalazł czasu, zeby odpowiedziec na pytania dziennikarzy. Pamietajmy, ze pan Hoser teraz widzi Matke Boska, ale wtedy nie zauwazył przygotowan do ludobojstwa.
    .
    17 maja tego roku ksiadz Lemanski napisał list otwarty „Odwagi, księże biskupie!”, na koncu ktorego prosił, zeby pan Henryk Hoser dał swiadectwo rzezi. (Ponizej jest odnosnik, zeby tego listu nie zapominac.) Zaraz potem pan Henryk Hoser wywalił ksiedza Lemanskiego na zbity pysk. Jesli ktos sie zastanawia, o co poszło panu Hoserowi, to w tym liscie znajdzie odpowiedz.
    http://studioopinii.pl/wojciech-lemanski-male-koscielne-bestiarium/

  34. Co jak co, ale z biskupem Michalikiem zgadzam się zupełnie. Tacy ludzie rzeczywiście są. Powiem więcej! Słowa biskupa świadczą o tym, że wygasa trend na tezy typu „Ruscy nas napadną”, mówiąc brutalnie, a zaczyna się rzeczywista konfrontacja z wewnętrznym problemem kraju.
    Nie podoba mi się to, co powiedział ostatni z przytoczonych księży rzecz jasna. Od tego jest prokuratura.
    Słowa abpa Hosera jednak nie jawią mi się jako „zbaczające z dobrej drogi”. Cud nad Wisłą stał się faktycznie w dniu święta Wniebowzięcia NMP. Kościół ma prawo sugerować, że temu zwycięstwu towarzyszyła nadzwyczajna, boska interwencja. Nie przeczy to w żaden sposób bohaterstwu Polaków. A to że według abpa Hosera zwycięstwu „Ktoś” pomógł? To już sfera wiary i fenomenologii, a tutaj z logiką był, jest i będzie rozbrat po wsze czasy. I oby tak zostało.

  35. narciarz2
    16 sierpnia o godz. 20:49

    Zapomniałem. aż wstyd. tym bardziej, że się w tej sprawie świeżo wypowiadałem.
    Ale skoro jestem tym zapomnieniem zawstydzony, to czy nie bardziej zawstydzony powinien się czuć Bozia? Czy nie powinien naprawić swojego niedopatrzenia i pofruwać zaraz potem nad innymi miejscami rzezi, może w Afganistanie choćby? Ale i tam go nie było. Hoser nic o tym nie wspomina.

  36. Uwielbiam teksty takich „zatroskanych o kościół” jak Makowski. Troszcz się chłopie o własne przyrodzenie. Może tu będziesz mniej fałszywy, a bardziej przekonujący…

  37. MYSLE ,ZE SPELNIENIA TYCH MODLITW NIE DOCZEKAMY ,BO ZAZWYCZAJ TRWA TO DLUGO .GDYBY DZIENNIKARZE NIE OGLASZALI TYCH BISKUPICH BZDUR CALEMU SWIATU BYLIBYSMY ZDROWSI ,A BISKUPOW PO PROSTU NALEZY OBJAC OSTRACYZMEM I IGNOROWAC ,BO ONI CORAZ BARDZIEJ CZUJA SIE PROROKAMI ,CHOC POWINNI SIE WSTYDZIC SWOJEJ IGNORANCJI W SPRAWACH I WIARY I NAUKI WSPOLCZESNEJ .GDZIE HODUJE SIE TAKICH NIEUKOW ? DOBRZE ,ZE JEST TAKI PAN MAKOWSKI -UWIELBIAM GO CZYTAC …

  38. Tanaka
    16 sierpnia o godz. 20:32

    Phi! Też coś. Zapominasz o potopie (wybicie całej ludzkości oprócz jednego człeka), o Sodomie i Gomorze (wybicie wszystkich oprócz jednego), o końcu świata (wybicie wszystkich co do jednego). Ps. Czy jesteś antysemitą? Przecież pastwisz się nad czymś, co żydowskie.

  39. Tanaka
    W związku z tą nieskończoną właściwie listą miejsc i zdarzeń, gdzie dobrego, współczującego, wszechobecnego i wszechmocnego Boga zabrakło (dodałbym jakże pięknie nazwaną „Noc św. Bartłomieja”), przypomniał mi się tekst pana Szostkiewicza sprzed lat, w którym wspomina odpowiedź nie byle kogo, bo pana Tischnera na pytanie młodzieży, gdzie był Bóg, kiedy ludzie cierpieli w Oświęcimiu, na Kołymie. Pan Tischner odpowiedział:
    – Był wśród nich, cierpiał z nimi.
    Stwórca wszystkiego akceptował cierpienie, zamiast je usunąć i sam nawet mu się poddał?! Nie chciał Wszechmocny, czy nie mógł? Wszechmocny, który nic nie może? Ale najważniejsze jest to, że pan Tischner zaprezentował się jako znający niezbadane wyroki Boga. Więc co mogą wygadywać szeregowi purpuraci i proste katabasy? Ano co im ślina język przyniesie. Każdego dnia na naszych oczach szamani mimowolnie demonstrują, jak człowiek wymyślił i wymyśla Boga wedle swojej miary. Tak krawiec kraje, jakie ma nożyce.

  40. Jerzy Pieczul
    16 sierpnia o godz. 22:59

    Klechy mają obrzydliwy zwyczaj twierdzenia, że znają się na Bozi i wiedzą dokładnie czego Bozia chce, kiedy i gdzie bywa i czym się zajmuje. Ks. Tischner, przy swoich pozytywnych cechach intelektu i osobowości, był takim samym obmierzłym klechą jak reszta. Jego wypowiedź o Bozi i Auschwitz jest nieskończenie okrutna wobec człowieka, niebywale cyniczna i bezdennie głupia. Jest po prostu całkowitym, bezapelacyjnym zaprzeczeniem rzekomej miłości którą klechy głoszą.
    Żałosna małość stwierdzenia Tischnera jest bardziej jeszcze wyrazista przez kontrast z wypowiedzią na ten sam temat – Bóg a Auschwitz – Hansa Kunga. Kung był na tyle rozumny, skromny i moralnie w porządku, że stwierdził: nie wiem. Nie wiem gdzie był wtedy Bóg i w tej sprawie można tylko milczeć.
    Te słowa są po prostu ludzkie, w odróżnieniu od słów Tischnera. Pokazują też dramatyczną przepaść między polską teologią a teologią zachodnią. A przecież Tischner był bodaj najświatlejszym polskim teologiem.
    Ale słowa Kunga pokazują też coś jeszcze ważniejszego: zupełne zagubienie człowieka w religii, którą wyznaje. Na jej gruncie nie można udzielić ludzkiej odpowiedzi na tak fundamentalną kwestię. religia chrześcijańska poprzez swoje zapętlenie ujawnia swoją pustkę. Kung mówi, że można tylko w skromności milczeć, ale przecież to milczenie jest milczeniem rozpaczliwym, a towarzysząca mu nadzieja jest adresowana w pustkę. Wydaje mi się, że Kung, nie dopowiadając tego wyraźnie, przynajmniej nie w tym miejscu, widzi, że po prostu człowiek, ze wszystkimi swoimi niedoskonałościami, jest jedynym dobrym adresatem tej kwestii. I to od niego samego można i należy wymagać, by zakończył we własnej biografii rozdział barbarzyńcy. Jeśli obraz człowieka nie jest zakłócany, zafałszowywany Bogiem, to odpowiedzialność spoczywa wyłącznie na człowieku. I nie może się Bogiem w niczym tłumaczyć, a zarazem na niego powoływać. Bóg zostaje uwolniony od odpowiedzialności, po prostu wyparowuje, a człowiek zyskuje jasną, niepodzielną odpowiedzialność za siebie i nie ma żadnej wymówki.

    Pomysł Boga, żeby sobie stworzyć człowieka na swoje podobieństwo, by głosił jego chwałę, a w tym celu miał wolną wolę pozwalającą mu czynić wszelkie możliwe zło, a Bóg będący miłością wcieloną na to pozwala w imię wolności człowieka jest czymś nieskończenie cynicznym i głupim. Takiego Boga mogą szczerze wyznawać jedynie ludzie ciężko skrzywieni psychicznie, moralnie i intelektualnie. Dlatego też, wielu ludzi wierzy tylko tak „z grubsza”, troszeczkę, w niektóre rzeczy nieco bardziej, w inne mniej, a w pozostałe – wcale. Muszą tak lawirować, kombinować, bo inaczej popadliby w szaleństwo. Instynktownie czują tą groźbę, dlatego oszukują swojego Boga i siebie. Ale przecież to ciągle chore i zdradza to lipność religii do fundamentów.
    A co według mnie jeszcze gorsze – to jest po prostu niegodne człowieka. Fałszując tak i kombinując istota taka nigdy nie stanie się człowiekiem. Co oznacza, że nigdy nie przestanie być barbarzyńcą.

  41. i po co się bajerować ?
    Bez Krk, zadymiarze z KOR i S nie doszliby do władzy i nie utrzymaliby jej.
    Wszak zadymy w PRLu zaczęły się od zmniejszonej wkładki mięsnej do zupy regeneracyjnej. Kto z 20+ latków wie o co chodzi ?
    W ogłupianiu Polaków duży udział mają tez , pismaki, politykierzy, MEN, MNiSW. Głupich łatwiej zadłużać i pozbawić szans na lepsze życie.
    O co chodzi w narzekaniu na Krk ?
    PO i Tusk tak się zasłużyli Watykanowi, mając ministrów w Opus Dei, vice Tuska w PO HGW tez tam jest, spełniając ich wszystkie zadania, załatwili im, ze nie muszą oddać to co ukradli przy pomocy Komisji Mieszanej itp.
    A oni niewdzięcznicy Kaczora popierają i wygląda, ze Tusk i jego ferajna stracą koryta a pokorne pismaki będą musiały w swoich tekstach zamienić Tusk na Kaczyński.

  42. Piszecie Państwo o wojnach, zagładach, wyniszczeniach całych narodów. Jak to wytłumaczyć, zwłszcza ludziom wierzącym ? Jaki jest sens tych śmierci? KK na te pytania nie daje żadnej sensownej odpowiedzi.
    Wiele lat temu, nie odwołując się do aż tak przerażających przykładów, zapytałem Dalajlamę ( na spotkaniu w dosyć ekskluzywnej grupie ), jak Buddyzm tłumaczy np. śmierć w wypadku wiernych jadących na pielgrzymkę. Odpowiedział. Wierzymy w reinkarnację duszy. Ci, którzy zginęli, w poprzednim wcieleniu musieli dopuścić się czynów niegodnych ( grzechu ), za co zostali ukarani. Przedstawiłem wypowiedź bardzo ogólną, mało precyzyjną, ale taki był jej sens. Pytanie zadawane było w języku angielskia, a następnie tłumaczone na buddyjski. Podobnie, ale odwrotnie, było z odpowiedzią.
    Czy ta odpowiedź wyjaśnia problem ? Nie wiem, ale na pewno jakoś, w miarę sensownie , usiłuje.

  43. Język buddyjski powinienem napisć w cudzysłowiu, w rzeczywistości chodziło o j. chiński ( jest ich ponad sto ) w sanskrycie, zwanym, o ile dobrze pamiętam Dharmą.

  44. Tanaka
    Długo się zastanawiałem, jak jest możliwe, by ludzie sprawni w myśleniu, z głowami jak strusie jajo, wierzyli w krasnoludki. Wielu to przede mną odkryło, ale chciałem sam dla siebie odkryć tę Amerykę wedle moich możliwości rozumienia świata. A „Łarczik – jak mówią Rosjanie – prosto otkrywałsa”: przecież i ja na jednych rzeczach się znam, sprawnie się na tych obszarach baśką posługuję, a w innych jestem głupi jak but. Nie inaczej więc musi być z jajogłowymi, którzy są sprawni zawodowo w paru specjalnościach plus jakieś znawstwa pasjonackie, zaś w sferze wiary zostali na poziomie dziecka, któremu wbito do głowy parę odwiecznych stereotypów, i idą z tym przez życie, niczego nie rewidując. A że w swoich specjalnościach bywają autorytetami, to ich bezrefleksyjne praktykowanie wiary i wypowiedzi o krasnoludkach też mogą być słuchane z nabożeństwem, zwłaszcza kiedy słuchają współwyznawcy. Naukowiec wchodzący do kościoła, naukową metodologię poznawania świata zostawia przed drzwiami. Ba, ona w sprawach religii ogóle nie jest używana. By była używana, potrzebne jest poznawcze otwarcie, przekroczenie smugi poznawczego cienia, spojrzenie na religię jak na każdy inny przedmiot poznawczy – bez nabożeństwa, bez tabu, bez apologii. Tyle że jeśli człowiek tej smugi cienia z jakichś powodów nie przekroczył w młodości – kiedy jest najintensywniejszy czas wątpienia i pewnie niejeden późniejszy ksiądz miewał w młodości ateistyczne widzenia, jako że nikt w codzienności bogów nie doświadcza – mała szansa, że ją przekroczy później. Mówię tu o ludziach zaczadzonych, ale uczciwych, prostolinijnych, nie o tych, którzy z zarządzania domniemanym Bogiem i żądania pieniędzy za każdą jego kropelkę z całą premedytacją uczynili sobie zawód pozwalający na życie jak u Pana Boga za piecem i prowadzący najprostszą drogą do moralnej degeneracji.

  45. Jerzy Pieczul
    17 sierpnia o godz. 8:01

    A do jakich własnych wniosków doszedłeś w sprawie?

    W sumie piszesz przede wszystkim o jajogłowych. Ale rzecz dotyczy każdego, obojętnie czy jest intelektualistą, czy kmiotkiem. A szczególną kategorię stanowi kler. Kmiotek może sobie wybierać w co wierzy, jak wyżej napisałem: trochę tego, nieco tamtego i jakoś leci. Ale klecha jest, musi być, esencjonalnie, czysto, wzorowo wierzący. Inaczej jest oszustem. To nie jest zawód jak inne; który wykonując stosuje się zestaw standardowych zachowań, a co sobie ktoś myśli to jego prywatne sprawy. Klecha musi mieć prywatne życie i sprawy wzorowo zgodne z zawodowymi. Zresztą samo nazwanie jego działania „zawodem” jest deprecjonujące i obraźliwe, właśnie z tego powodu – że to nie zawód jak inne. To musi polegać na odnalezieniu w sobie „wezwania Boga”, „powołania”. A kapłaństwo jest sakramentem świętym. Co więcej, nawet do dziś uważanym za klechów za cenniejszy niż małżeństwo.
    Zostając księgowym nie przyjmujemy sakramentu księgowego, będąc ślusarzem także nie.

  46. Byniek
    17 sierpnia o godz. 6:46

    O ile, z różnych powodów, lubię Dalajlamę, to jego odpowiedź, zresztą nie osobista, nie wydaje mi się specjalnie lepsza, niż np. katolicka.

    Nie znam się dogłębnie na buddyźmie, więc odpowiedź jak to wyjaśnić mogę zilustrować katolicyzmem: wyjaśnienie (w rozumieniu czegoś zaakceptowanego) jest możliwe pod warunkiem wcześniejszego porażenia ośrodków rozumu, wrażliwości i empatii, oraz przerażenia. Katolikowi nie wolno się samemu zastanawiać i dochodzić do wniosków rozbieżnych z oficlajnymi. Jeśli to robi, sam się wyklucza z bycia katolikiem. Jak przypominał choćby abepe Michalik – kto akceptuje aborcję jest ekskomunikowany automatycznie, z mocy zasady.
    Katolik musi brać co mu papież z Hoserem dają. Ponieważ taki np. ks. Lemański delikatnie, w drobnych sprawach ma nieco tylko inne zdanie, dostał „w ryj” -m jak mówi się w znanym skeczu.

  47. Po co kościół szuka jakichś cudów niewidów z latającą Matką Boską (Broń Boże, nie na miotle), skoro jest tych cudów dookoła wręcz w bród. Wystarczy wziąć do ręki „Jarmark cudów „,jak by nie było przypieczętowany Nagrodą Nobla. Sekretarz Rusinek niech mi wybaczy krótki cytacik.
    „…Cud pierwszy lepszy:
    krowy są krowami.”

  48. Tanaka
    Religijne szczepienia u katolików są identyczne: zmoczenie czółka niemowlaka-ateisty wodą i nauczanie mantr o Bozi od najmłodszych lat. Skoro wierzący intelektualiści potrafią żyć z religią na dziecięcym poziomie przez całą swą doczesność, tym bardziej umieją to kmiotki (sam z wileńskich kmiotków jestem, więc wiem), choć nierzadkie jest wśród nich żywiołowe wątpienie, tyle że w obliczu śmierci robią ze strachu znak krzyża. Pierwotny ateizm jest nam przyrodzony, wtórny – jako odrzucenie wszczepionej religii – jest reakcją na brak jakichkolwiek naturalnych oznak istnienia Boga. Intelektualny ateizm tak samo się zaczyna od zdroworozsądkowego wątpienia w istnienie Boga, bo człowiek w żaden sposób jego istnienia nie doświadcza. Tyle że taki ateizm jest wzmocniony namysłem nad religijnością praktyczną i ewentualną analizą głównego źródła wiary chrześcijańskiej – Biblii. To nie jest odpowiedź na Twoje pytanie. Odpowiedź na Twoje i moje pytanie jest taka: religijność i jajogłowych, i kmiotków jest jednego chowu: bierze się z zaszczepienia w dzieciństwie, z życia w wierzącym otoczeniu i z niezdolności do krytycznego oglądu wiary. Ta niezdolność najlepiej się wyraża w wazeliniarskim, programowym haśle „Faktów i Mitów”: „Bóg – tak, Kościół – nie”. Śmieszne to hasło, bo przecież znaczy: „Krasnoludki – tak, Kościół krasnoludków – nie”. Ale to jeszcze nie jest odpowiedź. Precyzyjna odpowiedź jest stara jak Epikur i Lukrecjusz: religijna wiara jest z lęku przed śmiercią. Kiedy już zostali wymyśleni bogowie i pozagrobowe życie, ludzie uczepili się tego jak pijany płotu i się łatwo nie odczepią, bo mają nadzieję. Niech ona dla trzeźwego będzie śmieszna, ale – jest. A do metafizycznego lęku przed śmiercią, przed nieistnieniem lub przed raz rozbudzonym, więc już w wyobraźni wiecznym piekłem iluż się potrafi przyznać? Zamiast więc mówić prosto: „Boję się śmierci”, mówią: „Bóg”. Podlizują się: „Bóg jest miłością”, plotą jak Piekarski na mękach: „Choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję”. Miłowałeś kobietę, której nie widziałeś, nie słyszałeś, nie doświadczałeś ani tak, ani wspak? Bóg teraz i na początku był, jest i długo będzie esencją lęku przed nieuchronną śmiercią, przed niewiadomym. A śmierć równa wszystkich – i mędrców, i kmiotków. I Rydzyka, i Tischnera, i Mrożka, i Hitlera, no i moich przodków-kmiotków. Pogrzebać Boga może tylko powszechna głęboka edukacja budząca i rozwijająca w dzieciach naukowy sposób ogarniania świata. Ten sposób może być stosowany w zabawowej formie przez rodziców od najmłodszych lat. Dzieci tak edukowane rwałyby się do szkół (mądrych, a nie głupich jak dziś) od czwartego roku życia, a nie tam od szóstego. Kościół zna świetnie niektóre elementy psychologii rozwojowej, dlatego protestując głośno przeciwko odbieraniu sześciolatków rodzinie, sam pcha się do przedszkoli.

  49. Tanaka
    Zapomniałem dodać, że edukację rozumiem jako przede wszystkim rozbudzenie potrzeby poznawczej i ćwiczenie w poznawaniu zgodne z naukowymi regułami, a nie jako zaśmiecanie główek ogromem encyklopedycznej wiedzy, z której nic dla rozwijania umiejętności poprawnego myślenia nie wynika.

  50. @Panie Makowski
    @Witold
    @Tanaka

    Szanowni Krytycy kościoła dalej powtarzają tu swoje stereotypowe zarzuty, a nie odnieśli się do odpowiedzi na nie:

    Przedstawia pan diagnozę odwrotnie proporcjonalną do rzeczywistej. Otóż realną chorobą ludzi wierzących naszych czasów(w tym krytykowanych przez Pana hierarchów, czy o. Rydzyka) jest sekularyzacja i odrzucanie jako „magiczne” wszystkiego, co jest konieczną dla zakorzeniania wiary w codzienności rytualnością.
    Wynika to z natury religii(terminem tym obejmuję i to, co się dziś nazywa indywidualną „wiarą” i wyraźnie odróżnia od rzekomo tylko zewnętrznej i wspólnotowej religii. Taki rozdział jest bowiem sztuczny). Otóż tak rozumiana religia to z definicji wzór nadrzędny i wszechobejmujący dla całej rzeczywistości ludzkiej, zarówno indywidualnej, jak i wspólnotowej. Stąd konflikt między światopoglądami totalnymi, którym jest religia, nie jest czymś, co uczepiło się jak rzep psiego ogona do różnych światopoglądów, kultur i religii i nie stanowi ich istoty. Konflikt ten jest nieunikniony, bo istnienie różnych wyznań i światopoglądów wynika z tego konfliktu.
    Z istotą religii sprzecznych jest kilka mechanizmów, któremu już nawet sami katolicy bezwiednie się podporządkowują:
    1.) Sekularyzacja – element większego procesu – autonomizacji – próby przedstawiania jako niezależne z istoty powiązanych elementów systemu rzeczywistości.
    2.) Przejęzykowienie i etykietyzowanie. Umożliwia ono uznanie czegoś za katolickie tylko poprzez nadanie temu katolickiej nazwy.
    3.) Awersja do formalnego, zewnętrznego wymiaru religijności ludowej.
    4.) Zagubienie perspektywy wieczności na rzecz kreatywności, zmiany.
    5.) Krytyka rytualnego, tradycyjnego wymiaru religijności oparta na mylnym wrzuceniu go do jednego worka z magią, synkretyzmem, czy pogaństwem.
    Opisuję je w poniższym artykule. tam też, dużo wcześniej przedstawiłem propozycje odwrotnie proporcjonalne do przedstawionych przez Pana. Pozdrawiam i liczę na wzajemną życzliwość i refleksję zwrotną:
    http://misjakultura.blogspot.com/2013/06/zarosnieta-sciezka-ku-niebu-ludowa.html

    @Byniek
    Jedyne co musisz zrozumieć, to to, żę wiele rzeczy poza tymi, które Bóg zxachciał objawić powinny pozostać Tajemnicą. NIe mówisz wszystkiego dzieciom, bo to by było złe dla nich. Tak samo Bóg Ci nie powie wszystkiego, boś ograniczony, słaby i wiesz o tym .Wiesz że masz słabości, wiesz, zę nie ogarniasz wszechrzeczy. Masz wolność, ale nie dowolność, bo nie możesz staćsiękoniem, głośnikiem, czy bryndzą, jak ci sie zechce…

  51. Problemem w Polsce nie jest religia czy tez wiara. Problemem jest instytucja, ktora pod pozorem religii chce zagarnac wladze. A drugim problemem jest wladza rozmaitych szczebli, zarowno centralna jak tez lokalna, ktora nie szanuje samej siebie i jest za, a nawet przeciw zaleznie od aktualnych sondazy.
    .
    W porzadnym panstwie debata toczy sie wokol prawa, przy zalozeniu, ze prawa trzeba przestrzegac. Wiec debatuje sie, co powinno byc dozwolone, a co zabronione. Z dozwolonego mozna korzystac, zabronionego nie robic, a przypadki sporne trzeba debatowac. Natomiast w Polsce jest troche inaczej. Polska wladza umyslnie toleruje szara strefe pomiedzy prawem i bezprawiem. Zas Kosciol, narodowcy, kibole, i opozycyjne partie usiluja sie w te strefe wcisnac i ja poszerzyc kolejnymi roszczeniami. Zas polski obywatel nie chce, zeby ustanawiac jasne reguly i potem ich przestrzegac. Obywatel woli, zeby sytuacje zamulac przy zalozeniu, ze wejdzie w nocy, powiesi krzyz, i nikt nie odwazy sie zdjac. Albo ze wywiezie smieci do lasu. Albo bedzie lamal przepisy drogowe. W tym wszystkim jest wspolny mianownik. A mianowicie, ze moje ma byc na wierzchu, nawet jesli tego zabraniaja reguly. Z drugiej strony, ten sam obywatel glosno sie domaga, zeby wszyscy inni przestrzegali regul.
    .
    Rozpychanie sie Kosciola w przestrzeni publicznej to nie przyczyna, tylko to jest wynik niskiej kultury wspolzycia w Polsce.

  52. @Tanaka:
    porownaj proszę dwa opisy tej samej sytuacji.
    .
    Arcybiskup Hoser jest arcypasterzem diecezji praskiej, ktory prowadzi wiernych ku zbawieniu.
    .
    Pan Hoser jest funkcjonariuszem pewnej instytucji w randze arcybiskupa, aktualnie zatrudnionym na stanowisku biskupa diecezji praskiej.
    .
    Pierwszy opis milcząco zaklada patriarchalny obraz swiata, w ktorym sa nadludzie i podludzie, pasterze i owieczki, kaplani i wierni, dostojnicy i masy. Nadludzie prowadzą, podludzie się podporzadkowują. Nie ma w tym obrazie miejsca na pytania, czym ten porzadek jest sankcjonowany i czy jest konieczny. Liczba mozliwych pytan jest mocno ograniczona. Mozna ewentualnie zapytac, jak to implicite zrobil ksiądz Lemanski, czy ten akurat czlowiek jest godzien byc nadczlowiekiem. Na tym sie lista mozliwych pytan w zasadzie konczy.
    .
    Drugi opis implikuje, ze jest sobie instytucja jedna z wielu, i jest w niej lokalny dyrektor. Czym on się rozni od innego dyrektora na podobnym szczeblu, powiedzmy dyrektora praskiego węzla kolejowego? Mozna zapytac, czym ta instytucja się wyroznia i czy aby na pewno przysluguje jej zwolnienie od podatku? Czy jest to instytucja uzyteczna dla spoleczenstwa, czy raczej glownie komercjalna? Czy naklady na jej utrzymanie się aby na pewno zwracaja i w jakiej postaci? Dlaczego ten dyrektor się wypowiada na tematy, w ktorych jest w oczywisty sposob niekompetentny? Po co i dlaczego naglasniac jego niekompetentne wypowiedzi? Mozna postawic szereg podobnych pytan na temat zarowno tego dyrektora jak tez tej instytucji, jednej z wielu na tym obszarze geograficznym.
    .
    Z tego porownania powinno wynikac, ze język nie jest biernym narzędziem opisu rzeczywistosci. Jest zupelnie inaczej. Język tworzy rzeczywistosc. Pytania i postulaty, ktore są nie do pomyslenia przy jednym opisie, są zupelnie oczywiste i naturalne przy innym opisie tej samej sytuacji.
    .
    Dlatego tez trzeba starannie dobierac slowa i zdania opisując sytuacje, ktore są swiadomie i celowo zaklamywane przez propagande.

  53. Szanowni komentatorzy. Wiele tu mądrych rzeczy. Ośmielam się jednak zwrócić uwagę, że totalitarna instytucja, którą Państwo zwą „polskim kościołem”, takową nie jest. To jest kościół rzymsko-katolicki w Polsce. To tak dla precyzji wywodów.
    Pozdrawiam Wszystkich.

  54. Pani Atalio – dwie kwestie:
    „Polityka” nie jest jakimś szczególnie sympatycznym pismem, ale może wskaże Pani, w którym wydawanych od 1957 r. numerów czczono Krwawego Feliksa? A jeżeli Pani nie wskaże, to raczy przeprosić?
    Druga sprawa – ma Pani żenujące braki z wiedzy biblijnej: starotestamentowy potop przeżyła cała familia Noe… chyba że sugeruje Pani, iż onże patriarcha się sklonował.

  55. Szanowny Autorze, z przyjemnoscia przeczytalem ten tekst, zwlaszcza ze omawiane w nim zjawiska degrengolady kk obserwuje od 20 lat – przy czym wkrotce po poczatku transformacji przestalem podziwiac polskiego papieza za oblude i odchodzenie od postanowien VaticanumII, ktore mialy niezwykle istotne znaczenie dla relacji panstwo-kosciol. Wojtyla zniszczyl tamte osiagniecia i zrobil taki skok na Polske jakiego nie udalo dokonac sie Hitlerowi ze Stalinem. On widzial tylko kase jaka mozna wydoic z biednego polskiego panstwa, oraz upajal sie wlasna wielkoscia – emanujaca z wszechobecnych jego figur.
    Mozna spytac zatem jakiego kosciola mozna spodziewac sie po kosciele majacego takiego szefa jak Ober_Zlodziej i dzierzymorda z Wadowic.

    Nie wiem czy jest Pan wierzacy, czy tez nie, oraz na ile zalezy Panu na dobru kosciola. Nie wiem czy ta troska nie jest falszywa – zredagowana pod katem parafian ktorym istotnie zalezy na ich kosciele. Zorientowana na parafian, ktorzy Panskie argumenty kupia, gdyz istotnie sa to argumenty przekonujace. Wiem jednak, ze – bez wzgledu na intencje – jest to wylacznie zawracanie kijem Wisly, gdyz ten kk ma szanse na naprawe wylacznie pod warunkiem wczesniejszego zawalenia sie. Na co nalezy mu pozwolic – cynicznie i z wyrafinowaniem. Oraz bez zbytecznej troski o dobro chrzescijanstwa, jego dorobku i wartosci. Tym nic a nic nie ubedzie.
    Ba, nalezy temu kk pomoc splynac w kanal. Po slinie oczywiscie, bo takie gowno jak polski kk nie powinno miec racji bytu.

  56. „Każdy, komu na sercu leży dobro rodzimego Kościoła” – mnie nie zależy !
    To wielka sekta skompromitowana na wszelkie możliwe sposoby na dodatek utrzymywana przez ŚWIECKIE PAŃSTWO !!! kompletny absurd.

  57. !
    17 sierpnia o godz. 23:06

    1). Przepraszam, rzeczywiście, „Polityka” (organ PZPR) nie czciła Dzierżyńskiego, a jej motto brzmiało: „Proletariusze wszystkich krajów, nienawidźcie czerwonych”. Za pomówienie jeszcze raz przepraszam i padam do stóp z uznaniem za tak bojową postawę wobec komunistycznego oprawcy.

    2) Cieszę się, że mam żenujące braki z wiedzy biblijnej. To dobrze o mnie świadczy. Natomiast to, czy potop przeżył jeden człek, czy cała jego rodzinka, nie ma znaczenia. Ważny sens: całą ludzkość wytępić w sposób bardzo ciekawy i dobrze rokujący na przyszłość – zalać wodą – to dopiero atrakcja.

  58. Nie „organ PZPR”, lecz oficjalny organ PZPR (tak samo, jak i „Trybuna Ludu”). Oj, ten mój żenujący brak wiedzy. Za pomyłkę przepraszam.

  59. narciarz2
    17 sierpnia o godz. 21:33

    narciarz2 to wytrawny intelektualista i interpretator. Aż dziw, że taka potęga umysłowa nie dostrzega błahostki błahej: nikt nikogo nie zmusza, aby był w tej instytucji i aby padał na kolana przed nadczłowiekiem arcypasterzem. Przeciwnie: arcypasterze wprost i wszem głoszą, że są arcypasterzami, że wiodą owieczki i że te owce muszą ich pokornie słuchać. Niektóre z owiec pragną być arcypasterzami i dlatego na kolanach i leżąc plackiem dobrowolnie przysięgają pokorne posłuszeństwo unizone, tak np. uczynił niejaki Lemański.

    Jeśli ktoś chce być owieczką czy baranem, to chyba mu wolno. Nikt też nie zabrania owcom i ich pasterzom ględzić, co im się podoba. Przeciwnie: Konstytucja daje im tę wolność.

    narciarz jest aż nazbyt wytrawnym specem od analiz, syntez i interpretacji oraz wykładni, więc na pewno wie, że owcom i ich pasterzom wolność zagwarantował swym osobistym podpisem ateista Kwaśniewski Aleksander Prezydent, więc albo narciarz para się załganą propagandą, albo dąży do obalenia Konstytucji i Konkordatu. Albo – co jest najbardziej możliwe – jest bezdennie…

  60. @atalia
    18 sierpnia o godz. 9:30
    Moim zdaniem może Pan leżeć krzyżem cały dzisiejszy dzień. To będzie pański wybór, z zyskiem dla Pana – zgodnie z wolą arcykapłanów, ale także i przede wszystkim z pociechą dla mnie – w końcu, w niedzielę, odpoczynek osobie pracującej się należy. W Polsce, zgodnie
    z jakimś uchwalonym idiotyzmem jest to co czwarta niedziela.

  61. Przeciwnikom Atalii
    – nie spieraj się z głupcem – mogą Was pomylić
    Ale uznać należy myśl sprawiedliwą
    DĄŻENIE DO OBALENIA KONKORDATU.
    Bo pozwolę się zapytać
    Co Państwu Polskiemu i jego społeczeństwu przyniósł Konkordat.
    Co dał KK to wszyscy widzimy – precyzyjniej byłoby powiedzieć
    CO ZAWŁASZCZYŁ kk POD OSŁONA KONKORDATU ale to przecież
    tez każdy wie – bo TO WIDAĆ I SŁYCHAĆ I CZUĆ.
    uklony

  62. Zwolenników modlitwy zachęcam do odmawiania : Święty Michale Archaniele, broń nas w walce. Przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha, bądż naszą obroną. Niech go Bóg pogromić raczy, o to pokornie błagamy. A Ty , wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne złe duchy, które po tym świecie krążą, na zgubę dusz ludzkich, mocą Bożą strąć do piekła. Amen.

  63. zezowaty
    18 sierpnia o godz. 12:17

    Przynajmniej se napiszę do mędrca zezowatego (IQ 787), otrę się o jego mądrą mądrość najmądrzejszą, może mnie pomylą z mędrcami.

    Ps. Pozdrowienia dla ateisty mędrca Kwaśniewskiego Aleksandra Prezydenta, przynajmniej wiedział, komu (klerowi) dać forsę należącą do mędrca zezowatego.

  64. Bóg jest homoseksualistą. Stoi w kontrapoście i się pręży, jak Doryforos Polikleta, ale w dłoni miast włóczni dzierży sterczącego fallusa, kosmologicznego zresztą i pryska gorącym nasieniem istnienia. Stąd właśnie JPS twierdził, że istnienie wyprzedza istotę. Przecież ta fluktuacja, to zdarzenie elementarne musiało się skądś wziąć.
    Módlmy się zatem bracia i siostry!
    O teorię unifikacji. 😉

  65. Czy atalia sie spodziewa, ze będę z nim (nią?) dyskutował?
    .
    Natomiast do pozostalych dyskutantow kieruję uwagę, ze wcale nie jest dobrze emocjonalnie atakowac przeciwnika, a juz zwłaszcza na gruncie propagandowo przez niego przygotowanym. W ten sposob dajemy się zapędzic do naroznika, z ktorego nie ma wyjscia. Przeciwnikowi własnie o to chodzi. Dlatego warto uzywac neutralnego języka opisu i stawiac pytania oparte na takim opisie. W ten sposob wychodzimy poza narzucony język propagandy.
    .
    W przypadku Koscioła traktowanego jako merkantylne przedsiebiorstwo, mozna postawic kilka pytan. Po pierwsze, warto zapytac o strumienie finansowe. Ile pieniędzy Koscioł dostaje i od kogo? Ile z tych pieniedzy wydaje w kraju i na co? Ile wyprowadza za granice i jakimi kanałami? Na jakiej podstawie prawnej? Czy płaci podatki? Jesli nie, to dlaczego nie? Jaka jest podstawa prawna kazdorazowego zwolnienia danej tranzakcji od podatku? Przypominam, ze chodzi o miliardy. Wydatki na Koscioł to jest istotna pozycja w budzecie kraju. Pytania o pieniądze sa jak najbardziej uzasadnione. Co więcej, prowadzenie dzialalnosci finansowej bez rozliczen to jest przestępstwo. Jesli Koscioł odmawia przedstawienia rozliczen, to nalezy się ich domagac i uzywac okreslen przestępstwo podatkowe, defraudacja, i sprzeniewierzenie. Są to dokładnie te same słowa, ktorych trzeba uzywac wobec kazdego przedsiebiorstwa prowadzącego tworczą ksiegowosc. Odpowiedzią na pytania finasowe nie moze byc słowo „anioł” albo „szatan”, bo to są okreslenia z zupełnie innej dziedziny. Odpowiedzią na pytania finansowe mogą byc wyłącznie rozliczenia i faktury. Takich odpowiedzi trzeba się domagac, nie dając się sprowadzic z tego szlaku zadnemu atalii czy innemu propagandyscie.
    .
    Powyzszy wywod to była probka języka i sposobu myslenia, ktore nalezy zaaplikowac Kosciołowi. Nie ma w tym wywodzie ani emocji, ani nienawisci. Są za to konkretne pytania. Takich pytan Koscioł boi sie najbardziej. Dlatego trzeba je stawiac konsekwentnie, jak najczesciej, i jak najgłosniej.

  66. narciarz2
    Wywód, według mnie, dwustuprocentowo słuszny. Tylko pytanie: do kogo kierować te pytania?
    Rzuciłem okiem na konkordat z 1925 r. i ostatni dopust boży z 1993 r.
    Oto dwa komentarze o konkordacie z 1925 r.: „Nie było w konkordacie – w odróżnieniu od większości umów Stolicy Apostolskiej z innymi państwami – klauzuli stwierdzającej wyraźnie, że uprawnienia Kościoła nie mogą stać w sprzeczności z porządkiem prawnym państwa polskiego”
    Czyli hulaj dusza, piekła nie ma.

    „W artykule pierwszym zagwarantowano Kościołowi katolickiemu w Polsce „swobodne wykonywanie jego władzy duchownej, jak również swobodną administrację i zarząd sprawami majątkowymi zgodnie z prawami boskimi i prawem kanonicznym”.
    Cudna jest w umowie między państwem a państwem ta zgodność z prawami boskimi.

    No i punkt drugi art. 21 ostatniego konkordatu. Nie mogłem się doczytać w tym konkordacie o równym z innymi osobami prawnymi traktowaniu Kościoła katolickiego przez państwo. Wprost jest natomiast napisane w jednym punkcie, że Krk ma wyjątkowy status i jest ponad powszechnie obowiązującym prawem:
     „2. Przepisy prawa polskiego o zbiórkach publicznych nie mają zastosowania do zbierania ofiar na cele religijne, kościelną działalność charytatywno-opiekuńczą, naukową, oświatową i wychowawczą oraz utrzymanie duchownych i członków zakonów, jeżeli odbywają się w obrębie terenów kościelnych, kaplic oraz w miejscach i okolicznościach zwyczajowo przyjętych w danej okolicy i w sposób tradycyjnie ustalony”.

    Słowem, jak była wazelina tak jest.

    Więc masz rację, że sprawiedliwość musi być po naszej stronie, ale do tego potrzebny karabin i granat (mówię jak Jezus: alegorycznie). Lub chociaż walnięcie pięścią w stół i huknięcie na cały kraj, że polski konkordat nie jest żadną umową między państwami, lecz miękkim dywanem usłużnie rozłożonym przed pasożytami, żeby się przypadkiem nie potknęli o jakiś kruczek.

  67. Póki co to @Atalia kompromituje się sama i to skutecznie – bo jej ironia jest na poziomie posła Karskiego.

  68. Jerzy Pieczul
    17 sierpnia o godz. 10:33

    Ciekawie się wypowiadasz. Zanim o środku, powiem najpierw coś o Twoim końcowym wniosku. Otóż mam silną wątpliwość, czy pogrzebać Boga może tylko powszechna i naukowa edukacja, zwłaszcza dzieci. Właściwie jestem niemal pewien, że to nie zadziała z postulowanym skutkiem. Z zasadniczego powodu: Zdecydowana, na poziomie ok. 80-85% część ludzkiej populacji znajduje się na niskim, lub bardzo niskim poziomie rozwoju osobowościowego i do końca życia to się nie zmienia. Horyzonty życiowe oraz potrzeby sprowadzają się do rzeczy najprostszych i trywialnych. Edukacja tego nie zmieni w sposób pozwalający zgasić Boga. Z jednym wszak zastrzeżeniem: mianowicie jeśli edukacja taka o której mówisz będzie absolutnie powszechna, oczywista, praktykowana przez wiele pokoleń – być może wpłynie to w sposób o charakterze ewolucyjnym na ludzi, dając w efekcie pewien wzrost postaw zgodnych z postulowanym wnioskiem. Ale prawdopodobnie nie więcej niż „pewien wzrost”. By osiągnąć coś więcej, musiałyby zaistnieć drastycznie inne warunki życia człowieka i zmienić musiałby się silnie jego genom. A to z kolei zrodzi wątpliwość, czy możemy jeszcze mówić o ‚homo sapiens’.

