Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego Niebo w płomieniach - Blog Jarosława Makowskiego

9.04.2012
poniedziałek

Po co biskupom święta?

9 kwietnia 2012, poniedziałek,

1.
Święta, święta i… po świętach. Ale, zaraz, jakie to były święta? Zasadniczo, jeśli były to święta religijne, to wystarczy posłuchać kazań biskupów, by rozwiać wszelkie wątpliwości.

No to posłuchajmy!

2.
Szef Episkopatu, abp Józef Michalik: „Kościół, to znaczy my wszyscy, my tu obecni w kościele, biskupi zjednoczeni z ludem, może przegrywać z rządem, z politykami. Ale dobrze wiemy, że nie wolno nam przegrać z narodem (…) Bolesne jest to, że niejednokrotnie rządzący nie chcą tego narodu słuchać w różnych sytuacjach”.

Bp Antoni Dydycz: naród jest „oszukiwany, grabiony i pozbawiany nadziei na przyszłość przez różne elity władzy”.

Abp Sławoj Leszek Głódź: „targany jest naród i społeczeństwo, jeśli są zaskakujące, często nieprzemyślane reformy, nerwicowość zarządzeń: tak było z zarządzeniem dotyczącym nauczania religii, tak było z przygotowaniem reformy służby zdrowia, szczególnie tej odnoszącej się do hospicjów i szpitali i zrównania ich z instytucjami prowadzącymi działalność gospodarczą”.

Kard. Kazimierz Nycz: polityka „stała się często zabawą dorosłych ludzi, walką nie tylko na słowa, walką jeden przeciw drugiemu bez porządkującej idei dobra państwa i dobra wspólnego”.

Abp Władysław Ziółek: „Co jakiś czas usiłuje się zamknąć wiarę w przestrzeni prywatności lub świątyni. Próbuje się ją ośmieszyć”.

Może już wystarczy, choć ci, którzy mają zdrowie, łatwo znajdą wiele analogicznych myśli „ubogacających”.

3.
A więc słuchając tego, co w czasie świątecznych kazań mówili biskupi, doprawdy trudno się zorientować, że mieliśmy (czy, jak kto woli, przeżywaliśmy) święta Zmartwychwstania Pańskiego.

Po cóż więc biskupom święta? Ja nie wiem. Chętnie posłucham, co Państwo mają do powiedzenia…

PS

Słowo do mojego poprzedniego wpisu pt. „Krótka mowa na Wielkanoc”. Czytelnik Valkyria zarzucił mi, że prowadzę ukrytą ewangelizację na stronie polityka.pl. Myślałem, że akurat ja nie muszę nikogo przekonywać, że nie jestem wielbłądem, i że nikogo nawracać nie zamierzam. Ale, skoro oskarża się mnie o niecne kucie ewangelizacyjne, wyjaśniam: jeśli nie wierzysz, że Jezus z Nazaretu zmartwychwstał, a troszczysz się o wykluczonych, jesteś tolerancyjny i szanujesz każdego człowieka, czynisz ten świat lepszym! A to jest najważniejsze.

Po drugie, mój poprzedni wpis celowo był, nazwijmy go, medytacyjny. Jego cel polegał na skłonieniu do zadumy, zaufaniu wierze. Chciałem, by był tym, czym jest poniekąd sama „logika wiary”: paradoksem. Chciałem też, by wpis ten kontrastował z tym, co usłyszeliśmy w czasie biskupich kazań (a miałem przypuszczenie, graniczące z pewnością, że więcej biskupi będą mówić o polityce niż wierze). Jeśli to jest knucie, które Was drażni, to przepraszam.

Sypię głowę popiołem, obiecuję poprawę.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 43

Dodaj komentarz »
  1. Rzeczywiście, żadnego z wymienionych cytatów z panabiskupich speech-ów w Piśmie nie znalazłem…

  2. O CZESC WAM PANOWIE BISKUPI ZA ZMARNOWANA ,ZATRUTA PRZEZ NICH KOLEJNA WIELKANOC .HANBA WAM FARYZEUSZE!LICZE NA TO ,ZE BEDA SPISANE WASZE CZYNY I ROZMOWY !

  3. Biskupi pragną państwa wyznaniowego, gdzie będą mieli pełną władzę. W takim państwie wszystko, co biskupi uznają za grzech, staje się przestępstwem, które jest karane przez prawo. Nie wystarcza im pouczanie wiernych aby nie robili tego, co oni uważają za grzech (np. in vitro), mimo że do takich postępowań nikt nikogo nie zmusza. Ale że wierni chcą postępować według swoich sumień, więc biskupi naciskają na państwo żeby im na to nie pozwoliło.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. ad 1. Jeśli w Polsce jest jeszcze jakieś święto bez konotacji religijnej, to proszę autora bądź zbierających głos o wskazanie takiego dnia.
    ad 2. Pasterze są wkurzeni, wszak bez tronu są skazani tylko na siebie. Kibicuję im, choć nie słucham, ale z cytatów wynika, że idą wymarzoną przeze mnie drogą.
    ad 3. W święta mają szersze audytorium, więc dają popisy krasomówstwa i gdyby nie media, to nikt by tego nie zauważył.

