Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego

11.02.2013
poniedziałek

Gdy papież odejdzie…

11 lutego 2013, poniedziałek,

Gdy Benedykt rzeczywiście ustąpi, do historii przejdzie nie tylko jako papież walczący z „cywilizacją śmierci” i „kulturą relatywizmu”, ale jako ten, który dokonał rewolucji w rozumieniu Piotrowego urzędu. Jak widać, droga od tradycjonalisty do reformatora jest krótka

1.
Gdy papież Benedykt XVI zrezygnuje, będzie to swoista rewolucja w Kościele katolickim. Ten sam papież, który przez ostatnie lata kierował Kościołem konserwatywną ręką, teraz może – poprzez swoją decyzję – dać katolicyzmowi nowy impuls.

2.
Co taka decyzja może znaczyć dla Kościoła rzymskiego? Przede wszystkim to jasny sygnał, że Benedykt nie jest przywiązany do papieskiego tronu. Co więcej, od początku swego pontyfikatu mówił, że jest tylko skromnym pracownikiem winnicy Pańskiej. Że bardziej od zarządzania Kościołem, zdecydowanie woli zacisze biblioteki. Nie wykluczone więc, że po odejściu Benedykt zamieszka w klasztorze i w zaciszu biblioteki właśnie będzie kontynuować teologiczne badania.

Po drugie, będzie to jasny sygnał wysłany przez Benedykta Kościołowi, że ten potrzebuje nowego lidera – przywódcy, który doda katolickiej wspólnocie nowej energii. Chyba nawet Watykan zrozumiał, że nie da się skutecznie kierować Kościołem, gdy na jego czele stoi grono starych, białych mężczyzn.

I po trzecie, dziś, szczególnie w Europie, Benedykt ma opinię „zachowawczego papieża”. Gdy zrezygnuje z urzędu Piotrowego, dokona być może w Kościele swoistej „rewolucji”. Otóż papież pokaże tym samym, że Kościół ma nie tylko prawo, ale obowiązek – zgodnie z przesłaniem II Soboru Watykańskiego – czytania „znaków czasu”. A to, że urząd papieża i funkcjonowanie Kurii Rzymskiej potrzebują radykalnych reform, nie ulega żadnej wątpliwości.

3.
Gdy Benedykt XVI rzeczywiście ustąpi, do historii przejdzie nie tylko jako papież walczący z „cywilizacją śmierci” i „kulturą relatywizmu”, ale również jako ten, który dokonał rewolucji w pojmowaniu Piotrowego urzędu. Jak widać, droga od tradycjonalisty do reformatora jest krótka.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 47

Dodaj komentarz »
  1. Wątpię, by abdykacja B16 oznaczała „rewolucję w pojmowaniu Piotrowego urzędu” i „właściwe odczytywanie znaków czasu”.
    Może by się chciało, z pewnością tak by należało, ale w sumie to bardziej się nadaje na anegdotę niż przekonanie, że ta rewolucja następuje.

    Zmarły niedawno arcybiskup Mediolanu Carlo Martini wyjawił, że Kościół jest o jakieś 200 lat zapóźniony wobec świata i „znaków czasu”.
    To był jeden z bardzo niewielu mądrych ludzi w Kościele na takim poziomie hierarchii.
    Nie da się bezkarnie przeskoczyć 200 lat historii. Dzieje ludzkości tego dowodzą dobitnie. wszystkie rewolucje, nawet jeśli popychały kraj, czy świat do przodu, płaciły wielkimi ofiarami za postęp. A i tak nigdy nie było efektywnego skoku na skalę globalną na miarę 200 lat zapóźnienia .
    Poza tym – jak skakać z polskim Kościołem, dla którego Ziemia jest ciągle płaska? Polski KK musiałby najpierw dokonać rewolucji, by dotrzeć do szokującego odkrycia, że Ziemia jest nie tylko kulista, ale i krąży wokół Słońca, a inne planety mogące nieść życie są tuż, tuż.
    I że istnieje coś takiego jak prawa człowieka, jak podmiotowość ludzka i równość.
    Kto miałby tej rewolucji dokonać? Bp. Tyrawa ? Pieronek? Abp. Michalik? To są nazwiska w sam raz na dowcip, a nie poważne zadania.

    Benedykt, w moim przekonaniu, poza słabnącym ciałem, przede wszystkim miał problem z ogarnianiem świata, i nie mniej – z panowaniem nad samym Kościołem. Te skandale seksualne klechów, co chwila wyłażące spod ornatu w tym lub innym zakątku globu, te odszkodowania wymuszone przez sądy, to szpiegowanie i wpuszczanie do obiegu medialnego osobistych listów papieża, te kolejne afery finansowe Watykanu i niewyjaśnione śmierci kolejnych bankierów Boga, to nieludzkie sprzeciwianie się metodom walki z AIDS, to trzymanie się za rękę z brutalnymi dyktatorami, ta zbrodnia w Ruandzie, pacyfikacja teologii wyzwolenia, te wszystkie kłamstwa, kłamstwa, cynizm, bezwzględność wobec ludzkich cierpień, ten brak odpowiedzi na tragedię II Wojny Światowej, te zbrodnie wobec Żydów, Indian,niewolników, Aborygenów, czarnych, ta tragiczna opresja wobec kobiet, to kompletna pustka wobec miażdżącej Biblię i teologiczne bajki teorii ewolucji, te durnowate kreacjonistyczne projekty, to udawane „przepraszanie” za grzechy, bez uczciwego rachunku sumienia, bez szczerej spowiedzi, bez pokuty, bez zadośćuczynienia…
    Te papieskie masowe spędy za czasów JP II – zamiast głębi przeżycia tłumne imprezy, masowe śpiewy zagłuszające wewnętrzne „ja”, flagi, trąby jerychońskie, świecidełka i celebry…
    To odwrócenie się od SW II – właśnie za sprawą JP II i BXVI.
    Ten świat, internet, swoboda podróży, zamieszkania, pracy, wymiany poglądów – Kościół nie ma tu żadnej sensownej myśli, żądnego wartościowego, tchnącego autentyzmem stanowiska. A nawet jeśli

    Wszystko to się kumulowało od stuleci.

