Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego

4.07.2013
czwartek

O (nie)umiejętności odpoczywania

4 lipca 2013, czwartek,

Odpoczynek jest sztuką tak samo, jak sztuką jest życie. Czy jesteśmy skazani na to, by – w świecie, w którym wszystko można kupić – płacić krocie tym, którzy powiedzą nam, jak „efektywnie” odpocząć w czasie wakacji?Nie potrafię odpoczywać. To niemal grzech śmiertelny, ale cóż mam począć? Może ktoś wie, jak się z tej groźnej zapaści fizycznej i duchowej wyleczyć?

Nie potrafię, choć bardzo się staram, jak to się mówi: wyluzować, oderwać od tego, czym żyję na co dzień; od tego zgiełku i zabiegania. Nie potrafię się zrelaksować tak, by zapomnieć o bożym, a także – choćby na chwilę – ludzkim świecie. Nie umiem zatem odpoczywać, choć płonę z zawiści, kiedy widzę, jak łatwo przychodzi to innym; z jaką nonszalancją i lekkością potrafią się odprężyć.

Powie ktoś, że przecież myśleć mogę. Myśleć? Na plaży? W basenie? Otóż nie, to nie mój przypadek. To nie mój żywioł. Leżenie na plaży, kąpiel w słońcu ma się – moim zdaniem – do myślenia tak jak pięść do oka.

Nie ma refleksji, gdy słońce odbiera możliwość widzenia. Nie da się „złożyć” choćby jednej myśli, kiedy szum wód morskich czy podmuch wiatru odbiera możliwość słyszenia, własnych… myśli.

Jak więc myśleć, kiedy nic nie widać i nic nie słychać? To dlatego, jak sądzę, tak wielu ludzi, gdy w końcu znajdą się na plaży, czy ogólnie rzecz biorąc na wakacjach, po prostu… śpi. Tylko śpiąc nic się nie robi. Nie ma się wówczas poczucia, że „marnuje się czas”. Ale jak długo można spać?!

Powie ktoś, że mogę czytać książki. Jasne. Ale jak na urlopie czytać książki inne niż tzw. „lekkie”? Lektura w wersji „light” to dominujący w czasie wakacji kryminał – wskazują na to okładki trzymane w dłoniach dobrze zbudowanych mężczyzn. Lekka lektura to romanse – i tu też okładki mówią same za siebie, od których nie odrywają się spalone słońcem i lśniące od wcieranych w skórę kremów niewiasty.

Dla mnie jednak czytanie na plaży to rodzaj profanacji. Czytanie i ciało, ciało i czytanie to splecione ze sobą – na dobre i na złe – „byty” tworzące jedną całość. Nie da się czytać Krytyki czystego rozumu Kanta, leżąc w wannie, tak jak nie da się czytać Bycia i czasu Heideggera, smażąc się na plaży czy łące.

Twierdzić ponadto, że lektura to relaks, to bluźnić. Przecież, na miły Bóg, to być może jedyny moment, kiedy rzeczywiście pracujemy, gdy – czytając, a więc rzeczywiście pracując – „zbawiamy” świat. Czytając nie pomnażamy nieszczęść tego świata.

I jeszcze jedno: życie jest za krótkie, by czytać dobre książki. Dziś już stać nas tylko na to, by czytać książki bardzo dobre.

Nie umiem zatem odpoczywać tak, jak pouczają rozmaici spece od dbania o naszą kondycję fizyczną i psychiczną. Przekonują więc, że odpoczynek jest po to, by „naładować akumulatory”. Jest po to, by zresetować nasze lęki, by zapomnieć o niepowodzeniach i obudzić nadzieję, bo jutro będziemy musieli dać z siebie dwa razy więcej. Odpoczynek to czas, krótki czas – bo ponoć urlopy są zawsze zbyt krótkie – by znów móc zacząć. Zacząć może nie wszystko, ale wiele całkiem od nowa.

A jeśli tak, to odpoczynek jest sztuką tak samo, jak sztuką jest życie. Że to sztuka, jedna z tych najtrudniejszych i najważniejszych, to dla mnie rzecz pewna. Czy zatem w świecie, w którym wszystko można kupić, jesteśmy skazani, by płacić krocie tym, którzy powiedzą nam, jak „efektywnie” spędzić wakacje?

Tę arcytrudną sztukę odpoczynku w sposób naturalny i doskonały potrafią praktykować dzieci. Jeśli więc chcesz ją opanować, jeśli chcesz wiedzieć, co znaczy radość czerpana z odpoczynku w czasie wakacji, jeśli chcesz poczuć, że czas nie ma żadnego znaczenia, jedź na wakacje ze swoim dzieckiem. A sztukę odpoczynku opanujesz wnet. Jest tylko jeden konieczny warunek: trzeba je uważnie podglądać i potem naśladować.

A dla wszystkich niedowiarków, którzy nie czują się przekonani do tej metody, ostatnia uwaga. Korzyścią jest fakt, że dzieci nie wiedzą, iż są naszymi nauczycielami, a my ich uczniami. Nie wystawiają faktur. Nie trzeba więc za tę lekcję odpoczywania płacić.

No to na wakacje!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Patrząc w bezkres morza, na zieleń, na jezioro, na góry, nie można poskładać myśli? Przesadza Pan.

  2. Kompletnie pana nie rozumiem, Gospodarzu szanowny!
    Ja wprost uwielbiam usiąść sobie na tarasie swojej chałupy letniskowej, mając w otoczeniu najbiższym las, gniazdo bocianie, nieopodal rzekę i słuchając śpiewu ptaszków rozmaitych czy popiskiwania wiewiórek ganiających się po drzewach itp. Zero internetu, TV, nawet komórka ma słaby zasięg i w razie co muszę latac gdzieś do płota.
    Nigdzie indziej myśli nie przebiegają mi tak chętnie i swobodnie, jak właśnie tam.
    Dumam sobie nad różnymi sprawami bez pośpiechu i bez dekoncentracji, bo i cóż mi żabka przeszkodza, jak sobie poskika, czy nawet jak zając przebiegnie.
    Z przyjemnością książkę poczytam , nawet najbardziej ambitną, bo właśnie mam czas, żeby się do niej przyłożyć, a nawet coś sobie popiszę.
    Dzieciaki też mi nie przeszkadzają (już dobrze podrośnięte), jeśli akurat są, bo mają już swoje sprawy i nie siedzą cały czas na głowie dorosłym.
    A potrafimy się także razem zabawiać (ogniska, podchody, jakieś konkursy, minidyskteki i takie tam różne).
    Rzeczywiście ma pan chyba problem z wypoczynkiem letnim.

  3. nie musi pan płacić kroci, ani słuchać kogokolwiek. Proszę spytać samego siebie, jak chce pan wypoczywać… I zrobić sobie tę przyjemność.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Siebie bym może rozumiał, gdybym nad morzem lub w lesie czytał książkę, bo z okna mogę nogi w morzu moczyć, do lasu – dwa metry, ale tych, co jadą nad morze z drugiego końca Polski, by wśród skwierczących na patelni i ociekających tłuszczem ciał czytać książkę, nie rozumiem. Nie w tym sensie, że ironizuję – „de gustibus non…” – zwyczajnie nie rozumiem. Choć chciałoby się poironizować, czy takie czytanie to czasem nie ostentacyjna izolacja. Ale fakt, że nie byłem na zaludnionej plaży ze sto pięćdziesiąt lat. Rowerare necesse est…

  6. Nie wiem jaki procent ludzi umie wypoczywac. Moze jest ich wiekszosc, a moze tylko jeden Autor bloga nie ma tej umiejetnosci, ale widac, ze zdarzaja sie takie przypadki. Ta nieumiejetnosc nie jest szkodliwa i chyba nie ma potrzeby jej rozumiec, czy ganic za nia. Po prostu najlepiej przyjac do wiadomosci, ze nie wszyscy jestesmy skrojeni jednakowo.
    Przeczytalam niedawno list mlodej polskiej absolwentki, ktora napisala, ze tak sie naharowala na studiach, ze przez 3 miesiace zrobila sobie wakacje nawet nie myslac o szukaniu pracy. Ja znam mlodego absolwenta, ktory w tym roku po uzyskaniu dyplomu na pytanie o jakies plany wakacyjne odparl; kazdy dzien na czerwiec ( bo tu gdzie mieszkam wczesniej koncza sie semestry) mam juz „zabukowany”. Wyjasniam, ze nie na zycie towarzyskie, ale na wchodzenie w dorosle zycie zawodowe. Przypadki skrajne, ale widac, ze mozna i tak i tak.

  7. Zle wystukalam moj nick w poprzednim poscie.

  8. Powtarzam, bo zniklo.
    Widac zdarzaja sie ludzie, ktorzy nie umieja wypoczywac. Ta nieumiejetnosc nie jest szkodliwa, wiec chyba nie ma co sie dziwic, pouczac, czy ganic za nia.
    Przeczytalam w prasie list mlodej polskiej absolwentki, ktora pisze, ze tak sie naharowala, ze teraz nie mysli o zadnychs pisaniach CV, tylko zrobila sobie 3 miesiace wakacji.
    Znam tegorocznego absolwenta uczelni spoza Polski, ktory na pytanie, jakie ma plany wakacyjne odpiewiedzial: kazdy dzien w czerwcu (tu wczesniej konczy sie zajecia) mam juz „zabukowany”. Dodam, ze nie na bujne zycie towarzyskie, ale na wchodzenie w dorosle zycie zawodowe. Dziewczyna czuje sie lepiej na wakacjach, a chlopak zamieniajac swoja wieloletnia pasje w profesje. Obydwoje robia to co lubia i o to chodzi.

  9. Lubię odpoczywać, więcej, lubię pogrążyć się w nieróbstwie, wyluzować, patrzeć jak trawy się chwieją na wietrze i pszczoły latają z kwiatka na kwiatek. Do tego jeszcze dobra książka, jakiś soczek, wygodny leżak. Musi być taka odmiana kilka razy do roku, bo codzienny kołowrotek zużywa człowieka.

  10. Też jakoś mało mam współczucia dla gospodarza, że ma problemy z odpoczynkiem. Ale sama myśl żeby się uczyć od dzieci (nie tylko przecie wypoczywania) jest bardzo pociągająca. Akurat w kwestii wypoczywania raczej mało przydatna dla… bardzo dorosłych, bo są już za premią górską i cieszą się ze zjazdu w dół. Uciekają od gwarnych plaż i stadionów w jakieś nadnarwiańskie uroczyska, gdzie żabki i zajączki milsze im od tłumów człekokształtnych.
    Wczoraj na tarasie mojej leśnej gawry znalazłem zwłoki dwóch szerszeni. Może dwojga? Bo sczepione były w pozycji 69… Długo o tym myślałem, a potem – po przeczytaniu wpisu red. Makowskiego – przyszło mi do głowy, że nie tylko obserwowanie dzieci jest pouczające; nasi bracia mniejsi też są niezłymi pedagogami. Raz zdybałem zaskrońca jak usiłował połknąć wielokrotnie od niego większą ropuchę; z głową wielkości mojego kciuka, to on ją mógł najwyżej pocałować… Jak mnie spostrzegł od razu porzucił ropuchę i czmychnął z taką miną jakby mu głupio było, że mógł mnie niepedagogicznie zgorszyć.
    Innym razem za oknem przy komputerze zobaczyłem dużą ważkę co wpadła w pajęczynę. Już jej chciałem pomóc się wyplątać, gdy wtem dopadł ją pająk , cosik tam jej wstrzyknął i odskoczył; zesztywniała po chwili zaczęła dygotać i jakoś uwolniła się z pajęczyny spadając na trawę poniżej. Trochę poleżała, ponarzekała, aż w końcu frr poleciała… Długo potem kartkowałem wikipedię, żeby znaleźć coś na temat owadzich obyczajów, aż się ściemniło i byłem świadkiem jak tegoż pająka nawiedził nieopatrznie świetlik wysyłając w moim kierunku rozpaczliwe błyski. Ale ja już wtedy podedukowany wiedziałem, że tylko człowiek myśli, że może zbawić świat. A myśl ta jest tyle pobożna, co i bez sensu, czyli w sam raz na wakacje…

  11. Jeśli jak każdy „umysłowy” spędza Pan większość czasu w fizycznym bezruchu, nie odpocznie Pan spędzając czas w fizycznym bezruchu. Nawet zmieniając pozycję z siedzenia na leżenie. Odpoczynek to przede wszystkim -zmiana.
    Nie trzeba płacić kroci za pieszą wędrówkę- ręczę Panu, że w naszym kraju są miejsca przepiękne, znacznie ciekawsze widoki niż zatłoczona plaża. Jest gdzie powiosłować kajakiem, pojeździć rowerem.
    To nie umiejętności odpoczywania Panu brakuje, a umiejętności wyobrażenia sobie, że prawdziwy odpoczynek to nie musi być nic-nie-robienie.
    Rzeczywiście- podpatrywanie dzieci pomaga. Zamiast zmuszać się do zastygania w bezruchu, natychmiast zaczynają coś robić- biegać, budować zamki z piasku, grać. Bo nie mają wbitego do głowy schematu „odpoczywać= nic nie robić” a zachowują się naturalnie robiąc to, co ma dać radość. Nawet, jak się człowiek ma przy tym zmęczyć. Bo zmęczenie też daje radość.