    Polskie święta (narodowe i kościelne = kościelne) są tak ponure, że w takie dni moim największym pragnieniem jest, żeby skończyły się jak najszybciej. Co za męka, nareszcie po wszystkim!

  6. Tylko cudem ateista z „Polityki” może odsłuchać w jeden prześliczny wiosenny dzień aż tyle kazań katolickich biskupów. Żaden katolik tego nie dokona, nie ma cudu.

  7. Pocieszam sie. Ks. arcybiskup Michalik nie powiedzial: Kosciol to ja! Zdefiniowal go w lagodnieszy sposob jako biskupow zjednoczonych z ludem. Chociaz trudno w to uwierzyc. Odnosze wrazenie, ze rozumienie Kosciola jako zgromadzenia wszystkich ochrzczonych przewaza tylko wowczas, gdy Kosciolowi brakuje srodkow platniczych. Kiedy trzeba zdefiniowac jego nauke, owieczki i barany nie maja nic do powiedzenia. Pasterze musza sobie radzic sami. To ich wylaczna i niezbywalna domena. Jedynie konsekrowane uszy biskupow sa tak wyczulone, by uslyszec szeptanie Ducha Swietego i na dodatek wlasciwie go zinterpretowac. A zatem gdy chodzi o kase to wszyscy jestesmy Kosciolem, ale gdy mowa o podejmowaniu decyzji odnosnie wiary i moralnosci, to Kosciolem sa wylacznie biskupi. Oni nie zycza sobie, by ktos ich kontrolowal czy napominal. I jak tu mozna wierzyc kard. Dziwiszowi, ze pasterze nie sa wlascicielami Kosciola?
    Bp Antoni Dydycz pokazal swoje faryzejskie oblicze, mowiac, ze naród jest „oszukiwany, grabiony i pozbawiany nadziei na przyszłość przez różne elity władzy”. Prawda, przez rozne elity wladzy. Niech biskup nie zapomina, ze sam nalezy do takiej elity i jest w pewien sposob odpowiedzialny za ograbianie narodu, o czym swiadcza nieprzejrzyste poczynania i przekrety Komisji Majatkowej.
    Jakie slowo jest szczegolnie naduzywane w biskupiej nowomowie? Na pewno slowo: narod. Nasi biskupi czuja sie powolani (chyba nieslusznie) do wypowiadania sie w imieniu wszystkich Polakow. Chca sprawic wrazenie, ze kieruje nimi troska o narod. Ale niestety ich czyny czesto temu zaprzeczaja. Dlatego warto przypomniec katolickiemu narodowi owe ewangeliczne slowa: sluchajcie ich, ale ich nie nasladujcie.

  8. Nie ma nic niewłaściwego w tym, żeby zwolennik ewangelii zajmował się ewangelizacją, a zwolennik Homera homeryzacją itd.

  9. …nie jestem katolikiem i chwala Bogu! oj boli ,bardzo boli ze pasterze-biskupi zapomnieli o owieczkach,polityka i pycha pozamykal im uszy ,oczy i mozg.Dzis katolicy skrecili ostro w strone biznesu,mamony i to stalo sie oltarzykiem wazniejszym niz spolecznosc a wierni zapomnieli co to jest milosc czlowieka do czlowieka ,zapomnieli o wybaczaniu,radowaniu sie Jezusem ,itd ,itd…czas na nawrocenie sie i przypomnienie ze Biblia jest slowem bozym ,tam jest cala prawda i nie szukajcie innej prawdy…

  10. Nawet przy dużo rozsądniejszych biskupach widzę, że istnieje problem połączenia różnych aspektów ich pracy — przywództwa duchowego, przywództwa ‚społecznego’ (poczucia przewodzenia katolikom diecezji i wspomaganiu ich w ich problemach), oraz administrowania diecezją. Wystarczy dodać święto, jako dzień, w którym biskup czuje się zobowiązany do przedstawienia ‚przewodzonym’ przesłania. No i mamy, co mamy.

  11. @”Po co biskupom święta?”

    Jak to po co? Dziadki w sukienkach mogą sobie politykierować.

    Znacznie bardziej bezczelne, od przykładów z notki, były słowa jednego z biskupów (we czwartek, podobno wielki), że gdy coś złego mówi się na księdza (chodzi o pedofilię), to nie należy się cieszyc i nie nalezy tego powtarzać bo może się to okazać nieprawdą. Czyli nawoływanie do kontynuacji mataczenia przez kościół katolicki. Skandal.

  12. Eeee, Pan Redaktor raczy żartować! Jak to „po co biskupom święta?” A po co wojsku parady, przemarsze i inne takie? Od czasu cudownie pozrastanego Stanisława, też biskupa, mamy w Polsce nieustanną dwuwładzę. Teraz część społeczeństwa zapomina o tym „kto tu rządzi”. Trzeba zmobilizować wierne wojska i pokazać tym, którym „się wydaje” 👿
    I tyle! Czy to trzeba Redaktorowi tłumaczyć, jak komu słabemu na rozumie? 😉 🙄
    Święta są dla baranów, sorry, dla Ludu Bożego, niech się cieszy wesołym jajeczkiem 👿

  13. Po Wielkiej Rewolucji Francuskiej nie trwałoby zbyt długo, a naród zabrałby się za utemperowanie kleru. Na szczęście dla KK przyszły rozbiory, potem rozgardiasz międzywojenny, następnie okupacja i wreszcie wiodąca rola klasy robotniczej. Teraz zaczyna braknąć KK naturalnych wrogów, więc trzeba ich koniecznie znaleźć.
    To sprawa dalszej egzystencji. A swoją drogą, odpowiedzialni za Konkordat politycy powinni stanąć przed Trybunałem Stanu za zdradę Ojczyzny.

  14. Nie zaimponuje mi Pan biskupami, wiadomo, że religią nie zajmują się już chyba nawet od święta.

    Co innego szeregowcy z pierszej linii frontu. W kościele, w ktorym byłam w niedzielę, ksiądz oznajmił m.in., że Jezus został wskrzeszony, po czym gładko przeszedł do kwestii wskrzeszenia Łazarza i córki Jaira. Gdy powtórzył tezę o wskrzeszeniu Chrystusa po raz trzeci, zaczęłam się zastanawiać, czy używa staropolskiego, staroruskiego, czy też nie łapie, na czym polega odkupienie i czy w związku z tym Misja Warszawa ma jednak jakiś sens, provided, że zacznie się od samych księży. Na tych budujących rozważaniach zeszła mi reszta przydługiego kazania.

    Z kolei dziennikarka którejś stacji telewizyjnej relacjonowała krakowską tradycję Emaus (pierwsze słyszę, ale niech sobie będzie), przy czym twierdziła uparcie, że festyn odbywa się na pamiątkę tego, że Jezus po zmartwychwstaniu udał się do Emaus. To dla mnie spora nowość, wydawało mi się, że do Emaus zdążali uczniowie, którym Jezus się ukazał, lecz być może każdy z nas po (daj Bóg) zmartwychwstaniu rozejrzy się nieco oszołomiony i zacznie się zastanawiać, dokąd udać się w pierwszej kolejności. Nie wykluczam, w związku z powyższym, że ja udałbym się np. do Piaseczna. Już widzę banery reklamowe miast polskich i nie tylko – „a Ty – dokąd udasz się po zmartwychwstaniu?”

    Aczkolwiek oczywiście zły wpływ hierarchii wyższej na szeregowych jest trudny do pominięcia – pewiem obserwowany przeze mnie w trybie coniedzielnym proboszcz z widokami na tiarę ewoluuje w mocno prawą stronę – od czasu kiedy pierwszy raz mu nią błyśnięto w oczy. obecnie doszedł już do stadium antysemityzmu (a to jego grób w moich oczach) i gloryfikacji ofiar Smoleńska (dla mnie sprawa zamknięta). A to bardzo inteligentny człowiek, tylko zdaje się zbyt ambitny. Niestety, kiedy już tą tiarę otrzyma, nie będzie stanowił „asset” dla episkopatu – a mógłby.

    @Krzysztof Mazur

    a zwolennik Jeremiasza – jeremiadami.

  15. Dobre pytanie: po co?
    Odpowiedź- do uprawiania doraźnej polityki.
    Jak poczytam sobie biblię, to coraz bardziej rodzimi purpuraci przypominają faryzeuszy sprzed 2 tys. lat.
    Jezus pewnie nie nadchodzi po raz wtóry, bo hierarchia jego kościła może mieć problemy z rozpoznaniem tego wydarzenia. W końcu królestwo jego nie jest z tego świata, a diecezje i ich dobra jak najbardziej tak.

  16. Czy ci słudzy boży chcą nam powiedzieć, że nie mamy prawa mieć zdania na temat Kościoła jego biskupów. To nie rząd, to my społeczeństwo mamy często inne zdanie niż kler. Nie musicie nam tego wypominać. Błądzić jest rzeczą ludzką. Tylko jak kler nas krytykuje to głosi slowo Boże, a jak my kler, to masoneria. Nie gorsza ta masoneria od mafijnego episkopatu.

  17. Po co biskupom święta?
    Jak świat światem (zwłaszcza ten katolicki), po to samo.
    Celebrować, celebrować własny majestat z okazji świąt. Tym bardziej celebrować, im bardziej umyka owieczkom/barankom sens celebracji za sprawą pasterrzy zresztą.

  18. Hmm, a mi nasuwa sie pytanie. Kto i kiedy ostatnio widział jakiegoś polskiego biskupa modlącego się żarliwie za swoich wiernych w zaciszu świątyni? Kto z nas widział biskupa spowiadającego swoich wiernych?
    Wydaje mi się że takich obrazków w ostatnich latach jakby brak a za to mamy biskupów celebrujących niby książęta i nie wiedzieć czemu brakuje tylko lektyk ale i do tego pewnie w swoim czasie dojdziemy (a może mercedesy wygodniejsze i z klimą). Widać biskupów politykujących i walczących zażarcie o dobra doczesne dla siebie i swoich popleczników.

    Osobiście uważam że ostaniami kapłanami w naszej hierarchii kościelnej byli JPII i kardynał Wyszyński a po nich nie ma już nic.

  19. @Valkyria,
    do poczytania w drodze do Piaseczna
    Bo co się zdaje, to się zdaje… 😉

  20. @Janek,
    a nie wiesz przypadkiem z czyjego nadania są ci wszyscy biskupi? Przypomnę. Z nadania JPII. To jest właśnie ten kościół o jaki JPII chodziło. „Po czynach ich poznacie”, „nie ten co mówi … „. Kto wynióśł na piedestał odpustowo-jarmarczną religijność ludową? Ano, Wyszyński to zrobił. To jest właśnie ich kościół. Nie odbieraj im zasług 👿

  21. @markot

    :))))))

  22. Zapraszam w niedzielę do krakowskiej dzielnicy Łagiewniki na biznes święto miłosierdzia bożego. Spodziewają się Głodzia , Paeltza i miliona pątników. Z tej okazji usłużne władze miasta uruchomiły specjalną linie tramwajową 23. Proszę zapamiętać 23.

  23. @jasny gwint

    dlaczego radni miejscy tak skromnie? do Paetza powinien być co najmniej pociąg.. 😛

    kto, jak kto, ale Głódź i Paetz nadają się do błagań o miłosierdzie.

    @Matylda

    niestety masz rację. denerwuje mnie, jak Michalik mówi, że Kościół musi być z prostym człowiekiem. a inteligencja do kotła, z tego prosty wniosek.

  24. W mojej wsi tradycyjny coroczny festyn gminny połączony jest z odpustem (sierpień).
    Największą atrakcją jest parada biskupa i władz gminy spod kościoła na szkolne boisko, gdzie odbywają się huczne zabawy (huczne należy rozumieć dosłownie – salwy z armatek na cześć biskupa).
    Na tę okoliczność sprowadza się specjalną dorożkę zaprzężoną w ogniste rumaki weselnie udekorowane. Po nabożeństwie w miejscowym kościele (raz msza odbywała się na stadionie, bo była połączona z ‚wyświęceniem’ Orlika) purpurat, wójt, proboszcz i przewodniczący rady gminy pakują się do bryczki i uroczyście ‚paradują’ przez wieś na stadion (ok. 2 km).
    Na chodnikach licznie zgromadzony lud boży czuje się uświęcony i zaszczycony, iż może z bliska patrzeć w świątobliwe oblicze jego ekscelencji, który od czasu do czasu skinie swą biskupią dłonią w stronę wiernych parafian.
    Następnie kilka rundek wokół stadionu (a cóż to szkodzi, że się zryje !) i na wyżerkę do świeżo wyremontowanej remizy. A tu i szczupaki, i zupy borowikowe, i kaczki w jabłkach…, itd. itp.
    A jako, że sierpień to tradycyjnie miesiąc trzeźwości, to biskup swoim biskupim autorytetem i mocą władzy udziela narodowi dyspensy.
    I naród się raduje, pije do rana, raz na ludowo.
    I tak do następnego roku. Oby tylko łaskawa bozia pogodę dała.
    I tak kwitnie wiejska tradycja i kultura obficie pokropiona biskupim kropidłem. Amen.

  25. Ewa1958
    Coś podobnego obserwowałam „u nasz na Mazowszu”, ale i widzę pewne różnice. W „mojej” gminie odbywały się dożynki, też połączone z sierpniowym odpustem. Oczywiście msza uroczysta się odbyła, ale gdy zacżęła się oficjalna impreza z udziałem samorządowców lokalnych, powiatowych, a nawet gości z Warszawy (zaszczycił bodaj wiceminister rolnictwa) klechów nie było, nawet na lekarstwo.
    Nie chcę wyciągać daleko idących wniosków, ale może macie, to co mieć chcecie.
    Ewa, to nie do Ciebie – per Wy. Wiem, że tzw. polskie kresy, a i prawie całe Podhale różni sie nieco od Polski centralnej, zachodniej, czy północnej. Z nami takie „numery”, jakie opisałas, raczej nie przechodzą.
    Cóż poradzic, że jesteście (jeszcze raz za to Wy przepraszam) bastionami katopolackości. Widzisz jakieś wyjście?

  26. @mag

    Wy, mag, nie przepraszajcie, bo my – Ewa, się nie gniewamy.

    A teraz serio – wyjścia nie widzę. Co roku jest gorzej. Szkolne dzieciaki gania się do kościoła z byle okazji. Każda rocznica -17 września, 11 listopada, 1 marca (święto żołnierzy wyklętych), przygotowanie do komunii, do bierzmowania, wyświęcenie odnowionego budynku gminy, rocznica papieska, początek i koniec roku szk. no i oczywiście trzydniowe rekolekcje. A niechby który nie poszedł. Gminą i szkołą rządzi wójt z plebanem. Dyrekcja jest jedynie figurantem i trzęsie portkami ze strachu o swój dyrektorski stołek i posadkę siostry katechetki.
    Święci się dosłownie wszystko – nowe obory, samochody (na św. Krzysztofa), wyremontowane wiejskie mordownie, sklepy.
    I tak od festynu do festynu, albo jak kto woli – od odpustu do odpustu.

  27. Ewa1958
    I, do k… nędzy, naprawdę nikt sie nie buntuje? Ta cała wiejska inteligencja też nie? Wprost uwierzyć trudno, ale przecież nie posądzam Cię o konfabulację czy o czarrny pijar własnej gminy.
    Nie chcę Cię martwić, ale gdzieś wyczytałam w internecie, że będzie obowiązkowa rocznica I komunii, jak Polska długa i szeroka. Domyślam się, że ze wszystkimi szykanami komercyjnymi (biesiady, prezenty itp).
    A czy u Was „Ranczo” ogladajo? Toż Sulejukowa, co właśnie maturę zrobiła i na studia (zaoczne) się wybiera nie jest jakimś drogowskazem? Pleban w Wilkowyjach też taki bardziej postępowy. Nawet mu pod bokiem prawie feministka wyrosła, czyli zdanie swoje mająca gospodyni na plebanii.
    Czekam na lepsze wiadomości z Podlasia.

  28. @mag

    Nasze ‚ranczo’ ma się znakomicie. Z tą różnicą, że proboszcz podły. Może niedługo coś się zmieni, bo to i wójt przebąkuje o emeryturze, i biskup łomżyński nowy i młody nastał. Ciekawe, czy też będzie chciał się bryką wozić.
    A ludzie, jak to ludzie. Na początku trochę się buntowali, jak nowy (od 4 lat) proboszcz narzucił haracz od rodziny na remont plebanii i kościoła – 1500 PLN -ów ‚od komina’. Niektórzy płakali, a dawali. Już kiedyś pisałam, że coraz mniej ludzi chodzi do ‚naszego’ kościoła. Jeżdżą do najbliższego miasteczka lub do Hodyszewa, choć proboszcz krzyczy, że Matka Boska wszędzie taka sama (?!)
    Wójt to dawny aparatczyk, a teraz nie wychodzi z kościoła. Żeby mógł, to w budynku gminy kaplicę by zrobił. Ot, przechrzta, jakich wielu.
    Wiejska inteligencja żyje swoim życiem. Jeden z moich bliskich znajomych, nauczyciel angielskiego i hodowca kilku koników, pasjonat muzyki i angielskich ogrodów został radnym. Miał wizje, plany, dom kultury, itp.,itd., ale rolniczo – sklepikarsko – kruchtowe lobby szybko ustawiło go do pionu i pokazało mu miejsce w szeregu. Nie muszę dodawać, które to było miejsce.
    A co do rocznicy I komunii – u nas i w sąsiednich parafiach obchodzi się ją od wielu lat. Dzieciaki latają do kościoła przez tydzień w za krótkich albach i na koniec w niedzielę jest uroczyste ponowienie pierwszej komunii. I uroczysty obiad, a jakże. Nie ma zmiłuj. A za tydzień kolejna I komunia. I bale obowiązkowo w lokalach, tak, jak wesela. Bezalkoholowe. Tzn. alkoholu nie ma na stole, bo to przecież święto małego ‚komunisty’, ale dla tych najbardziej potrzebujących zawsze się coś ‚na kuchni’ znajdzie.
    Na szczęście to mnie nie dotyczy.
    P.S. Moja ‚zagraniczna’ córka przygotowała tradycyjną święconkę, pięknie pomalowała jajka, ale do polskiego kościoła ma daleko. Była skłonna darować sobie to święcenie, ale gościła teściów ze Śląska i nie było wyjścia. Poszła więc do najbliższej świątyni anglikańskiej, wytłumaczyła duchownemu, o co jej chodzi. Był zachwycony tradycją, poświecił jajka i kiełbasę i polecił się na przyszłość.

  29. Ewa1958
    Czeka mnie w czerwcu I komunia mojej wnuczki w Brukseli, oczywiście w polskim kościele. Ale sadząc po tym, jak przebiegała 3 lata wcześniej komunia wnuczka, będzie godnie i skromnie. Nikomu sie tam nie śnią jakieś „białe tygodnie”, huczne przyjęcia, a tym bardziej powtórki z rozrywki.
    Róża chodzi do Colegium st. Michael, gdzie są dzieciaki, jak to w Brukseli, różnych narodowości i wyznań, ale mają lekcje religii wyłącznie katolickiej, bo taka to szkoła. Rodzice muszą więc zdecydować, czy „mimo wszystko”, chcą tam dzieci posyłać. Feliks uczył się najpierw w szkole publicznej, gdzie było coś w rodzaju podstaw religioznawstwa. Kontynuuje to w Szkole Europejskiej, która zapewnia uczniom naukę części przedmiotów w języku ojczystym, oprócz obowiązkowych dwóch języków wykładowych – francuskiego i angielskiego. Jak wiesz, w Polsce też są takie szkoły, których absolwenci mają tzw. mature europejską. Róźka też do niej pójdzie.
    Jak się przyglądam codziennemu życiu w Belgii, to tym bardziej doskwiera mi świadomość, jak daleko jesteśmy za…No właśnie, za kim?
    Jeszcze gdzieś do 2005 miałam wrażenie, że dojrzewamy jako społeczeństwo, że wejście do UE da nam potężnego kopa w sensie pozytywnym. I co? Przebudziły się uśpione demony nacjonalizmu, mistycyzmu, wszystkie najgorsze przywary narodowe. A rozum jest w odwrocie.

  30. mag,
    czyżbyś nie pamietała, że najciemniej jest tuż przed wschodem słońca? 😆

  31. @Matylda
    Oby Twoje słowa okazały się prorocze.

  32. Matylda
    Howgh!

  33. Eee, zaraz prorocze 😉
    Czy 30 lat temu przyszłoby komukolwiek do głowy, że rozpadną się Sowiety a razem z nim Obóz Miłujący Pokój?
    Wszystko co ma swój początek, ma też i koniec. Instytucja KrK trwała i trwa, bo takie było zapotrzebowanie społeczne. Wzmacniał ją sojusz tronu z ołtarzem i suto płacone dziesięciny. Zapotrzebowanie się zmniejsza, sojusze nie tak mocne. Najważniejsze to zamknąć kurek z budżetową kasą. Bo przecież wiadomo, że do każdej wojny, również ideologiczno-cywilizacyjnej, a taką KrK prowadzi, potrzebne są „trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze”.

  34. mag 13 kwietnia o godz. 9:56

    Ewa1958
    „Jak się przyglądam codziennemu życiu w Belgii, to tym bardziej doskwiera mi świadomość, jak daleko jesteśmy za…No właśnie, za kim?
    Jeszcze gdzieś do 2005 miałam wrażenie, że dojrzewamy jako społeczeństwo, że wejście do UE da nam potężnego kopa w sensie pozytywnym. I co? Przebudziły się uśpione demony nacjonalizmu, mistycyzmu, wszystkie najgorsze przywary narodowe. A rozum jest w odwrocie.”

    Dawno się tak nie ubawiłem tymi „babcinymi, europejskimi refleksjami”. Umysł całkowicie nieskażony wiedzą dzieli się swoja ignorancją i to zupełnie za darmo! Taka światła osoba, na takim ynteligenckim forumie siem udziela i z podobnymi sobie ynteligentnymi prlowskimi emerytami „wymienia”. Co wymienia? Jak na załączonym obrazku, bo „myśli” to chyba tylko ormowca to som.

    Jest jakieś państwo w UE, które ma wyższy współczynnik rozwodów od Belgii? Ile w Belgii zawiera się małżeństw na ileśtam tysięcy mieszkańców a ile w Polsce? Niektóre urmowce i ochotnicze ławniczki w Kolegiach d/s wykroczeń (na milicyjnej albo na wojskowej emeryturze) to by nic tylko kohabitowały sobie z esbekami, szczególnie w sanatoriach, ale reszta świata uważa, że jednak lepiej się dzieci chowaja w normalnych rodzinach.
    Jak wielki ma Belgia problem z narkotykami? Ile przestępstw popełnia się tam i w Polsce? Przestępstw prawie każdego rodzaju dodam, ile ich jest na statystyczną „głowę”?
    Nu, ale byndziemy kłapać mundrościom babcinom bo wnuczkie tam mamy to i wiemy cu niecoś.

  35. „Mnie proboszcz mówił, że z grzeszników składa się
    cały nasz ludzki kościół…”

    Jacek Kaczmarski – „Teodycea”

    http://www.youtube.com/watch?v=RNynq4ddQhE

  36. Wierny syn kk Mel Gibson – „Lennon zasłużył na śmierć”:

    http://muzyka.wp.pl/gid,655667,opage,3,title,Mel-Gibson-Lennon-zasluzyl-na-smierc,galeria.html

  37. „…Niektórzy ludzie rozwijają się tylko do 4 roku życia…
    potem zaczynają chodzić na lekcje religii i już tylko …rosną”

    PS.
    U tych, którzy mają tępych i nawiedzonych rodziców procesy rozwojowe
    to tylko fizyczny wzrost i dojrzałość płciowa.

    Smiem twierdzić, że spora część Polaków uważających się za ateistów i antyklerykałów to wcale nie są ani ateiści, ani antyklerykałowie.
    Dzięki między innymi właśnie takim „tolerancyjnym ateistom i antyklerykałom” Polska zamiast rozwijać się i polepszać byt całego społeczeństwa – cofa się w rozwoju do najciemniejszych czasów ciemnoty, biedy i intelektualnego ubóstwa, które bezlitośnie wykorzystują jedynie ci, których istnienie, działalność i próżniaczy dobrobyt niektórzy „ateiści i antyklerykałowie” wspaniałomyślnie tolerują do tego stopnia, że zawierają kościelne śluby, kościelnie się rozwodzą, poddają religijnym gusłom (pielgrzymki, procesje, msze, chrzty, komunie, bierzmowania, święconki i klesze włóczęgi „po kolędzie”) swoje i nie swoje dzieci i nawet po śmierci nie zapominają spocząć na kościelnym katafalku, bo bez guślarza sami lub z pomocą swoich bliskich na cmentarz nie trafią…
    Wszystko to opłacane sowicie…a przecież „pasożyta” się niszczy, a nie karmi.
    Czyż nie…?

  38. @zza kałuży

    „Jest jakieś państwo w UE, które ma wyższy współczynnik rozwodów od Belgii? Ile w Belgii zawiera się małżeństw na ileśtam tysięcy mieszkańców a ile w Polsce? Niektóre urmowce i ochotnicze ławniczki w Kolegiach d/s wykroczeń (na milicyjnej albo na wojskowej emeryturze) to by nic tylko kohabitowały sobie z esbekami, szczególnie w sanatoriach, ale reszta świata uważa, że jednak lepiej się dzieci chowaja w normalnych rodzinach.”

    Nie wiem, jak jest w Belgii, nigdy nie byłam. Lepiej wie @mag, ale najlepiej oczywiście ekspert od wszystkiego – @zza kałuży,
    zatem w związku z Jego uniwersalną wiedzą mam pytanie – jakie cechy wg Pana ma tzw. normalna rodzina ?

    Bo w moim środowisku pobłogosławionym i pokropionym święconą wodą przez proboszcza normalna rodzina to taka, co to:

    – w niedzielę i święta we mszy świętej nabożnie uczestniczy, posty nakazane zachowuje i systematycznie uiszcza daninę; w nagrodę proboszcz wyczyta z ambony nazwisko ofiarodawcy;

    – pierze swoje brudy we własnym domu;

    – w normalnej polskiej katolickiej rodzinie chla się na umór ‚ku chwale ojczyzny’ i z tej biedy (średnio flaszka dziennie + dwie paczki fajek bez akcyzy od ruskich), ale ksiądz zrozumie, wyspowiada i rozgrzeszy;

    – w normalnej polskiej rodzinie „mąż żony nie miłuje, gdy jej skóry nie garbuje”, a i dzieciom się oberwie i i od mamy, i od taty, zgodnie z zasadą – państwo ani szkoła nie będą nas uczyć, jak własne dzieci chować

    Ja i moje dzieci jesteśmy ‚rodziną nienormalną’, bo nasz wierny i wierzący małżonek i tatuś przeszło 20 lat temu wyjechał tylko na wakacje ‚za kałużę’ i te wakacje trwają do dziś. Moja najmłodsza córka miała wówczas 3 miesiące. Ja pielęgnowałam dzieci i wierność małżeńską, a on hołubił swoje amerykańskie szczęście.
    Bez jego udziału i duchowego wsparcia moje trzy córki wyrosły na wspaniałe kobiety, mądre, niezależne, wykształcone i pewne siebie. Tylko, że niestety, musiały wychowywać się w rodzinie niepełnej, czyli po polsku – patologicznej. Bez alkoholu, bez wyzwisk i awantur, ale i bez kościoła. A to już było przestępstwo najgorsze z możliwych.
    Dlatego dwie starsze przed kilku laty świadomie wybrały na swą drugą ojczyznę UK. Tam czują się u siebie.

    @zza kałuży

    „Dawno się tak nie ubawiłem tymi „babcinymi, europejskimi refleksjami”. Umysł całkowicie nieskażony wiedzą dzieli się swoja ignorancją i to zupełnie za darmo! Taka światła osoba, na takim ynteligenckim forumie siem udziela i z podobnymi sobie ynteligentnymi prlowskimi emerytami „wymienia”. Co wymienia? Jak na załączonym obrazku, bo „myśli” to chyba tylko ormowca to som.”

    Lepiej się Pan poczuł, jak nawrzucał tym babciom o nieskażonych wiedzą umysłach?
    Musi Pan mieć ze sobą jakiś problem, być może związany ze zbyt długim pobytem za kałużą. Może nostalgia daje o sobie znać. Polecam niezawodne lekarstwo – „Pana Tadeusza”, ‚gdzie bursztynowy świerzop…” i wzruszającą pieśń patriotyczną barda RM, Andrzeja Rosiewicza:

    http://www.youtube.com/watch?v=XcAVzLoTw1U

  39. @ Krzysia

    Masz bardzo radykalne poglądy, które w większości popieram. Jeżeli jednak zostaliśmy wychowani w tradycji religijnej, to czasami trudno się z nią rozstać. Myślę, że taka mała hipokryzja nie zaszkodzi. Opłatek, sianko, święconka – to takie rodzinne, ciepłe, dobre…
    P.S. Nie jestem ateistką, ale z pewnością antyklerykałem. Wiele zła spotkało mnie i moje dzieci ze strony ziemskiego personelu Pana B. Ale żeby oddać sprawiedliwość, znałam też wspaniałych księży.

    Pozdrawiam.

  40. Ewa 1958 16 kwietnia o godz. 7:06
    Jest pani do bólu przewidywalna. Jak nie umiem wejść na odpowiednią stronę właściwego urzędu UE aby dowiedzieć się jak się rzeczy mają w tej Belgii W RZECZYWISTOŚCI to zawsze można naskoczyć na katolików i Kościół. To jest pani problem. Złośliwie można by zgadywać, że jakiś kleryk rozkochał, wykorzystał i porzucił. Drugim, wybrakowanym, z niesmakiem (albo z przemożnej chęci „zaczepienia się w mieście”) „wybrankiem-przypadniaczkiem” był ten, co wyjechał za granicę. No cóż, nie ja jestem winny, iż w końcu wyczuł swoją od początku drugogatunkowość i także porzucił. Nie da się „szczęścia małżeńskiego” budować na kłamstwie. Szczęśliwe małżeństwa nie rozstają się dobrowolnie na lata tylko dążą do połączenia rodziny.

    Jeszcze raz, dla utrwalenia. Gdyby mag nie kopała się z filozofią w „sensie pozytywnym” a poprzestała tylko na opisie znanych jej faktów, to innymjęzykiem bym pisał. A na takie charakterystyczne dla zaściankowego, konio-z-klapkowego myślenia wypociny jeden jest sposób.

    Nie jestem wszystkowiedzący i dlatego podejrzewając lipę DOUCZYŁEM się (przed zabraniem głosu) na stronach UE o problemach społecznych trapiących Belgię. A statystyki wyraźnie mówią, iż posługując się przykładem Belgii jako celu dla Polski mag strzeliła kulą w płot tymi swoimi wiejsko-podmiejskim rozmarzeniami się nad dojrzewaniem i byciem w tyle. To takie charakterystyczne, szczególnie na polskich blogach pluć w swoje gniazdo. Trzeba pomieszkać pół życia w innym kraju, żeby pojąć sens „Prawd Polaków”. Tych z międzywojennych Niemiec. A temat belgijski zainteresował mnie, gdyż wybierając się niedługo do IMEC staram jak najwięcej dowiedzieć o tym kącie świata.

    „Pana Tadeusza” rzeczywiście mam na półce przed nosem i często czytam. Niektóre fragmenty, szczególnie te opisujące szczegóły wiążące się z dawnym miejscem zamieszkania mojej rodziny, znam na pamięć. Bardzo miło-za każdym razem-czytać nazwisko przodka. Nie mieści się w głowie, prawda?

  41. Tweenk pisze:@panda 1) Przyczyną głodu na świecie nie jest brak żywności, tylko jej niesprawiedliwy poizdał z czego wynika ten niesprawiedliwy poizdał? Z tego że najbiedniejsi w Afryce nie są w stanie wyhodować wystarczająco dużo, by zaspokoić swoje potrzeby. Prędzej czy pf3źniej sprowadza się to do praw rynku jeśli biedak w Afryce nie ma wystarczającej siły nabywczej, to nie będzie miał co jeść. Pomoc humanitarna tylko maskuje poblem. Jak można być tak oderwanym od rzeczywistości by twierdzić że większa obfitość żywności nie pomoże w rozwiązaniu tego problemu? Nie ryzykowne manipulacje genetyczne są więc potrzebne dlaczego twoim zdaniem te manipulacje są ryzykowne, skoro konsensus naukowy od lat mf3wi o tym, że żywność GMO nie jest szkodliwa dla zdrowia? 2) Technologia GMO może być dobra w laboratorium, gdzie wykorzystuje się ją do celf3w przemysłu i farmacji, ale nie na polu, gdzie organizmy modyfikowane replikują się w sposf3b niekontrolowany, zarażając tradycyjne uprawy i niszcząc biorf3żnorodność co za bzdura! Jeśli do dzikich rośin wprowadzamy nowy gen, to z definicji rf3żnorodność genetyczna się zwiększa. 3) Firmy biotechnologiczne – np. Monsanto – patentują swoje ziarno i traktują je jako własność intelektualną. Oznacza to konieczność każdorazowego corocznego zakupu ziarna do wysiewu mam dla ciebie ważny nius: prawie żaden rolnik z kraju rozwiniętego od połowy ubiegłego wieku nie odkłada zebranego ziarna na siew. Wynika to stąd że dominują odmiany hybrydowe, ktf3re nie zachowują swoich cech w następnym pokoleniu. Nawet dla roślin zachowujących cechy mało kto się w to bawi ziarno zachowane przez rolnika prawie zawsze ma znacznie gorszą jakość od zakupionego od hodowcy.Swoją drogą, zmonopolizowanie rynku przez kilka firm jest konsekwencją koszmarnie drogich i zbędnych testf3w, ktf3re musi przejść każda odmiana GMO, a za ktf3rych wprowadzenie odpowiadają Zieloni. Od wielu lat odmiany będące mutantami popromiennymi i chemicznymi, powstałe w sposf3b zupełnie przypadkowy, wprowadzano na rynek bez żadnych testf3w i nie spowodowało to żadnych negatywnych skutkf3w. Dlaczego w przypadku GMO, ktf3rych proces powstawania jest ściśle kontrolowany miałoby być inaczej? 4) Pomimo tak usilnie lansowanych (rf3wnież przez ciebie) „dobrodziejstw” i „postępowości” GMO – 9 krajf3w europejskich zakazało u siebie tych upraw to jest jedynie dowf3d na skuteczność nienaukowej propagandy przeciwko GMO oraz istnienie pewnych głęboko zakorzenionych, irracjonalnych obawy Europejczykf3w, a nie jakiś zasadniczy problem z GMO. Rf3wnie dobrze można powiedzieć, że opozycja Zielonych wobec energii jądrowej jest dowodem na to, że tylko udają oni swoją wiarę w globalne ocieplenie, bo zapobiegnięcie minimalnemu ryzyku od EJ jest dla nich ważniejsze od absolutnie pewnego spustoszenia, jakie sprowadzi na cały świat globalne ocieplenie. W każdym innym sensie oznacza cofnięcie się w rozwoju i zagładę jakoś w USA ludzie nie umierają ak muchy, mimo że większość zboża jest tam GMO. I nie wyjeżdzaj mi tu z ich otyłością, bo to był problem od bardzo dawna, zanim jeszcze wynaleziono GMO. Niezły pomysł – opatentować produkcję żywności i wyrugować wszelkie inne uprawy! to sprzeciwiaj się systemowi patentowymi ktf3ry pozwala na takie bzdury, a nie na technologii o olbrzymich możliwościach! To rozwiązałoby też inne problemy, takie jak patentowanie oprogramowania ograniczające rozwf3j technologii komputerowych. W walce z niespełniającym już swojej roli systemem patentowym w pełni poparłbym Zielonych. W nienaukowej propagandzie przeciw GMO nigdy w życiu.