    Na następcę Benedykta to się zwali z dużo większą siłą. Młodość mu w niczym nie pomoże, jeśli nie znajdzie autentycznych odpowiedzi.
    Ale jak ma znaleźć, skoro Kościół jest ufundowany na pustce?
    Trochę przypadkiem, powiedział to dominikanin z Gdańska, J. Krzysztofowicz, po 25 latach odchodząc z zakonu i Kościoła, do prawdziwego życia, do ludzkiej miłości: „Kiedy zwracałem się do Boga, czułem pustkę”.

    Jak zachwyca, kiedy nie zachwyca ?

  2. „nie da się skutecznie kierować Kościołem, gdy na jego czele stoi grono starych, białych mężczyzn.”
    Ale to jeszcze nie znaczy, że do kierowania kościołem dopuści się młode, czarne kobiety… Pewnie nawet młodych białych mężczyzn nie. Co się zmieni? Nie sądzę, że cokolwiek.

  3. Zmiany w KRK? Wóz drabiniasty z napędem nuklearnym?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Tanaka napisał wszystko – brawo!
    PS. Ale swoją drogą lepiej tak, niż „robić” za sado – maso.

  6. 256 władca Watykanu…..
    Robi to wrażenie, choć momentami tych władców bywało nawet trzech na raz……
    Czy następca cokolwiek zmieni?
    Instytucja powołana do robienia wody z mózgu maluczkim i KASY, zmienić się nie może. Jedynie nazwiska się zmieniają, zasada działania pozostanie ta sama.
    Płaszczyć się przed możnymi tego świata, demonstrować dumę, pychę i roszczenia wobec słabych rządów.
    Jak zwykle, szczytne, szlachetne cele i prozaiczna, przyziemna rzeczywistość.
    To TYLKO ludzie…..
    Budowa ziemskiego fundamentu dla duchowych celów, nigdy się w historii nie udała.
    Żadnej religii.

  7. Mam wrażenie, że ‚konserwatyzm’ jest raczej kwestią sprawowanego urzędu, niż osobistym wyborem papieża. (Nie, żeby był sprzeczny z charakterem, ale że jest od niego niezależny.) Papież, który zacząłby reformować Kościół, nawet w drobnej sprawie, mógłby doprowadzić do lawiny zmian, którą niekoniecznie Kościół by przetrwał. Ostrożność i ‚racja urzędu’ wymagają więc konserwatyzmu.

    Ale też zgadzam się, że to zmiana. Tyle, że postrzeganie urzędu papieża powędrowało w rejony tak absurdalne, że nawet normalność (bo ustąpienie ze względu na słabnące zdrowie to właśnie normalność) ma znamiona heroizmu. I że urząd papieża po abdykacji nabierze bardziej ludzkiego wymiaru.

  8. wydaje sie ze benedykt nigdy nie byl lub nie mial byc dlugosprawujacym wladze papiezem. Raczej takim Interim zarzadca tymczasowym masy wiernych po odejsciu JPII. Tak zostal wybrany i taka role mial odebrac. Mlodzi gniewni (po 60ce sic!) kardynalowei wiedzieli ze wejsc w buty JPII bedzie im zbyt trudno wiec wmanewrowali starego Ratzingera w papiestwo liczac ze dziadzio sam sie pod lawina obowiazkow zalamie albo ze go ojciec neibieskiw ezwie do siebie po kilku latach – czasie wystarczajacym aby przygniatajaca wielkoscia pamiec o JPII w ludziech sie zatarla i aby nowy mlody papierz mogl zaczac jakby od zera. Tak wiec scenaruisz ktory widzimy nie ejst taki zaskakujacy, wielkich reform raczej nie zapowiada a pozwala „nowemu” papierzowi zaczac od nowa realizowac swoja wizje kosciola bez przytlaczajacej schedy po JPII (bo czy ktos jeszcze na swiecie pamieta papieza polaka i jego nauczanie??)

  9. @ Marit
    11 lutego o godz. 16:34

    Nic sie nie zmieni? Chyba tak, a i wiele. B16 zakolysal piotrowa lodzia. Poslal, mimo swego wieku, sygnal zmian w tej skostnialej instytucji.

    Jakby nie bylo, ja bede glosowal na Anke R. na papieza.

    Pozdrawiam.

  10. Werbalista
    Na Ankę R? Czyli na kogo???
    Przypominam Ci, że nie masz prawa głosu ani wstępu na konklawe. Chyba że jest coś, co przed nami ukrywasz…
    Ja myślę, że kościół będzie dalej zawracał Wisłę kijem. Nie wyobrażam sobie reformatora na tronie Piotrowym. Jeśli ktoś coś tu ruszy bardziej, niż poprzednicy, to może doprowadzić do takich skutków, jakie miała głasnosc w ZSRR.

  11. Benedykt XVI pokazuje nam inny wymiar cierpienia. Kiedy jest to możliwe lub kiedy czujemy, że „krzyż” jest za ciężki, mamy prawo sobie ulżyć w cierpieniu, mamy prawo „nie skazywać się i innych” na cierpienie.
    Przekazał Kościołowi, że wszyscy jesteśmy ludźmi, mamy prawo żyć w wolności i miłości do siebie samych, bo tylko w ten sposób jesteśmy w stanie kochać innych, mamy prawo do dokonywania kontrowersyjnych wyborów, jeśli nasze sumienie o to woła, ale przede wszystkim powiedział, że wobec życia, śmierci, cierpienia i miłości Boga wszyscy jesteśmy równi. Dziś pierwszy raz Benedykt XVI udowodnił światu jak bardzo jest ludzki i bezbronny wobec przemijania czasu, jak blisko jest zwyczajnych ludzi i zrozumienia ich cierpienia.
    wiecej na http://commentmyworld.wordpress.com/

  12. Marit
    11 lutego o godz. 21:10

    Podobno warunkiem odpuszczenia grzechów jest SKRUCHA…..

    Panowie w sukienkach znają jedynie dziczyznę SKRUSZAŁĄ…..
    Żal za grzechy, jakaś ekspiacja? zadośćuczynienie?
    Sporo pałaców musieliby sprzedać.

    I z wiana Mussoliniego niewiele by zostało…..

