Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

28.09.2017
czwartek

Duda chciałby być jak Kaczyński

28 września 2017, czwartek,

Duża część polskiej prawicy chciałaby, aby Jarosław Kaczyński był jak Andrzej Duda. Tyle że Andrzej Duda marzy, by być jak prezes Kaczyński.

1.

Obóz rządzący jest w stanie wojny. Politycznej wojny. Stawką tej batalii są władza, pieniądze i rząd dusz na prawicy. W tej bratobójczej potyczce walczą ze sobą wszyscy ze wszystkimi: Duda z Ziobrą, Duda z Macierewiczem, Kaczyński z Dudą… Prawicowy lud przygląda się temu z coraz większym zaniepokojeniem, bo wie, że to się może źle skończyć dla obecnego obozu władzy.

Wie również, że wybory rządzą się inną logiką. Emocje wywracają polityczne sondaże i układanki do góry nogami. I wie, że łaska wyborców na pstrym koniu jeździ. Ale – co najważniejsze w tym wszystkim – prawica wie, że sukces wyborczy z 2015 roku był możliwy nie dlatego, że na pierwszej lini frontu widzieliśmy Macierewicza i Kaczyńskiego, ale widzieliśmy Dudę i Szydło.

Dziś, kiedy mamy już realną politykę, role się odwróciły: twarzą tzw. dobrej zmiany i rządów PiS jest Macierewicz, który – zgodnie z ustaleniami Tomasza Piątka, autora książki o ministrze obrony – ma niejasne powiązania z ludźmi Moskwy. Twarzą jest prezes Kaczyński, który gardzi tymi, z którymi się nie zgadza. Jest też ojcem chrzestnym fasadowego Trybunału Konstytucyjnego i dobrym duchem politycznego klintelizmu, który Polacy zobaczyli przy okazji partyjnej kampanii, robionej za publiczne pieniądze przeciw sądom.

Tak czy inaczej prawica wie, jak smakuje opozycyjność, więc już dziś myśli, na jaki polityczny układ postawić, by wciąż być przy – używając języka prawicy – korycie.

2.

Jarosław Kaczyński, jak wiemy, ma dziś na prawicy rząd dusz. Ale, co rozumieją tacy publicyści dobrej zmiany jak Piotr Zaremba czy Rafał Ziemkiewicz, o sukcesie wyborczym decyduje wyborca centrowy. A ten może nie przełknąć Kaczyńskiego, jakiego dziś widzimy – czy to w Sejmie, krzyczącego do opozycji „mordy zdradzieckie”, które zamordowały mu brata, czy to w czasie miesięcznic smoleńskich, ogrodzonego kordonem policji i ocierającego się o śmieszność, gdy raz koleiny mówi o zbliżaniu się do „prawdy”.

Ta część bardziej cywilizowana część prawicy chciałaby, aby Kaczyński miał więcej cech prezydenta Dudy: potrafiącego, gdy chce, mówić językiem pojednawczym, pozorującego również pojednawcze gesty wobec opozycji. Krótko: ta część prawicy chciałaby, by Kaczyński był tym, kogo widzieli w kampanii wyborczej – wycofanego, zarządzającego z tylnego siedzenia, mówiącego, przykładowo, o „pakiecie demokratycznym”.

Prezydent Duda z kolei – szczególnie przez twardą prawicę, skupioną wokół mediów braci Karnowskich – nie jest postrzegany jako polityczny zawodnik wagi ciężkiej. Dlatego Andrzej Duda, którego Kaczyński nawet nie udaje, że traktuje serio, postanowił przypakować polityczne mięśnie. Zawetował dwie pisowskie ustawy. Ale nie zrobił tak dlatego, by chronić niezależność sądów i trójpodział władzy. A tym samym nas, obywateli. Zrobił to, by napisać ustawy „pod siebie”, zwiększając swoje uprawnienia, a więc siłę politycznego rażenia.

Nie ma znaczenia, że jako strażnik konstytucji przy okazji projektowanych ustaw łamie ustawę zasadniczą. Dudzie idzie o to, by w wewnątrzpisowskiej i wewnątrzprawicowej wojnie mieć w ręku dobrą kartę przetargową.

Prezydent Duda, żeby zerwać z wizerunkiem Adriana, wciąż czekającego pod drzwiami Kaczyńskiego, musi prężyć muskuły. Co więcej, jest do tego prężenia muskuł namawiany przez takich ludzi jak Jarosław Gowin, który ma duże ambicje polityczne. Zarazem krakowski polityk wie, że nigdy – jako były Platformers – nie zyska uznania w oczach twardego elektoratu prawicy. Kibicuje Dudzie, by wokół prezydenta powstała „cywilizowana prawica”. A w takim projekcie Gowin widzi siebie na najwyższych stanowiskach państwowych. Nie wykluczając premierostwa.

3.

Czy jest jednak możliwe, żeby Andrzej Duda, który nawet dla dużej części prawicy jest Adrianem, stał się drugim Kaczyńskim? I czy jest szansa, by prezes spuścił z tonu – porzucił swoje wizje wrogów, nie mówiąc już o zemście, jaką poprzysiągł Donaldowi Tuskowi? I by oddał część swojej politycznej władzy?

Otóż wydaje się, że taka zamiana ról nie wchodzi w grę. Kaczyński nie jest sobą, gdy zamienia się w gołąbka pokoju. Z drugiej strony Duda nie ma najmniejszych szans, by przejąć rząd dusz na prawicy. Dlatego będziemy raczej obserwatorami coraz brutalniejszej wojny w prawicowym obozie, którą w zasadzie Kaczyński wygrał. Andrzej Duda, łamiąc konstytucję, już dawno przestał być wiarygodnym politykiem dla liberalnego elektoratu. Dziś, rzucając rękawicę Kaczyńskiemu i rozpychając się na prawicy, traci wiarygodność także w obozie władzy. Tak czy siak żywot prezydenta jest nie do pozazdroszczenia.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop