Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego

27.05.2012
niedziela

Podróżować, by stać się braćmi

27 maja 2012, niedziela,

1.
Zgoda: książki są najważniejsze. Ale nie mniej ważna jest kuchnia. Tak przynajmniej jest tu, w Bolonii, gdzie książki i jedzenie, takie mam wrażenie, żyją w swoistej symbiozie od chwili założenia świata.

Przykładem tej symbiozy, połączenia myśli i smaku, jest księgarnia Libreria Ambasciatori, mieszcząca się w samym sercu la città rosa. Myli się jednak ten, kto myśli, że to tylko świątynia książki. Jest to również świątynia spotkania.

W tej średniowiecznej kamienicy znajduje się bowiem sala, w której odbywają się odczyty, koncerty, prezentacje nowości wydawniczych. Dziś był koncert. Widownia, mimo niedzielnego poranka, dopisała.

To jednak, co mnie zdumiewa, i to – przyznaję – pozytywnie, to widok książek, sąsiadujących z dziesiątkami rodzai makaronów. Prace piszącej po francusku bułgarskiej psychoanalityczki Juli Kristevy, z jakiegoś powodu intensywnie polecane przez księgarnię, nie kłócą się z zapachem pasty i wina, serwowanym rozczytanym i rozdyskutowanym bolończykom.

Te gorączkowe dyskusje, znak firmowy Włochów, są zrozumiałe. Jak wieść niesie, zmora mieszkańców tego miasta, czyli Silvio Berlusconi, wraca ponoć do polityki.

Jeśli zatem mam rację, to trzeba postawić kropkę nad „i” i rzec: jesteśmy tym, co spotkamy (kogo spotkamy!), co posłyszymy, co zobaczmy, i – oczywiście – co zjemy. Nic mniej, nic więcej!

2.
Ciekawość, brzmi stara mądrość, to pierwszy stopień do piekła. Bzdura! Nic bardziej złudnego i przewrotnego. Nic bardziej rozleniwiającego człowieka i hamującego to, co określa się mianem ruchliwości, poszukiwania, dociekliwości… Krótko: myślenia.

Bo nie chodzi przecież o niezdrową wścibskość, co to nawiedza tych, którzy się nudzą i aby „zabić czas”, śledzą wysiłki kochanków szukających chwili samotności. Chodzi przecież o autentyczną ciekawość, która nie pozwala spać spokojnie, która sprawia, że raz gnamy tam, raz gdzie indziej… Podróż jest urzeczywistnieniem ciekawości!

Przyznaję: lubię podróże. Ale nie dlatego, że zobaczę coś nowego, nieznane mi miejsca, że zjem wykwintny, regionalny posiłek, który będzie przypominał „niebo w gębie”. Że, a jakże, będą mógł pochwalić się przyjaciołom, że byłem, widziałem, „zaliczyłem”…

Podróż oznacza dla mnie przede wszystkim dekonstrukcję, rozbicie swojego, dobrze znanego świata, próbę jego ułożenia na nowo. Podróż więc to, zgoda, ryzyko. Ale tam, gdzie „niebezpieczeństwo – notował Hoelderlin – tam i wybawienie”.

3.
Ale rację ma też Claudio Magris, gdy pisze: „Podróżowanie uczy gubić się po drodze, czuć cudzoziemcem w życiu, również we własnym domu, lecz bycie cudzoziemcem pośród cudzoziemców to może jedyny sposób, aby stać się naprawdę braćmi. Dlatego celem podróży są ludzie: nie jedziemy do Hiszpanii czy Niemiec, lecz aby znaleźć się wśród Hiszpanów i Niemców”.

A jeśli tak, to Hiszpanie, Niemcy, Włosi czy Rosjanie nie przyjadą w czasie Euro do Polski. Oni wszyscy przyjadą do kraju nad Wisłą po to, aby znaleźć się wśród nas, Polaków! Aby stać się naszymi braćmi!

Niech żyją podróże!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. >Prace francuskiej psychoanalityczki Juli Kristevy<…;-)
    Julia Kristeva jest Bułgarką, co widać, słychać i czuć(choćby po nazwisku!!!)…;-)

  2. no tak, skroty myslowe to zmora, bo szlo mi tylko o to, ze pisze po francusk… ale to, ze sie pisze o francusku, nie znaczy, ze…. moja wina

  3. Panie Autorze,

    Znam też inną wersję powiedzenia o ciekawości: ciekawość to pierwszy stopień do wiedzy. I chyba to jest trafniejsze. Stopień do piekła zapewnie wymyślili księża, bo im zawsze było nie w smak gdy ludzie zaczynali myśleć i czegoś dociekać, a już najgorsze było dla kleru gdy homo sapiens zaczął analizować i zastanawiać się nad sensem dogmatów i reszty prawd religijnych.

  4. Przez całą długą podróż „Dunajem”, od źródeł do ujścia, Claudio Magris szuka człowieka. Warto udać się w tę podróż.

  5. ON NELSON CASTRO’S FUNDRAISER:Let’s be honest here folks… the Bronx Democratic Party DID NOT put out all its wpnaoes and resources to oust Nelson Castro. Their „support” of Hector Ramirez was half-a**… his campaign manager, which was literally imposed by the Bronx Democratic Party, „knew the district”… but that was over 10 years ago when she used to live in the area. Ten years is a long time in politics and the Bronx, and the district, has dramatically changed since. If the Bronx Democrats REALLY wanted Nelson Castro out of office, they would have instructed (or suggested) to Bronx District Attorney to continue with the perjury case that remains in criminal court. That would have been the end for Nelson Castro. He would not have had the funds to pay for legal issues AND for the campaign. However, that did not happen. I feel bad for Hector Ramirez, who has paid his dues to the Bronx Democratic Party, being loyal to Fmr. Chair Jose Rivera and now Chair Carl Heastie. He was USED and ABUSED. Now they’re fundraising for Nelson because they know that Nelson will do as they say. In other words, his future is now in the hands of Heastie and Rubencito. I feel for him because it is a matter of time before they go after him with ALL their arsenal AND a more-prepared candidate. I’m sure that in 2012, Hector will probably go against his „friends” in the Bronx Democratic Party and maybe even Yudelka („I’m not giving up”)Tapia will take a shot at Nelson Castro. Interesting to see what will happen then.Yours truly,FDS