  13. PAK
    11 lutego o godz. 19:26

    Jaka jest procedura?
    Panowie po siedemdziesiątce, najczęściej, szukają najlepiej reprezentującego ICH poglądy……..
    Panowie są najczęściej świadkami życia trzech pokoleń bliźnich.
    Nawet wypośrodkowanie doświadczeń, to będzie „dojrzałe” spojrzenie na rzeczywistość……

    A co z tą nową?
    Kto będzie prowadził DIALOG?
    Te facebooki, twittery, blogi?
    Sądząc po bywalcach blogów Polityki, daliby radę, ale czy zechcą?

  14. @Werbalista
    Nadzieja, że cokolwiek poważniejszego zmieni się dzięki kolejnemu papieżowi, jest naiwna.
    Wyjaśnienie znajdziesz wyżej.
    Może jeszcze krótko dodam, że Kościół musiałby, by się zmienić, zacząć naprawdę być instytucją miłości, takiej jaką znają cywile, choć nie wszyscy.
    Miłość do Boga jest abstrakcją. Nie da się naprawdę kochać nawet matki Boskiej. Pomijam zmysłowość, ale nie da się kochać osoby wiecznie dziewiczej i niepokalanej, oraz wziętej żywcem do nieba, a w międzyczasie tak wypranej z wszelkich cech i stanów, dzięki którym w ogóle możemy kochać.
    To, że Kościół okleił Matkę Boską cechami różnych dziewczątek, własnych mamuś, czy siostrzyczek kolejnych papieży i biskupów, nie czyni tym bardziej z Matki Bożej istoty autentycznej i wiarygodnej psychicznie. Sam jej tytul – matki Boga wywindowuje ją na nieosiągalne dla człowieka poziomy i tworzy nieprzenikliwą barierę.
    Roimy sobie o kochaniu Matki Boskiej, podkładając pod to marzenia, nieraz niespełnione, o miłości do kobiety-partnerki, albo do własnej matki. Inaczej się nie da. Reszta to abstrakt.
    A Bóg to już kategoria w ogóle niedostępna w żaden sposób. Nawet marzenia o własnym dobrym ojcu na nic się nie zdadzą – dystans jest potworny.
    Jak niby miałaby istnieć miłość do „Stworzyciela Nieba i Ziemi”? Jak mielibyśmy ją autentycznie przeżywać, jaką miałaby mieć treść?
    Starszego pana z brodą jakoś dajemy radę sobie wyobrazić, stąd do dziś wielu z nas tak go sobie po cichu wyobraża, dlatego ta tysiącletnia historia dziadka z brodą. Inaczej nie ma jak.
    Jak sobie wyobrazić go inaczej – jako abstrakt? Przedwiecznego?
    Wszechmogącego? Chyba wręcz jako matematykę, bo zdaje się, ze prof. Heller i podobni mu kościelni badacze Wszechświata widzą Boga w zasadzie matematycznej funkcjonowania Wszechświata. Więc – miłość do matematyki, do całek, limesów?
    I w drugą stronę – miłość różniczki do człowieka…
    Doprawdy – tak to działa?

    Św. Teresa doznawała szczytowania marząc, że bierze w usta święty napletek Jezusa (Jezus był przecież obrzezany), spełniając swoja miłość do Jezusa w stopniu najwyższym. Marzyła, że go zamyka między wargami i pochłania, bierze go w siebie, w swoje ciało, napełnia się nim do cna – niczym opłatek komunii – prawdziwe Ciało Chrystusa, który przecież mocą Boga, potwierdzoną dogmatem o transsubstancjacji – jest realnym ciałem Jezusa, a nie żadnym ciastkiem.
    Oto istota miłości

    Wreszcie, miłość człowieka do człowieka, wg Kościoła możliwa jest jedynie w miłości Bożej i poprzez nią. Niemożliwe jest kochanie drugiego człowieka wprost i bezpośredni z nim dialog miłosny. Musi to się dziać poprzez Boga, bo w nim jest Prawda, Nadzieja i Miłość właśnie, i przez niego tylko ludzka miłość jest właściwa, prawdziwa i autoryzowana.
    Będąc prawidłowymi katolikami jesteśmy zarazem odcięci od siebie nawzajem. Między nami – i nad nami stoi Bóg.
    O ile więc udaje nam się być autentycznymi w swojej ludzkiej miłości – robimy to poza Bogiem, z własnej, ludzkiej, humanistycznej , pozakatolickiej umiejętności.
    Prawdziwi, prawomyślni katolicy żyją w stanie zakłamania, wręcz schizofrenii. Miłują abstrakt, nie człowieka.
    Co zresztą dosyć łatwo możemy rozpoznać. Prawidłowa miłość katolicka jest tak duchowa, że aż duszna. I kompletnie nie sexy.
    Prawdziwy katolik rozmnaża się w znoju. Poświęca się w imię miłości absolutnej, czyniąc odstręczającą dla jego duszy koncesję na rzecz fizycznej potworności.
    Ojciec Knotz (?) bodajże zachęca katolików do figli w łóżkach i maleńkich przyjemności (np. stringi z jadalnych pastylek).
    Śmieszne to, zwłaszcza w obliczu 2000 lat opresji i obrzydzenia wobec realnej, ludzkiej miłości. Ewangeliści i Ojcowie Kościoła wszystko to adekwatnie opisali. Taki z niego Filip z konopii. Zresztą, jak będzie prikaz, to ucichnie. Jego autorytet jest żaden.
    I tak było. I ciągle w ogromnej wierze jest.
    Normalny katolik, zdrowy na ciele i umyśle, spełniający się w twórczej miłości do najbliższej mu osoby , działa zupełnie poza wymaganiami Kościoła. Działa jak niekatolik. Ale za to, jak człowiek.

    Sorry za przydługaśną nawijkę. Takie kazanie mi wyszło.

  15. Pan „filozof” Makowski pisze, ze papiez walczyl z „cywilizacja smierci”. Otoz panie „filozowie” Makowski – cywilizacja smierci to bezsporny fakt w dzisiejszym swiecie. W USA po zalegalizowaniu aborcji przez SN zamordowano 55 mln dzieci nienarodzonych w imie „wolnosci” i „postepu”. Czy w historii ludzkosci bylo wieksze masowe ludobojstwo?

  16. roman
    12 lutego o godz. 2:12

    a co to takiego te „dzieci nienarodzone”?

  17. Ma Pan coś przeciwko białym mężczyznom?

  18. @Wieśku59:
    Dojrzałość? Może masz rację. To by nawet wyjaśniało, dlaczego coraz trudniej mi złożyć w jedno naukę trzydziestolatka-Jezusa, z nauczaniem siedemdziesięcio-osiemdziesięcioletnich papieży.

  19. „Dzięki Bogu”, jakimś sposobem ominęło mnie to wszystko o czym pisze Tanaka.
    Ci „naprawdę” wierzący mają przerąbane. Nie da się być człowiekiem i katolikiem.
    Ale to chyba było ich zamiarem – stworzyć swoim wiernym taki przedsmak piekła na ziemi. Niech wiedzą co ich czeka.

  20. @ sugadaddy
    12 lutego o godz. 9:47
    dla dobra sprawy, muszę Cię nieco skorygować.
    Otóż człowiekiem jest każdy, kto ma odpowiednie cechy, np. urodził się z człowieka, i ma duszę nieśmiertelną. KK zgadza się, że także Adolf H. człowiekiem był. I wcale nie jest pewne, że poszedł do piekła. Tak mnie oświecił ks. katecheta w dawnych dobrych czasach, tłumacząc, że to są Wyroki Boskie, których nie znamy, więc nie możemy nic o nich zasadnie twierdzić.
    I to mi się podobało, ale jak widać ks. katecheta nie jest słuchany przez swoich kolegów i szefów, którzy zwykle dobrze wiedzą jakie Bóg ma plany i w ogóle o co mu chodzi.
    Co do człowieka, wzorowy, prawidłowy i prawomyślny katolik także nim jest. To oczywiste.
    Tutaj mówimy o człowieczeństwie pogłębionym, pełnym, autonomicznym i zintegrowanym wewnętrznie, prawdziwie dojrzałym osobowościowo.
    Przeciwieństwem tego jest właśnie osobowość katolicka – niezintegrowana, nieswoja, niedojrzała, skrzywiona, infantylna.
    Ale, bez wątpienia, to zawsze człowiek, z duszą nieśmiertelną, którego życie ma taką samą wartość jak każdego innego człowieka.

  21. Tanaka
    11 lutego o godz. 15:29
    „jak skakać z polskim Kościołem, dla którego Ziemia jest ciągle płaska?”

    Szanowny panie,
    a kiedyz to Kosciol twierdzil, ze Ziemia jest plaska?
    Skad Pan czerpie takie rewelacje?
    Jesli pozostale, gloszone przez Pana „madrosci” czerpane sa z tych samych zrodel,
    to mozna je spokojnie zakwalifikowac jako stek bzdur, ktorymi nawet nie warto
    glowy sobie zawracac.

  22. Levar,
    Dopiero co pisałem ci, nie bierz wszystkiego dosłownie!

  23. sugadaddy
    12 lutego o godz. 15:48
    odczep sie od mojej nogawki.

  24. Levar
    12 lutego o godz. 15:32

    Rozmawiałem wczoraj z Kopernikiem. Chłopina był dosyć strapiony, że wpisali mu książkę do indeksu. Strzeliliśmy po kielichu i się chłop trochę rozluźnił.

  25. Niewielkie metalowe pudełko z relikwiami ołtarzowymi męczenników, świętych Tymoteusza i Teofila otrzymało Diecezjalne Muzeum w Bielsku-Białej. Szczegóły na portalu bielsko.info – http://www.wiadomosci.bielsko.info/0,0,0,3799,0,relikwie-trafily-do-muzeum-diecezji,artykul,serwis.html

  26. Wracając do tematu: może ma ktoś jakieś typy na sukcesora?

    Świetnie by było, gdyby była to osoba otwarta na dialog, otwarta na potrzeby współczesnego świata. Bo czasy mamy ciężkie.

  27. No właśnie, ciekawa sprawa… jakby na to nie patrzeć, będzie dwóch papieży. „Biskup senior”, czy nawet „prymas senior”, to można jeszcze jakoś łyknąć, ale „papież senior”? I niech sobie coś tam w tej bibliotece napisze jeszcze i opublikuje, no to chyba będzie to ważny głos. Ale ciekawa rzecz: 28 lutego o 20.00 Papa Ratzi utraci Nieomylność. To wszystko nie na moją głowę…

  28. Tanaka
    12 lutego o godz. 21:10
    „Chłopina był dosyć strapiony, że wpisali mu książkę do indeksu.”
    Owszem wpisali.
    Przyczyna sporu nie byl jednak ksztalt Ziemi ale to, co wokol czegos sie obraca.
    Heliocentryczna teoria Kopernika coc w zasadzie sluszna, zawierala poczatkowo
    pewne niescislosci utrudniajace jej potwierdzenie na drodze obserwacji.
    Wynikalo to z faktu przyjecia przez Kopernika kolowego ksztaltu orbit, ktore w rzeczywistosci sa eliptyczne.
    Wymagalo wiec troche czasu i wkladu pracy takich ludzi jak Keppler czy Newton,
    aby teoria Kopernika mogla sie uwiarygodnic.
    Opor wiec Kosciola (jedynej instytucji w Europie, ktora w tamtych czasach zajmowala sie nauka) wobec systemu heliocentrycznego nie wynikal z jakiejs wyjatkowej tepoty,
    jak to od lat probuja insynuowac sily „postepu i socjalizmu”, tylko z normalnego sceptycyzmu, ktore srodowiska naukowe wykazuja wobec wszelkich nowinek.

  29. Levar
    13 lutego o godz. 11:10
    Bardzo miło opisane to czołowe zderzenie Kościoła z nauką, tyle, że „wyjątkowa tępota” Kościoła była i jest faktem.
    Jak wiadomo, Bóg stwarzał świat kilka razy, a to jak się to odbyło obowiązuje papieży detalicznie i co do przecinka. Odstępcy byli utylizowani. Kopernik szczęśliwie dla siebie zdążył umrzeć samodzielnie.

    Biblia kulistej Ziemi nie przewidziała, a Bóg stworzył najpierw Ziemię, potem światłość, później dzień i noc, a jeszcze później ciała niebieskie. I dopiero na końcu stworzył Słońce i Księżyc.
    I dokładnie takie zasady obowiązywały Kościół przy ocenie jakichkolwiek pomysłów różnych wczesnych naukowców. Zasady bezdyskusyjne i bezalternatywne.
    Adekwatne podejście dotyczyło stworzenia człowieka i całej ewolucji.
    Do dziś Kościół ma z tym fundamentalne problemy, pozostaje schozofrenicznie rozdarty pomiędzy jakąś formą uznania dla ewolucji nie tylko samego życia , ale także Wszechświata, a różnymi kreacjonistycznymi i „inteligentnie zaprojektowanymi” bujdami.

    Chytruskowate próby określania Księgi Rodzaju alegorią prowadzą do piętrzących się problemów, ale pierwszy z nich jest taki, że to oczywiste bluźnierstwo. Co nie przeszkadza chrześcijanom robić milczące założenie, że Bóg-terminator, dokładnie opisany, mówiący własnymi słowami do człowieka, to też taka bajka.

    Biblia jest Słowem Bożym co do joty, a nie ciastem, z którego sobie papieże będą wybierać to i owo twierdząc, że to akurat jest jota w jotę Słowo Boże, a inne Słowa Boże to tylko takie anegdotki i fajowe żarciki.

  30. Świetny pomysł miał Levar z tym, że kościół sprzeciwiał się teorii Kopernika, bo obliczenia się nie zgadzały!

    Dopiero jak te niechluje naukowcy wszystko poprawili, wtedy kościół powiedział: teraz dobrze. Trzeba było tak od razu, a nie wyskakiwać z tymi niedowarzonymi „De revolutionibus”.

    Po drodze trzeba było jeszcze spalić Giordana Bruna, bo się upierał jak osioł, że Kopernik miał rację.

    Proszę, jak nas ecclesia – matka broni przed błędami rachunkowymi!

  31. Marit
    13 lutego o godz. 16:13
    „Po drodze trzeba było jeszcze spalić Giordana Bruna, bo się upierał jak osioł, że Kopernik miał rację.”

    Szanowna Pani,
    Giordano Bruno zostal spalony za herezje, ktorych zakres znacznie wykraczal poza ramy sporu miedzy zwolennikami geo- i heliocentryzmu.
    Gdyby swoje poglady glosil dzisiaj, prawdopodobnie dokonalby zywota na zamknietym
    oddziale psychiatrycznym. Z dzisiejszego punktu widzenia, jego poglady uznano by za rownie bzdurne, jak poglady jego przeciwnikow.
    Poniewaz zyl w czasach, w jakich zyl, wiec skonczyl, jak skonczyl. Nie on jeden.

  32. @Levar
    @Marit

    Tu nie chodzi o Bruna. to zaledwie pewien symbol.

    „Poniewaz zyl w czasach, w jakich zyl, wiec skonczyl, jak skonczyl. Nie on jeden.”
    Te „czasy” w wielkiej mierze kształtował Kościół, a w sprawach o których mowa – niemal wyłącznie Kościół. A jeśli Bruno „skończył , jak skończył” co samo w sobie brzmi cynicznie, to znaczy, że dla Kościoła tacy ludzie, a więc ludzie w ogóle, są mielonym mięsem, przerobionym na zlecenie, lub wprost, ręką KK.
    Do czasów nieodległych,nawet dzisiejszych, aktualne jest pojęcie „mięsa armatniego”. To jest to samo i ta sama mentalność.

  33. Ostatnio zwolennicy KK mają tendencję, że wybielają jego ciemne sprawki z przeszłości. Inkwizycja nikogo nie paliła na stosie, a w ogóle to nie była instytucją kościelną, tylko świecką (to chyba też levaryzm, jeśli mnie pamięć nie myli). Kopernik miał błędne obliczenia, więc KK nie mógł uznać jego teorii. Kurde. Bruno był psychiczny, więc go spalili, nie za heliocentryzm. No nie.
    Jedno jest pewne: humanizm, który sprawił, że można mieć różne poglądy i nie wolno za to zabijać, nie wyszedł z kościoła. Rozwinął się raczej w opozycji, a może nawet w starciu z religią.

  34. Bez względu na to kim był papież- zamordystą, hedonistą, czy teologiem, przede wszystkim był POLITYKIEM.
    I to decydowało o tym, na kogo szczuł podległe mu instytucje czy władców, jakie decyzje co do sojuszy czy ekskomunik podejmował.
    Władza to największy afrodyzjak, ale co poniektórzy miewali niezłe haremiki….

    Potępiane niegdyś sekcje zwłok, niejednemu późniejszemu przedłużały życie- na przykład……

  35. Marit
    13 lutego o godz. 20:23

    Rzadko który polityk ma tak wielki wpływ na postępowanie ludzi co papież.
    Ale…..wszystko zależy od jego wiedzy i klasy.
    Human factor….
    Tępawi też się zdarzali.

  36. aps
    13 lutego o godz. 1:13,
    problem nie tylko z nieomylnością:
    http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,8742

  37. Renuntiatio

    Renuntiatio [ łac. rezygnacja ] – termin w prawie kanonicznym używany do określania dobrowolnego zrzeczenia się urzędu papieża. W historii kościoła katolickiego zdarzyło się kilka rezygnacji papieży. Współcześnie w Kodeksie prawa kanonicznego sytuacja ta określana jest przez kan.332# 2. Cytuję: „Gdyby się zdarzyło, że Biskup Rzymski zrzekłby się swego urzędu, to do ważności wymaga się, by zrzeczenie zostało dokonane w sposób wolny i było odpowiednio ujawnione, nie wymaga zaś niczyjego przyjęcia”.
    No i zdarzyło się to za naszych czasów. Po śmierci Jana Pawła II kardynał Joseph Aloysius Ratzinger został wybrany papieżem. Przyjął imię Benedykt XVI. Obecny papież jest najstarszą osobą powołaną na ten urząd od roku 1730 , czyli od czasów Klemensa XII. W chwili wyboru na papieża miał 78 lat. Po ośmiu latach zapowiedział rezygnację /renuntiatio/ w dniu 28 lutego 2013.
    To były bardzo trudne lata w historii naszej cywilizacji i kościoła katolickiego w Europie. Globalizm wchłaniał nowe kraje, wprowadzał nowe porządki, nowe prawa i instalował własne media. Anonimowi właściciele globalnych instytucji finansowych znajdowali w podbitych krajach „słupy”, czyli sobie podporządkowanych osobników, którzy w imieniu tych finansowych instytucji kupowały media i nimi zarządzały. Medialni nuworysze, którzy musieli się wykazać przedsiębiorczością, obniżali poziom nabytych tytułów prasowych i stacji telewizyjnych, wypełniając je plotką, sensacją i propagandą fałszywych wolności. Nowi właściciele w ten sposób spłacali zaciągnięte kredyty na zakup tych tytułów prasowych. Polskie media staczały się po równi pochyłej w czasie ostatniego dziesięciolecia. Libertyńska pogarda dla wszystkich zasad obowiązująch w krajach katolickich, stała się obowiązkowym profilem ideologicznym celebrytów i nowego mieszczaństwa, zwanego w Polsce „lemingami”.
    Na efekty tej totalnej wojny medialnej wydanej zasadom moralnym zapisanym w dekalogu nie trzeba było długu czekać w krajach podbitych przez globalizm. Pierwszymi ofiarami stali się ludzie młodzi. Zachęcano ich do uprawiania dziwacznej wolności w imię hasła „róbta co chceta”. Politycy „walczyli’ o zmianę prawa ułatwiającego dostęp do „lekkich” narkotyków, do lekceważenia rodziny jako związku kobiety i mężczyzny i „otwierali” im drogę do emigracji zarobkowej, która niesie za sobą rozłąkę z rodziną i jest straszną lekcją charakteru dla osobników słabych psychicznie. Brak zasad, brak kindersztuby, powoduje tragiczne następstwa, które w Polsce będą odczuwalne w czasie kolejnego pokolenia.
    W takim dramatycznym okresie libertyńskiej agresji papież Benedykt XVI był zwierzchnikiem Kościoła katolickiego i głową Stolicy Apostolskiej. Ten delikatny z wyglądu papież okazał się silnym przywódcą, który nie dał wciągnąć w pułapki libertyńskich reform. To było jego wielkie zwycięstwo. Inaczej to oceniają media będące własnością globalistów.
    W dawniej poważnej Wyborcza.pl czytamy : „Zaostrzył konflikt z żydami, poniósł porażkę w walce z pedofilią” – profesor Arkadiusz Stempin ocenia pontyfikat Benedykta XVI . Tekst pana profesora przypomina felieton pisany na zamówienie lemingów. Porównywanie Benedykta XVI do Jana Pawła II jest tabloidowym uproszczeniem. Porównywanie obu pontyfikatów jest także zwodnicze. Pontyfikaty tych dwu wielkich papieży musiały być różne, ponieważ tempo zmian politycznych i upadek obyczajów czyni te czasy nieporównywalne.
    Ilustracją upadku jest w Polsce polityczny skandal rozpętany wokół politycznych prowokacji Janusza Palikota. Młodzi ludzie pozostawieni w etycznej i moralnej pustce przez liberalnych przywódców III RP wybrali politycznych hochsztaplerów do polskiego Sejmu. Ruch Palikota nazywają polską lewicą. Patronuje temu ruchowi były prezydent Aleksander Kwaśniewski. Jeżeli ci ludzie i ich zachowanie ma być wzorem zachowań i alternatywą dla konserwatywnego kościoła, to wieczna chwała papieżowi Benedyktowi XVI za konserwatyzm jego poglądów. Miejmy nadzieję, że następcą papieża Benedykta XVI będzie równie silny papież, bo libertyński globalizm sieje wiatr i zbiera burzę.

    14 lutego 2013
    http://www.wojciechborkowski.com

  38. Trzeba przyznać, że ci ludzie wiedzą co robią. Były naciski na Watykan, żeby coś zrobić z tą nieszczęsną inkwizycją, to i Watykan „udostępnił” archiwa z których to „udostępnionych” dokumentów wynikło, że prawie nikogo nie spalono, nikogo nie torturowano, a jeśli były takie przypadki to robili to jacyś świeccy.
    A nie daj boże, jak ktoś niezbyt zorientowany palnie coś o spaleniu Galileusza, natychmiast staje się to argumentem, że nie spalono -prawie nikogo – i jest to gadanie ignorantów i wrogów kościoła.
    Trzeba było jakoś zamazać w pamięci wiernych, przepraszanie za inkwizycję, którego to głupstwa dopuścił się JP2.
    Efekty tej polityki widać nawet tutaj, gdzie są jej zażarci głosiciele.
    Z czasem tłum kupi te kłamstwa i o inkwizycji będzie się mówiło jako o nowoczesnych sądach, które są podwaliną dzisiejszego systemu sprawiedliwości.
    Już takie zdanie słyszałem. A kościół był i jest jedynym krzewicielem wszelkich nauk; oczywiście tak długo jak te nauki nie kolidują z jego nauczaniem. A ponieważ wszystkie nauki są nie po drodze kościołowi, to robi co może, aby nie docierały one do świadomości wiernych – wierny oświecony, przestaje być wiernym.
    Gdybyż oni mogli to niejeden stos by zapłonął dzisiaj! Czegóż nie robi się dla utrzymania władzy.

  39. Brawo Tanaka! Myślę i głoszę podobne poglądy, z reguły pomijane milczeniem, publicznie i na różnych forach, przeważnie kobiecych. I zawsze opowiadam historyjkę z własnej rodziny. Otóż moja babka, przed wojną, chłopka i analfabetka ale z niesamowitą wyobraźnią, by przeżyć parała się magią, zielarstwem a także wpajała podstawowe zasady higieny, czyli ścinała kołtuny, biedniejszym od siebie chłopom. Jest to udokumentowane w różnych książkach, i do dzisiaj krążą o tym opowieści. Druga babka żyła w konkubinacie, związku potępionym przez kościół, ale ta para również wpisała się dzielnie w ówczesne społeczeństwo, co również jest udokumentowane w różnych książkach. Mogę powiedzieć, że w genach odziedziczyłam rozum i odwagę po moich przodkach. Przywołuję ten przykład by zobrazować, prosty fakt, moja babka ścinała kołtuny na głowie a ja ścinam kołtuny w głowie od wielu, wielu lat. Ze skutkiem niestety żadnym. Nawet nie przypuszczałam, że wsród kobiet wykształconych, może być tyle dewocji. I tak sobie myślę, że wrócę do praktyk, które znam, bo przekazała mi to moja matka, stosowanych przez moje babki, i zacznę na polityków czy niemądrych ludzi, rzucać złe uroki i zaklęcia, po to, by przestali szkodzić innym. A ponieważ są to ludzie małej wiedzy i wielkiego strachu, to może im to pomoże. Może coś do nich dotrze. Oni egzorcyzmy, ja uroki i zaklęcia. Muszę tylko pomyśleć w jakiej formie to zrobić. Może ktoś pomoże? Pozdrawiam.

  40. Tanaka
    13 lutego o godz. 20:23
    „Te „czasy” w wielkiej mierze kształtował Kościół,”

    Jak najbardziej sluszna uwaga.
    Warto zaznaczyc, ze dzieki wplywom Kosciola zaprzestano w Europie walk gladiatorow,
    nie skladano (jak np. w prekolumbijskiej Ameryce) krwawych ofiar z ludzi,
    nie palono zywcem wdow razem ze zmarlymi mezami, nie zmuszano kobiet do
    zaslaniania twarzy, nie okaleczano noworodkow plci meskiej.
    Dzieki wplywom Kosciola Europa byla przez dlugie stulecia najszybciej rozwijajacym sie
    rejonem swiata.

  41. Te czynności o których pisze niezastąpiony Levar, przejął z powodzeniem kościół. A przynajmniej niektóre z nich. Konkurencję trzeba było wyeliminować.

  42. Levar
    14 lutego o godz. 13:53

    Pełna zgoda, czyli odwrotnie.

    Te wymienione „cnoty” Kościoła są drobne i poniekąd niezasłużone, natomiast niecnoty masowe, drastyczne, wiecznotrwałe – jak na skalę ludzkiego życia i pamięci.
    Ale po kolei: walki gladiatorów dotyczyły mikropromila ludności Europy, a Kościł był im przeciwny nie ze względu na żaden humanizm i wartość ludzkiego życia [bezcenność], ale ze względu na brzydkie praktyki męczenia tzw. pierwszych chrześcijan za czasów Cesarstwa, na arenach, przy drogach, za pomocą obwiesiów w typie gladiatora.
    Walki gladiatorów zresztą trwają do dziś w bardzo wielu formach – od brutalnych walk w klatkach – transmitowanych przez światowe telewizje, po akcje terrorystyczne i inne wojenne.

    Krwade ofiary w Prekolumbijskiej Ameryce do XV wieku w ogóle nie zajmowały Kościoła, z oczywistych powodów. Ofiary te to podobnie mikroprocent ludności Ameryki.

    Palenie wdów żywcem także nie zajmowało Kościoła, dopóki jego święte oddziały nie dotarły do Indii i zbliżonych rejonów świata, gdzie to praktykowano. To także dotyczyło niewielkiego procentu ludności tamtych rejonów, choć zapewne sporo większego, niż walki gladiatorów.

    Niezmuszanie kobiet do zasłaniania twarzy – owszem, dotyczyło wielu kobiet, ale w kulturze islamu nie było ich porównywalnie wiele wobec kobiet Europy, bo Arabów było w ogóle niewielu w tamtych czasach . Ale – problem oczywiście jest. zgoda.

    Nieokaleczanie noworodków płci męskiej to problem lokalny, specyficznie żydowski, choć przejęty także potem przez islam.

    Z tym Kościołem i najszybszym rozwojem na świecie – to także nietrafne stanowisko.
    O którym Kościele teraz mówimy – bo na pewno nie o katolickim?
    Ten rozwój, owszem, był związany, do pewnego stopnia, z protestantyzmem. Który kazał ludziom czytać ! czytać Biblię, codziennie. Oraz predysynował ludzi do zbawienia, bądź potępienia, czym mobilizował do wykazania (m.in. ciężką pracą i produktywnością), że owi zaliczają się do tych wybranych do zbawienia.
    Rozwinięta stała się Europa, ale głównie ta protestancka, a za nią te części świata, które były jej koloniami – choć z tym było różnie.
    Do dzisiaj podział na świat katolicki i protestancki jest ciągle wyraźny, i ten pierwszy bynajmniej nie był i ciągle nie jest awangardą rozwoju, choć różnice się zmniejszyły. Poza tym mamy kompletnie „niekościelne” cywilizacje Japonii, Chin, po części Indii, Korei.

    A odwrotność jest taka:

    Kościół w pełni akceptował niewolnictwo, masowe, milionowe, tak za czasów starożytnych, jak i nowożytnych, korzystając z niego jak najpełniej. Upłynęło dobrze ponad 15 stuleci, zanim to się zaczęło zmieniać. Jeszcze za życia Martina Luthera Kinga silny był rasizm, głównie na południu Stanów, w regionach zwłaszcza katolickich.
    To było masowe, fundamentalne i złe. Żadna zasługa, a ciężka wina Kościoła.

    Kościół postawił się w opozycji do żydów, zatem nie obrzezywał. Gdyby było inaczej – niemal z pewnością mielibyśmy wszystkie noworodki płci męskiej w Europie obrzezane. Żadna zasługa Kościoła, nie brała się ona w żadnej mierze z szacunku dla „integralności ciała”.

    Codo „gladiatorów” – Kościół nie miał i nie ma żadnego problemu z przemocą, włącznie z wojnami, do których zachęcał, wywoływał, patronował, święcił, kropił – i na wszelkie sposoby – z nich korzystał.
    Nie ma problemu z przemocą w TV, ale ma wielki problem z „gołymi cyckami”, wszędzie.

    Zasłanianie twarzy to znak podległości kobiet mężczyznom. Otóż Kościół żył z tego [ i żyje] , eksploatując i poddając opresji kobiety na wszelkie sposoby. Społeczne, ekonomiczne, kulturowe, religijne, seksualne. Biblia jest pełna jednoznacznych wzorów od samego Boga jak należy traktować kobiety. To było – i jest – masowe, milionowe, opresyjne, przez co straciliśmy niemal „pół” cywilizacji.

    Nie wiem, czy w Azteckiej Ameryce wyrwano więcej serc niż wymordowano „niewiernych” w imię chrześcijańskiego Boga. Ale wiemy, że od krucjat, aż po ludobójstwo Indian Ameryki, liczne ludy Aborygenów w Australii i Azji, wyniszczanie ludów „dzikich” w Europie i masowe mordowanie Afrykanczykow , wszedzie byl obecny Kosciol.

    Jest po prostu drastyczna roznica skali.

  43. A jak długo ten mój komentarz z godz. 12.39 będzie czekał na moderację?

  44. Bardzo mi się podobał pański list pasterski biskupów zamieszczony w GW. Gratulacje dla Pana i dla Pana Bema. Jaka jeszcze daleka droga przed ludźmi.

  45. Chrystus przed ukrzyzowaniem tez powinien podac sie do dymisji?…

    Dla mnie, rezygnacja Papierza to zdrada i koniec Kosciola Katolickiego

  46. @ A.L. 17 lutego o godz. 16:18
    „… Dla mnie, rezygnacja Papierza to zdrada i koniec Kosciola Katolickiego”

    Mylisz się,
    B16 nie ma zamiaru robić za małpę w cyrku jak to robił z Wojtyłą.
    Oto cała tajemnica

  47. Adam 2222 18 lutego o godz. 10:18
    „B16 nie ma zamiaru robić za małpę w cyrku jak to robił z Wojtyłą.”
    Kto „robił z Wojtyłą”? B16 „robił z Wojtyłą”? Bez sensu.

    A tak na marginesie to nic nie wiedziałem o starości i o umieraniu do chwili śmerci mojego wujka. Najpierw parę lat z bliska obserwowałem chorobę Altzheimera a potem dodające się do niej efekty kolejnych złamań, operacji, zakażeń, raków itd.

    Kto nie przeżył tego sam nie wie nic o umieraniu. Reakcje mogą być dwie:

    Postanowienie, że „ja sam na starość nigdy w życiu nie pozwolę, aby moich bliskich spotkało to samo w razie konieczności opieki nade mną”, czyli postanowienie o samobójstwie wtedy, kiedy jeszcze sam będę w stanie skończyć z sobą.

    Wola walki do końca, tak samo jak robił to w coraz rzadszych przebłyskach swiadomości mój wujek. Jacyś ochotnicy chcący zabić podobnych mojemu wujkowi członków swoich rodzin? W czasie coraz dłuższych okresów życia w charakterze nieziemsko złośliwej, agresywnej, cieleśnie gnijącej i rozpadajacej się rośliny byłoby to przecież takie łatwe. Rączki w górę proszę.

    Jeżeli krewni państwa podejmą decyzję o samobójstwie – wasze szczęście. Trochę też IMHO policzek w twarz i „ładna” laurka z zaufania, jakie byliście w stanie wzbudzić w zabijającym się krewnym swoim dotychczasowym życiem i swoją udokumentowana gotowością do świadczenia im pomocy. Ale to pewnie drobiazg dla takich ścisłych, analitycznych i świeckich umysłów.

    Jeżeli zaś krewny nie zechce po angielsku wynieść się z tego swiata, jeżeli będzie miał „zamiar robić za małpę w cyrku jak to robił Wojtyła”, to co zrobicie, drodzy intelektualiści rodem z „Polityki”?
    Czapa? Kulka czy zepchniecie ze schodów, kiedy jeszcze będzie chodził? A może wózek ze schodów? Gazik się nastawi i zapomni zapalić? W piecu napali i zamknie komin? W garażu autko zaparkuje, na chodzie zostawi i drzwi zamknie?

    Skąd sie biorą takie chlapnięcia jak te o cyrku i małpie i taki przerażający brak zrozumienia wniosków, jakie z nich płyną?

  48. zza kałuży
    Reakcji może być więcej.
    Twoi krewni nie przycisną Ci poduszki do twarzy, ani nie przedawkują „niechcący” jakiejś insuliny, może nawet z poświęceniem będą się opiekować (zwłaszcza córki lub synowe) aż do załamania nerwowego lub rozpadu własnej rodziny, ale mogą też oddać do domu opieki, gdzie będziesz zdany na łaskę i niełaskę źle opłacanego personelu, albo nawet do luksusowego hospicjum, tyle że Twoje dzieci będą miały zbyt wiele pilnych zajęć, by Cię odwiedzać.
    Nie mówisz, na którą wersję się zdecydowałeś, ale przypuszczam, że sam jeszcze nie wiesz, bo nie jesteś w sytuacji owego wujka.
    Podświadomie lękasz się jednak tej wizji, stąd to prowokacyjne pytanie, kto jest chętny w takiej sytuacji „dopomóc” krewnemu w spuszczeniu wózka ze schodów…
    Pomysłów Ci nie brakuje 😉
    Gdy tak będziesz leżał w pełnych pampersach, niezdolny do ruszenia ręką i nogą, to Twój organizm nadal będzie walczył o biologiczne przeżycie, ale Twoja świadomość (jeśli nią jeszcze będziesz dysponować) przypomni Ci o własnej godności i będziesz zazdrościł tym, którzy odeszli we śnie lub po skutecznym wylewie.
    Z Alzheimerem możesz też mieć manię prześladowczą i stany lękowe, kochający krewni będą ci się jawić jako najgorsi wrogowie, a Ty nie będziesz pamiętał, jakimi słowami woła się o pomoc…
    Tyle jest możliwości, a Ty tu o „walce do końca”, jakżeż heroicznie 🙄
    Benedykt nie chce tego przeżywać przed kamerami, dosyć się napatrzył na pryncypała i wie, że świat nie lubi powtórek, bo są nudne i nużące.
    Poza tym to esteta.
    No i zrobił wszystkim numer, jakiego nikt się nie spodziewał.