    Zgadzam się, że edukacja o charakterze naukowym jest konieczna i powinna być jak najpowszechniejsza. Jednak człowiekowi potrzeba czegoś jeszcze – edukacji i przestrzeni w osobowości o charakterze „artystycznym”, co ująłem w cudzysłów, ze względu na szerokość i niejednoznaczność tego pojęcia. Generalnie chodzi o „miękkie” (nie związane z nauką) przestrzenie naszej psychiki. W pewnym zakresie dotyka to zagadnień nazywanych religijnymi. Natomiast ścisła kwestia Boga, jego jednoznacznej tożsamości – to już chyba coś, co powinno zniknąć z zakresu edukacji na dobre. Bóg o określonych cechach, żądaniach jest tyranem, jeśli jest Bogiem, a nie kimś jak człowiek, ale odrobinę mniej ułomnym.

    Co do części środkowej wywodu, to wygląda na to, że człowiek wyzbywa się tego, co ma najcenniejszego (realnie, a co najmniej potencjalnie) mianowicie prawdy. Skoro jej nie docieka albo od razu wypiera się jej poszukiwania na rzecz a priori powziętego postanowienia, że „Bóg jest, więc go wyznaję” (nawet jeśli lipnie i cwanie, handlując z nim różne odstępstwa od jego żądań). Oczywiście, to „postanowienie” jest terminem bardziej na wyrost, bo skoro od dziecka człowiek jest ćwiczony w byciu „katolikiem”, „mahometaninem” itp to należałoby dokładniej mówić o niezaprzeczeniu wdrukowanej w psychikę lękowej postawie religijnego wyparcia się siebie i dążenia do prawdy.
    Jajogłowy i kmiotek są z jednej gliny, bo obaj dziecięciem będąc, zostali zakażeni Bogiem i jego religią. Ale jajogłowy zapiera się swojej tożsamości – właśnie jajogłowego. Kmiotek nie ma takich aspiracji.

    „Kmiotek wileński” – to brzmi jakoś sympatycznie. Może kmiotek przegonił jajogłowych 😉

    Pozdrawiam

  69. @ Jerzy Pieczul 18 sierpnia o godz. 20:11.
    Zgadzam sie z wywodem, ale są niuanse. Kazda umowa prawna jest przedmiotem interpretacji. Od tego są prawnicy. Od prawnikow wazniejszy jest zdrowy rozsądek oraz wola działania politycznego. Na przykład, „swobodna administracja i zarząd sprawami majątkowymi zgodnie z prawami boskimi i prawem kanonicznym” nie musi oznaczac „niezgodnie z prawem kraju”. Moze, ale nie musi. Na tym własnie gruncie mozna rozegrac batalię.
    .
    Istotą porządku prawnego w Polsce jest, ze prawodawcy umyslnie tworzą strefę szarą. Jej rozmiary sa zdumiewające. Na przykład, jakis czas temu pan Ernest Skalski wziął w Studiu Opinii pod lupę obecnie obowiązującą konstytucje RP. Jego analiza była tak zaskakujaca, ze sam zacząłem czytac ustawę zasadniczą. Ku mojemu zdumieniu w co drugim akapicie znalazłem delegacje do aktow nizszego rzedu, czyli ustaw. Znaczna częsc praw konstytucyjnych jest sformułowana na zasadzie „tak, ale..”. To jest własnie ta strefa szara. Niby tak, ale jakby co, to drobnym drukiem mozna postanowic wręcz przeciwnie.
    .
    Strefę szarą mozna poszerzac w obie strony. Koscioł i inne organizacje robią to na swoją korzysc. Prawodawcy powinni postępowac odwrotnie. Celem prawodawcow nie powinno byc zawęzanie praw obywateli. Celem powinno byc zawęzanie strefy szarej. Tragedia w Polsce polega na tym, ze zarowno prawodawcy jak tez władza panstwowa tez chcą poszerzac strefę szarą. Przykładem takiego postepowania jest telewizja publiczna, ktorą umyslnie umieszczono na ziemi niczyjej, ani komercyjnej, ani publicznej. Innym przykładem są rozmaite byty gospodarcze administrowane przez panstwo. Druga strona postępuje podobnie, czego odrazającym przykładem jest pan Rydzyk i jego imperium.
    .
    Batalia nie powinna sie rozgrywac akurat o konkordat. Batalia powinna dotyczyc jasnego prawa, takiego samego dla wszystkich, oraz zasad i woli jego egzekwowania. Na tym tle konkordat stałby się tylko szczegolnie wymownym przykładem powszechnej choroby, ktorą nalezy leczyc wszędzie, gdzie się tylko da.

  70. Pan Zakowski (znany komuch) napisał w koszernej gazecie, ze „władza patrzy spokojnie i reaguje (lub nie) wedle zasad leniwej rutyny, która faktycznie naturalizuje bandytyzm”.
    http://wyborcza.pl/1,75968,14457438,Cholera__w_jakim_my_kraju_zyjemy_.html
    .
    No, własnie. Tutaj nie chodzi tylko o konkordat, Rydzyka, albo o komisje majatkowa. To wszystko sie składa w jeden obraz, ktoremu na imie „deprawacja władzy”. Trudno jest szanowac sejm, ktory zajmuje sie szukaniem trotylu. Trudno szanowac policje i prokurature, ktore gnebia niewinnych, ale wypuszczaja faszystow. Trudno szanowac premiera, ktory sam sobie funduje kolejne przygody z panami Kaminskim, Czumą, i Gowinem. A po kazdej przygodzie mowi, ze sie zawiodl na kolejnym czlowieku.
    .
    W tej sytuacji trudno sie dziwic wyczynom Kosciola, ktory swobodnie korzysta z niekompetencji i lekkich obyczajow klasy politycznej.

  71. narciarz2

    Dyrektor praskiego węzła kolejowego jest z definicji osobą uczciwszą od arcypasterza. Oraz praktyczniejszą, potrzebniejszą i tańszą.
    Dyrektor musi pilnować spraw konkretnych, rzeczywistych i pożytecznych: torów, wagonów, rozkładu jazdy, przewozów. Nawet jeśli wagony z lekka cuchną a klient pyszczy. To się dyrektora zmieni.
    Arcypasterz żyje w oparciu o fałsz. Z niego musi wywodzić rzeczywistość, która, owszem, ma praktyczne aspekty: z kim zawrzeć sojusz polityczny, a kogo oskarżyć o zbrodnie według nomenklatury opartej na fałszu – by mieć w skutkach władzę. No i by pieniądz miło brzęczał a kiszki były przepełnione.

    Oczywiście, język ma moc współtworzenia rzeczywistości. Język jest narzędziem ludzkiej inteligencji, a ta służy manipulowaniu rzeczywistością. Z przykładów doniosłych, a polegających w sposób czysty na użyciu określonego języka jest sprawa Żyda: Żydem jest nie ten, kto jest Żydem [z powodu określonych cech, np. wyznawanej religii], ale ten, kogo ja nazywam Żydem. A „ja” to ten co ma moc wprowadzania języka w obieg publiczny.
    Kościół ma wpływ ogromny, jest Wielkim Językoznawcą. Ja zaś lubię jego drobne, niewinnie brzmiące słóweczko: „ubogacać”.
    Kiedy się pozna kolejną dziewicę, bardzo dobrze jest ją „ubogacić”.

    Natomiast nie całkiem jest tak, że problemem jest Kościół, a nie religia. Wiary, rozumianej jako osobista, prywatna postawa, bym się nie czepiał. Ale w duecie Kościół-religia jedno napędza drugie i oba elementy dają fatalne skutki.
    {Podobnie jest z Kościołem i niską kulturą współżycia. To Kościół w wielkiej mierze tworzy tą kulturę, by następnie z jej niskiego poziomu korzystać.

  72. Pan Redaktor pisze:

    „Nabywam za to pewności, że szatan rośnie w siłę, odbiera jasność widzenia, roztropność rozeznawania. I że ostro miesza.”

    Szanowny panie Redaktorze,
    czyzby dolaczyl Pan do radykalow twierdzacych, ze od czasow Soboru II Watykanskiego kosciol opanowywyny jest przez szatana a papieze tacy jak
    Jan XXIII czy Jan Pawel II byli kryptozydami na jego uslugach?
    Jesli tak, to pogratulowac towarzystwa.

  73. http://niezalezna.pl/43429-stalinowiec-bauman-komentatorem-instytutu-wspierajacego-po

    Towarzystwo wzajemnej adoracji – pierdola Makowski i stalinowski zbrodniarz „modlą” się o sekularyzację 😉 ! Brakuje jeszcze Stefana Michnika – mielibyśmy niezly tercet !

  74. @Tanaka:
    Nie nalezy uprawiac totalnej krytyki, bo ona jest moze i sluszna, ale bezproduktywna. Nie rozplaczemy tego wezla, bo jest zbyt skomplikowany i wpleciony w cala zachodnia kulture. Nie rozetniemy, bo nie mamy miecza. Ale jest trzecie wyjscie. Mozemy na ten wezel spojrzec z dystansu. Mozna ten wezel nazwac przedsiebiorstwem i analizowac jako takie. Kosciol Katolicki to firma. To jest ponadnarodowa korporacja, jakich teraz wiele. Jest ona najstarsza i moze najwieksza, ale co z tego? Ktoras korporacja musi byc najstarsza. Kosciol ma ohydna tradycje, ale co z tego? Hudson Bay Company ma niewiele lepsza. Stosow i Borgiow nie nalezy zapominac, ale nie ma potrzeby sie na nich skupiac. Wiec co powinno byc przedmiotem skupienia? Moim zdaniem: produkty, dystrybucja, reklama, propaganda, zarobki, przeplywy finansowe, przekrety finansowe, oraz lobbying. Tak samo, jak w przypadku kazdej innej korporacji.
    .
    Bardzo wiele wielkich korporacji sprzedaje do niczego niepotrzebne produkty. Coca-Cola sprzedaje wode z cukrem (a ostatnio nawet bez), McDonalds sprzedaje niezdrowe posilki, Phillip Morris sprzedaje trucizny, zas przemysl filmowy sprzedaje zludzenia. Na tym tle produkty Kosciola wygladaja dosc naturalnie. Tymi produktami sa w kolejnosci, ktora mi akurat przychodzi na mysl:
    .
    1. Poparcie dla politykow. To glowny produkt polskiego Kosciola i zrodlo jego wielkich dochodow, ktore ja nazwalbym lapowkami. Metody wyplacania tych lapowek to na przyklad komisja majatkowa,etaty dla ksiezy w szkolach i wojsku, oraz zwolnienie od podatku calej reszty dzialalnosci.
    .
    2. Uslugi dla ludnosci, popularnie zwane mszami, i zwyczajowo oplacane tak zwana taca.
    .
    3. Uslugi nieregularne, jak pogrzeby i wesela. Na te uslugi jest cennik. Sa one drogie, bo klient potrzebuje ich tylko od czasu do czasu, wiec mozna go oskubac.
    .
    4. Nauczanie religii w szkolach i byc moze nawet przedszkolach. (Nie jestem pewien, czy ta usluga juz jest przedszkolach, czy jeszcze nie.)
    .
    5. Turystyka dewocyjna w postaci rozmaitych pielgrzymek.
    .
    6. Handel dewocjonaliami.
    .
    7. Dzialalnosc medialna. Kosciol pcha sie na rynek reklamowy i medialny metodami politycznymi, ostatnio z powodzeniem.
    .
    8. Dzialalnosc edukacyjna, na przyklad KUL i inne uczelnie.
    .
    9. Dzialalnosc charytatywna, ktora tez sie oplaca. Rozmaite zbiorki i kwesty przynosza wiecej, niz wydatki w tej dziedzinie.
    .
    10 Rozmaite przedsiebiorstwa i firmy nalezace do Kosciola i dzialajace na wolnym rynku.
    .
    11. Merkantylna dzialanosc na granicy prawa a nawet poza nim. Przykladem byla wspomniana juz komisja majatkowa. Przypuszczam, ze przykladow w tej akurat dziedzinie daloby sie znalezc wiecej.
    .
    Zaznaczam, ze w powyzszym chodzi mi wylacznie o dzialanosc dochodowa w wielu postaciach. Nie interesuje mnie produkcja rozmaitych tzw. „wartosci”, ktorych samo istnienie jest dyskusyjne. Chodzi mi wylacznie o produkty, ktore Kosciol sprzedaje z dochodem. Powyzsza lista pewnie dalaby sie wydluzyc. Nastepnym krokiem powinno byc zbilansowanie przychodow finansowych plynacych powyzszymi kanalami.

  75. A moze by tak muratora stad wypieprzyc razem z jego wpisami?

  76. narciarz2
    19 sierpnia o godz. 16:48

    @narciarza w oczy kole obstawione przez zbrodniarzy z KBW pole ! Widać czuje że modlitwa Instytutu red. Makowskiego nie przyniesie rezultatu a zarażone syfem sekularyzacji indywidua zostaną wycięte w pień przez czujnych duszpasterzy…

  77. Kibole i muratorzy sie panoszą, kiedy nie ma reakcji. W Studiu Opinii zaproponowalem przenoszenie takich wpisow na specjalną strone „smietnik”, na ktorej murator i jemu podobni mogą sobie dyskutowac do woli. Podpowiadam Redakcji Polityki oraz Administratorom utworzenie takiej strony. Dzieki temu dyskusje na glownych stronach bedą trzymaly poziom, zas murator i inni beda mieli to, co lubią.

  78. narciarz2
    19 sierpnia o godz. 19:01

    Podpowiadam @narciarzowi wizytę na forum Prof.Hartmana gdzie po ostatnim wpisie (bez moich wypowiedzi) dochodzi do werbalnych ekscesów ! Pan chcesz przenieść blog Hartmana na śmietnik ? Tak z Pana antysemita ?!!!!

  79. narciarz2
    19 sierpnia o godz. 19:01

    In saecula saeculorum !